Pechowiec o słabej psychice. Najtrudniejszy moment w paradoksalnej karierze Carsona Wentza

Zobacz również:Gdy legenda szokuje cały świat sportu. Co jeszcze chce udowodnić Tom Brady?
Carson Wentz - Philadelphia Eagles
Fot. Mitchell Leff/Getty Images

Futbolowa przygoda Carsona Wentza znalazła się na bardzo dużym zakręcie. Rozgrywający Philadelphia Eagles po raz pierwszy od początku kariery może stracić pozycję w drużynie ze względów innych niż zdrowotne. A to one dotychczas zabierały mu najpiękniejsze momenty kariery.

Na początek mała sytuacja wcieleniowa. Jesteś podstawowym rozgrywającym całkiem niezłej drużyny NFL, która od 2016 roku, od kiedy wybrano cię w drafcie, w trzech z czterech sezonów zagrała w play-offach, wygrała Super Bowl po raz pierwszy w swojej historii i ma być może jedną z lepszych sytuacji (trenersko-kadrowo-organizacyjną) w historii.

Brzmi dobrze? Nie, jeśli nazywasz się Carson Wentz.

27-latek jest niekwestionowanym starterem Eagles od początku kariery, ale w play-offach zagrał łącznie… pół kwarty. Wspólny pomnik pod stadionem drużyny mają jego trener i zmiennik, ale nie on sam. Wszystko przez problemy zdrowotne. A w dodatku teraz, jak ze zdrowiem nic się już nie dzieje, zaczyna sypać się wszystko inne.

MISTRZ O SZTUCZNYM UŚMIECHU

Był moment w karierze Wentza, kiedy to on był tym zastępującym podstawowego rozgrywającego. Wydaje się, jakby było to bardzo dawno temu, niektórzy mogliby nawet o tym zapomnieć. Był rok 2016, a Wentz – po świetnym okresie przygotowań do draftu – rósł w oczach skautów niezwykle szybko. Był zawodnikiem z małego uniwersytetu North Dakota State, co zawsze, nawet w przypadku świetnej gry, rodzi pytania o przełożenie tego sukcesu na tak wysoki poziom, jakim jest NFL.

Jednak Senior Bowl, czyli mini-obóz dla czołowych zawodników kończących szkołę i wszystkie testy przeddraftowe wskazywały na to, że nie ma w nim ani cienia wątpliwości. Z prospekta, przy którym stały znaki zapytania, Wentz stał się graczem, o którym zaczęły myśleć drużyny z pierwszymi wyborami.

Jedną z nich byli Eagles, którzy dopiero co podpisali przedłużenie kontraktu z Samem Bradfordem. Ekipa z Filadelfii wybrała Wentza z drugim numerem draftu, a potem oddała Sama Bradforda do Minnesota Vikings, by zacząć sezon swoim „świeżakiem”. Nie planowano tego z początku, jednak Wentz tak dobrze spisywał się na treningach, że nowy trener Doug Pederson nie miał żadnych wątpliwości.

Pierwszy sezon pod wodzą nowego duetu Pederson-Wentz Eagles zakończyli z bilansem 7-9. Mówiąc kolokwialnie – szału nie było, ale umiarkowany optymizm – jak najbardziej. Wszyscy bowiem oczekiwali znacznego skoku jakości w drugim roku obu panów. Nie wiadomo jednak, czy ktokolwiek spodziewał się aż takiego.

Eagles weszli w sezon 2017 bardzo mocno, a sam Wentz grał z meczu na mecz coraz lepiej. Po dwunastu spotkaniach mieli bilans 10-2, a sam rozgrywający był głównym kandydatem do nagrody MVP we wszystkich tego typu rankingach. Niestety, w trzynastym meczu zerwał więzadła krzyżowe, co automatycznie zakończyło jego sezon. Wielu obserwatorów i ekspertów myślało również, że oznacza to koniec sezonu Eagles. Nic bardziej mylnego.

Drużynę przejął Nick Foles - rozgrywający, dla którego był to drugi pobyt w Filadelfii. W trakcie pierwszego zaliczył bardzo dobry sezon w 2013 roku, jednak było to uznawane za pojedynczy wystrzał. Sezon życia, nie do powtórzenia, bo w pozostałych wyraźnie pokazywał, że do poziomu regularnie startującego gracza mu daleko.

