Nowe technologie u bram. Jarosław Królewski o tym, jak będzie wyglądał futbol przyszłości (WYWIAD)

Zobacz również:CENTROSTRZAŁ #3. Odwaga pionierów. O nieoczywistych kierunkach transferowych
Wisła Kraków
Bartek Ziółkowski/400mm

W świecie sportu jest znany jako jeden ze współwłaścicieli Wisły Kraków. Główną jego aktywnością wciąż jest jednak firma Synerise, zajmująca się sztuczną inteligencją. Jarosław Królewski opowiedział nam o tym, które technologiczne rozwiązania popchną grę do przodu, a które nigdy nie zostaną wdrożone.

Cofnijmy się o dwa lata. Ze świata sztucznej inteligencji wchodzi pan do świata futbolu. To był dla pana powrót do technologicznej epoki kamienia łupanego?

Jarosław KRÓLEWSKI: - Musimy podzielić odpowiedź na dwie części. Jedna to podaż technologii w świecie piłki, a druga to popyt. Uważam, że na rynku jest naprawdę wiele świetnych rozwiązań, oferowanych zarówno przez firmy polskie, jak i zagraniczne. Popyt na nie jest jednak bardzo różny w zależności od lig. W Polsce nie jest na razie bardzo duży, ale widzę progres. Kluby coraz częściej korzystają z chmur, a nowe rozwiązania wdrażane są też na poziomie ekstraklasy, więc myślę, że idzie to ku dobremu. Tyle że sytuacja w piłce nie różni się od tej w wielu innych dziedzinach gospodarki, gdzie również bardziej kompleksowe rozwiązania technologiczne są wykorzystywane maksymalnie w 20-25 procentach. Ważne jednak, że wiele młodych osób angażuje się w projekty związane ze sportem i z technologiami. Coraz więcej jest opracowań statystycznych oraz tych, które pomagają zrozumieć liczby. Tłumaczą, które są przydatne, a które nie i w jaki sposób uniknąć nieuprawnionego wnioskowania.

Na początku pobytu w Wiśle Kraków zapowiadał pan, że przyjrzy się innym europejskim ligom od strony technologicznej. Jak wypadło to porównanie? Branża piłkarska jako całość nie do końca korzysta z istniejących technologii, czy tylko polska liga ma tu wiele do nadrobienia?

- W tej dziedzinie jesteśmy daleko za najlepszymi na świecie jak FC Barcelona, Real, czy Liverpool. Tam oprócz analityków, którzy pracują w sztabach szkoleniowych, stworzono przy klubach akademickie centra naukowe. To zespoły, które zajmują się nie tylko piłkarzami danego klubu, ale też badają różne aspekty działania całej organizacji. Są niezależne od tego, czy pierwsza drużyna rozgrywa akurat mecz, jakiego ma trenera. To po prostu ważne komórki w klubach, które przyglądają się długofalowo rozwojowi piłkarzy, wyszukiwaniu talentów, czy zachowaniom fanów. Gdyby w LinkedInie wpisać „analityk Liverpool”, wyskoczyłyby dziesiątki zatrudnionych tam osób. Ich liczba przekracza pewnie wszystkich pracujących w każdym dziale Wisły. Różnice finansowe są oczywiście ogromne, ale nie można tego tłumaczyć tylko tym. W akademickich miastach takich jak Kraków czy Warszawa, gdzie funkcjonują uczelnie na wysokim poziomie, dałoby się zawiązać takie komórki. W Wiśle mamy z tym związane naprawdę ambitne cele.

Jedna rzecz to zebranie danych i zatrudnienie ludzi, którzy będą nad nimi pracować, a druga to ich wykorzystanie i wdrożenie w życie. Zawsze przy takich opowieściach mam obawy, że na końcu łańcucha stoi trener pierwszej drużyny, który powie, że liczby liczbami, ale najważniejszy jest jego nos.

- To dotyczyło przez wiele lat nie tylko ligi polskiej, ale też zagranicznych, co dobrze jest pokazane w słynnym filmie „Moneyball”. Widać tam było, jak trudny był proces przekładania zdobytej wiedzy na realne decyzje w klubie. Było to wręcz ukazane jako kontra między dwoma światami. Najlepszą formą udowodnienia, że ta metoda działa, jest wygrywanie za jej pomocą. Choć da się to też doprowadzić do skrajnej formy. Słyszał pan o fan controlled football?

