Ośmiu piłkarzy, których kariery stanęły w miejscu. Najwyższy czas się obudzić

Philippe Coutinho - Aston Villa
Fot. Neville Williams/Aston Villa FC via Getty Images

Phillipe Coutinho już któryś sezon z rzędu szuka najlepszej wersji siebie. Za każdym razem, gdy w mediach pada jego nazwisko, automatycznie otwiera się szufladka z napisem Liverpool i golami jak ten z Arsenalem, gdy zapakował w okienko z 30 metrów. Brazylijczyk za chwilę będzie próbował odrodzić się na wypożyczeniu w Aston Villi. Piłka bywa brutalna: jeden zły ruch i wypadasz z karuzeli.

Odrodzenie zapowiadał już latem. Wracał po 237 dniach kontuzji. Nie chciał brać numeru 10 po Messim, żeby nie narzucać sobie dodatkowego ciężaru. Liczyła się odzyskana radość z gry, ale dziś już wiemy, że przez cztery miesiące uzbierało się tego raptem 501 minut.

Trudno uwierzyć, że Coutinho kosztował kiedyś 145 mln euro. Złapał chwilę oddech na wypożyczeniu w Bayernie, ale potem nie zrobił kolejnego kroku. Nie naprawił go Ronald Koeman, nie poprawi też Xavi. Dlatego Brazylijczyk po czterech latach wraca do Anglii, gdzie przez cztery sezony strzelił 41 goli i zaliczył 37 asyst.

1
Joao Felix

Był wokół niego wielki boom, gdy przychodził do Atletico. Po pierwsze, w Benfice grał zjawiskowo. Po drugie, sama suma transferu 127 euro od razu wywindowała mu oczekiwania na niebotyczny poziom. Dzisiaj widzimy, że to była zła decyzja. Portugalczyk nie znalazł wspólnego języka z Diego Simeone i stał się najdroższym rezerwowym świata. W tym sezonie uzbierał ciut ponad 500 minut.

Wydaje się, że najrozsądniej dla obu stron byłoby ten związek przerwać. Felix wciąż ma niesamowite umiejętności, jego sytuację bacznie obserwuje Manchester City i niewykluczone, że to tam powędruje latem. To jest za duży talent, żeby nie wyciskać z niego maksimum.

2
Aaron Ramsey

Był kiedyś taki sezon, gdy strzelił 16 goli i zaliczył 10 asyst w Arsenalu. To było osiem lat temu, gdy Ramsey rozdawał karty w Premier League. Dzisiaj w Juventusie ma na koncie trzy występy i trzeba to sobie powiedzieć wprost: ta kariera nie potoczyła się we Włoszech tak jak powinna. 70 spotkań w ciągu prawie 3 lat szału nie robi.

Ramsey odrzucił niedawno propozycję Burnley. Najwidoczniej wciąż liczy na większe kluby, ale umówmy się, na dziś nie ma wiele do zaoferowania. Właśnie dostał nagrodę Calcio Bidone, czyli wyróżnienie największego flopa sezonu. W wieku 31 lat mógłby się jeszcze trochę przypomnieć, ale na razie będzie o to ciężko.

3
Nicolas Pepe

Stuka mu drugi rok w Arsenalu. Nigdy nie nawiązał do formy z Ligue 1, a przecież kosztował 72 mln funtów i przychodził tutaj jako potencjalna gwiazda. Pepe w tym sezonie rozegrał 501 minut w Premier League i oczywiście ani razu nie trafił do siatki. Nie ma obecnie podjazdu do Bukayo Saki, Emila Smitha Rowe’a albo Gabriela Martinellego.

Pepe ma kontrakt aż do 2024 roku. Mówiło się o możliwości wypożyczenia go do Newcastle albo Evertonu. Ale na ten moment wygląda na to, że zostanie w Arsenalu przynajmniej do lata. Reprezentant WKS ma 26 lata. Ciągle drzemie w nim potencjał, trzeba go tylko wydobyć.

4
Eden Hazard

Mógłby razem z Courinho stanąć w konkursie na najbardziej przepłacony transfer w dziejach futbolu. Przychodził jako najlepszy piłkarz Premier League, dziś jest jednym z licznych rezerwowych Realu Madryt i to nawet wtedy, gdy jest zdrowy. W tym sezonie grywa ogony, ale ciagle nie ma goli i zasłania się jedną asystą.

