Odcinanie głów w Afganistanie, ucieczka minivanem, a potem wielka kariera i inspiracja dla milionów. Niesamowita droga Nadii Nadim

Zobacz również:Hybrydowy Bayern Monachium. Triumf drużyny, która w repertuarze ma wszystko
Nadia Nadim PSG
Fot. Aurelien Meunier/PSG via Getty Images

Nadia Nadim miała dwanaście lat, gdy Talibowie zabrali jej ojca na pustynię Karbala i odcięli mu głowę. Cudem trafiła do obozu uchodźców w Danii, by po latach stać się jedną z najlepszych piłkarek świata. Dzisiaj już jako ambasadorka ONZ-u wraca do tamtych chwil, by inspirować i pomagać innym.

O takich historiach mówi się, że są jak gotowy scenariusz na film. Ten zresztą już powstał, na razie w formie dokumentalnej jako czteroczęściowa seria duńskiej telewizji, ale kto wie – może kiedyś zobaczymy coś fabularyzowanego. We Francji niedawno wyszła też autobiografia piłkarki. Temat uchodźców z Afganistanu wraca i to w najgorszej formie. Co chwilę oglądamy obrazki ludzi wskakujących na odlatujące samoloty. Można sobie tylko wyobrazić jak paraliżujący jest to strach.

Nadia doskonale zna tę panikę, bo sama dwie dekady temu po coraz większych atakach Talibów uciekała w środku nocy. Podstawionymi minivanami, mając fałszywy paszport jechała trasą Kabul – Pakistan – Włochy – Londyn, choć do tego ostatniego nigdy nie dotarła. Wraz z matką i siostrami wysiadła na polu rzepaku w Danii.

UCIECZKA DO EUROPY

Dzisiaj ma 33 lata, jest zawodniczką amerykańskiego Racing Louisville FC. Kilka miesięcy temu zdobyła mistrzostwo Francji z PSG, jeszcze raz podkreślając swój status w żeńskim futbolu. „Forbes” już trzy lata temu umieścił ją na liście najbardziej wpływowych kobiet w piłce. Nadia będąc w Paryżu połączyła siły z organizacją charytatywną KLABU, by jeździć do obozów dla uchodźców, opowiadając swoją historię, a przy okazji budować tam boiska.

Nie ukrywa, że to sport w najgorszych chwilach był dla niej paliwem. Rok temu napisała o tym piękny tekst w „The Players' Tribune”. Już na wstępie czytamy: „Mówią mi, że sportowcy nie powinni wypowiadać się na inne tematy. To bzdura. Egzekucja mojego ojca i ucieczka z Afganistanu sprawiły, że czuję jeszcze wiekszą odpowiedzialność”.

Pisała to w trakcie pandemii. Widziała, jak w chwili pierwszej paniki ludzie w popłochu walczyli o papier toaletowy, zastanawiając się, jak to jest, że ten sam tłum za moment usiądzie do klawiatur i będzie pouczał innych czym jest prawdziwa wojna. Nadim jest córką generała Afgańskiej Armii Narodowej. Urodziła się wśród żołnierzy i do dziś pamięta wywózkę ważnych oficjeli, którzy nigdy już do pałacu nie wrócili.

Dopiero po kilku tygodniach zrozumiała, że ojciec zginął. Instynkt przetrwania kazał matce sprzedać dwa domy, samochód i biżuterię. Na drugi dzień czekał już minivan. – Przez kilka godzin widziałam tylko ciemność – wspomina Nadim. W Karaczi w Pakistanie dwa miesiące siedziała w pokoju, czekając na wieści na temat paszportów. Na lotnisku nie dało się przeoczyć szóstki ludzi z Pakistanu. Kontrola została jednak wcześniej odpowiednio przygotowana i przekupiona. W ten sposób Nadia z rodziną przedostała się do Europy.

ZNALEZIONE W POLU

Z mieszkania w Mediolanie pamięta tylko to, że było w piwnicy i patrząc przez okno można było zobaczyć jedynie buty przechodniów. Były tam dwa łóżka, kanapa do spania i mały telewizor, transmitujący skoki na Eurosporcie. Relacje Nadii z tamtych dni wygląda trochę jak tamto mieszkanie. Mnóstwo w niej ciemności, gdy trzeba kulić się pod plandeką w ciężarówce, słychać wtedy tylko wiatr i warkot silnika.

Mnóstwo jest też niepewności, bo cały czas wykonujesz rozkazy opłaconych ludzi, którzy mają poprowadzić cię z punktu A do B, choć do końca nie wiesz, czy możesz im ufać. Gdy pewnej nocy facet w ciężarówce krzyczy „Wychodzić!”, po prostu to robisz. Na zewnątrz widać tylko pole. Obok przechadza się facet z psem, który na pytanie, czy to Londyn, odpowiada: „Nie, to Randers. Dania”.

