Sen o ponownej potędze Partizana. Żeljko Obradović wraca na salony z gronem koszykarskich gwiazd

Zobacz również:Misja Virtus. Sergio Scariolo przed szansą na podbój klubowego basketu
Partizan - Zeljko Obradovic
Fot. Srdjan Stevanovic/Getty Images

Roku przerwy potrzebował Żeljko Obradović na to, aby stęsknić się za pracą trenerską. Rekordzista Euroligi pod względem zdobytych tytułów powrócił do klubu, w którym rozpoczął karierę jako szkoleniowiec. Obok Serba do Partizana Belgrad trafiło w obecnym oknie wielu zawodników, którzy mogą poprowadzić klub ze stolicy kraju do sukcesów na arenie międzynarodowej.

Sześć mistrzostw Ligi Adriatyckiej, trzy Puchary Koracza i najcenniejszy triumf w Eurolidze – kibice Czarno-Białych z rozrzewnieniem mogą wspominać historię, szczególnie tę sprzed 30 lat. Dzisiejszy zespół chciałby nawiązać do tamtych osiągnięć. W ostatnich latach poza dwoma Pucharami Serbii i triumfem w Superpucharze ABA League, w gablocie nagród Partizana dawno nie widziano niczego wielkiego.

Po ostatnim mocno chaotycznym sezonie w klubie postanowiono dokonać nie tyle modernizacji, ile rewolucji. Zespół prowadziło aż czterech szkoleniowców. Sztafetę rozpoczął dotychczasowy asystent Vlado Scepanović. Z końcem października jego obowiązki na nieco ponad tydzień przejął były trener Śląska Wrocław Milivoje Lazić, by zaraz do pracy przyszedł inny dobrze znany w naszym kraju – Saso Filipovski. Słoweniec również nie odmienił wyników. W marcu już go nie było. Jako ostatni obowiązki „head coacha” pełnił Aleksandar Matović, który w nowy sezon wchodzi już jako II trener.

POWRÓT KRÓLA

Jeszcze kilka lat temu ta historia wydawałaby się bajką. Być może najlepszy szkoleniowiec w dziejach europejskiego basketu powraca do klubu, w którym kończył karierę koszykarską, zaczynając także trenerską. Z końcem czerwca wszystkie prośby zostały wysłuchane. Po 28 latach słynny Żeljko Obradović znów zasiadł za sterami klubu ze stolicy. Na pierwszym spotkaniu z mediami Serb przedstawiał historię rozmów z włodarzami Partizana. Szybko doszedł do wniosku, że stary zespół będzie dobrym miejscem do pracy po rocznej przerwie.

– Cieszę się, że prezes Mijailović uregulował sytuację w klubie, zwłaszcza finansowo, co było bardzo trudne. Teraz wszyscy musimy spróbować sprowadzić Partizana z powrotem tam, gdzie należy mu się miejscr. Nie ma w Europie klubu, który wyprodukowałby tylu ważnych i wspaniałych zawodników, a także trenerów. W Europie jedynym klubem równym Partizanowi jest Real Madryt. To była łatwa decyzja. Kiedy pierwszy raz rozmawiałem z prezesem Mijailoviciem, od razu wiedziałem, że wracam i powiedziałem mu to po dwóch, trzech godzinach rozmowy – opowiadał na powitalnej konferencji prasowej Obradović.

W trakcie wydarzenia serbski szkoleniowiec pozował z koszulką nawiązującą do sukcesu klubu z 1992 roku. To właśnie on jako trenerski młokos świeżo po skończeniu z grą poprowadził Partizan do triumfu nad Joventutem Badalona w finale Euroligi. Dwa lata później dopisał drugi triumf tym razem… z wcześniejszym hiszpańskim przeciwnikiem. Najsłynniejszym rozdziałem w jego pracy był jednak pobyt w Atenach. W latach 1999-2013 prowadzony przez niego Panathinaikos pięciokrotnie zdobywał najważniejsze klubowe trofeum w Europie. Do historii koszykówki przeszli wtedy zawodnicy tacy jak Żeljko Rebraca, Dejan Bodiroga czy Dimitris Diamantidis. Za ich sukcesy w dużej mierze odpowiadał właśnie Obradović.