Belg już trzeci sezon jest w Realu i nigdy nie odpalił. Ostatni Superpuchar Hiszpanii oczywiście przesiedział na ławce. To jest tak tragiczny przypadek, że tylko zmiana otoczenia mogłaby przegnać złe duchy. Ostatnio po Hazarda zgłosiło się Lille.

5
Samuel Umtiti

Kilka dni temu zgodził się na obniżkę pensji i przedłużył umowę z Barceloną do 2026 roku. W ten sposób otwiera sobie furtki na ewentualne wypożyczenie, bo wcześniej żaden średniak nie wyłożyłby 9 mln euro rocznie na pensję Francuza. Pozycja Umtitiego w ostatnim czasie mocno poszła w dół.

Jeszcze na mundialu w 2018 roku był podstawowym reprezentantem kadry Deschampsa i mistrzem świata. Od tego czasu w ciągu trzech i pół roku zagrał w klubie niecałe 50 spotkań, głównie przez kontuzję. Umtiti ma 28 lat. Ciągle dostaje oferty, ale najwidoczniej wpadł w pułapkę złotej klatki. Niedawno nie chciał patrzeć na propozycję z Fenerbahce, bo uznał, że to dla niego za słaby klub. Ciekawy przypadek, który ewidentnie potrzebuje wstrząsu, by znowu było o nim głośno.

6
Juan Mata

W grudniu mówiło się, że chce go Real Sociedad. 33-latek musiałby jednak zrezygnować z pensji rzędu 100 tysięcy funtów tygodniowo, a tę ma pewną do końca kontraktu, czyli do czerwca. To jest przedziwne, że on wciąż tkwi na Old Trafford. Ani razu nie zagrał w tym sezonie w Premier League, choć nie ma żadnych kontuzji. Tak naprawdę od pół roku gnije w Manchesterze, choć spokojnie mógłby znaleźć sobie klub ze średniej europejskiej półki.

7
Loris Karius

Aż trudno w to uwierzyć, ale nadal jest piłkarzem Liverpoolu, mimo że nie zagrał w nim ani minuty od czasów feralnego finału Ligi Mistrzów w 2018 roku. Dwa sezony spędził na wypożyczeniu w Besiktasie, a potem dołożył rok w Unionie Berlin. Do Anglii wrócił latem i, jak można się domyślić, nie zagrał ani razu.

Jest czwartym w hierarchii, stąd coraz głośniej mówi się, że może wrócić do Niemiec i zagrać choćby w Greuther Furth. Niemcowi latem kończy się umowa z Liverpoolem. Mając 28 lat wciąż może dźwignąć karierę, choć pewne łatki są trudne do oderwania.

8
Gareth Bale

Podobnie jak z Coutinho, ciągle liczymy, że jeszcze nas zaskoczy. Walijczyk ma 32 lata, jest młodszy od Benzemy albo Modricia, ale momentami wygląda jakby szykował się na koniec kariery. Mówi się zresztą, że jest to całkiem realny scenariusz, jeśli Walia nie awansuje na mundial. Kariera Bale’a stoi w miejscu mniej więcej od 2018 roku. Owszem, strzelił 11 goli na wypożyczeniu w Tottenhamie, ale spędził tam na boisku mniej niż jedną trzecią możliwego czasu. Nawet Jose Mourinho nie krył rozczarowania jego występami.

Bale w tym sezonie zagrał jedynie w trzech meczach. Zarabia 15 mln funtów rocznie, więc łatwo policzyć jaką kulą u nogi jest dla Realu. Ciekawie byłoby poobserwować go jeszcze w innym klubie, być może tam - zakładając, że nie miałby kontuzji - zagrałby na nosie niedowiarkom. Na dziś nie ma sensu tego rozpatrywać, bo facetowi najzwyczajniej w świecie już się nie chce.

Co myślisz o tym artykule?

Podziel się lub zapisz
Żebrak pięknej gry, pożeracz treści, uwielbiający zaglądać tam, gdzie inni nie potrafią, albo im się nie chce. Futbol polski, angielski, francuski. Piszę, bo lubię. Autor reportaży w Canal+.