Koniec pewnej ery. Jak bracia Gasol podbili NBA

Zobacz również:Bezdomny dzieciak znalazł swoje miejsce w NBA. Jak Jimmy Butler stał się liderem
Marc Gasol i Pau Gasol
Fot. Gregory Shamus/Getty Images

Piękną przygodę w 2001 roku zaczął starszy Pau, kilka lat później dołączył młodszy Marc. Obaj zrobili w Ameryce wielkie kariery. Święcili mnóstwo tryumfów, grali w Meczach Gwiazd (raz nawet przeciwko sobie), zdobywali mistrzostwa. To samo w reprezentacji Hiszpanii, choć tam akurat już ramię w ramię. Teraz jednak ich era dobiega końca. W nadchodzącym sezonie po raz pierwszy od 20 lat na parkietach NBA nie zobaczymy ani jednego Gasola.

Wszystko zaczęło się na podwórku przed domem babci.

To tam Pau i Marc Gasol toczyli pierwsze batalie, tak jak to między rodzeństwem bywa. Kłócili się często, rywalizowali niemal zawsze. W najskrytszych snach pewnie nie marzyli jednak, że będą to robić także w NBA. Obaj za jakiś czas trafią do Hall of Fame, bo obaj mają za sobą fantastyczne kariery (choć na ten moment ani jeden, ani drugi jeszcze ich nie kończą). Przez lata byli wśród najlepszych podkoszowych w lidze, a między kolejnymi sezonami NBA pomagali reprezentacji Hiszpanii zbierać regularnie medale na wielkich imprezach.

Kilka tygodni temu wspólnie zakończyli grę dla kadry na igrzyskach w Tokio. Teraz z NBA pożegnał się Marc. Po swoim najsłabszym sezonie w barwach Lakers zahaczył jeszcze na chwilę o Memphis, gdzie ekipa z Los Angeles go oddała (głównie z powodu oszczędności, ale też braku miejsca), a gdzie tak starszy, jak i młodszy Gasol zaczynali kariery. Kończy się więc pewna era, bo przecież począwszy od 2001 roku, w NBA grał albo Pau, albo Marc, a przez kilka lat grali razem. Choć zawsze przeciwko sobie.

BRATERSKA RYWALIZACJA

– Nigdy nie widziałem, żeby ktoś walczył tak zaciekle, by po wszystkim tak po prostu rzucić się sobie w ramiona i zachowywać się jak bracia – stwierdził kiedyś Ricky Rubio. Pojedynki jeden na jednego między braćmi Gasol to już niemal legendarne opowieści. Z reguły dochodziło do nich podczas treningów hiszpańskiej kadry. Raz do zabawy dołączyć chciał Serge Ibaka, od 2011 roku także reprezentant Hiszpanii. Wytrzymał dwa dni. Braterska rywalizacja była zbyt intensywna i zaciekła, by mógł w niej uczestniczyć ktokolwiek inny.

Trudno się dziwić, a zrozumie to niemal każdy, kto ma rodzeństwo w podobnym wieku. Pau jest starszy o cztery lata. Od zawsze był tym najbardziej poukładanym i przykładnym dzieckiem w rodzinie Gasolów. Jako dziecko chciał iść w ślady mamy i zostać lekarzem. Celem numer jeden małego Pau było więc znalezienie lekarstwa na HIV. Powód? Magic Johnson musi przecież zostać uratowany! Marc za to dużo częściej ładował się w tarapaty, choć i Pau miał swoje za uszami. Rywalizacja między rodzeństwem kwitła.

TO MUSI BYĆ W DNA

Oczywiście nie na to, kto więcej nabroił, ale kto więcej razy wygrał. W gry planszowe, w karty, nawet w „Głodne Hipopotamy”. – To musi być w naszym DNA, ponieważ nie jesteśmy w stanie tego zmienić – stwierdził kiedyś Marc.

Nie zabrakło również pojedynków na szkolnym boisku do koszykówki, choć tutaj przez długi czas nie było wątpliwości, kto ma przewagę. Wyższy Pau nie dawał szans młodszemu bratu. Szybko okazało się, że ma ogromny talent i w pewnym momencie Hiszpan nie dawał szans niemal nikomu w kraju.

