Opuszczony przez fortunę. Zmarnowane lata Dawida Kownackiego w Duesseldorfie

Zobacz również:HahaSV. Jak jeden z największych niemieckich klubów został pośmiewiskiem
Fortuna Duesseldorf
Frederic Scheidemann/Getty Images

Gdy przychodził, miał 21 lat, zostawał najdroższym piłkarzem w historii klubu z Bundesligi, media nazywały go nowym Lewandowskim, a dyrektor sportowy walczył o niego tak długo, że poznał wszystkie rodzaje mozzarelli. Niedawna informacja o zerwaniu więzadeł pobocznych jest najlepszym podsumowaniem historii, w której wszystko poszło nie tak, jak miało.

Pół roku temu Dawid Kownacki stanął przed kamerami telewizji klubowej, by dwa lata po przeprowadzce z Genui udzielić pierwszego wywiadu po niemiecku. Podkreślał, jak ważne były dla niego lekcje, na które pilnie uczęszczał dwa razy w tygodniu. Jednak określeń anatomicznych mógł się niestety uczyć od klubowych lekarzy. Historia jego problemów zdrowotnych w Fortunie zawiera pełen pakiet dźwięcznych zbitek oferowanych przez język niemiecki. Od niewinnego "Erkaeltung", czyli przeziębienia, przez groźnie brzmiące "Gehirnerschuetterung" oznaczające wstrząśnienie mózgu i "Oberschenkelverletzung", czyli kontuzję uda, po "Muskelfaserriss im Adduktorenbereich" - naderwanie włókna mięśniowego w okolicach przywodzicieli. Najnowszy wpis w jego rubryce "historia kontuzji" na transfermarkt.de to "Aussenbandriss". Zerwanie więzadła pobocznego. Około pół roku przerwy. Gdy pod koniec stycznia Kownacki będzie świętował trzecią rocznicę podpisania kontraktu w Niemczech, liczba dni zabranych mu przez kontuzje przekroczy już 365. Z trzech lat w Duesseldorfie, rok spędzi na kozetce.

REKORDOWY TRANSFER

Wychowanek Lecha niekoniecznie był w Polsce okazem zdrowia, ale tak źle jednak nie było. W ekstraklasie jego najdłuższa przerwa wyniosła dwa miesiące. W Sampdorii Genua najdłużej wypadł z treningów na dwa tygodnie. W Fortunie miał już z kolei dziesięć kontuzji wybijających go z rytmu na co najmniej tydzień. W ten sposób bardzo trudno zrobić karierę. Zwłaszcza gdy gra się z plecakiem wypełnionym oczekiwaniami. Jasne, że nawet w Duesseldorfie wszyscy wiedzieli, że do ich klubu tak naprawdę raczej nie trafia drugi Lewandowski. Pewności jednak mieć nie mogli. Kupowali kapitana polskiej młodzieżówki, która omal nie awansowała do półfinału mistrzostw Europy, strzelającego w niej jedenaście goli w trzynastu meczach. Kupowali uczestnika mistrzostw świata. Kupowali piłkarza, który dla Sampdorii strzelił dziesięć goli, podczas gdy ich klub raczej kupował dotąd zawodników strzelających co najwyżej dla Sandhausen i Heidenheim. Pobicie akurat na niego rekordu transferowego i wyłożenie siedmiu i pół miliona euro wyglądało bardziej na inwestycję niż na wyrzucanie pieniędzy w błoto. Zwłaszcza że ofensywny piłkarz sprawdził się w okresie próbnym. W trakcie półrocznego wypożyczenia strzelił cztery gole w Bundeslidze w dziesięciu meczach. Przyczynił się do rewelacyjnego miejsca beniaminka w środku tabeli. Euforia związana z tym, że udało się go zatrzymać na stałe, z polskiej perspektywy może nie była do końca zrozumiała. Ale dało się ją wytłumaczyć.

Kownacki.jpg

MISTRZ PIERWSZEGO WRAŻENIA

Nikt nie powiedział tego wprost, ale także ze względu na to, jak Kownacki wyglądał po tym, jak Fortuna wykupiła go z genueńskiego klubu, Lutz Pfannenstiel, dyrektor sportowy, który zakochał się w talencie Polaka i tak długo negocjował jego transfer, poznając w Genui wszystkie rodzaje mozzarelli, aż w końcu dopiął swego, stracił pracę kilka miesięcy później. Jeśli flagowe wzmocnienie szefa działu sportowego nie strzela w sezonie żadnego gola, nie zalicza żadnej asysty, a drużyna spada z ligi, trudno znaleźć argumenty na swoją obronę. I trudno oczekiwać, że ktoś nad zawodzącym piłkarzem będzie jeszcze dłużej roztaczał parasol ochronny. - Kownacki zrobił w Fortunie bardzo dobre wrażenie w pierwszej rundzie. Był bardzo żywiołowy. Świetnie się pokazał. Nigdy później nie grał już tak dobrze — mówi Oliver Bitter, zajmujący się Fortuną w magazynie “Kicker”.