Trenerską legendę oprócz fenomenalnego dorobku czy filozofii stawiania na pick-and-rolle cechuje także niecodzienny charakter. Nazwać go emocjonalnym człowiekiem, to tak, jakby nic nie powiedzieć. Jego tyrady w trakcie przerw nie raz podwyższały tętno zawodników. Być może to stanowiło jedną z przyczyn, dlaczego tak utytułowanego szkoleniowca nigdy nie widzieliśmy w NBA. Prawdopodobnie wiele jego zachowań skutkowałoby nie tylko przewinieniem technicznym, ale i wielomeczowym zawieszeniem.

Niezależnie od temperamentu, wśród zawodników Serb cieszy się niesamowitym respektem. Gigi Datome swego czasu usłyszał od Obradovicia popularny dwuwyrazowy wulgarny zwrot. Pomimo tego, w maju ubiegłego roku w samych superlatywach wypowiadał się o byłym trenerze nazywając go „Michaelem Jordanem Fenerbahce”. Jeszcze większe komplementy prawił mu inny zawodnik Derrick Williams. Numer dwa draftu NBA 2011 przez lata pracował z wieloma specjalistami takimi jak Mike Malone, Erik Spoelstra czy Rick Adelman. W rozmowie z hiszpańskojęzyczną stroną najlepszej ligi świata porównywał go… do LeBrona Jamesa.

– To doskonały trener. Wie wszystko o koszykówce, jest prawdopodobnie najmądrzejszą osobą, jaką kiedykolwiek spotkałem. Są tylko dwie osoby, które według mnie są na tym poziomie, że mają pojęcie o całej grze: LeBron James i Żeljko Obradovic. Wiedzą wszystko o drugiej drużynie i graczach w naszej drużynie. Posiadanie takiego trenera sprawia, że chce się dużo ciężej pracować, więc darzę go ogromnym uznaniem – komplementował szkoleniowca Williams.

CZARNO-BIAŁY DREAM TEAM?

Obradovicia można uznać za największą postać budowanego zespołu, jednak nie jest w stanie sam biegać po parkiecie. Do tego potrzebuje uzdolnionych zawodników, ale już jego obecność może być mocnym argumentem za przyjściem do Partizana. Kolejnym jest porządek organizacyjny oraz finansowy, a także wysokie ambicje 21-krotnego mistrza kraju.

Wizerunek odmienił Ostoja Mijailović. Działający w polityce Serb cztery lata temu objął władzę w klubie. Początek to czas wielkich porządków. Pod koniec 2017 roku na konferencji prasowej wyznał, że dług klubu przekracza siedem milionów euro, a lada chwila konto zespołu może zostać zajęte przez wierzycieli. Z czasem dzięki odpowiedniej polityce klub znalazł się na dobrych torach. Przy okazji reorganizacji od strony sportowej towarzyszyło im lekkie szczęście. Przez ten okres przewinęło się kilku graczy, którzy świetną postawą zapracowali na transfery (często gotówkowe) do innych ekip. Przykład stanowi między innymi Nigel Williams-Goss, który po Partizanie wylądował w Olympiakosie i Utah Jazz.

Tego lata wszyscy w czarno-białej części Belgradu pracują na wysokich obrotach. Klub sprowadził już do Europy dwóch zawodników z NBA. Najpierw podpisano Rodionsa Kurucsa, czterdziesty numer draftu z 2018 roku. Łotysz miał za sobą dwa pełne sezony gry w Nets plus trzeci dzielony z chwilowymi epizodami w Rockets i Bucks. Podobnie jak on, tak i Alen Smailagić wraca na Stary Kontynent po to, aby grać więcej niż po kilka minut. Dla byłego skrzydłowego Warriors transfer stanowi powrót do rodzinnego miasta. Do tego grona można dopisać również Yam Madara. Izraelczyka niecały miesiąc temu w drafcie wybrali Celtics. Były gracz Hapoelu Tel Awiw otrzymał propozycję tak zwanego two-way contract (występy dzielone pomiędzy G-League a NBA), lecz uznał, że lepsza dla rozwoju będzie gra w EuroCupie u Obradovicia.

