Od poniedziałku zaczynam dietę, czyli świat przypomniał sobie o Roystonie Drenthe

Zobacz również:Posiadanie piłki przereklamowane. Cadiz wykłada autorski pomysł na gigantów
Dutch Keuken Kampioen Divisie"De Graafschap v Sparta Rotterdam"
Fot. VI Images via Getty Images

Niektórych czas nie oszczędza. Takie słowa cisnęły się na usta, kiedy zobaczyliśmy materiał Movistar+ z 33-letnim Roystonem Drenthe trenującym w czwartoligowym Realu Murcia. Holender, jeszcze dziewięć lat temu będący zawodnikiem Realu Madryt, pokazał się zapuszczony, z nadwagą, nieprzypominający sportowca, ale niezmiennie z uśmiechem na ustach. W Hiszpanii dopisuje kolejny rozdział do dziwnej, niecodziennej kariery, a epilogiem są kolejne wypowiedzi Drenthe, gdy krajowe media dopuszczą go do mikrofonów.

Jego wejście do królewskiej szatni Realu Madryt było jak lot Ikara. Przepiękne huknięcie z dystansu z Sevillą, piłka odbita od poprzeczki i taniec radości chłopaka z dredami, który dopiero co wypłynął z Feyenoordu. Wtedy jego kariera zawirowała, poczuł, że dotknął nieba, ale sam Drenthe nie zatrzymał się ani nie odwirował po dziś dzień. Z rozbrajającą szczerością przyznaje: „Mam siedmioro dzieci z czterema różnymi kobietami, ale na ten moment jestem singlem”. A my wiemy, że po drodze zdążył się zagubić i popłynąć z pokusami.

Dla Hiszpanów jego ostatnie występy były jak prezent na Trzech Króli. Zresztą pojawiły się nawet żarty, że to powrót Roscóna Drenthe - chodzi tu o grę słów z „roscón”, czyli klasycznym słodkim wieńcem pieczonym z okazji 6 stycznia. Holender jednak nie czaruje, że wszystko jest w porządku: „Zrzucę z trzy kilogramy i będę do gry, zobaczycie. Tyle mi wystarczy. Akurat zawsze jadłem bardzo dużo, bo moje ciotki znakomicie gotują, trudo się oprzeć. Teraz jednak idę na dietę, zaczynam od poniedziałku”.

Historie Roystona zawsze są barwne, o czym przekonaliśmy się w jego autobiografii. Były zawodnik Realu Madryt wspominał tam między innymi, że z miejsca odnalazł wspólny język z Robinho, często ruszali razem podbijać parkiet, a jako że Brazylijczyk miał dyskotekę w piwnicy swojego mieszkania, sprawa była jeszcze prostsza. Z przestrogą opowiadał o pokusach Madrytu: „Kiedyś na przykład poszliśmy z przyjacielem do kasyna i same dosiadły się do nas dwie bardzo piękne dziewczyny. Pojechaliśmy w czwórkę do hotelu i spędziliśmy naprawdę genialną noc. Ale na sam koniec wystawiły nam rachunek na 2 tysiące euro. Nie miałem pojęcia, że tak to funkcjonuje”.

Drenthe to jednak czarująca postać, do dziś wspominana z sentymentem. Mimo że Javier Saviola potrafił przerwać trening, aby go kopnąć, to nie ma przypadku w tym, że Guti od razu wziął go do swojej bandy. Pozytywna dusza. I klasycznie w takim przypadku należy się zastanowić, jak klasyfikować jego karierę. Zjazd do Kozakken Boys z trzeciej ligi holenderskiej, a później jeszcze poziom niżej w Hiszpanii, mówi sam za siebie, natomiast Drenthe słusznie zauważa – wskażcie mi innych farciarzy, którzy zagrali 65 meczów w Realu Madryt. Tu zdecydowanie jest się, czym chwalić.

„Jaki młody człowiek nie lubi się bawić? To domena młodych. W Realu wychodziliśmy na miasto tylko po wygranych meczach. Na szczęście tam wygrywa się zawsze, więc co tydzień mogliśmy sobie na to pozwolić” – wspomina ze śmiechem Royston Drenthe.

Teraz jako 33-latek poszukał jeszcze zatrudnienia w Murcji, bo jego rozgrywki w Holandii zostały wstrzymane przez sytuację na świecie. Zaczął od obchodu po krajowych stacjach radiowych i wszędzie podkreślał: możecie patrzeć na moje ciało, ale ja nie robię sobie żartów z tego transferu. W Realu Murcii ma zamiar jeszcze pograć w piłkę. Akurat Holender ma to do siebie, że jeśli gdzieś się pojawia, rzeczywiście zaznacza swoją obecność.

Widzimy obrazki niskiego, krępego faceta przy kości, który trenuje razem z czwartoligowcem, gdzie gra m.in. Mathias Pogba, brat Paula i kolejna gwiazda hiszpańskich programów rozrywkowych. „Ja bez formy? Co za gadanie, zawsze jestem w formie. A tak na poważnie, oceniam się na 70 procent, ale w dwa tygodnie będę jak motor” – deklaruje Drenthe, chociaż takich obietnic zdążył rzucić mnóstwo m.in. w Zjednoczonych Emiratach Arabskich czy Turcji.

Od poniedziałku czas na dietę. Klasyka gatunku u reprezentanta Holandii z cyklu 1A. Drenthe zarzucił czar, że potrzebuje dwóch tygodni, aby nadawać się na piłkarza, a miesiąca, aby zobaczyć jego najlepszą wersję. Trzymamy kciuki, bo dla takich kolorowych ptaków miejsca w piłce zawsze pod dostatkiem.

Podziel się lub zapisz
Dominik Piechota
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć, stąd audycja La Polémica. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.