Nowe twarze w baskecie 3x3. Kogo wita liga BIG3

Zobacz również:Bolesne zderzenie z olimpijską rzeczywistością. Koszykarze 3x3 wracają do domu
Tony Wroten
fot. Piotr Kieplin / Pressfocus

Oficjalne rozgrywki 3x3 nie są jeszcze w Stanach tak popularne, jakby się tego oczekiwało. Liga BIG3 założona między innymi przez słynnego rapera Ice’a Cube’a robi wszystko, by zwiększyć popularność gry na połowie parkietu. Przez lata w lidze zagrało wielu znanych weteranów NBA. Nowych twarzy z doświadczeniem gry w najlepszych rozgrywkach świata nie brakuje również w obecnym sezonie.

Właśnie rozpoczął się piąty sezon amerykańskich zmagań na jeden kosz. W ubiegłym roku triumfowała ekipa Trilogy mająca w składzie Jaretta Jacka, Amira Johnsona czy trenera Stephena Jacksona. Podobnie jak w ostatnim sezonie, tak i teraz o tytule przesądzą finały na Bahamach. Wcześniej zawodnicy zmierzą się w ośmioweekendowej fazie zasadniczej w Chicago i Dallas. Więcej o historii powstania ligi czy jej odmiennych względem FIBA zasadach gry pisaliśmy w ubiegłym roku.

Gra na jeden kosz kojarzy się z rywalizacją na ulicy. Nie mogąc zebrać dziesięciu osób, fani koszykówki rywalizowali trójkami. Oficjalne zasady gry znane z pełnowymiarowego basketu odchodziły na bok. Element „uliczności” cały czas jest popularny w koszykówce, o czym może świadczyć projekt Tracy’ego McGrady’ego. Członek Koszykarskiej Galerii Sław współtworzy właśnie The Ones Basketball League – rozgrywki, w których zabawa toczyć się będzie tylko pomiędzy dwoma zawodnikami. O tym jak bardzo zależy mu na projekcie, niech świadczy fakt, że wkłada w niego na start blisko dziesięć milionów dolarów. W organizacji przedsięwzięcia może liczyć na pomoc Jeffa Pollacka, który pracował przy XFL – alternatywnej lidze futbolu amerykańskiego.

Gra jeden na jeden wykorzystywana jest też w BIG3, gdzie znakomite indywdiualności są na wagę złota. Gdy Ice Cube startował z projektem, promował go twarzą Allena Iversona. Ostatecznie „The Answer” nigdy tam nie zagrał. Z biegiem lat zmieniły się zespoły, regulaminy gry i podejście do zawodników. Dziś widzimy coraz mniej zapuszczonych weteranów NBA, a więcej graczy, którzy gdyby chcieli, to nadal mogliby występować w jakieś zagranicznej lidze.

BIG3 coraz mocniej otwiera się również na postacie niezwiązane z NBA. W ostatnim roku brylował Dusan Bulut, jeden z najlepszych koszykarzy 3x3 w rozgrywkach sankcjonowanych przez FIBA. W tym roku będzie miał wsparcie kolegi po fachu. O kim mowa? Sylwetki kilku znanych debiutantów w amerykańskich rozgrywkach na połowie parkietu przedstawiamy w naszym zestawieniu.

1
JONATHON SIMMONS

Koszykarz rozegrał blisko trzysta spotkań w NBA. Historia jego debiutu urzekła wielu kibiców. Niewybrany w drafcie 2012, zakotwiczył na moment w marginalnej lidze ABL. W 2013 roku pożyczył od mamy 150 dolarów, by uzyskać licencję barbera. Tyle w teorii, bo w praktyce przeznaczył je na try-out w Austin Toros, filii San Antonio Spurs w D-League (obecnej G League).

Spisał się na tyle dobrze, że zgarnął miejsce w zespole. Po dwóch latach, w listopadzie 2015 roku zadebiutował w NBA w zespole Gregga Popovicha. W San Antonio nigdy nie był kluczową postacią, raczej wchodził z ławki. Zmieniło się to wraz z transferem do Orlando, gdzie w sezonie 2017/18 notował po blisko czternaście punktów na mecz i mógł liczyć na występy w startowej piątce.

Kariera w najlepszej lidze świata dla obrońcy skończyła się trzy lata temu. Próbował jeszcze wrócić poprzez G League i Santa Cruz Warriors, lecz ostatnie sezony spędził w Chinach. Człowiek, który miał zrobić kurs fryzjerski, by wyżywić rodzinę, zarobił tylko w NBA ponad 14,5 miliona dolarów.