Partizan ściągnął też zawodników o solidnej, ugruntowanej pozycji w Europie. Do kraju wrócił inny Serb Aleksa Avramović, który do niedawna reprezentował barwy Malagi i Estudiantes. Z kolei z Olimpii Mediolan przylecieli dwaj koszykarze, notujący średnio dwucyfrową liczbę punktów w minionym sezonie Euroligi. Najpierw zakontraktowano Kevina Puntera, a parę dni później Zacha LeDay’a. Co ciekawe, pierwszy z nich w sezonie 2017/18 reprezentował barwy Rosy Radom. Do Belgradu trafia między innymi jako dwukrotny zwycięzca Koszykarskiej Ligi Mistrzów oraz posiadacz największego kontraktu w historii serbskiej ligi. Według różnych doniesień, za dwa lata gry Amerykanin ma zainkasować od 2,4 do nawet 3 milionów dolarów. Dla porównania, podczas wspomnianej wcześniej konferencji prasowej z udziałem Mijailovicia, obecny prezes opowiadał o budżecie klubu lekko przekraczającym milion euro. Dodał, że najlepiej zarabiającemu koszykarzowi płacono wówczas dwanaście tysięcy dolarów miesięcznie.

MARZENIE O POWROCIE NA SZCZYT

Jest dobry trener, zawodnicy i organizacja. Czas, aby wszystkie elementy układanki stworzyły całość, to jest sukces w EuroCupie i ABA League. W pierwszych rozgrywkach „Crno-beli” występują nieprzerwanie od 2017 roku. Dotychczas najlepszym wynikiem był ćwierćfinał w przerwanym przez koronawirusa sezonie 2019/2020. Teraz znów powalczą na zapleczu Euroligi, przy czym w nowym formacie. Dotychczas 24 zespoły przydzielano do czterech grup. Od nowego sezonu 20 ekip powalczy w dwóch.

Zespół Obradovicia o awans do najlepszej szesnastki (po pierwszej rundzie odpadną po dwie drużyny) powalczy z mocnymi teamami – MoraBanc Andorrą, Lokomotiwem Kubań czy Gran Canarią. Jednym z przeciwników będzie także Śląsk Wrocław. W stolicy Dolnego Śląska Partizan zagra 22 marca.

W Belgradzie, podobnie jak w Virtusie Bolonia, nikt nie ukrywa ambicji sięgających powrotu do Euroligi. Serbowie liczą, że gra w najlepszych rozgrywkach Starego Kontynentu stanie się faktem już od przyszłego sezonu. Legenda tamtejszego basketu Dusan Ivković na łamach gazety „Novosti” przestrzegał niedawno włodarzy, że wejście do elity nie następuje w jedną noc.

– Partizan to nasz jedyny klub z tytułem Euroligi i logiczne jest, że kibice chcą oglądać ich w najlepszej lidze. Wszystkie duże kluby miewają kryzysy, kiedy wypadają i odpadają z największych rozgrywek. Świetny klub tworzą nie tylko trenerzy i zawodnicy, ale także kibice. Jeśli tego oczekują i są ku temu warunki, ich życzenie powinno zostać spełnione – opowiadał Serb, który jako szkoleniowiec dwukrotnie triumfował w Eurolidze, a także zdobył złoto na mistrzostwach świata w 1990 roku.

Postawione przed Obradoviciem zadanie nie jest ani trudne, ani łatwe. Z jednej strony na start dostaje konkretne jak na warunki kontynentu transfery. Ponadto może liczyć na dobrą organizację zespołu. Z drugiej wcześniej prowadził o wiele większe firmy jak Fenerbahce czy Panathinaikos, gdzie miał do dyspozycji zawodników, mogących w tym samym momencie być częścią któregokolwiek z zespołów NBA. Należy jednak przyznać, że 61-latkowi po roku przerwy nie brakuje wigoru do pracy.

Dziewięciokrotny zwycięzca Euroligi będzie robił wszystko, aby liczba dziewięć z tego określenia zniknęła. Dwucyfrowa liczba triumfów w najlepszej lidze Europy nie wydaje się czymś z rodzaju science-fiction.

Podziel się lub zapisz
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.