Rozgrywki, w których każdą najdrobniejszą decyzję podejmują kibice?

- Zgadza się. Wariant, w którym przykładowy twitter.tsw wpływa na decyzje trenera. Głosuje, czy jakiś piłkarz zostanie ściągnięty z boiska, kto ma podbiec do wykonania rzutu wolnego. Z innych dziedzin wiadomo, że tego rodzaju wiedza tłumu czasem całkiem nieźle się sprawdza, więc może by się sprawdziła również tutaj? Oczywiście żartuję. Natomiast można sobie na podobnej zasadzie wyobrazić futbol kontrolowany wyłącznie na podstawie danych. Widziałem ostatnio wyliczenia, według których wpływ trenera na wynik w piłce wynosił tylko około piętnastu procent. Co nie oznacza, że całkowicie bym lekceważył „nos” trenera, w rozumieniu intuicji, zwłaszcza u byłych piłkarzy. Te przeczucia nie biorą się zwykle znikąd.

Naukowo można by pewnie powiedzieć, że to, co oni nazywają nosem, jest po prostu zebraniem wniosków wyciągniętych z obejrzenia setek meczów.

- Tak, z tym że trzeba pamiętać, że sztuczna inteligencja zawsze jest w stanie obejrzeć więcej meczów niż człowiek.

Są trzy rodzaje podejścia do danych w futbolu. Pierwszy mówi, że są zupełnie bezużyteczne, drugi, że są przydatne, ale nigdy nie zastąpią człowieka, trzeci, z flagowymi przykładami w Brentford i Midtjylland, uważa je za ważniejsze od człowieka. Do którego stanowiska pan by się przychylił?

- W każdym modelu sztucznej inteligencji na koniec otrzymuje się jakiś wynik. Zwykle od zera do jeden. One mogą być bardzo bliskie perfekcji, ale nigdy nie są idealne. Tyle że to samo można powiedzieć o decyzjach ludzkich. Skoro od siebie nie wymagamy doskonałości, tak samo powinniśmy podchodzić do nowych technologii. Jest mi jednak najbliżej podejścia, że dane mogą nam powiedzieć o meczu oraz zawodnikach więcej, niż jesteśmy w stanie zobaczyć. O ile dawniej zarzucano statystykom, że spłycają futbol, nie widać w nich wszystkich zależności, teraz są już wspierane danymi jakościowymi, przykładami wideo. Sam wiem jednak, że w piłce nożnej jest zawsze bardzo dużo różnych anomalii, które potrafią wykolejać różne wydarzenia.

Mówi się często, że im więcej danych, tym bardziej odziera się piłkę z elementu nieprzewidywalności, który przecież stanowi o jej pięknie. Co pan na to?

- To trochę jak z postmodernistycznymi obrazami. Czasem patrzy się na taki i mówi, że coś lepszego narysowałoby się na kacu. Trudno oceniać jakościowo, co oznacza piękno. Gdy w ekstraklasie wymiana podań z jednego końca boiska na drugie kończy się strzałem samobójczym, też mówi się, że to piękno tej ligi. Jeśli mowa jednak o pięknie futbolu jako o wydajności, dokładności, maksymalnym wykorzystaniu możliwości, technologie będą raczej sprawiać, że gra będzie lepsza. I bardziej ofensywna, co wpłynie na widowiskowość sportu. Technologie zmieniają sport, ale nie odzierają go z piękna. Dodają mu czasem nowe elementy. W sportach motorowych jest pomysł, by to fani decydowali, czy i w którym momencie zespół ma użyć „nitro” (nagłe bardzo mocne przyspieszenie – przyp. red.). To ma prowadzić do większego zaangażowania użytkownika, by lepiej funkcjonowała komercyjna część tego biznesu.

Mówił pan o różnych narzędziach, które już są dostępne. Chciałbym spytać nie o jakąś futurystykę, lecz o coś, co właściwie już jutro będzie wykorzystywane w futbolu, a dziś jeszcze tego nie ma. Która dziedzina najbardziej skorzysta?

