Obiecanki cacanki. Houston Texans tłumaczą, jak popsuć swoją przyszłość i zdenerwować największą gwiazdę

Zobacz również:Gdy legenda szokuje cały świat sportu. Co jeszcze chce udowodnić Tom Brady?
Deshaun Watson
Fot. Carmen Mandato/Getty Images

Houston Texans właśnie zakończyli jeden z najsłabszych sezonów w ostatnich latach. Zwolniony został trener i generalny menedżer Bill O’Brien, którego decyzje cofnęły organizację w rozwoju. Kibice pocieszają się, że przynajmniej mają jeden z najtrudniejszych do znalezienia składników sukcesu – topowego rozgrywającego. Możliwe jednak, że i to właściciel drużyny zdążył już popsuć. Deshaun Watson jest bowiem wściekły na zarząd.

Texans to jedna z tych drużyn NFL, o których przeciętny kibic, interesujący się futbolem od święta, wie niewiele. Ot, typowy ligowy średniak. Ani nie walczy o Super Bowl, ani nie szoruje mocno po dnie. Czasem wejdzie do play-offów, w których ostatecznie niewiele potrafi wskórać. W ostatnich latach bywało – jak to u średniaka – różnie, jednak wszystko zaczęło się całkowicie psuć w momencie, w którym trener Bill O’Brien przejął też obowiązki generalnego menadżera.

Dla tych, którzy w tematach składowo-gabinetowych nie siedzą zbyt mocno: w NFL (i ogólnie w amerykańskich ligach zawodowych) łączenie tych dwóch funkcji nie jest częstym procederem. Co więcej, często to sytuacja, która nie kończy się zbyt dobrze. Jedynym wyjątkiem w NFL jest Bill Belichick z New England Patriots, jednak to szczególny przypadek, bo Belichick zasłużył sobie na tę funkcję latami prowadzenia drużyny na najwyższym poziomie i swoją niepodważalną pozycją w świecie futbolu.

O’Brien z Belichickiem wspólne ma… imię i fakt, że był jego asystentem w Patriots lata temu. Stwierdzenie, że jest bardzo złym trenerem byłoby na wyrost, ale jego „menedżerowanie” zasługuje na wiele krytyki. Oddał jednego z najlepszych skrzydłowych ligi, DeAndre Hopkinsa, i nie dostał w zamian pierwszorundowego wyboru w drafcie, co jest w takiej sytuacji ceną minimalną. Tanio sprzedał też innych wartościowych zawodników, np. Jadeveona Clowneya. W tym samym czasie płacił za dużo za graczy ściąganych do drużyny, między innymi za słabsze (przepraszamy, Brandinie Cooksie) zastępstwo Hopkinsa, które kosztowało prawie tyle samo.

W końcu został zwolniony. Pozostawił po sobie drużynę w rozsypce, brak dwóch pierwszych (i bardzo istotnych, jeden z nich stał się numerem 3) wyborów w drafcie 2021 i brak pieniędzy na podpisywanie nowych zawodników (miejsce w cap space Texans na sezon 2021 to w tej chwili… minus 17 milionów dolarów – tak, minus). I nie mówimy o drużynie walczącej o Super Bowl, którym to ze względu na budowanie drużyny pod zwycięstwo takie historie się zdarzają. Mówimy o Texans, którzy mają pełno dziur w składzie i potrzebują nowych graczy w trybie natychmiastowym. W ten sposób ich przebudowa znacząco się opóźni i pierwszych pozytywnych efektów można się spodziewać dopiero koło 2022 lub 2023 roku.

Do tej pory fani Texans mieli jednak jedno i to bardzo duże pocieszenie. W ich drużynie gra jeden z najlepszych rozgrywających ligi Deshaun Watson, który – mimo plotek, że mógłby nie chcieć zostać w takiej drużynie – dopiero co podpisał długoletnie przedłużenie kontraktu.