Sezony 2013 i 2017 miały jednak punkt wspólny – trenera Pedersona, który w pierwszym przypadku był trenerem rozgrywających w Eagles. Pod jego wodzą Foles stawał się kompletnie innym graczem. Tak było też po zastąpieniu Wentza. Eagles skazywano na cierpienie, a tymczasem wygrali wszystkie trzy pozostałe mecze w sezonie regularnym. Do play-offów weszli jako nr 1 konferencji, a mimo tego mało kto stawiał na nich w walce o Super Bowl. Drużyna, choć bilans na to nie wskazywał, przyjęła miano underdoga i żywiła się tym. Nakręceni tą energią Eagles pokonywali kolejne przeszkody, a zmiennik Wentza spisywał się bardzo dobrze. Do tego stopnia, że na koniec futboliści z Filadelfii niespodziewanie wygrali Super Bowl, pokonując broniących tytułu New England Patriots po szalonym meczu 41:33.

Na to wszystko z ławki patrzył Wentz. Z kontuzjowanym kolanem cieszył się ze swojego pierwszego mistrzowskiego pierścienia, jednak ten uśmiech momentami zdawał się nieco wymuszony. Nie była to zazdrość czy zawiść w stosunku do Folesa, a raczej żal, wiedząc, że mógł być na jego miejscu. Na pocieszenie został wybrany do meczu gwiazd (w którym oczywiście nie dał rady zagrać) i drugiej drużyny sezonu, jednak to nic w porównaniu do możliwości cieszenia się z Super Bowl na boisku. Był to jednak dopiero drugi sezon w karierze młodego rozgrywającego, a Eagles budowali bardzo mocną drużynę, więc można było oczekiwać, że Wentz dostanie jeszcze swoje szanse na boisku, nie tylko na widok konfetti lecącego dla jego zastępcy.

POWTÓRKA Z ROZRYWKI

Wentz był dalej pierwszym wyborem na pozycji QB, mimo fantastycznej końcówki i mistrzowskiego marszu Folesa. Dlatego przejął rolę startera kiedy tylko wyzdrowiał, w trzecim tygodniu następnego sezonu. Nie wszystko jednak wyglądało wtedy tak dobrze, jak rok wcześniej. Rozgrywający nie grał już na poziomie MVP, a Eagles nie wygrywali tak łatwo. Ich bilans z Wentzem to 5-6, a w dodatku zawodnikowi przypałętała się kolejna kontuzja, tym razem pleców. Pederson nie chciał ryzykować kolejnego poważnego urazu i posadził Wentza na ławkę. Stery przejął Foles i zakończył sezon istotnymi zwycięstwami, dającymi play-offy, w których oczywiście znów sam zagrał.

Tym razem Super Bowl nie było, jednak drużyna z Filadelfii przeszła jedną rundę, wygrywając szczęśliwie z Chicago Bears i odpadła dopiero w rundzie dywizyjnej (mówiąc prościej – ćwierćfinale ligi), a Wentz po raz kolejny w swojej karierze obejrzał kluczowe rozgrywki z ławki rezerwowych. Rozgorzała debata - fani Orłów podzielili się na #TeamWentz i #TeamFoles. Pierwszy miał talent, jednak brakowało mu zdrowia i szcześcia. Drugi to szczęście miał i nawet mimo tego, że teoretycznie dysponował goszym potencjałem, to zawsze znajdował sposób na wygrane.

Potrzebne było jakieś rozwiązanie i takie się znalazło. Po sezonie Foles odszedł, zasługując na szansę w innej drużynie, gdzie będzie pewniakiem i oddech na karku Wentza nieco się zmniejszył. Pojawiły się jednak inne problemy, z kontuzjami w drużynie. Eagles byli być może najbardziej, a na pewno jedną z najbardziej kontuzjowanych ekip w lidze. Niewiele pozostało ze świetnej linii ofensywnej, która miała chronić rozgrywającego. Duże problemy miała też obrona, a wszystko zaczęło spoczywać na barkach lidera zespołu.

Wentz odpowiedział na to wyzwanie bardzo dobrze. Rozegrał w końcu pełen sezon zasadniczy - pierwszy od czasu jego pierwszego sezonu w lidze. W nim poprowadził Eagles do bilansu 9-7 i kolejnego występu w play-offach. Nic nie mogło stać na przeszkodzie, by w końcu w nich zadebiutował.

Doczekał się tej chwili, ale zagrał… pół kwarty, bo po uderzeniu (niezbyt czystym, trzeba przyznać) Jadeveona Clowneya w tył głowy wyleciał z meczu ze wstrząśnieniem mózgu. Zastąpił go 40-letni obieżyświat, Josh McCown, dla którego był to pierwszy i jednocześnie niezwykle wzruszający występ w play-offach w karierze. Złośliwi mogli wtedy stwierdzić, że Wentz swoją grą i karierą potrafi pisać fantastyczne i pamiętne historie. Z tym, że nie sobie, a swoim rezerwowym.