FATALNA JESIEŃ

Pierwszy moment, w którym niemiecka kariera Kownackiego mogła się potoczyć inaczej, miał miejsce właśnie jesienią 2019 roku, czyli tuż po tym, jak został wykupiony. Fortuna sprzedała wówczas Dodiego Lukebakio do Herthy Berlin i Benito Ramana do Schalke 04, oddając 2/3 ofensywnego tercetu, który tak zachwycał wiosną. W klubie został tylko Kownacki. Liczono, że udźwignie odpowiedzialność, a trener Friedhelm Funkel regularnie wystawiał go na boisku. To była jedna z niewielu rund reprezentanta Polski za granicą, w których grał przez ponad połowę możliwego czasu gry. Zawodził jednak na całej linii. A jeśli ktoś z ofensywy spełniał oczekiwania, to Rouwen Hennings, doświadczony, raczej II-ligowy napastnik, który akurat wtedy dostał szansę i ją wykorzystał. Strzelił tamtej jesieni jedenaście goli. Trudno mieć pretensje do Funkela, że z czasem coraz chętniej stawiał na napastnika, który strzelał, kosztem tego, który zawodził.

SPRAWA SIĘ RYPŁA

Naprawdę wszystko zaczęło się jednak psuć w 2020 roku. W odstępie kilku tygodni pracę w Fortunie stracili Pfannenstiel oraz Funkel, a Kownacki doznał kontuzji, która wykluczyła go na praktycznie całą pandemiczną wiosnę. Na domiar złego, gdy się wyleczył, jego klub był już w 2. Bundeslidze, bo w ostatniej kolejce dał się wyprzedzić Werderowi Brema. Kownacki, należący do najlepiej zarabiających w drużynie, był tymczasem niesprzedawalny. Fortuna kupiła go rok wcześniej za siedem milionów. Nie mogła go więc oddać za bezcen. A na duże pieniądze nie mogła liczyć po sezonie, w którym jej napastnik nie strzelił żadnego gola. Klubowi pozostało liczyć na to, że napastnik szczebel niżej odbuduje formę i pomoże w ponownym awansie. Polak musiał się przekonywać, że stabilizacja źle mu nie zrobi.

ŁADNE AUTO W WARSZTACIE

Już po kilku miesiącach pobytu w Niemczech dało się słyszeć pierwsze zastrzeżenia do jego nastawienia. Trener Funkel sugerował, że nagromadzenie urazów mięśniowych może nie być przypadkowe. Piłkarz przyznawał, że zdecydował się na zmianę diety, by rzadziej padać ofiarą kontuzji. Historia się jednak powtarzała. Dwa lata po pierwszych uwagach Funkela, Uwe Klein, prezes zarządu ds. sportowych, z dumą podkreślał, że lepsza dyspozycja fizyczna, do jakiej udało się doprowadzić napastnika, była kombinacją wielu rzeczy. - Przebadaliśmy go od stóp do głów, by znaleźć powody, dla których ciągle miał tyle kontuzji. To jak w życiu: nawet najładniejsze auto, które ciągle stoi w warsztacie, jest bezużyteczne. Wszyscy się cieszymy, że zdrowie Dawida znów jest stabilne i może znaleźć rytm — mówił na łamach “Rheinische Post”. Z dzisiejszej perspektywy te słowa marnie się zestarzały.

OBIECUJĄCA WIOSNA

To nie jest jednak klasyczna historia o zmianie trenera, po której przyszedł kolejny, który już “nie lubił Polaków”. Uwe Roesler, prowadzący Kownackiego przez półtora roku, często wypowiadał się o nim ciepło, bronił go i cierpliwie czekał, aż napastnik zacznie choć trochę się spłacać. Wiosną mówił na konferencji prasowej: - Tak sprawnego i dynamicznego Kownackiego jeszcze nie widziałem. Przyznaję: parę miesięcy temu widziałem go tylko jako środkowego napastnika, ale ostatnio z dobrym przygotowaniem i nastawieniem mentalnym stał się prawdziwą opcją na prawą i lewą stronę — mówił. W tym też może tkwić jeden z problemów Kownackiego. Był opcją na zbyt wiele pozycji. - W klubie widzieli w nim przede wszystkim napastnika. On też chciał tam grać. Tyle że Fortuna ma Henningsa, przez co dla Kownackiego trzeba było ciągle szukać miejsca – opowiada Bitter.