W barwach Barcelony stał się jednym z najlepszych zawodników na Starym Kontynencie. Porzucił marzenia o zostaniu doktorem i przerwał rozpoczęte już nawet studia medyczne, bo koszykówka zajęła niemal cały jego czas. Pytać o niego zaczęli skauci z NBA, a gdy w 2001 roku podkoszowy wygrał z Blaugraną mistrzostwo kraju i Puchar Króla (zdobywając też nagrody dla MVP), to jasne stało się, że zaraz opuści Hiszpanię. W drafcie 2001 z trójką wybrali go Hawks, ale jeszcze tej samej nocy pozyskali go Memphis Grizzlies.

NOWE ŻYCIE W STANACH

Razem z Pau do Stanów Zjednoczonych przeniosła się cała rodzina – w tym dwaj młodsi bracia, czyli Marc oraz Adrià (jemu jako jedynemu nie udało się zrobić kariery). Najstarszy z rodzeństwa właśnie zaczynał przygodę z NBA, podczas gdy 16-letni wtedy Marc też miał rozpocząć całkowicie nowe życie. Mierzył już sobie wtedy niemal siedem stóp, nie mówił zbyt dobrze po angielsku i trafił do szkoły średniej w Memphis. Żył trochę w cieniu coraz bardziej sławnego brata, choć sam również szybko zaczął się wyróżniać.

Ktoś taki jak on był przecież sensacją w całej szkole – gość zza granicy, który na dodatek ma brata w NBA. Co więcej, okazało się, że także Marc potrafi całkiem nieźle grać w kosza. Wysokie koszykarskie IQ i dobry rzut z dystansu pozwalały mu dominować, choć w tamtym czasie nastolatek miał spore problemy z wagą – ważył ponoć około 130 kilogramów, a na domiar złego bardzo zasmakował sobie w posiłkach z McDonald’s. Przydomek „The Big Burrito” całkiem nieźle obrazował jego ówczesny stan fizyczny.

IŚĆ W ŚLADY PAU

Marc niekiedy pojawiał się na treningach Grizzlies, ale wciąż nie miał jeszcze podjazdu do starszego brata. Gierki jeden na jednego wciąż kończyły się z reguły łatwymi zwycięstwami Pau, który w tym samym czasie zaczął podbijać NBA i zaskarbiać sobie sympatię fanów z Memphis. Pierwszy sezon zakończył jako najlepszy debiutant ligi. Zespół, który dopiero co opuścił Vancouver, miał jednak spore problemy z wygrywaniem. Przez dwa lata po przenosinach Grizzlies wygrali zaledwie 51 z 164 spotkań.

Lepsze dni nastały dopiero wtedy, gdy trenerem został Hubie Brown. Ekipa z Memphis w sezonie 2003/04 po raz pierwszy w historii klubu dobiła do 50 zwycięstw. Naocznym świadkiem tych sukcesów nie był już jednak Marc. Bo choć kilka uniwersytetów było nim zainteresowanych, on uznał, że musi iść w ślady Pau i najpierw dać sobie szansę w Hiszpanii. Potrzebował też świeżego startu, a ten zapewniła mu Barcelona, gdzie trafił w 2003 roku. Widząc ciężką pracę starszego brata w NBA, sam docenił jej wartość.

MAN BOOBS

Na bok odstawił więc jedzenie typu fast-food i przestał ciągle rzucać za trzy. Gdy Grizzlies w październiku 2003 roku wybrali się do Barcelony na mecz towarzyski, nie wszyscy od razu rozpoznali młodszego brata Pau. Przez kolejne lata Marc najpierw dostał się do reprezentacji Hiszpanii (gdzie w finale mistrzostw świata w 2006 roku świetnie zastąpił kontuzjowanego brata wybranego potem MVP turnieju, pomagając Hiszpanom zdobyć złoty medal), by dwa lata później już w barwach Girony zostać wybrany najlepszym zawodnikiem ligi ACB.

Co więcej, w drafcie 2007 pod koniec drugiej rundy wybrali go Los Angeles Lakers. Trafić w dobrego zawodnika z odległym numerem jest niezwykle ciężko, a blisko tego byli też Houston Rockets. Ostatecznie nie postawili na Hiszpana, bo choć analityczne narzędzia menadżera Daryla Moreya podpowiadały taki właśnie wybór, to jednak znalezione w sieci zdjęcie Gasola bez bluzki spowodowało, że przylgnął do niego przydomek „Cycuszek” (ang. Man Boobs) – w ten oto sposób ciągłe drwiny przesłoniły potencjał środkowego.

