Opowieść o kanibalizacji. Dlaczego Griezmann nie zwojował Barcelony i nie jest to jego wina

Zobacz również:Od komunistycznego raju do etatowego bicia rekordów. Ansu, będziesz legendą
FC Barcelona v Villarreal CF  - La Liga
Fot. Quality Sport Images/Getty Images

Pewnie gdyby Barcelona nie była przyparta do muru finansowo, nie wypuściłaby drugiej najjaśniejszej postaci ofensywy, czyli Antoine'a Griezmanna. Ale jeśli jest zmuszona zrezygnować z głośnego nazwiska, to w pierwszej kolejności poświęci mistrza świata. Francuz wykonał tytaniczną pracę, aby przekształcić nawyki, zmienić się i dopasować do środowiska ułożonego pod Leo Messiego. Był niepasującym klockiem, jakby zdublowanym w układance, lecz zmienił kształt dla dobra całości. Jeśli zastanowimy się, czy pchał do przodu grę Barcelony, to istotnie robił to. Jeśli policzymy, czy było to warte takich wydatków, pensji i kwoty transferowej, zdecydowanie nie w katalońskich realiach. Choć był to ruch dobry sportowo, zwyczajnie się nie kalkulował, dlatego najpewniej 30-latek wróci do Atletico.

W jak złej sytuacji ekonomicznej znalazła się Barcelona, że rok w rok przychodzi w roli petenta i musi godzić się na mniejsze zło. Zaraz najpewniej dojdzie do wymiany Antoine Griezmann - Saul Niguez z Atletico i to Katalończycy staną w roli poszkodowanych, lecz zmuszonych do działania. Inaczej nawet nie byłoby myślenia o rejestracji Leo Messiego oraz nowych zakupów. Barcelonie marzy się jeszcze Joao Felix, ale to Saul jest rozwiązaniem bliższym prawdy. W takiej sytuacji oddałaby mistrza świata, marketingową gwiazdę i renomowanego strzelca (18 goli i 12 asyst w poprzednim sezonie), ale za to zeszła z gigantycznej pensji Francuza. W zamian dostanie pomocnika do odbudowania, bo choć Saul Niguez był jedną z największych nadziei hiszpańskiej piłki, to ostatnie dwa lata były u niego wielkim rozczarowaniem i dołkiem mentalnym. Nikt nikomu nie dopłaci. Teoretycznie zyskać mogą obie strony, na papierze jednak to znów Blaugrana wzmacnia rywala o tytuł, tak samo jak z Luisem Suarezem.

Może nazwisko Saula brzmi sexy, kiedy pomyślimy o rajdzie między piłkarzami Bayernu w półfinale Ligi Mistrzów, lecz akurat w mistrzowskim sezonie Atleti to on najczęściej zawodził. Popularną narracją było: Simeone odbudował wszystkich, nawet Lemara, ale pozostał mu jeszcze Saul. Piłkarz szczerze przyznający się do problemów z pewnością siebie oraz najgorszego sezonu w życiu potrzebuje zmiany środowiska, aby otworzyć nowy rozdział. Kto wie, czy przy Pedrim, Busquetsie i de Jongu nie stanie się bardzo wartościowym elementem drugiej linii. Niewykluczone. W założenie jednak to Barcelona ryzykuje i na dziś dzień traci. Dla Koemana to pocieszenie po stracie z horyzontu Georginio Wijnalduma, który wybrał lepszą ofertę z dream teamu PSG. Ekonomia dyktuje warunki, tak jak tutaj.

Roczna pensja Griezmanna to 24 mln brutto, więc zejście z trzyletniego kontraktu Francuza będzie oszczędnością 72 mln euro, z czego 10 mln zostanie przeznaczone na zarobki Saula. To nie rozwiązuje problemów, nadal jest kroplą w morzu potrzeb klubu, lecz i tak jest największym personalnym oswobodzeniem, na jakiego można było sobie pozwolić. Griezmann to największa prawdziwa gwiazda, człowiek z pierwszego szeregu, którego Katalończycy bez płaczu byli w stanie puścić bez uszczerbku na jakości ofensywnej formacji.

Czy z perspektywy czasu Griezmann dopasował się do Barcelony i był dla niej wartością dodaną? Jak najbardziej. Czy był to wkład warty 120 mln przeznaczonych na transfer i 24 mln brutto pensji rocznie? Zdecydowanie nie. W zasadzie 99 meczów Francuza w stolicy Katalonii było próbą dopasowania się do schematu, do którego nie pasował. I pewnie niekoniecznie należy winić za to samego piłkarza, bo akurat on wykonał ogrom pracy, aby w ogóle zostać zaakceptowanym. Licząc gole i asysty, w stolicy Katalonii gwarantował 0,52 bramki na rozegrany mecz, natomiast w Atletico było to 0,71 gola na spotkanie, co pokazuje jak zmniejszył się jego wpływ na ofensywę. A przecież miał potencjał na poprawę tego wyniku, bo Barcelona stwarza więcej okazji i strzela znacznie więcej.