kownackiglowne1179907625.jpg
TF-Images/Getty Images

ZMIANY POZYCJI

Każdemu trenerowi trochę czasu zajmowało, zanim wyrobił sobie własne zdanie na temat tego, gdzie Kownacki radzi sobie dobrze, a gdzie jest niespecjalnie przydatny. W minionym sezonie siedem razy grał na lewym skrzydle, po trzy razy na prawym i jako podwieszony napastnik, a w pozostałych przypadkach na środku ataku. Jednak zdaniem Mariusza Rumaka, który wprowadzał 16-letniego Kownackiego do gry w ekstraklasie, znaczenie ma nie tylko pozycja, ale też system. - On lepiej czuje się w przestrzeni niż w ataku pozycyjnym. Jeśli występuje na boku, to najlepiej przy niższym bronieniu i grze z kontry. Na dziewiątce to ktoś, kto gra raczej przodem do bramki niż tyłem. Ja ustawiałem go na dziesiątce, wykorzystując jego mobilność przy wbiegnięciach z głębi pola. Sampdoria grała z kolei 4-4-2 w rombie, z dwójką napastników. Miał tam dużą konkurencję w Duvanie Zapacie, który gra dziś w Atalancie i Fabio Quagliarelli, który też ma wielkie umiejętności. W Fortunie natomiast często był pomocnikiem. Dobrze był wykorzystany w kadrze U-21, gdzie grał jako napastnik, ale w drużynie, która raczej się broniła i grała z kontry – analizuje obecny trener reprezentacji U-19. Powstaje z tego obraz zawodnika, któremu trzeba stworzyć dobre warunki, by móc go wykorzystać. A nie dla wszystkich trenerów Kownacki był priorytetem.

LEWANDOWSKI U-21

Dla Czesława Michniewicza był. Właściwie od pierwszego momentu po objęciu młodzieżówki. - Jak dla prezydenta ważna jest pierwsza zagraniczna podróż, tak ważna jest dla nowego selekcjonera. Moja była do Ponte di Legno, gdzie Sampdoria była na zgrupowaniu przed sezonem. Porozmawialiśmy, przekazałem mu, że będzie kapitanem, przedłużeniem mojej ręki na boisku i poza nim, Lewandowskim kadry U-21. To mu się spodobało i od początku czuł się odpowiedzialny za drużynę - wspomina trener Legii Warszawa. Selekcjoner pomógł mu nie tylko w pierwszym momencie, ale i później w trakcie współpracy. - Omawialiśmy wspólnie wiele strategicznych rozwiązań. Trochę ustawialiśmy zespół pod niego, by mógł grać tak, jak w klubie. To piłkarz, który musi czuć wsparcie w trudnym momencie. Ciężko mu zaakceptować, że może nie grać. Zawsze wiedział, że jest utalentowany, potrafi strzelać gole, bywał niezadowolony, gdy miał kogoś przed sobą w hierarchii. Ja współpracę wspominam jednak bardzo dobrze - mówi Michniewicz. Kownacki raczej też. Tylko w tamtej młodzieżówce grał na miarę talentu, który w nim od najmłodszych lat widziano. Zdaniem jednego z międzynarodowych skautów, który wielokrotnie obserwował młodego Kownackiego, pochlebne opinie o nim nie były przesadzone. - Tyle że miał wszystkiego po trochu. Teoretycznie niczego mu nie brakuje, ale nie ma jakiejś jednej cechy, która wyróżniałaby go w skali europejskiej. I być może to zaważyło na tym, że kariera nie potoczyła się tak, jak wróżono - mówi.

PRZYZWOITY DOROBEK

Koszmarny 2020 rok, w którym łącznie trzy razy zagrał w podstawowym składzie, nie dawał wielkich nadziei na przyszłość, ale Kownacki jeszcze o siebie powalczył. Wyleczył uraz przywodziciela. Nauczył się niemieckiego. I minionej wiosny zaczął regularnie grać. Nie zawsze dobrze, lokalne media nazywały go najbardziej polaryzującym kibiców piłkarzem Fortuny, ale liczbami się jakoś bronił. Wiosną Roesler zaczął czasem stawiać na niego kosztem Henningsa. II-ligowy sezon zakończył z siedmioma golami i pięcioma asystami, co jest całkiem przyzwoitym wynikiem. Pod względem goli i asyst oczekiwanych był największym zagrożeniem w całej drużyny Fortuny. Krytykowano go wprawdzie za nieskuteczność i marnowanie doskonałych sytuacji, jednak jest w tym trochę przesady. Strzelił wprawdzie trochę mniej goli, niż “powinien” (siedem bramek przy xg 9,4), czym różnił się od Henningsa, ale nie jest to jakaś drastyczna dysproporcja. Wynik wywindował odrobinę, trzy bramki zdobywając z rzutów karnych. Jednych irytowało, że chwilę po zmarnowanej okazji, jak gdyby nigdy nic ustawiał piłkę na jedenastym metrze. Innym imponowało, że ma na tyle pewności siebie.