REGRES

Wszystkie te problemy wpłynęły na psychikę Wentza. W dodatku Eagles, wiedząc o jego problemach, postanowili wybrać w drugiej rundzie draftu 2020 kolejnego rozgrywającego Jalena Hurtsa, co dodatkowo miało niezbyt pozytywny wpływ na jego pewność siebie. Stało się to sytuacją nieco konfliktową, a jednocześnie dla obu stron zrozumiałą. Z jednej strony Wentz, pewny swojej pozycji, widzi wybór rozgrywającego w pierwszych rundach, co często oznacza plan zastąpienia w niedalekiej przyszłości. Z drugiej - Eagles nie mogli liczyć więcej na 40-letnich rezerwowych, wiedząc, jakie problemy ze zdrowiem i jakiego pecha miewa ich podstawowy zawodnik. Sytuację nieco uspokoił nowy, czteroletni kontrakt dla Wentza, który miał mu pokazać, że wciąż jest traktowany jak przyszłość całej franczyzy.

Nagromadzenie problemów samego zawodnika (kontuzje, utrata pewności siebie) z problemami drużyny (Eagles są jedną z najbardziej kontuzjowanych ekip lidze) stały się jednak głównym powodem regresu całej organizacji, na czele z zawodnikiem. W momencie pisania tego tekstu Eagles mają bilans 3-6-1, a Wentz gra najgorszy sezon w karierze. Po dziesięciu meczach rzucił 14 przyłożeń i tyle samo przechwytów, co dla poziomu, do którego aspiruje, jest wręcz statystyką niedopuszczalną. Dla porównania - w słynnym sezonie z Super Bowl, kiedy szedł po tytuł MVP, miał stosunek 33-7 po trzynastu meczach. Pogorszenie formy jest więc wyraźne, żeby nie powiedzieć gwałtowne. Zawodnikom na takim poziomie rzadko zdarza się zagrać najgorszy sezon w karierze mając 27 lat i wchodząc w jej teoretycznie najlepszy okres.

Na różne teorie i przewidywania nie trzeba było długo czekać. Skoro Wentz gra tak źle, to może czas spróbować z Hurtsem? Skoro regres jest tak wyraźny w tym wieku, to może trzeba pomyśleć długofalowo o innym rozgrywającym? Dobrze poinformowani insiderzy NFL Network informują, że Pederson szykuje osobny pakiet zagrywek z Hurtsem w roli głównej, co sugeruje, że powoli wypycha Wentza z pierwszego składu.

Nie jest to jednak takie proste. Nowy kontrakt pierwszego rozgrywającego sprawia, że zwolnienie go albo oddanie do innej drużyny kompletnie się Eagles nie opłaca, bo większość pieniędzy i tak musieliby zapłacić sami, uniemożliwiając sobie podpisywanie nowych zawodników. Szczególnie w niezwykle istotnym pod tym względem przyszłym sezonie, który ze względów pandemicznych może oznaczać obniżone budżety płacowe w salary cap. Zostawienie go, by grać innym QB oznacza pewne problemy w szatni i to nawet mimo tego, że Wentz nie był nigdy jakimś konfliktowym zawodnikiem.

Sytuacja jest patowa, a dobrego wyjścia dla obu stron nie widać. Co ciekawe, sytuacja w dywizji Eagles jest w tym roku na tyle beznadziejna, że nawet z takim bilansem i tak grającym Wentzem drużyna... ma jeszcze szanse na play-offy. Stąd prośby kibiców do spróbowania gry Hurtsem, co przywołałoby pewne wspomnienia związanie z Nickiem Folesem. Z drugiej strony trener Pederson twierdzi, że dopóki grają o play-offy to zmiany na stałe nie będzie, bo to na plecach Wentza leży cała drużyna. Z jeszcze innego tematu napływają kolejne informacje, jakoby Pederson miał „nie rozpaczać zbyt mocno”, jeśli Eagles zwolniliby go po sezonie. Nie jest to jakaś niezwykle szokująca informacja, jednak pokazuje, jak zła jest aktualnie sytuacja w szatni drużyny z Filadelfii.

Rozwiązania nie widać, a jeśli już, to tylko jedno. Wentz musiałby zacząć grać na swoim optymalnym poziomie z poprzednich lat. Samo to zaradziłoby na większość problemów zespołu. Tylko czy zniszczony fizycznie i psychicznie rozgrywający jest w stanie odzyskać dawną pewność siebie?

Podziel się lub zapisz
Uniwersalny jak scyzoryk. MMA, sporty amerykańskie, tenis, lekkoatletyka - to wszystko (i wiele więcej) nie sprawia mu kłopotów. Pisze dla newonce.sport, a w newonce.radio odwiedza audycję NFL Po Godzinach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.