2
MICHAEL BEASLEY

Popularna strona rivals.com w 2010 roku umieściła go w gronie najlepszych koszykarzy akademickich, którzy w college’u spędzili tylko rok. Był wielkim talentem w młodzieżowym baskecie, o którym co rusz pisały sportowe. Do NBA trafił jako gwiazda uczelni Kansas State. W drafcie 2008 wybrano przed nim tylko Derricka Rose’a.

Skrzydłowy nigdy nie zrobił takiej kariery, jakiej oczekiwano. Miewał problemy z prawem, które nie stawiały go w dobrym świetle. W Miami Heat (którzy go wybrali) grał bardzo dużo i rzucał po kilkanaście punktów na mecz, przez co trafił do All-Rookie First Team. Szczytem formy był pobyt w Minnesota Timberwolves, gdzie w pewnym momencie znajdował się w gronie dwudziestu najlepszych strzelców ligi. Później notował stopniowy zjazd. Grał często (przynajmniej po piętnaście minut na mecz), ale pełnił funkcję zmiennika.

W NBA występował do 2019 roku, z przerwą na pobyt w Chinach. Tam też trafił po ostatnich występach w Los Angeles Lakers. W Państwie Środka Beasley jest gwiazdą. W 2016 roku otrzymał nagrodę zagranicznego MVP ligi, a trzy lata później dorzucił mistrzowski tytuł. Ostatnie ślady jego koszykarskiej aktywności prowadzą na Portoryko.

3
NIKOLOZ CKITISZWILI

Zanim Zaza Paczulia zaczął siać strach wśród przeciwników (głównie w obawie o kości), Gruzja wydała amerykańskiej lidze Nikoloza Ckitiszwilego. Trudno powiedzieć wiele o jego umiejętnościach, bo należy przyznać, że center kompletnie nie odnalazł się w NBA. Mimo tego rozegrał w niej 172 spotkania.

Już same okoliczności dostania się do najlepszej ligi świata poddają w wątpliwość talent zawodnika. Na początku 2002 roku trafił do Benettonu Treviso. Rozegrał trzynaście meczów, rzucając po 6,6 punktu na mecz. Średnie statystyki sprawiły, że do NBA trafił… z piątym numerem. Denver mocno na niego stawiało, ale w pierwszym sezonie notował po 3,9 punktu na mecz – jak pokazał czas, był to życiowy rezultat.

W NBA Ckitiszwili grał jeszcze w Golden State, Minnesocie i Phoenix. Ostatni mecz za oceanem rozegrał szesnaście lat temu. Później rozpoczął wielkie tournée po świecie. Do 2019 zwiedził aż osiemnaście klubów. Puchary wznosił jedynie we Włoszech (jeszcze w Treviso) oraz Iranie.

4
COREY BREWER

Brewer to mistrz NBA, a zarazem bohater bardzo losowego wysoku strzeleckiej formy. Do NBA trafił z numerem siódmym draftu w 2007 roku, wcześniej zdobywając dwa mistrzostwa NCAA. W Minnesocie początkowo nie mógł się odnaleźć, a do tego w drugim sezonie zerwał więzadła krzyżowe. Gdy wrócił, rzucał rekordowe trzynaście punktów na mecz. Cztery lata później pod koniec sezonu zasadniczego trafił do Dallas Mavericks, gdzie kilka miesięcy później cieszył się z mistrzowskiego tytułu.

Wydarzenie, z którego najmocniej pamięta się Brewera, miało miejsce w 2014 roku. Koszykarz wrócił rok wcześniej do Timberwolves. W kwietniu w meczu z Houston Rockets ni stąd, ni zowąd rzucił 51 punktów. Stał się czwartym zawodnikiem w historii, który do wyniku 50+ pkt dorzucił przynajmniej sześć przechwytów. Do dziś jego występ uważa się za jeden wielki wystrzał formy.

Obrońcę można z pełną świadomością nazwać weteranem NBA. Ponad 850 meczów jest solidnym wynikiem. Po zakończeniu kariery (w koszykówce 5x5), w 2020 roku od razu dołączył do sztabu szkoleniowego New Orleans Pelicans jako trener rozwoju zawodników.

5
KARLIS LASMANIS

Nazwisko niemające związku z NBA, czy nawet z koszykówką 5x5. Lasmanisa będą dobrze kojarzyć fani 3x3 w wydaniu „fibowskim”. Jeśli pamiętacie zmagania polskich zawodników na turnieju olimpijskim, to również zapoznaliście się z 28-latkiem. Lasmanis to najlepszy strzelec tamtego turnieju. Wraz z łotewskimi kolegami wrócił z Tokio ze złotym medalem.

To nie pierwszy przypadek, że w BIG3 zagra zawodnik z bogatym dorobkiem w baskecie 3x3. W 2019 roku miał zagrać Dusan Bulut, legenda tej dyscypliny, ale na drodze stanęła FIBA, która zagroziła dyskwalifikacją z igrzysk. Co nie udało się wtedy, wyszło dwa lata później. Serb był jedną z najjaśniejszych postaci rozgrywek Ice’a Cube’a.