kownacki1185343308.jpg
TF-Images/Getty Images

POLARYZUJĄCY NAPASTNIK

Bo choć nie spełnił w Duesseldorfie oczekiwań, znaleźli się tacy, których do siebie przekonywał. Ciepło mówił o nim choćby Ranislav Jovanović, były zasłużony piłkarz Fortuny. - To klasowy napastnik. Ma dobrą szybkość, potrafi się obchodzić z piłką, ma pewny strzał. Czego teraz potrzebuje, to gole w dwóch meczach z rzędu albo nawet dwa w jednym. Wciąż jeszcze nie ma spokoju pod bramką, którego nabiera się z doświadczeniem. Jeśli je zbierze, wyjdzie z dołka — mówił w “Rheinische Post”. Ogółem z wiosny Kownacki mógł być umiarkowanie zadowolony. Wreszcie grał regularnie, strzelił kilka goli. Drużyna wprawdzie nie awansowała do Bundesligi, ale zajęła czwarte miejsce, do końca walcząc o powrót. A Polak wypowiedział się w mediach tak, jakby kolejny perspektywa spędzenia kolejnego roku w II-ligowym Duesseldorfie nie była dla niego jakąś tragedią. Wtedy przyszło od Paulo Sousy powołanie na mistrzostwa Europy.

NIESPODZIEWANE EURO

Choć Kownacki w kadrze debiutował już u Adama Nawałki, który zabrał go na mistrzostwa świata, a później grał także u Jerzego Brzęczka, jego wyjazd na Euro 2020 był zaskoczeniem, bo grając w 2. Bundeslidze, Kownacki trochę wypadł z polskich radarów. - Dla nas też była to niespodzianka, bo nie rozegrał sezonu, po którym można by liczyć na wyjazd na turniej, ale nie znaliśmy sytuacji, jaka panuje w polskiej kadrze. Poza tym wyszedłem z założenia, że być może w przypadku kadry na mistrzostwa jego uniwersalność jest atutem. Jeden zawodnik może trenerowi zabezpieczyć cztery pozycje — mówi Bitter. W Fortunie akurat między sezonami zmienił się po raz kolejny trener oraz dyrektor sportowy. Nowe kierownictwo liczyło, że albo napastnik podczas mistrzostw tak się wypromuje, że uda się go sprzedać, albo zyska tyle pewności siebie, że okaże się realnym wzmocnieniem. Wyszło jednak inaczej: Kownacki nie zagrał ani minuty, nie wypromował się, nie zyskał pewności siebie, a stracił całe przygotowania. A do tego wrócił naburmuszony.

OBRAŻONA GWIAZDA

Trudno to oczywiście zweryfikować z zewnątrz, jednak dziennikarze będącego blisko klubu “Rheinische Post” pisali o nim latem dość jednoznacznie. “Nieobecny, humorzasty, obrażony na cały świat”. Jego mowę ciała w meczu z Schalke, gdy został wpuszczony na ostatnie pięć minut, opisano jako będącą “na granicy prowokacyjnej”. Dziennik donosił zresztą, że także inni zawodnicy nie byli zadowoleni z jego nastawienia do pracy w pierwszych tygodniach nowego sezonu. Kownacki miał pokazywać całemu światu, że chce odejść. Ale gdy w mediach pisało się o zainteresowaniu klubów włoskich, m.in. Empoli, Klaus Allofs, nowy dyrektor sportowy, rozkładał ręce: “Nie mamy ofert”.