NAJLEPSZY GRACZ W WYMIANIE

Podczas gdy młodszy Gasol zaczął dominować w Hiszpanii, starszy coraz lepiej odnajdywał się w Ameryce. Krok za krokiem przechodził do historii Grizzlies – jako najlepszy zbierający w dziejach klubu (w 2006 roku) oraz najlepszy punktujący (w 2007). Zagrał także w swoim premierowym Meczu Gwiazd (w 2006). Dokonał tego jako pierwszy Hiszpan w historii NBA i przy okazji pierwszy zawodnik w historii klubu z Memphis. Nic więc dziwnego, że w lutym 2008 roku zgłosili się po niego mający mistrzowskie aspiracje Lakers.

Grizzlies przystali na transfer, choć fani zadowoleni nie byli. Samą wymianę określano jako bardzo jednostronną. Lakers otrzymywali najlepszego gracza w wymianie, który jeszcze w tym samym sezonie pomógł im awansować do finałów, a w latach 2009-2010 zdobyć dwa mistrzostwa. Do Memphis wędrowali tymczasem gracze drugiego albo trzeciego rzędu. No i prawa do młodszego Gasola. Ci, którzy pamiętali go ze szkoły średniej, nie wierzyli, że Marc poradzi sobie w NBA. Na dodatek on sam nie za bardzo chciał tę teorię sprawdzać.

DOBRE SŁOWO BRATA

Pau od początku wierzył jednak, że jego brat jest dla Grizzlies najlepszą częścią całej tej wymiany. Nadzieje co do młodszego Gasola miał też ówczesny generalny menedżer zespołu, debiutujący na tym stanowisku Chris Wallace. Pozostało tylko przekonać go do przenosin do USA. Najpierw spotkał się jednak z rodzicami, by wytłumaczyć dwie rzeczy. Po pierwsze, dlaczego oddał Pau i po drugie, dlaczego Marc świetnie odnajdzie się w Memphis. W tym samym czasie trzeba jeszcze było dostać zielone światło od właściciela Grizzlies.

Ten nie był do końca zdecydowany. Wallace musiał bowiem złożyć Gasolowi dobrą finansowo ofertę, by Hiszpan miał dodatkowy powód, aby wyfrunąć z ojczyzny. Jednak Michael Heisley, ówczesny właściciel klubu, nie wierzył zbyt mocno w umiejętności gracza wybranego pod koniec draftu. Pomógł ostatecznie nie kto inny jak Pau. To właśnie po rozmowie z nim Heisley przystał na warunki kontraktu: 10 milionów dolarów za trzy lata gry. Starszy Gasol miał wtedy stwierdzić, że jego brat może być lepszy od niego.

KTOŚ PRZEGRAĆ MUSI

Pierwszy raz w NBA bracia zmierzyli się w grudniu 2008 roku. I już przy okazji tego pojedynku widać było, że choć łączy ich wiele, to Gasolowie są zupełnie różni. Pau bardziej szczupły, Marc wciąż lekko zaokrąglony. Pau bardziej finezyjny, Marc może nieco brutalny. Dzięki temu wyrównały się wreszcie ich letnie gierki jeden na jednego. Na parkietach NBA częściej lepszy był jednak Pau, który z 35 starć wygrał 22 (w tym cztery w fazie play-off podczas jedynej bratobójczej serii Gasolów między Spurs a Grizzlies w 2017 roku).

Każdy taki pojedynek – ostatni miał miejsce w styczniu 2019 roku – był dla braci okazją na wspólny posiłek. Wtedy rozmowa tyczyłaby się wszystkiego, ale nie koszykówki. – Obaj rozumiemy, że są w życiu rzeczy dużo ważniejsze niż koszykówka – stwierdził Marc. Bo choć obaj nienawidzą przegrywać, to w tych starciach któryś zawsze przegrać musiał. – Po meczu jeden z nas jest w lepszym, drugi w gorszym humorze, ale przecież wciąż jesteśmy braćmi, a życie toczy się dalej – przypomniał jednak kiedyś Pau.

