Otwarcie okien w polskiej kadrze? Igor Milicić przed reprezentacyjnym debiutem

Zobacz również:Pójść w ślady kolegów z reprezentacji 3x3. Co czeka kadrę Taylora w Kownie?
Igor Milicić
Fot. Wojciech Figurski/400mm.pl

Pod koniec września Polski Związek Koszykówki pożegnał się z Mike'iem Taylorem, a na miejsce Amerykanina zatrudniono dobrze znanego w krajowym środowisku Igora Milicicia. Przed Chorwatem z polskim obywatelstwem stoi zadanie wprowadzenia świeżości do zespołu, który potrafi sprawiać kłopoty najlepszym, ale boryka się również z wewnętrznymi problemami.

Zwolnienie Taylora można było rozpatrywać w kategoriach zaskoczenia. Mówiło się bowiem, że żyje w bardzo dobrych relacjach z prezesem związku Radosławem Piesiewiczem. Co więcej, zarzucano mu, że podejmuje ruchy zgodne z preferencjami szefa związku. Stanowił to kazus Adama Waczyńskiego. Koszykarz Zaragozy od dłuższego czasu jest w konflikcie z szefem PZKosz. W trakcie jednego z powrotów do kadry Taylor pozbawił go funkcji kapitana, przydzielając ją Mateuszowi Ponitce.

– Nie otrzymałem opaski decyzją trenera. Decyzją trenera natomiast mi ją odebrano, mimo że żaden z kolegów podczas wspólnego spotkania za zamkniętymi drzwiami zrobić tego nie chciał – pisał 32-latek w oświadczeniu, w którym ogłosił rezygnację z występów.

Były selekcjoner do momentu zwolnienia żył w przekonaniu, że jego posada jest niezagrożona. Pomimo przegranych kwalifikacji na igrzyska olimpijskie, Piesiewicz deklarował poparcie dla trenera. Gdy niecałe dwa miesiące temu związek skontaktował się z Taylorem, ten myślał, że chodzi o finalizację rozmów dotyczących przedłużenia umowy. Wyszło zgoła inaczej.

– Nie jestem wściekły lub smutny. Staram się podchodzić do spraw w odpowiedni sposób. Skupiam się na tym, na co mam wpływ. Zostawiam polską kadrę i koszykówkę w lepszym miejscu niż ją zastałem. Osiągnęliśmy bardzo dużo i myślę, że ten okres z perspektywy czasu będzie oceniany bardzo dobrze – mówił Taylor „Przeglądowi Sportowemu” tuż po zwolnieniu.

SAMODZIELNE PORZĄDKI

Sens i datę zwolnienia Amerykanina niektórzy mogą podważać. Niemniej kilka dni później związek w okazały sposób zaprezentował opinii publicznej nowego szkoleniowca. Igor Milicić wziął udział w konferencji prasowej, w której obok niego i prezesa zasiadł Łukasz Koszarek. Rozgrywający Legii Warszawa przez ostatnie lata był stałym kadrowiczem u Taylora. Teraz zakończył karierę w narodowym zespole i wchodzi do gry jako dyrektor kadry.

Chorwat jako trener pracuje od siedmiu lat. Zaczynał w 2014 roku w AZS-ie Koszalin, klubie, w którym kończył udaną karierę koszykarską. Z biegiem sezonów rozpoczął kolekcjonowanie trofeów. W Anwilu Włocławek zdobył dwa mistrzostwa kraju z rzędu oraz Puchar Polski. Kolejny triumf w PLK nastąpił już w Ostrowie Wielkopolskim. Posiadający od osiemnastu lat polskie obywatelstwo trener pracuje w Wielkopolsce od grudnia ubiegłego roku. Na dziś łączy obowiązki w kadrze i w klubie.

Nowy szkoleniowiec pierwszymi powołaniami dał sygnał, że chce sprawdzić nowych graczy, a nie korzystać tylko z tych, którzy od jakiegoś czasu stanowią filar kadry. Oczywiście, nie brakuje Mateusza Ponitki, Jarosława Zyskowskiego czy Aleksandra Balcerowskiego – postaci dobrze znanych z gry u Taylora. Gdyby nie kłopoty zdrowotne, na zgrupowaniu byliby obecni także Michał Michalak i Michał Sokołowski. W porównaniu z czasami Taylora można dostrzec jednak wiele różnic.

Zanim napiszemy o nowych twarzach, zwróćmy uwagę na brakujące postacie. W składzie nie znalazło się miejsce między innymi dla Aarona Cela, A.J. Slaughtera, Damiana Kuliga czy Adama Waczyńskiego. Pierwszy, podkoszowy, kreuje obecnie najlepsze indywidualne liczby w karierze w PLK. Zawodnik Twardych Pierników Toruń rzuca blisko trzynaście punktów na mecz, spędzając na parkiecie pół godziny, a także posiada eval przekraczający siedemnaście „oczek”. Dodatkowo ma blisko 70-procentową skuteczność rzutów za dwa.

Slaughter, który w ostatnich latach często występował jako podstawowy rozgrywający, radzi sobie dobrze w Gran Canarii. W ACB i EuroCupie notuje średnio po jedenaście punktów i trzy asysty. Przez lata przyzwyczailiśmy się do obecności naturalizowanego Amerykanina w biało-czerwonej koszulce. Z kolei przypadek Waczyńskiego jest znany. Nawet pomimo rezygnacji można było liczyć na to, że nowy selekcjoner wkroczy do akcji i spróbuje zachęcić „Wacę” do powrotu. – Adam jest pozytywnie nastawiony do mojego pomysłu na reprezentację – mówił Milicić „sport.pl” na początku zgrupowania.