Teraz w jego ślady idzie Lasmanis. Obaj panowie zagrają w tym samym zespole – Aliens. Prowadzić ich będzie Rick Mahorn. Choć udział w BIG3 zaburza harmonogram udziałów w rozgrywkach 3x3 sankcjonowanych przez FIBA, to Łotysz nie zamierza porzucać w nich gry.

6
GERALD GREEN

Zwycięzca konkursu wsadów NBA 2007 zasłynął z „wpakowania” piłki wraz ze zdmuchnięciem świeczki na ciasteczku. Green spędził na parkietach NBA piętnaście lat. Począwszy od Boston Celtics, skończywszy na Houston Rockets, rozegrał przeszło 700 spotkań w najlepszej lidze świata.

Najlepiej szło mu w Phoenix Suns. W sezonie 2013/14 notował po niecałe szesnaście punktów na mecz. Z czasem jego status jako zawodnika ewoluował. Stał się solidnym ławkowiczem, który nawet nie wychodząc w startowej piątce, spędzał na parkiecie po kilkanaście minut.

Green zakończył karierę rok temu, choć w NBA nie grał już kilka miesięcy. Wziął się za „trenerkę”, dołączając do Rockets w charakterze trenera indywidualnego. Nieoczekiwanie wrócił z zawodniczej emerytury, by zagrać w G League dla Rio Grande Valley Vipers. Spisał się znakomicie, bo pomimo 36 lat na karku rzucał po 16,6 punktów na mecz.

7
TY LAWSON

Mierzący zaledwie 180 centymetrów wzrostu rozgrywający trafił do NBA po udanej przygodzie na uczelni North Carolina. W ostatnim roku triumfował z zespołem w rozgrywkach NCAA. Skład Tar Heels tworzyłi wówczas również Wayne Ellington, Danny Green czy znany z parkietów Energa Basket Ligi Marcus Ginyard.

Lawson spędził w NBA dziewięć sezonów, z czego w pierwszych sześciu przywdziewał koszulkę Nuggets. Zanim do gry w Denver weszli Nikola Jokić czy Jamal Murray, to Lawson między innymi z Kennethem Fariedem napędzali grę klubu. Był jednym z najskuteczniejszych graczy organizacji, gdy wylądował w Rockets.

Zarówno tam, jak i w następnych klubach pełnił funkcję zmiennika. W 2017 roku zamienił Stany Zjednoczone na Chiny. Być może grałby tam dalej, gdyby dwa lata temu nie opublikował na swoim Instagramie postów z klubu ze striptizem. Dodając do tego żarty z Chinek zapracował na zerwanie kontraktu i zakaz gry w CBA w przyszłości. Ostatnio występował w tunezyjskiej ekstraklasie, gdzie rozegrał czternaście spotkań dla US Monastir.

8
TONY WROTEN

Ostatni zawodnik to połączenie NBA i Polskiej Ligi Koszykówki. Wroten był swego czasu nadzieją Memphis Grizzlies i Philadelphia 76ers, którzy wówczas „tankowali” na potęgę. W życiowym sezonie 2014/15 rzucał po blisko siedemnaście punktów na mecz. Mimo to ostatni mecz w NBA rozegrał rok później.

Obrońca szukał punktu zaczepienia w G League, lecz finalnie trafił do Europy. W 2019 roku znalazł się w Anwilu Włocławek, co wywołało spore zainteresowanie polskich kibiców. Jeszcze nigdy w PLK nie grał zawodnik z tak wysoką średnią punktów w sezonie NBA. Wroten rozegrał w Energa Basket Lidze szesnaście spotkań, rzucając po dwanaście oczek na mecz. Na początku 2020 roku trafił do Joventutu Badalona.

Jeszcze w lutym obecnego roku rzucał w Grecji. Wcześniej zrobiło się o nim głośno w kontekście wykrycia serii oszustw w NBA. Wroten był jednym z osiemnaściorga zatrzymanych pod zarzutem defraudacji pieniędzy z ligowego planu świadczeń zdrowotnych i socjalnych. Zarówno on, jak i jego koledzy po fachu mieli wyłudzić pieniądze na poczet zabiegów medycznych, choć tak naprawdę ich nie wykonywali.

Co myślisz o tym artykule?

Podziel się lub zapisz
Podróżuje między F1, koszykarską Euroligą, a siatkówką w wielu wydaniach. Na newonce.sport często serwuje wywiady, gdzie bardziej niż sukcesy i trofea liczy się sam człowiek. Miłośnik ciekawych sportowych historii.
Komentarze 0
newonce.radio - Wciśnij play

newonce.radio

Wciśnij play