– Wylądowałyśmy na komisariacie. Nie mówiłyśmy po angielsku – opowiada Nadim. – Pierwsze, co pamiętam to policjant pocierający brzuch. To był międzynarodowy znak jedzenia. Tak, byłyśmy głodne. Zaraz potem policjant wziął nas do kiosku i kupił mleko, banany i białe tosty. To była najważniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek ktoś dla mnie zrobił. Ten obiad kosztował pewnie dwa funty, ale był aktem dobroci, który utkwił mi w głowie na całe życie. Byłyśmy bezpieczne. To wtedy pomyślałam o tym, że w przyszłości chcę pomagać innym – dodaje.

SIEDEM JĘZYKÓW I DYLOM CHIRURGA

Obóz dla uchodźców wspomina jako szansę. Po tym, co widziała w Afganistanie, każde bezpieczne miejsce urasta do rangi szczęśliwej wyspy. Sandholm miał wysokie druty kolczaste i piętrowe łóżka jak w więzieniu. Miał mrożone pizze na dzień dobry, choć większość ludzi nigdy w życiu nie widziała wcześniej mikrofalówki. Dopiero dwa miesiące później Nadia wraz z rodziną przeprowadza się do obozu niedaleko Aalborga. Mają tam własne pokoje, kuchnię – kawałek życia, które dla przeciętnego Duńczyka byłoby nie do przyjęcia, ale dla nich jest jak niebo.

Są tam też drużyny piłkarskie. Głównie męskie, ale Nadia szybko zaczyna grać i orientować się, że ojciec, były generał i atleta, przekazał jej świetne geny. Z powodzeniem adaptuje się też w nowej społeczności. – W obozie dla uchodźców jest tak, że codziennie sprawdzasz, czy aby przypadkiem nie zostałaś deportowana. Kiedy okazuje się, że nie, to wszyscy świętują. Codziennie są tańce i przekąski. Wszyscy się ze sobą związaliśmy – pisała Nadia na „The Players' Tribune”.

Miała to szczęście, że w Danii już wtedy istniało mnóstwo drużyn kobiecych i że któregoś dnia przez płot zobaczyła trening. Nie znała angielskiego, ale na migi spytała, czy może dołączyć. Reszta jest już historią. Dzisiaj Nadim ma umowę z Nike i kręci reklamówki dla Air Jordan. Zna siedem języków obcych i kończy dyplom chirurga na Uniwersytecie w Aarhus. W Danii jest już legendą piłki kobiecej. Zaraz po tym, jak w 2008 roku otrzymała obywatelstwo, stała się pierwszą piłkarką z obcymi korzeniami. Nie bała się wychodzić do mediów, by opowiadać swoją historię, czym jeszcze bardziej zyskała sympatię narodu.

AKADEMIA DLA UCHODŹCÓW

Przede wszystkim łamała stereotyp. Afgańska społeczność w krajach skandynawskich długo nie mogła przyzwyczaić się do tego, że kobieta zamiast stać w kuchni gra w piłkę. Matka Nadii źle reagowała na wytykanie jej córki palcami. Ale dziś, po ponad dekadzie gry, ten obraz się zmienił. Młode afgańskie matki wskazują piłkarkę jako przykład. W Aarhus jest nawet akademia, która zaopatrza w sprzęt i mówi: „Graj jak Nadia”.

Inne siostry Nadim też świetnie poradziły sobie w życiu: Diana (28 lat) była mistrzynią Europy w boksie U-19, Giti (32), Muskan (25) i Mujda (22) skończyły medycynę. Czasem dziennikarze pytają je, czy rozmyślają jeszcze jak mogłoby wyglądać ich życie, gdyby zostały w Afganistanie. Brak narzuconych ram i swoboda wybierania drogi, jaką tylko się chce, jest tym, co Nadia Nadim podkreśla na każdym kroku.

Nie da się w krótkim tekście opisać wszystkich jej aktywności. Ale już samo to jak często widać ją na wystąpieniach TED albo podczas paneli dyskusyjnych w różnych telewizjach robi kolosalne wrażenie. Nadim w trakcie roku gry w PSG potrafiła przyjść do programu i pięknym francuskim dyskutować na tematy edukacji dziewcząt i kobiet uciekających przed wojną. Organizacja KLABU szacuje, że obecnie na świecie jest 80 mln uchodźców, z czego prawie połowa to dzieci.

Podziel się lub zapisz
Żebrak pięknej gry, pożeracz treści, uwielbiający zaglądać tam, gdzie inni nie potrafią, albo im się nie chce. Futbol polski, angielski, francuski. Piszę, bo lubię. Autor reportaży w Canal+.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.