W podziękowaniu za lojalność i chęć pozostania mimo trudnej sytuacji, jeden z właścicieli, Cal McNair, obiecał Watsonowi, że będzie brał udział w procesie zatrudniania nowego trenera i generalnego menadżera. Czy jakikolwiek zawodnik, nawet czołowy, powinien mieć taki wkład w odgórną budowę zespołu? Wątpliwe, jednak skoro McNairowie sami postanowili to Watsonowi obiecać, to czemu nie, ich decyzja.

Problem w tym, że nie poszło to w dobrą stronę. Watson, zachęcony rozmową z właścicielami, wybrał swojego kandydata – ofensywnego koordynatora najlepszej drużyny ligi, Kansas City Chiefs, Erica Bieniemy’ego. Texans z kolei… nawet nie zaprosili go na rozmowę kwalifikacyjną, na którą zaproszenie otrzymało kilku innych kandydatów. W tym samym czasie zatrudnili też generalnego menadżera, o którym Watson dowiedział się mniej więcej wtedy, co wszyscy inni, nie mając na to żadnego wpływu.

Mówiąc w skrócie – Watson został okłamany i pominięty. A przynajmniej tak się czuje, co po obietnicach zarządu wygląda co najmniej słabo. Już po decyzjach z Hopkinsem rozgrywający nie mógł być do końca zadowolony. W końcu zabranie jednego z najlepszych skrzydłowych ligi wpływa bezpośrednio na jego grę. A teraz jest gorzej. Jedno z najlepiej poinformowanych ligowych źródeł, Adam Schefter z ESPN, pisze, że „w skali złości 1-10 oddanie Hopkinsa było dla Watsona dwójką. Teraz? Teraz to jest 10”.

Rozgrywający jest wściekły na swoją drużynę i już mówi się o tym, że za chwilę może poprosić o wymianę. Co ciekawe, nawet jeśli Texans się na to zgodzą, nie będą mogli zrobić licytacji i sprawdzić, kto da więcej (a za takiego zawodnika oferty złożyłyby pewnie prawie wszystkie drużyny ligi), ponieważ w zamian za lojalność Watson ma w kontrakcie klauzulę zabraniającą oddania go do innej drużyny bez jego zgody. Może więc nie podpisać aneksu zwalniającego klub z tej klauzuli, dopóki nie będzie miał pewności wymiany do zespołu jego wyboru.

Żeby jeszcze dolać oliwy do ognia – mamy już pierwszy raport, gdzie Watson mógłby chcieć trafić. I są to Miami Dolphins, którzy… mają wspomniany trzeci wybór w drafcie należący pierwotnie do Texans. Mają też świeżo wybranego w drafcie rozgrywającego Tuę Tagovailoę, więc musieliby się w ogóle zastanowić, jaką ofertę złożyć ekipie z Houston. I czy oddawać młodego rozgrywającego, jeśli uważają, że jest naturalną przyszłością ekipy z Miami.

Oczywiście będziemy teraz świadkami zaprzeczania z każdej strony i prób załagodzenia sytuacji. Texans będą zaprzeczać, że oddadzą Watsona. Watson – przynajmniej na razie – że chce iść do Dolphins lub gdziekolwiek się z Houston ruszać, a nowy generalny menedżer Nick Caserio musi wymyślić sposób, jak wejść w łaski swojego nowego rozgrywającego. Może mieć szansę, w końcu Watson nie jest zły, że to akurat Caserio został zatrudniony, tylko że został zatrudniony bez jego zgody. Jeśli Caserio włączy go w proces szukania nowego trenera (a wraz z jego przyjściem ma on być rozpoczęty od nowa), to jest jeszcze światełko w tunelu dla związku Deshauna z Texans. Jednak nawet wtedy pozostanie duży niesmak.

To będzie najgorętsza saga zbliżającego się wielkimi krokami okresu między sezonami. Ta historia może się ciągnąć miesiącami, a na razie dostaliśmy jedynie mały teaser tego, co może się w niej wydarzyć. Fani NFL już szykują popcorn.

Podziel się lub zapisz
Uniwersalny jak scyzoryk. MMA, sporty amerykańskie, tenis, lekkoatletyka - to wszystko (i wiele więcej) nie sprawia mu kłopotów. Pisze dla newonce.sport, a w newonce.radio odwiedza audycję NFL Po Godzinach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.