Osaka po raz czwarty i mikst, który bierze wszystko, czyli pierwsze szlemy rozdane

Zobacz również:Powtórka z rozrywki. Australian Open, czyli kolejny Wielki Szlem rozpoczęty od chaosu
Australian Open - Naomi Osaka
Fot. Cameron Spencer/Getty Images

Pierwszy singlowy finał tegorocznego Australian Open nie przyniósł fanom tenisa zbyt wielu emocji. Zgodnie z przewidywaniami faworyzowana Naomi Osaka pokonała Jennifer Brady i zdobyła swój czwarty wielkoszlemowy tytuł. W tym samym czasie znakomicie w turnieju radzi sobie pewien mikst.

Nie ujmując nic przeciwniczce Naomi Osaki – kiedy jest się światowym numerem trzy i w drodze do finału pokonuje się Serenę Williams – niewiele jest przeciwniczek, które mogłyby stanąć po drugiej stronie jako faworyt wielkoszlemowego finału. Jennifer Brady na pewno taką zawodniczką nie była. Finałowa debiutantka, która dotychczas nawet nie zajmowała miejsca w najlepszej dwudziestce rankingu, w drodze do finału miała nieco „wyczyszczoną” drabinkę i z tego skorzystała (choć to też trzeba umieć wykorzystać), licząc na sensację w ostatnim spotkaniu.

DOMINATORKA

Niestety tym razem wielkiej niespodzianki nie było. Osaka nie oddała Amerykance nawet seta, kończąc turniej z zaledwie jedną straconą partią przeciwko Garbine Muguruzie w 1/8 finału. Mimo że Brady dwukrotnie goniła wynik, za co należą się słowa uznania, to w kluczowych momentach talent i finałowe doświadczenie Osaki wzięło górę. Wynik 6:4, 6:3 mówi sam za siebie.

Japonka po raz kolejny pokazała, że na twardych kortach jest w ostatnich latach niedościgniona. Od US Open w 2018 roku wygrała 4 z 6 szlemów rozgrywanych na tej nawierzchni, po dwa w Stanach Zjednoczonych i Australii, co w tenisie możemy uznać za swego rodzaju dominację. Dla tych, którzy po pierwszych osiągnięciach Naomi wietrzyli, że może być to jednorazowy wystrzał mamy złe wiadomości – dużo bardziej prawdopodobne jest, że Japonka zdominuje nam korty (przynajmniej twarde) na kilka kolejnych lat. Następny przystanek – US Open 2021?

BIERZEMY WSZYSTKO

W tym samym czasie furorę w turnieju robi pewien mikst, złożony z Barbory Krejcikovej i Rajeeva Rama. Czesko-amerykański duet właśnie wygrał swój drugi wielkoszlemowy tytuł w mikście, pokonując Samanthę Stosur i Matthew Ebdena. Jednak to nie wszystko. Dopiero co odbył się finał żeńskiego debla z udziałem Krejcikovej (grała w parze z Kateriną Siniakovą), a jutro odbędzie się finał męskich duetów, w których zagra Ram, w parze z Joe Salisburym.

Czeszce niestety nie udało się wygrać swojego debla, bo tytuł zdobyły Elise Mertens i Alina Sabalenka. Do szansy na bardzo nietypowego w tenisie „hat-tricka” zabrakło bardzo niewiele, jednak zarówno Ram, jak i Krejcikova dokonali czegoś bardzo dużego. Wielu najlepszych specjalistów od gry w parach nie może się pochwalić takim finałowym dubletem. A jakie są szanse na dwa takie w jednym turnieju?

Przed nami dwa męskie finały, a starcie Novaka Djokovicia z Daniłem Miedwiediewiem to konieczność dla każdego fana „białego sportu”. Jednak czy nie jest tak z każdą walką o wielkoszlemowy tytuł?

Podziel się lub zapisz
Uniwersalny jak scyzoryk. MMA, sporty amerykańskie, tenis, lekkoatletyka - to wszystko (i wiele więcej) nie sprawia mu kłopotów. Pisze dla newonce.sport, a w newonce.radio odwiedza audycję NFL Po Godzinach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.