Paradoks funkcjonowania u Nagelsmanna. Jaki sezon rozgrywa Robert Lewandowski

Zobacz również:Piłkarz z własną podobizną na plecach. Leroy Sane — nowa ekstrawagancja Bayernu
Bayern Monachium
Stefan Matzke - sampics/Corbis via Getty Images

Częściej sprawia wrażenie sfrustrowanego, nie zawsze cieszy się po golach, trafia rzadziej niż w poprzednim sezonie, a media donosiły, że nie jest zadowolony z liczby otrzymywanych podań. Jednak wbrew temu wszystkiemu zmiany, jakich dokonał w Bayernie Monachium nowy trener, jeszcze bardziej ułatwiają Polakowi strzelanie goli. Dzięki czemu za pół roku znów może się zakręcić w okolicach ustanowionego “na wieki” rekordu.

Po grudniowym meczu ze Stuttgartem niemieckie i polskie media zdominowały nie analizy kolejnego efektownego zwycięstwa Bayernu Monachium, ani spektakularnego występu Serge’a Gnabry’ego, lecz dyskusja o zachowaniu Roberta Lewandowskiego po obu strzelonych golach. Polak nie tyle ich nie świętował, ile nawet się nie uśmiechnął. Strzelił i zwrócił się w stronę własnej połowy, by wznowić grę. Sprawa doszła nawet na szczebel Juliana Nagelsmanna, który na konferencji prasowej musiał zgadywać, dlaczego jego najlepszy zawodnik był niezadowolony. Kilka tygodni wcześniej “SportBild” pisał z kolei o frustracji Lewandowskiego po meczach z Fuerth i Eintrachtem Frankfurt, w których nie strzelił goli, marnując szansę na pobicie rekordu Gerda Muellera z szesnastoma kolejnymi meczami ligowymi ze zdobytą bramką. Polakowi miało się nie podobać, że dostaje za mało podań. Częściej niż poprzednio zdarzały się tej jesieni mecze, w których o Lewandowskim mówiło się, że poza strzelonym golem, był niewidoczny. Łatwo było wśród doniesień o takim wydźwięku przegapić, że w historii Bundesligi tylko trzy razy zdarzyło się, by ktoś miał na półmetku sezonu więcej goli niż Lewandowski obecnie: dwa razy Muellerowi, raz samemu Lewandowskiemu.

Z perspektywy dotychczasowej kariery Nagelsmanna może być dość zaskakujące, że napastnik w jego systemie czuje się źle. Trener Bayernu wyrobił sobie w Niemczech opinię Geppetta, który z każdego był w stanie wyrzeźbić dobrze funkcjonującego napastnika. To u niego Joelinton urósł z transferowego niewypału do zawodnika wartego 40 milionów euro. To u niego sezony życia rozgrywali Ishak Belfodil, Timo Werner czy Mark Uth, a świetnie funkcjonowali też Patrik Schick, Adam Szalai czy Andrej Kramarić. Alexander Soerloth, który w poprzednim sezonie kompletnie nie wypalił w Lipsku, należał do bardzo rzadkich wyjątków. Można było przypuszczać, że mając w rękach najlepszego przedstawiciela gatunku, Nagelsmann będzie wiedział, jak stworzyć mu odpowiednie środowisko.

Podziel się lub zapisz
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który o Bayernie Monachium pisze tak samo często, jak o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Szuka w Ekstraklasie śladów normalności. Czyli Bundesligi. W newonce.sport autor sobotniego cyklu Z nogą w głowie i poniedziałkowej rubryki Centrostrzał.