Ostatni romantyk znika z Formuły 1. Williams został sprzedany

F1 70th Anniversary Grand Prix
Fot. Bryn Lennon/Getty Images

Właśnie jesteśmy świadkami końca pewnej epoki w Formule 1. Po latach utrzymywania się na powierzchni Williams w końcu sięga po koło ratunkowe i zmienia właściciela. Ostatni oldschoolowy zespół właśnie przestaje istnieć w znanej nam formie. Dodatkowo oznacza to, że żadna z ekip z siedzibami w okolicach Silverstone nie ma brytyjskiego właściciela.

Historia Franka Williamsa to prawdziwa sinusoida. Zaczynał od ścigania się między innymi w Formule 3, ale dość szybko zrozumiał, że dużo więcej w tym temacie nie osiągnie. Postanowił wykorzystać swoje umiejętności w kupowaniu i sprzedawaniu części zamiennych oraz samochodów wyścigowych, aby sfinansować własną operację wyścigową. Tak narodził się zespół Frank Williams Racing Cars.

Wyniki nie były nawet blisko tego, co wyobrażał sobie Brytyjczyk. Zespół miał problemy finansowe, utrzymywanie ekipy nie należało do łatwych. Wyglądało to tak źle, że kiedy żona wysyłała Franka do sklepu z pieniędzmi, ten potrafił zniknąć w garażu na trzy dni, bo wszystko zainwestował w ściganie.

Nieudana przygoda z pierwszym zespołem zakończyła się w najgorszy możliwy sposób. W 1976 roku kanadyjski milioner Walter Wolf postanowił kupić 60% udziałów w zespole. Williams potrzebował finansowania, a majętny człowiek chciał sukcesów w królowej sportów motorowych. Frank pozostał szefem ekipy, a ta zmieniła nazwę na Wolf-Williams Racing. Po nieudanym sezonie, gdzie najwyższym miejscem była siódma lokata w wyścigu, nowy inwestor usunął założyciela ze stanowiska. Potwarz była tak duża, że Frank odszedł z zespołu, odsprzedał resztę udziałów Wolfowi i rozpoczął nowy projekt wraz z Patrickiem Headem, który po dziś dzień znamy jako Williams Grand Prix Engineering. Reszta jest historią i to całkiem utytułowaną.

JAKI OJCIEC, TAKA CÓRKA

Bez poznania tej historii ciężko jest zrozumieć działania zespołu z ostatnich lat. Polscy kibice z problemami ekipy z Grove zetknęli się w największej mierze w zeszłym sezonie. Robert Kubica wszedł do ekipy, która była w absolutnej rozsypce. Brak pieniędzy, budżet łatany na kolanie, przestarzały sprzęt, upór w budowaniu większości samochodu samodzielnie. Wszystkie te elementy złożyły się na katastrofalną kampanię 2019, która z drugiego najbardziej utytułowanego zespołu w historii zrobiła karykaturę. Spóźnienie na testy w Barcelonie, szefowa zespołu przywożąca części w folii lecąc samolotem do Hiszpanii, limitowana ilość komponentów na początku sezonu. Już nawet nie wchodząc w szczegóły i rzucając przykłady z brzegu, łatwo możemy zauważyć, że coś tutaj nie grało.

Absolutnie przełomowym i otwierającym oczy momentem było Grand Prix Rosji. George Russell rozbija samochód przez awarię nakrętki w jednym z kół, a ekipa podejmuje decyzję o wycofaniu Roberta Kubicy z wyścigu… żeby oszczędzać części. Tak, jak długo oglądam Formułę 1 nie słyszałem tak absurdalnego komunikatu od zespołu. Sytuacja była fatalna, a ciężko było dostrzec na horyzoncie wiatr, który rozgoni czarne chmury nad Grove. Szczególnie kiedy Claire Williams zapewniała, że zespół zostanie sprzedany „po jej trupie”.

GettyImages-1126603265-1.jpg
Fot. Marco Canoniero / LightRocket via Getty Images

Poprzedni akapit to pokłosie wydarzeń z 1977 roku. Frank został zdradzony i oszukany, przez co stracił zespół, który był jego oczkiem w głowie. Wszystko, co robił przez lata, było podyktowane chęcią osiągania sukcesów w F1. Po tej sytuacji poprzysiągł on sobie nigdy nie wpuszczać inwestora do swojego zespołu. Niezależność była dla niego najważniejsza i z tym kojarzyła mu się Formuła 1. Konstruktor miał budować swoje samochody, a nie kupować gotowe rozwiązania.

Nawet kiedy Williams zaczął współpracę z BMW, Frank nie pozwalał Niemcom na dużą ingerencję i często lekceważył sugestie płynące z Monachium. Ralf Schumacher nawet powiedział, że ta współpraca mogła przynieść duże sukcesy, gdyby nie podejście szefa zespołu. Ten nóż wbity w plecy przez Waltera Wolfa odcisnął piętno na całej karierze Franka Williamsa. Nieufność, niechęć do pomocy z zewnątrz – tym wszystkim przesiąkła również jego córka, która przejęła po nim stery. Pomijając już znikome umiejętności zarządzania ekipą, Claire chciała kontynuować dzieło ojca zgodnie z jego życzeniem.

