Osiem turniejów olimpijskich wystarczy. Legenda gimnastyki odchodzi w chwale

Igrzyska olimpijskie Tokio - Oksana Chusovitina
Fot. Ezra Shaw/Getty Images

Gdy pojawiła się po raz pierwszy na seniorskiej imprezie rangi mistrzowskiej, przy jej nazwisku widniała flaga Związku Radzieckiego. Polscy piłkarze reprezentowali nas wówczas na igrzyskach olimpijskich, Arkadiusz Skrzypaszek zdobywał w Barcelonie dwa złota, a ona jako siedemnastolatka występowała w turnieju czterolecia po raz pierwszy. Licznik występów Oksany Chusovitinej zatrzymał się dopiero teraz w Tokio. Przedstawicielka Uzbekistanu po ośmiu igrzyskach z rzędu, w wieku 46 lat mówi pas.

Ostatni start w karierze reprezentantki Uzbekstianu przykuł uwagę nie tylko mediów, ale i rywalek. Większość z nich jest młodsza od syna zawodniczki. Wszystkie z podziwem patrzyły na (przynajmniej) dwa razy starszą koleżankę po fachu, składając hołd poprzez szpaler. Ona sama nie ukrywała wzruszenia. – To były łzy radości. Otrzymałam tyle wsparcia od wielu osób, nie tylko w ostatnim czasie. Przygotowywałam się do tego momentu, ale nigdy nie możesz być na to gotowym w stu procentach – opowiadała 46-latka.

MŁODY TALENT ZE ZWIĄZKU RADZIECKIEGO

Chusovitina to chodząca legenda nie tylko gimnastyki, ale również i olimpizmu. Podobnie jak u większości gimnastyczek, jej talent rozkwitał w bardzo młodym wieku. Mając trzynaście lat zwyciężyła w mistrzostwach Związku Radzieckiego juniorek. Rok później rozpoczęła międzynarodowe starty i szybko dała o sobie znać szerszemu światu. Pokazała się z dobrej strony na popularnych wówczas Igrzyskach Dobrej Woli oraz mistrzostwach świata odpowiednio w 1990 i 1991 roku. Od zawsze jednak nie darzyła sympatią konkurencji z poręczami asymetrycznymi. Dwa lata temu podczas zawodów „The Superstars of Gymnastic” w Londynie, Uzbeczka pozowała z transparentem „Nie lubię poręczy”.

Bohaterka teksu oprócz startów indywidualnych osiągała mnóstwo sukcesów w drużynie. Związek Radziecki był w tamtym czasie potęgą w gimnastyce. W Barcelonie, pod flagą Wspólnoty Niepodległych Państw, Chusovitina z koleżankami zdobyły złoto w wieloboju. – Wiedziałem, że jeśli mam ją w zespole, ona da z siebie wszystko, nawet jeśli będzie w połowie martwa – opowiadał po latach jej trener Aleksander Aleksandrow.

Pierwsze miejsce stanowiło jednak łabędzi śpiew jeśli chodzi o dalsze osiągnięcia zespołowe w karierze atletki. Wszystko za sprawą powstania odrębnych komitetów olimpijskich. Chusovitina od 1993 roku reprezentowała Uzbekistan. Nie mogła już korzystać z dobrodziejstw oferowanych przez dawny ZSRR. Porównując rosyjskie zaplecze z uzbeckim mówimy o gigantycznej przepaści. Świeża mistrzyni olimpijska trenowała w fatalnych warunkach. Temperatury przekraczające 40 stopni, brak klimatyzacji, przestarzały sprzęt, który w każdej chwili mógł zawieść czy brak materacy do lądowań po skokach – to tylko wybrane problemy.

Nie złamało to pasji zawodniczki do walki. Chusovitina stała się największą postacią uzbeckiej gimnastyki co rusz przywożąc medale różnego kruszcu z imprez mistrzowskich. Jej dokonania rozsławiły azjatycki kraj, przez co wizerunek atletki znalazł się na znaczkach pocztowych. Formy nie zachwiała nawet ciąża, choć ta u gimnastyczek przeważnie równa się schyłkowi kariery. Uzbeczka jest jedną z naprawdę nielicznych przedstawicielek tego sportu, która potrafiła wrócić po przerwie macierzyńskiej do starej, dobrej formy.

WSZYSTKO DLA DZIECKA

W 2002 roku choroba w rodzinie zajeła życie zawodniczki. U jej syna, Alishera wykryto białaczkę. Chusovitina i jej mąż, dwukrotny olimpijczyk w zapasach Bakhodir Kurbanov wiedzieli, że w swoim kraju ich dziecko nie ma szans na dobre leczenie. Przeprowadzili się do Niemiec. Gimnastyczka częściej pojawiała się na zawodach międzynarodowych, by zarobić na leczenie syna. Wkrótce dzięki wsparciu finansowym fanów mogła odetchnąć z ulgą.