- Warto powiedzieć o tym, co już dziś się robi, a nie zawsze o tym wiadomo. W Wiśle coraz więcej rzeczy robimy w chmurze Microsoftu. Mamy choćby system pomagający w prowadzeniu akademii. Wróciłem na moment do swoich dawnych czasów i zaprogramowałem system, w którym zawodnicy wszystkich szczebli oceniają codziennie samopoczucie i oznaczają ewentualne bóle poszczególnych mięśni, co wpływa na przeciwdziałanie kontuzjom. Są polskie firmy, które wniosły wkład w tę dziedzinę. Stworzyły systemy analizujące w zaawansowany sposób poruszanie się zawodników i przewidujące ich kolejne ruchy. Na pewno pierwszą dziedziną, która skorzysta na technologii, będzie szeroko pojęte zapobieganie urazom poprzez coraz bardziej spersonalizowane treningi w zależności od wzrostu, wieku, wagi i różnych innych parametrów zawodnika, pozyskiwanych choćby z badań krwi.

Będzie jak w grach komputerowych i gdy pasek z energią któregoś zawodnika zaświeci się na czerwono, trener będzie go zmieniał?

- To już nawet istnieje. Bodaj Włoski Związek Piłki Nożnej podpisał umowę z jednym z tamtejszych uniwersytetów, który przekazuje dane na żywo na tablety osób siedzących na ławce. Poruszył pan bardzo ważną rzecz, bo tu właśnie widać różnicę między sztuczną inteligencją a danymi statystycznymi. Dane statystyczne będą pokazywać trzydzieści różnych wskaźników piłkarza w trakcie meczu, a ktoś musiałby na nie wszystkie spojrzeć i w pięć sekund wyciągnąć jakieś wnioski. Sztuczna inteligencja na podstawie tych danych błyskawicznie apeluje o działanie. W postaci czerwonego paska, czy choćby hasła: „rób zmiany!”.

Co będzie dalej?

- Tworzenie supergwiazdy futbolu, czyli systemy pomagające w szkoleniu zawodników. Analizujące, które aspekty gry dany młody piłkarz musi poprawić, by dojść na poziom ekstraklasy, czy reprezentacji. Wskazujące, nad którymi rzeczami musi pracować, by najbardziej się rozwinąć, a które może trochę pominąć, bo będą się u niego naturalnie rozwijać wraz z wiekiem. Na pewno we wszystkich klubach w Polsce kuleje tzw. fan experience, czyli systemy, które ułatwiają pobyt na stadionie i czynią go przyjemniejszym. Tu musi nastąpić przełom w ekstraklasie, by kibicom łatwiej było wchodzić na stadiony, a potem kupować na nich różne rzeczy za pomocą aplikacji mobilnych.

Skupmy się jednak na aspektach związanych tylko ze stroną sportową.

- Myślę, że wkrótce nastąpi boom na pewne technologie i nowych rzeczy, które będą niebawem używane, jest potencjalnie bardzo dużo. Zawodnikom będzie można ułatwiać powrót do zdrowia, analizując wcześniejsze doświadczenia ich kontuzji, podobnych przypadków urazów u innych zawodników, parując je z indywidualnymi wskaźnikami danego piłkarza. W ten sposób będzie dla niego przygotowywana lepsza ścieżka powrotu do formy. Zautomatyzowany może też zostać proces doboru sparingpartnerów w okresie przygotowawczym, poprzez szukanie drużyn o odpowiednim profilu. Słyszałem też o świetnym systemie, który automatycznie dopasowuje wynagrodzenie zawodnika do jego wieku, sytuacji kontraktowej, statystyk. Już powstały systemy do przeprowadzania transferów, w których kluby kontaktują się bezpośrednio między sobą, z pominięciem agentów. To próba doprowadzenia do sytuacji, w której to nie agent, lecz algorytm dyktuje pensję.

Dojdziemy kiedyś do stanu, w którym system będzie mógł nam powiedzieć, jak zestawić skład na danego przeciwnika, by miał odpowiednią szybkość, średni wzrost, wytrzymałość i inne parametry potrzebne do zwycięstwa?

