Nowy sezon F1 wystartował! Prezentacje pierwszych bolidów za nami

McLaren - Daniel Ricciardo i Lando Norris
Fot. materiały prasowe

Luty to zawsze moment, na który czekają fani Formuły 1. To właśnie wtedy z zimowego snu wyrywają ich daty prezentacji nowych maszyn. Otrzepujemy się z rdzy, czekamy, kto pokaże coś ciekawego i zastanawiamy się, czy wszyscy będą trzymać najważniejsze karty w ukryciu. W końcu ten sezon rozpoczynamy pandemicznie i nietypowo, a w związku z tym później niż było to zakładane.

Prezentacje nowych konstrukcji stały się swego rodzaju tradycją. Wiele ekip decyduje się na specjalne eventy, które nawet dostają czas antenowy w telewizjach. Nie inaczej jest w tym roku, mimo niewielkich zmian pomiędzy sezonami. Wszyscy doskonale wiedzieli, że nie powinniśmy liczyć na fajerwerki. W końcu F1 zdecydowała się na mocne cięcie kosztów spowodowane sytuacją na świecie. Rewolucja regulaminowa i zupełnie nowe konstrukcje przeniosły się nam na 2022 rok, a to, co ujrzymy w tym roku, to tylko ewolucja maszyn doskonale znanych nam z zeszłego roku. Każda ekipa dostała ograniczoną liczbę tokenów, którą mogła wykorzystać na zmiany w swoim samochodzie.

Wszystko to składało się na fakt, że nie będzie sensu dokonywać wielkiech inwestycji, czy to z uwagi na czas, czy na pieniędze. W końcu jeśli ktoś nie trafił w zeszłym roku, to przy tak ograniczonych możliwościach nie będzie w stanie zmienić auta na tyle, żeby zdecydowanie poprawić swoje wyniki. Haas czy Alfa Romeo mogą chociaż liczyć, że Ferrari przygotuje dla nich nowy silnik, który poprawi osiągi na tym polu. To powinno chociaż trochę przykryć słabe zeszłosezonowe występy. W najgorszej sytuacji wydawał się być McLaren. Zespół zdecydował się na przejście na jednostki napędowe Mercedesa, ale w głowie był to plan połączenia ich z tą konstrukcją już po rewolucji przepisowej. Tymczasem przeniesienie tego o rok wymagało upchnięcia nowego silnika do już gotowego auta. Tutaj kibicie ekipy z Woking mają pewnie flashbacki do czasów powrotu Hondy i niepasujących do siebie elementów. W teorii nawet wiadomości płynące z ich obozu mogły u kilku osób powodować niepokój.

McLAREN WYCHODZI PRZED SZEREG

Kiedy najgorsze obawy się spełniły i dowiedzieliśmy się, że nie zaczniemy sezonu w Australii przez jej zamknięcie na świat, dość szybko głos zabrał Zak Brown. CEO McLarena zaczął przekonywać, że skoro przesunie nam się wszystko o jeszcze dwa tygodnie, to może najlepiej będzie przełożyć testy na termin jak najbliżej wyścigu w Bahrajnie. Takie wypowiedzi raczej mogły wskazywać, że w Woking potrzebują czasu. Nowa jednostka mogła sprawiać kłopoty, a wymagana przebudowa mogła okazać się zdecydowanie bardziej skomplikowana. Nawet sam nieco zacząłem się o McLarena martwić. Świetny sezon, podia, trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej konstruktorów, podpisany świetny kierowca – Daniel Ricciardo. Wszystko szło w dobrą stronę, a cięcie kosztów przez F1 i popychanie zmian o rok do przodu mogło to wszystko mocno zaburzyć.

Wszystkie zmartwienia okazały się niepotrzebne, a Brown chyba chciał się nieco zabawić z opinią publiczną. Zespół szybko zaczął pokazywać małe teasery zdjęciowe w mediach społecznościowych. Potem zobaczyliśmy film z odpalenia silnika, co zawsze jest najważniejszym momentem w przygotowaniach do nowego sezonu. Potem spadła na nas data premiery – 15 lutego. McLaren był absolutnie pierwszy i nikt nie próbował nawet zrobić tego wcześniej niż oni. Wiadomo było, że cała prezentacja odbędzie się zdalnie i nie mamy co liczyć na standardową premierę. Dostaliśmy jednak niemal godzinną prezentację, gdzie telewizja Sky Sports przeprowadziła krótkie rozmowy z Lando Norrisem i Danielem Ricciardo. Potem zobaczyliśmy segment z kierowcami, którzy nagrywali piosenkę, co było typowym zapychaczem czasu. Prawda była taka, że zanim przeszliśmy do gwoździa programu, wszyscy byli delikatnie znudzeni.

Sam bolid zupełnie nie zaskoczył. Na pierwszy rzut oka wyglądał identycznie, jak konstrukcja z sezonu 2020. W końcu to tylko ewolucja i to nawet mocno sugerowała nam jego nazwa – MCL35M. Jedyne co się zmieniło to dodatkowa litera, M, która oznacza jednostkę napędową Mercedesa. Zaskakujące było coś zupełnie innego. Samochodu nie było na miejscu. Zobaczyliśmy film prezentujący bolid, a następnie kierowców oglądających go dzień wcześniej. Okazało się, że przyczyna jest prozaiczna. McLaren przewiózł swoją maszynę na Silverstone, gdzie dzień po prezentacji odbył się tak zwany shakedown. Pierwsze jazdy na dniu filmowym odbyły się bez żadnych problemów i pokazały, że w Woking odrobili swoje zadanie. Jednostka napędowa nie sprawiła im żadnych problemów, a wszystko przebiegło lepiej niż się tego spodziewano. Oznacza to tyle, że ekipa, która miała mieć największe problemy przez poprzedni rok poradziła sobie z nimi bez najmniejszych problemów. To cieszy, bo środek stawki mocno by zubożał bez McLarena walczącego o ewentualne podia.