HISTORIA ZATOCZYŁA KOŁO

Od przyszłego sezonu życie w NBA będzie się toczyć dalej już bez nich. Pau z ligi odszedł w 2019 roku z powodu kolejnych kontuzji. Wrócił do kraju i zdołał się jeszcze przygotować na igrzyska olimpijskie w Tokio. Wcześniej przez lata był najlepszym pomocnikiem Bryanta od czasu Shaqa, pozostając też jedną z najszlachetniejszych postaci w lidze. Jako niedoszły medyk często odwiedzał dzieci w szpitalach, ku zdziwieniu sztabów PR-owych swoich drużyn, które niekiedy o wszystkim dowiadywały się po fakcie – z internetu.

Marc z kolei w 2019 roku opuścił Memphis po kilku bardzo udanych latach, gdzie wyrósł na jednego z najlepszych defensorów ligi i stał się chyba nawet większą legendą Grizzlies niż starszy brat. Trafił do Toronto, gdzie pomógł Raptors zdobyć mistrzostwo, a po dwóch latach w Kanadzie przeniósł się do Lakers. Ostatecznie trafił więc do zespołu, który wybrał go w drafcie, choć nie była to zbyt udana przygoda. Historia zatoczyła koło, gdy po sezonie LAL wysłali 36-latka z powrotem do Memphis. Tym razem już na koniec kariery w NBA.

STARSI MUSZĄ USTĄPIĆ

Młodszy Gasol wróci teraz do Hiszpanii, by zagrać jeszcze w barwach Girony (której jest zresztą właścicielem) i pomóc jej w powrocie do pierwszej ligi. Nie będzie pojednania z Pau w barwach Blaugrany – nie wiadomo zresztą, czy 41-latek w ogóle jeszcze zagra, choć na razie oficjalnej decyzji o odwieszeniu butów na kołek nie ma. Bracia dostali jednak szansę, by pożegnać się z hiszpańskimi kibicami na igrzyskach w Tokio. Po przegranej w ćwierćfinale z USA jednocześnie ogłosili zakończenie kariery reprezentacyjnej.

Przez lata tworzyli podstawy najlepszej generacji w historii hiszpańskiej koszykówki. Do kraju przywieźli dwa tytuły mistrzów świata (2006 i 2019), trzy medale olimpijskie i cały worek krążków z mistrzostw Europy (w tym trzy złota). – Nadszedł czas młodych, a żeby młodzi grali, to starsi muszą ustąpić – oznajmił Marc. – Już sam mój powrót do gry po wszystkich kontuzjach był sukcesem – dodał Pau. A choć w kadrze grali ramię w ramię, to paradoksalnie w trakcie zgrupowań stoczyli przecież najwięcej bojów.

A ŻYCIE TOCZY SIĘ DALEJ

Raz, w 2015 roku, zmierzyli się nawet w Meczu Gwiazd NBA, gdy kibice swoimi głosami wysłali ich obu do grona starterów. Był to pierwszy taki przypadek w długiej historii All-Star Game. W latach 1970-71 w meczach gwiazd grali co prawda bliźniacy Tom i Dick Van Arsdale (rozważali nawet zamianę miejsc dla zabawy), ale obaj występowali w roli rezerwowych. Na dodatek wcześniej żaden inny Europejczyk nie rozpoczynał Meczu Gwiazd od pierwszej minuty – aż do czasu braci Gasol. Marc reprezentował Zachód, Pau zagrał dla Wschodu.

– Na początku będzie dobra zabawa i dużo uśmiechu. Ale potem nie zamierzam pozwolić mu zdobyć punktów – zapowiadał jeszcze przed startem spotkania młodszy z nich. Niczego innego nie należało się spodziewać.

Ostatecznie starcie wygrała reprezentacja konferencji zachodniej, Gasolowie – którzy rozpoczęli mecz na środku boiska (batalię o piłkę wygrał Pau) – byli najlepszymi zbierającymi swoich zespołów, a braterska więź umocniła się kolejnym takim pojedynkiem.

I po wszystkim życie toczyło się dalej.

Podziel się lub zapisz
Dziennikarz sportowy z pasji i wykształcenia. Miłośnik koszykówki odkąd w 2008 roku zobaczył w akcji Rajona Rondo. Robi to, co lubi, bo od lat kręci się to wokół NBA.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.