NASTAWIENIE NA PRACĘ

Rumak jest zaskoczony takimi sygnałami. - Nie potrafię sobie tego wyobrazić — mówi. - Z Dawidem mam dobry kontakt nie tylko dlatego, że debiutował u mnie w ekstraklasie i wspólnie pracowaliśmy do jego osiemnastego roku życia, ale też dlatego, że później wielokrotnie ze sobą rozmawialiśmy. Choćby w Genui, gdy byłem na stażu u Marco Giampaolo, albo ostatnio w Opalenicy, przy okazji przygotowań do Euro. Na tej podstawie postrzegałem go zawsze jako bardzo świadomego, ukierunkowanego na rozwój zawodnika. Giampaolo był bardzo zadowolony z całej trójki Polaków, których wtedy miał. Podkreślał ich etos pracy i chęć rozwoju. Dawid był raczej chłopakiem, którego trzeba było wyganiać z boiska i tłumaczyć mu, że czasem lepiej się zatrzymać. Zawsze poświęcał się zespołowi. Nie przez przypadek był zresztą kapitanem w młodzieżówce u Czesława Michniewicza — podkreśla.

ZMIANA NASTAWIENIA

Wersja Kownackiego, o której mówi były trener, nawet jeśli na chwilę w Duesseldorfie zniknęła, po zamknięciu okna transferowego wróciła. W klubie dobrze odebrano, że piłkarz odrzucił wrześniowe zaproszenie Sousy na zgrupowanie reprezentacji, wybierając walkę o pozycję w klubie. Podkreślali, że zostaje po treningach, by pracować nad sobą. A kapitan Adam Bodzek starał się go zbudować: - Wszyscy znamy jego jakość, bo już ją pokazał. Wierzę, że w najbliższych tygodniach znów odpali. Czasem tak u napastników bywa — podkreślał Polak. Jednak sytuacja stała się znacznie trudniejsza. Kownacki w klubie był, ale po dwóch i pół roku czekania na jego dobrą formę, Fortuna postanowiła się od niego uniezależnić.

VOTUM NIEUFNOŚCI

Nowy trener Christian Preusser wypowiadał się o nim pozytywnie, ale już nie w superlatywach. - Będziemy z nim bardzo szczegółowo pracować. Ma potencjał, ale wymaga jeszcze optymalizacji. Mam wobec niego jasne oczekiwania. Tak, jak miał je klub, gdy go ściągał. Jesteśmy wobec niego krytyczni i tak trzeba, bo niektóre rzeczy potrafi robić lepiej. Lecz wierzymy w niego. I widzę wiele pozytywnych elementów. Potrzebujemy cierpliwości i jeszcze będzie dla nas ważnym czynnikiem — mówił. W tym sezonie wystawił go jak dotąd tylko w jednym meczu od pierwszej minuty. A wypożyczenie z Feyenoordu Rotterdam pod koniec okna transferowego Słowaka Roberta Bożenika, zgodnie potraktowano w Duesseldorfie jako postawienie krzyżyka na Polaku. W wyjazdowym meczu w Aue Kownacki po raz pierwszy od spadku przez 90 minut siedział na ławce, choć był zdrowy. Za Henningsa, który strzelił gola, wszedł w drugiej połowie Bożenik. Kilka dni później Kownacki zerwał więzadła.

DYCHY WCIĄŻ NIE BYŁO

Bitter nie ma wątpliwości, że nic dobrego Polaka w Duesseldorfie już nie czeka. - Najlepiej dla wszystkich byłoby, gdyby wyjechał. Może w nowym otoczeniu wykorzysta możliwości, które niewątpliwie ma. W Fortunie przełamania już raczej nie będzie. Nie są do niego przekonani, dlatego wzięli Bożenika. Kownackiego oddaliby już tego lata, ale nie było po niego kolejki chętnych. Może, gdy się wyleczy, ktoś się skusi na wypożyczenie, bazując na tym, jak dobrze się kiedyś zapowiadał — mówi dziennikarz “Kickera”. - Przez kontuzje nie jest w stanie zrobić kroków, na które byłoby go stać ze względu na jego duży talent. Nawet jeśli wchodzi w rytm meczowy albo przepracuje okres przygotowawczy i zaczyna wszystko dobrze wyglądać, przytrafiają mu się urazy, co nie sprzyja rozwojowi. Z drugiej strony, wciąż jest na tyle młody, że pewnie jeszcze z dziesięć lat grania przed nim – zwraca uwagę Rumak. Ma rację. Można to jednak odwrócić: Kownacki rozgrywa już w seniorskiej piłce dziewiąty sezon. “Dychy Kownasia”, o którą kiedyś się założył, nie było jeszcze w żadnym. I w tym też się nie zanosi.

Podziel się lub zapisz
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który o Bayernie Monachium pisze tak samo często, jak o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Szuka w Ekstraklasie śladów normalności. Czyli Bundesligi. W newonce.sport autor sobotniego cyklu Z nogą w głowie i poniedziałkowej rubryki Centrostrzał.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.