Pazerni miliarderzy się skompromitowali, niesmak pozostał. Ale kibice, piłkarze i trenerzy nie powinni ponosić konsekwencji (KOMENTARZ)

Zobacz również:Najbardziej romantyczny beniaminek od czasów Newcastle Keegana. Czy Leeds zderzy się ze ścianą?
fot. Charlotte Wilson/Offside/Offside via Getty Images

Pokonanie wroga nie zawsze oznacza pokój. Uśmiercenie projektu Superligi to wygrana bitwa, ale zarazem zarzewie nowych konfliktów. Chciwi właściciele klubów, którzy marzyli o enklawie luksusu, kurze znoszącej złote jaja, w różny sposób usuną się w cień. Ale świat nie zapomni tak łatwo o ich niecnym występku. Cenę już płacą inni, tylko dlatego, że znaleźli się pod konkretną banderą. Dla mnie ta sytuacja to kolejny rozdział do długiej historii hipokryzji angielskiej ligi, jako całego organizmu, bez podziału na Top 4 czy Big 6 i resztę.

Od poniedziałku futbol przypominał piekielną machinę z parku rozrywki, która wynosi uczestników zabawy wysoko w górę, a następnie z potężną prędkością opada przy akompaniamencie ich wrzasków. Superliga umarła zanim zdążyła się narodzić, przy okazji dostaliśmy dowody na to, że fani mogą dużo, gdy naprawdę się zezłoszczą i nawet pal sześć, że piłkarz Manchesteru United Brandon Williams wrzucił do sieci fotkę z parady wrogiego Liverpoolu – w końcu w takich chwilach można wybaczyć gapiostwo, bo chodzi o większą rzecz.

Głowa puchnie od czytania samych nagłówków, a co dopiero zagłębiania się w treści. Natłok informacji jest olbrzymi, ale nie ma się co dziwić, bo na spokojną taflę spadł tak wielki kamień, że jeszcze długo będziemy obserwować fale. Petr Cech wśród protestujących fanów Chelsea, dymisja Eda Woodwarda i rozliczenie z jego rządami w Manchesterze United, feed z ironicznymi komentarzami piłkarzy, zjednoczenie kapitanów drużyn pod wodzą Jordana Hendersona, Gary Neville świętujący upadek rebeliantów lampką wina – ten miks to typowe dla dzisiejszych czasów karmienie nas newsami. Ale warto się na moment zatrzymać i spróbować przeanalizować to na chłodno.

Czytam właśnie, że 14 pozostałych klubów Premier League zastanawia się, jakie konsekwencje powinni ponieść ci, którzy uznali się za lepszych. A przecież odpowiedź jest prosta. Żadne. To nie Harry Kane, ani posiadacz karnetu na The Emirates, ani też Ole Gunnar Solskjaer nie są winni, że przyszło im tworzyć taki a nie inny ekosystem.

Doprawdy bawią mnie te wszystkie pohukiwania na temat zbrodni i kary, chciwości – oto bowiem nagle Anglicy zorientowali się, że istnieją miliardy funtów, wirujące w szalonym tańcu, jakby wcześniej nie znali cen za prawa do transmisji telewizyjnych, sum wydatków w oknach transferowych czy tygodniówek przeciętnych zawodników. Pamięć niektórych jest niesamowicie krótka.

Weźmy kibiców Chelsea, których – żeby było jasne – popieram w całej rozciągłości. Ale czyż to nie właściciel ich klubu, Roman Abramowicz, kilkanaście lat temu stworzył imperium oparte na pieniądzach, których pochodzenia nikt nie chciał znać? I zmienił tym samym system. Dał początek wyścigowi, jaki nie może się zatrzymać. Albo ci z City? Czym byłby dzisiaj ich klub, gdyby nie pieniądze szejków, włożone w niego ponad dekadę wstecz? Czy prułby właśnie po kolejny tytuł? Sorry, ale śmiem wątpić.

Łzy wzruszenia zalały mi oczy, kiedy Sam Allardyce ogłosił, że powinno się ukarać szóstkę niedoszłych banitów za sam zamiar. Czy moja pamięć jest aż tak zawodna, że pomyliłem Allardyce’a z jakimś gościem, który piastując funkcję selekcjonera reprezentacji Anglii chciał wejść w dziwne układy, oczywiście jako filantrop (ha, ha), ale okazało się, że jego zleceniodawcami są dziennikarze, a na dodatek to nagrywają? Ten sam Allardyce, który skompromitował się doszczętnie i został zdymisjonowany po JEDNYM meczu kadry pod jego wodzą? Big Sam, come on, serio?

Łatwo mówi się o grzechach innych, trudniej rozmawia o nich z lustrem, a winnych jest cała kolejka. Stworzenie zepsutego środowiska sprawiło, że kluby piłkarskie z miejsc, w których ludzie szukali na trybunach nadziei i ucieczki od trosk, stały się korporacyjnymi potworami. Piłkarze zamienili się z atletów w przedsiębiorców, zarabiających tak obrzydliwie dużo, że w większości przypadków wzbudzają już tylko niechęć fanów, szczególnie, kiedy nie wygrywają meczów. Ci ostatni zaś przyłożyli do tego rękę, bo byli w stanie z roku na rok płacić coraz więcej za bilety, koszulki i transmisje.

Spokojnie. Fajnie rzuca się górnolotne hasła, ale przecież akurat ten świat nie stał się zachłanny w nocy z niedzieli na poniedziałek. Piłki nie zabrano biednym, by dać ją bogatym wczoraj, lecz już dawno temu. Pazerni miliarderzy się skompromitowali, niesmak pozostał. Ale kibice, piłkarze i trenerzy nie powinni ponosić konsekwencji. Niczemu nie są winni, poza tym, że pracują w wesołym miasteczku u diabła. Niekiedy jeden z nich powie coś mądrego. Jak ten świetny chłopak z Leeds United, Patrick Bamford, który przyznał, że żałuje, iż ludzie reagują w tak gwałtowny sposób, kiedy chodzi o czyjeś kieszenie, a nie robią tego, gdy trzeba walczyć z nierównościami, rasizmem i i innymi trudnymi sprawami. Niestety, to więcej niż pewne, że jego słowa zginą we wrzaskach internetowych tytułów i memach.

Podziel się lub zapisz
Czasem pisze – w poniedziałki Futbolowa Gorączka, a w piątki Tygodniówka na newonce.sport, a czasem gada – w poniedziałki w Kick Off, w czwartki w Futbol i Cała Reszta w newonce.radio. Liga angielska jest najlepsza na świecie. Amen.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.