Wraca za to Marcel Ponitka. Nie jest tajemnicą, że relacja pomiędzy pochodzącymi z Ostrowa Wielkopolskiego braćmi jest co najwyżej chłodna. W ostatnich miesiącach u Taylora sprawa wyglądała tak, że jak grał jeden z braci (głównie Mateusz), to drugiego nie było w kadrze.

MŁODOŚĆ

Jeśli chodzi o nowości, to w pierwszej kadrze Milicicia znajdziemy ich wiele. Decyzje trenera dają sygnał, że reprezentacja Polski silnie patrzy w kierunku młodych postaci. – To jest mój pomysł na przyszłość kadry. Razem ze związkiem mamy wspólny cel i plan, dlatego już na pierwszym zgrupowaniu ma być widać, że chcemy iść mocno w kierunku odmłodzenia reprezentacji Polski – mówił na początku miesiąca selekcjoner w rozmowie z TVP Sport.

Choć z szerokiego składu ostało zdecydowanie mniej młodych twarzy, to warto wyróżnić obecność Jakuba Nizioła, Michała Kolendy czy Grzegorza Kulki. Pierwszy wraz z kolejnym rokiem gry w PLK nabiera doświadczenia i wzrasta z formą. O Kolendzie mówi się często, przy czym dyskusja tyczy się jego brata, Łukasza. Rozgrywający Śląska Wrocław w opinii publicznej jawi się jako wielki talent, który ma przez lata kreować grę Polski. Póki co idzie mu to w kratkę. Z kolei starszy z rodzeństwa, od początku kariery związany z Treflem Sopot, od jakiegoś czasu ustabilizował formę. Choć przed sezonem otrzymał wiele ofert (dobry zawodnik z polskim obywatelstwem jest nieraz na wagę złota), zdecydował się na pozostanie w znajomym środowisku.

Historia Kulki jest poniekąd romantyczna. Na początku 2019 roku grał jeszcze w Treflu. Później wylądował jednak na zapleczu PLK w Wałbrzychu. W I Lidze był gwarantem blisko piętnastu punktów i sześciu zbiórek na mecz. Zyskał uwagę Legii Warszawa, w której od ponad roku prezentuje się nadzwyczaj dobrze. Pod wodzą Wojciecha Kamińskiego zarówno Kulka, jak i cała ekipa „Zielonych Kanonierów”, jest rewelacją FIBA Europe Cup.

Bardzo ciekawym ruchem nowego selekcjonera jest zaproszenie na zgrupowanie sześciu młodych zawodników, którzy przyjadą zbierać doświadczenie. Wiśniewski, Pluta, Musiał, Krasuski, Kamiński i Wójcik dołączą do kadry po meczu z Izraelem. Pierwotnie na liście był także Dominik Wilczek, ale wobec kontuzji Sokołowskiego, selekcjoner włączył go do ścisłej kadry. Jak podaje oficjalna strona związku, zawodnicy przez trzy dni będą trenować wraz z asystentami Milicicia – Markiem Popiołkiem i Grzegorzem Kożanem.

DEBIUT

W nadchodzącym oknie Polaków czekają dwa mecze kwalifikacji do mistrzostw świata. Najpierw 25 listopada zmierzą się na wyjeździe ze wspomnianą kadrą Izraela. W 2020 roku dwukrotnie mierzyliśmy się z tym zespołem, w obu spotkaniach przegrywając. Zespół Guya Goodesa na ostatnich wielkich turniejach nie gra lub prezentuje średni poziom. Trzeba jednak pamiętać, że wsparty zawodnikami euroligowymi jest to bardzo silny zespół. Z powodów ograniczeń covidowych do Tel Awiwu poleci tylko trzynastu koszykarzy. Ponadto zabraknie Mateusza Ponitki, którego w tym samym dniu czeka jeszcze spotkanie z Panathinaikosem.

Drugim rywalem będą Niemcy. Zachodni sąsiedzi jawią się jako jeszcze mocniejszy rywal. Kilka miesięcy temu brali udział w turnieju olimpijskim, gdzie doszli do ćwierćfinału. Tam przeszkodę nie do przejścia stanowiła prowadzona przez Aleksandra Sekulicia Słowenia. Po turnieju doszło do zmiany na ławce trenerskiej. Henrika Rodla zastąpił Gordon Herbert. W składzie z oczywistych względów zabraknie gwiazd NBA – Mortiza Wagnera, Isaaca Bongi i Dennisa Schroedera. Drużynę tworzą głównie zawodnicy Bundesligi wsparci dwoma koszykarzami spoza ligi niemieckiej.

Z mistrzami Europy z 1993 roku zagramy 28 listopada w Lublinie. Tam już do dyspozycji będzie starszy Ponitka. Milicić w większym gronie będzie miał okazję do premierowego zaprezentowania się biało-czerwonej publiczności. Na starcie dostaje lekki kredyt zaufania. Decyzja o zaproszeniu młodych graczy na pewno mu sprzyja. Warto jednak do dobrego obrazu dorzucić jedną albo dwie wygrane. Stanowiłoby to mocny krok w kierunku awansu na mistrzostwa świata 2023.

Podziel się lub zapisz
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.