AT02, CZYLI PO CO NAM PREZENTACJA

Red Bull zacieśnia swoją współprace z AlphaTauri i wiadomym jest, że przez limity budżetowe to będzie funkcjonować w niektórych kwestiach jak jeden organizm. Siostrzana ekipa wyznaczyła swoją datę premiery na 19 lutego i nie do końca było wiadomo, czego możemy się spodziewać. Z jednej strony media donosiły o nowym nosie i wykorzystaniu tokenów do zmian w tym obrębie samochodu. Z drugiej strony zostawały pytania czy nie zobaczymy sporo elementów z ubiegłorocznego Red Bulla, skoro AlphaTauri ma się piąć do góry dzięki zacieśnianiu współpracy. Jedno było pewne. Pierwszy tegoroczny debiutant pokaże się nam dość szybko. Yuki Tsunoda dostał zresztą mocne wsparcie i już dwa razy mógł przejechać się bolidem sprzed trzech lat na prywatnych testach. To prawdopodobnie pokłosie dwóch ostatnich lat i niedoświadczonych kierowców, którzy mieli ewidentne problemy z dostosowaniem się do nowych warunków pracy.

W zeszłym roku dostaliśmy pokaz mody, bo AlphaTauri to w końcu brand odzieżowy rodziny Red Bulla. To była jedna z dziwniejszych i najmniej motorsportowych prezentacji, jakie mogliśmy widzieć. To raczej nie wchodziło w grę w czasach zarazy. Dzień przed prezentacją w Internecie zaczęły krążyć zdjęcia obu kierowców ubranych w ciuchy z nowej kolekcji, a jak się okazało, były to ujęcia z planu zdjęciowego. W Faenzie uznano, że robienie zdalnych eventów nie ma za dużo sensu i trochę w tym racji jest. Postawiono na najprostszą z możliwych form, choć kto wie, czy nie lepszą niż Lando Norris grający na trójkącie. Ekipa wrzuciła o 9 rano naszego czasu film, w którym przeplatała się nowa konstrukcja i modele prezentujący nowe ubrania marki Red Bulla.

Tylko co my tak w sumie zobaczyliśmy? W tym samym czasie na portalach zaczęły pojawiać się pierwsze zdjęcia, jak się wydaje, dwóch różnych aut. Pierwsze w oczy rzuciło się oczywiście zmienione malowanie, które teraz ma w sobie dużo więcej granatowego niż białego, co raczej jest zmianą na minus. Natomiast wracając do części technicznej. Niewiele można z tego wywnioskować, bo wygląda na to, że nie dostaliśmy wszystkiego na jednej konstrukcji. Wcześniej McLaren mocno ukrywał niektóre sekcje samochodu, a AlphaTauri dała nam, delikatnie mówiąc, puzzle. Wiele osób już pokusiło się o analizy techniczne konstrukcji, ale jasno trzeba sobie powiedzieć – nie wiadomo, co poza wąskim nosem zobaczymy na testach w Bahrajnie w połowie marca. Oczywiste zmiany wynikające z regulaminu, jak obcięta podłoga o 10 centymetrów, widoczne są gołym okiem. W tej sekcji obie opisywane ekipy poczyniły pewne zmiany, tylko już nie raz zespoły udowadniały nam, że rendery mogą mieć niewiele wspólnego z rzeczywistością.

KOLEJNY PRZYSTANEK: WARSZAWA

Następna w kolejce jest Alfa Romeo. Czeka nas pierwsze takie wydarzenie w historii naszego kraju, bo jeszcze nigdy bolid nie był prezentowany w kraju nad Wisłą. Lata temu prezentowano sponsora, jakim było xTrade Brokers, ale to nie to samo. Tym razem cały świat będzie oglądać, co zadzieje się u nas. Areną będzie Teatr Wielki, a aktorami wszystkie najważniejsze osoby w zespole. Fred Vassuer, Kimi Raikkonen, Antonio Giovinazzi, Jan Monchaux i oczywiście Robert Kubica. Niestety, przez wzgląd na pandemie wydarzenie będzie zamknięte do granic możliwości, a na miejscu będą tylko wybrane osoby. Większość dziennikarzy będzie zadawać pytania przez Zooma, a tylko nieliczni pojawią się na miejscu.

Prawdopodobnie nie możemy spodziewać się rewolucji w malowaniu, bo Alfa raczej nas do tego nie przyzwyczaiła. Od czasu współpracy z Sauberem widujemy różne wariacje kolorów białego z czerwonym i nie inaczej będzie w tym roku. Wydarzenie jest jednak spore, szczególnie z perspektywy polskiego kibica. Miejsce, w którym zostało zorganizowane wskazuje też na największy rozmach z dotychczasowych prezentacji. Transmisje będą w prawie każdej sportowej telewizji, a samo wydarzenie odbędzie się 22 lutego o godzinie 12. Warto rzucić okiem, mimo dość średniej pory. Taki event może się już u nas nigdy nie powtórzyć.

Podziel się lub zapisz
Fanatyk Formuły 1, ale praktycznie obok żadnego sportu nie przechodzę obojętnie. Współtwórca największego podcastu o królowej sportów motorowych w Polsce - Budnik i Pokrzywiński o F1.