Mistrz świata przychodził na Camp Nou z hasłem na ustach: chcę się nauczyć zupełnie nowego futbolu, poznać piłkę na nowo. I rzeczywiście tak się stało. Początkowo jak cień podążał za Leo Messim, dublując jego sektory gry. Cały czas szukano mu właściwego miejsca: najczęściej na lewym skrzydle, gdzie momentami grał niżej od Jordiego Alby i pokazywał zadatki na świetnego lewego pomocnika, czasem jako dziewiątka lub cofnięty napastnik, innym razem jako prawoskrzydłowy albo mediapunta. Kluczem było jednak zrozumienie, że świętością jest la zona de Messi, czyli sektor Argentyńczyka i ruchy, których nie wolno dublować.

Szatnia z czasem pokochała Griezmanna. Bo jest duszą towarzystwa, bo ma charakter Urugwajczyka, bo reprezentuje południowoamerykański mental, a przede wszystkim potrafi się dostosowywać. Zrezygnował ze swoich nawyków i przyzwyczajeń, bo w Atletico Madryt wszystko kręciło się wokół niego. W Barcelonie to Messi jest słońcem, a pozostałe planety muszą krążyć wokół niego. Antoine też zaczął to robić wytyczonym szlakiem, stąd tak udana i efektowna wiosna 2021 roku. W zasadzie opuści Katalonię po najlepszym okresie w klubie, jako drugi najważniejszy gracz ataku, jeden z lepszych w całej lidze.

I pewnie nie wyjedzie z Camp Nou o większym statusie, bo nie jest świeżo po mistrzostwie świata ani wielkich sukcesach, ale wyjedzie jako dojrzalszy, bardziej uniwersalny piłkarz. Lepiej rozumiejący grę i łatwiej wchodzący w buty innych. Trochę mu to zajęło: przekonanie, że żyje w dobrych relacjach z Leo i pokazanie tej współpracy na boisku, wyproszenie mediów o więcej spokoju i zdjęcie z siebie presji, w końcu przekonanie publiki, że jest graczem napędzającym ofensywę, a nie hamulcowym. I kiedy już tego dokonał, został ofiarą niegospodarności, która zresztą otworzyła mu drzwi do klubu. Kiedy w końcu znalazł dla siebie miejsce, bramy raju się zamknęły.

Z perspektywy czasu ten transfer jednak nie miał większego sensu. Ani nie był wart tych pieniędzy, ani Barcelona nie zapłaciła za tego samego piłkarza, który oczarował świat w Atletico Madryt. Wzięła gracza zmuszonego do zmian i zrezygnowania ze swojego naturalnego środowiska. On sam zdał ten egzamin. Ale już zatrudniający go niekoniecznie. Messi dawno przestał być prawoskrzydłowym czy piłkarzem zdolnym do jakiegokolwiek zdefiniowania według pozycji. Chociaż zdobywa najwięcej bramek, w ogóle nie można go mieć za napastnika. Jest po prostu Messim. Wolnym elektronem, zwykle grającym od połowy boiska, wokół którego wszystko się kręci. Gra na 20-30-40 metrze przed bramką, a kiedy trzeba, wejdzie z drugiej linii w szesnastkę. Sam sobie szuka miejsca, w zależności od meczu i w zależności od rywala.

Griezmann po prostu próbując być sobą, jakiego go chcieli, zbyt często wchodził w paradę Argentyńczykowi. Musiał schować ego do kieszeni i ustąpić, aby znaleźć swoje miejsce. Jak doliczymy do tego Coutinho, tym bardziej się kanibalizowali. Antoine z Madrytu dreptał po palcach Messiemu, bo jest zbyt podobnym piłkarzem. Jeśli pomyślimy o jego popisowym zagraniu, to również było rozciągnięcie lewą nogą ze środka po przekątnej, jakby szukał tam Jordiego Alby. Zabrano mu też rzuty wolne i rzuty karne, z których wykręcił 6 z 15 bramek w ostatnim sezonie w Atleti. Chcieli gwiazdę, a sprowadzili kogoś, kto w swoim naturalnym środowisku byłby konkurentem dla Leo.

Niegospodarność Katalończyków wychodzi im uszami. Cały czas stoją na skraju ruiny finansowej, a stoi za tym właśnie kilkaset milionów wydanych na Coutinho, Dembele oraz Griezmanna, z których tak naprawdę tylko ten ostatni właściwie przyjął się w klubie. I z tej trójki on jest pierwszym na liście do opuszczenia drużyny. To pokazuje całą politykę poprzednich szefów Barcelony na czele z Bartomeu. Przez ich ruchy, dzisiaj Katalończycy działają ze związanymi rękami. I niekoniecznie tak, jakby chcieli, tylko tak, jak trzeba i jak wypada, aby klub w ogóle trzymał się na powierzchni.

Podziel się lub zapisz
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć, stąd audycja La Polémica. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.