Wiele osób mówi, że gdyby Frank był w lepszej formie fizycznej, to zespół nie upadłby na dno. Prawdopodobnie, cytując klasyk, to by nic nie dało. Zmieniłaby się jedynie osoba, która zdecydowałaby, że nie chce być zespołem B Mercedesa, że nadal będą produkować sami skrzynie biegów. Jednak sezon 2019 przelał czarę goryczy. Jasne stało się, że Williams potrzebuje zmian natychmiast - inaczej zatonie, a Claire będzie robić za orkiestrę z Titanica.

RATOWANIE DZIEDZICTWA

Zaczęło się od restrukturyzacji w zespole, która miała nie dopuścić do powtórki z rozrywki w tym roku. Kilka nowych twarzy z innych zespołów oraz zmiany w samych strukturach ekipy. Sprzedaż drugiej spółki, Williams Advanced Engineering, która miała pomóc dopiąć tegoroczny budżet. Doprowadziło to do zdecydowanej poprawy w obecnym sezonie, ale umówmy się, gorzej niż w poprzednim być nie mogło. Oczywiście dziura w budżecie po odejściu Roberta Kubicy została załatana przyjęciem Nicholasa Latifiego, który przyniósł ze sobą sponsorów i reklamówki pieniędzy. Pierwsze zaskoczenie przyszło wraz z rozwiązaniem kontraktu z ROKiT, który został przedłużony jeszcze w zeszłym roku. W dość enigmatycznych okolicznościach amerykańska firma pożegnała się z Williamsem i w ten sposób zniknął sponsor tytularny, a wraz z nim duża część budżetu.

Nicholas-Latifi-e1586417326634.jpg
fot. Robert Cianflone/Getty Images

Szybko okazało się, że to część większej operacji. Coś pękło w rodzinnym interesie i zespół został wystawiony na sprzedaż w maju tego roku. 21 sierpnia dowiedzieliśmy się, że nowym właścicielem został fundusz inwestycyjny Dorilton Capital pochodzący ze Stanów Zjednoczonych. Z komunikatów prasowych dowiadujemy się o pozostaniu przy nazwie Williamsa, utrzymaniu jego dziedzictwa oraz długoletniej inwestycji. Natomiast w Formule 1 nie ma romantyzmu. Nazwa zostaje w dużej mierze przez fakt wypłacania bonusu za wcześniej wspomniane dziedzictwo przez zarządcę F1. Nie wiemy nic o dalszych planach Dorilton, jak ma wyglądać inwestycja, cicho o jakichkolwiek ramach projektu. Takie fundusze raczej mają jeden cel, zarobek. Prawdopodobnie dofinansowanie Williamsa, podniesienie ich formy oraz znalezienie sponsorów ma skończyć się sprzedażą z zyskiem. To oczywiście tylko strzał, a wszystko wyjdzie nam w praniu.

ZNAK NASZYCH CZASÓW

Fakt jest jeden, to koniec pewnej ery w Formule 1. W latach 60., 70. i 80. narodziło się wiele ekip zakładanych przez takich pasjonatów jak Frank Williams. Te najbardziej znane to oczywiście McLaren, Brabham czy Lotus. Część z nich tworzona również była przez kierowców wyścigowych. Pierwszy z nich restrukturyzację przeszedł lata temu, kiedy władzę przejął Ron Dennis i wywindował zespół na sam szczyt F1, a reszta była po prostu sprzedawana. Ostatnim Mohikaninem pozostawał Williams, który wciąż, nieprzerwanie od 1977 roku pozostawał w rękach Franka.

Kiedy spojrzymy na Formułę 1, siedem z dziesięciu zespołów ma swoje siedziby w Wielkiej Brytanii. Ciekawostką natomiast jest fakt, że każdy z ich głównych właścicieli jest spoza Wysp Brytyjskich. Haas to oczywiście USA, McLaren – Bahrajn, Mercedes – Niemcy, Racing Point – Kanada, Renault – Francja, Red Bull – Austria oraz obecnie Williams – USA. Większość z nich wywodzi się w prostej linii z takich ekip jak ta Franka Williamsa. Różnica jest jednak taka, że to właśnie on najlepiej przetrwał próbę czasu i był w stanie być niezależny, nawet kosztem wyników z ostatnich lat.

Niestety rozwój i zmiany w królowej sportów motorowych wyprzedziły ekipę z Grove, która pogubiła się w nowej sytuacji. Nie potrafiła odnosić sukcesów na miarę wcześniejszych lat, a finał chudych lat i złego zarządzania obserwowaliśmy na przestrzeni ostatnich trzech lat. Nowy inwestor powinien tchnąć nowe życie w Williamsa, co miejmy nadzieje, że wprowadzi go znowu na właściwe tory.

Mimo wszystko to smutny moment. Ostatni romantyk „znika” z F1 i już nigdy nie będziemy świadkami takiej historii.

Podziel się lub zapisz
Fanatyk Formuły 1, ale praktycznie obok żadnego sportu nie przechodzę obojętnie. Współtwórca największego podcastu o królowej sportów motorowych w Polsce - Budnik i Pokrzywiński o F1.