Zawodniczce bardzo dobrze trenowało się w Kolonii. Tak dobrze, że postanowiła przyjąć niemieckie obywatelstwo i reprezentować kraj naszych zachodnich sąsiadów. Sprawy proceduralne spowodowały, że jeszcze do 2005 roku występowała dla Uzbekistanu. Z czasem, gdy otrzymała paszport, zaczęła odnosić sukcesy pod czarno-czerwono-żółtą flagą.

Warto podkreślić, że już wtedy jak na warunki tej dyscypliny Chusovitina była „wiekową” zawodniczką. Jej niedawna trenerka, a zarazem koleżanka ze złotej reprezentacji Wspólnoty Niepodległych Państw, Swietłana Boginskaya skończyła przygodę z profesjonalnym uprawianiem sportu mając 23 lata. Podchodząc do igrzysk w Pekinie, nowa reprezentantka Niemiec miała już o dziesięć więcej. Sama zawsze traktowała to tylko i wyłącznie jako liczbę. Podczas turnieju czterolecia w Sydney obruszyła się na zdanie dziennikarza, że jest już za stara na starty. „Dlaczego nadal startuję? Cóż, jeśli pytasz, to nie twoja sprawa”.

Rok 2008 był dla atletki podwójnie udany. Najpierw jej syn został uznany za wyleczonego. – Medale, brak medali, to naprawdę nie ma znaczenia, kiedy słyszysz taką wiadomość. Żadne osiągnięcie nie może się równać z tym telefonem – wspominała po latach w rozmowie z ESPN.

Drugim osiągnięciem było srebro w Pekinie w konkurencji skoku. Chusovitina od zawsze uchodziła za specjalistkę w tej dziedzinie, przez sporą część kariery skupiając się tylko na niej. Co ciekawe, w 2018 roku postanowiła wrócić do startów w innych konkurencjach gimnastycznych.

Osiągnięcie z Pekinu miało być początkiem końca jej kariery. Bohaterka tekstu wskazywała w wywiadach, że najprawdopodobniej pożegna się z zawodowym sportem po mistrzostwach świata 2009. Tak się nie stało. Później datę zakończenia kariery zmieniła na igrzyska w Londynie. Po szóstym starcie w turnieju olimpijskim Chusovitina mówiła, że chce zająć się rodziną oraz pracą trenerską. Znów jednak nie dotrzymała słowa.

– W nocy powiedziałam wszystkim, że przeszłam na emeryturę, a następnego ranka obudziłam się i zmieniłam zdanie. Gdy leżałam w łóżku, pomyślałam: Nie osiągnęłam wszystkiego, co chciałam osiągnąć i nadal czuję, że mogę zrobić jeszcze trochę – opowiadała gimnastyczka.

REKORDZISTKA

Bohaterka tekstu wróciła do mocnych treningów… i dawnej kadry. Koło nazwiska Chusovitinej znów widniała flaga Uzbekistanu. Atletka mówiła, że chciałaby wreszcie zdobyć medal olimpijski dla swojej ojczyzny. Z medalu w Rio de Janeiro wyszły nici. W klasyfikacji skoków uplasowała się na siódmym miejscu. Nie przeszkodziło to jednak w pobiciu rekordu. Startując w Brazylii została najstarszą gimnastyczką, która wzięła udział w turnieju czterolecia.

W przeciwieństwie do poprzednich lat, Uzbeczka nie ogłaszała znów pożegnania ze sportem. Otwarcie przyznała, że chce wystartować w Tokio. Nawet pandemia koronawirusa, która zmusiła do przełożenia igrzysk, nie powstrzymała atletki. Pierwotnie miała nieść flagę kraju podczas ceremonii otwarcia, lecz na kilka godzin przed początkiem wydarzenia plany uległy zmianie.

Chusovitinej nie udało się przejść do finału. W eliminacjach zajęła czternaste miejsce. Sama jednak nie miała do siebie pretensji. Podkreślała, że czuje dumę i szczęście z możliwości startu na ósmych igrzyskach olimpijskich.

Uzbeczka od dawna twierdziła, że igrzyska w Tokio już naprawdę będą jej ostatnimi. Choć sama przez lata nie zwracała uwagi na wiek, teraz mówiła: – Mam już 46 lat. Nic nie zmieni mojego zdania.

Chusovitina znów opowiada o chęci poświęcenia czasu dla męża i 22-letniego syna. Biorąc pod uwagę formę fizyczną, która pozwala na udział w największym turnieju czterolecia oraz poprzednie deklaracje – czy można jej jeszcze wierzyć?

Podziel się lub zapisz
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.