- Jest to o tyle trudne, że trzeba by to robić tuż przed meczem, znając już skład rywala oraz jego ustawienie. Taki system zdecydowanie byłby jednak w stanie przeanalizować wszystkie mecze rozegrane przez zespoły w ustawieniu 4-4-2 przeciwko tym grającym 3-5-2, przy zawodnikach o takiej szybkości, wzroście, wysokości i mógłby wskazać, że szczególnie newralgiczną strefą będzie na przykład prawa obrona i trzeba tam koniecznie kogoś przesunąć. Choć paradoksalnie myślę, że gdyby dzisiaj komputer wybierał składy na mecze polskiej ligi, wybierałby bardzo podobnie do tych, które wybierają trenerzy.

Dlaczego?

- W polskiej lidze różnice między piłkarzami są minimalne. Trudno znaleźć takich, których dzieli przepaść od całej reszty. To też oznacza, że różne pojedyncze cechy nie wybijają się aż tak mocno, by komputer jakoś znacząco korygował wybory trenera. Być może w najsilniejszych ligach, z piłkarzami wartymi kilkadziesiąt milionów euro i niektórymi cechami bliskimi perfekcji, byłoby większe pole manewru w układaniu. W ekstraklasie ważniejsze jest raczej reagowanie w trakcie meczu, dostosowywanie taktyki do tego, co się dzieje na boisku. Często drużyny rozpoczynają spotkania z jakimiś założeniami, a potem przestają się ich trzymać. Kto w trakcie gry jest w stanie to rozpoznać i wykorzystać, ten wygrywa.

Cały czas rozmawiamy o danych, które zbiera się w trakcie meczów i z których ktoś wyciąga jakieś wnioski. A czy jakieś technologie wpłyną na sposoby treningów, czy zachowania piłkarzy na boisku?

- Zdecydowanie. Dawniej o taktyce jako dziecko wiedziało się tylko tyle, ile złapało się na podwórku, ewentualnie podczas oglądania meczów. Teraz młodzi piłkarze mają dostęp do danych z całego świata i mogą na ich podstawie budować ścieżki karier. Można nawet kupić wkładki do butów, które pomagają w nauce strzałów czy odpowiedniej techniki biegu. Wiele w treningu może zmienić wirtualna rzeczywistość. Trudno w trakcie zajęć odtworzyć sytuacje z meczu. Gdyby chcieć każdemu zawodnikowi odwzorować jego najbliższego rywala, trening musiałby trwać cały dzień. To przyszłość treningu indywidualnego. Nie tylko zawodowych piłkarzy, ale też najmłodszych, którzy będą mogli przez takie symulacje warunków meczowych, ćwiczyć postrzeganie sytuacji na boisku i świadomość taktyczną.

Mówimy o symulacji przeprowadzanej nawet bez wchodzenia na boisko? Dziś, jeśli trener chce odwzorować gwiazdę najbliższego rywala, ktoś musi ją na treningach udawać. Z lepszym lub gorszym skutkiem.

- Zgadza się. I jeśli już się to robi, odwzorowuje się tylko któregoś z kluczowych piłkarzy. A w wirtualnych symulacjach prawy obrońca mógłby ćwiczyć grę przeciwko lewoskrzydłowemu rywali, stoper przeciwko napastnikowi itp. Jeśli do tego dodamy różnego rodzaju współczynniki dotyczące treningu w warunkach zmęczenia, odpowiednią temperaturę, czy otoczenie, trening indywidualny przeniesie się w zupełnie inny wymiar.

Współwłaściciel Wisły Kraków
Bartek Ziółkowski/400mm

Sądzi pan, że tego rodzaju nowinki technologiczne będą powodować jeszcze większe rozwarstwienie piłkarskie? Najbogatsi będą mieć najszerszy dostęp do technologii, więc będą budować jeszcze większą przewagę?

- Ważniejsze jest, by jak najszybciej zacząć tam szukać możliwych przewag rynkowych. Skoro widzimy, że jako narodowi piłkarskiemu niekoniecznie nam wychodzi budowanie ekip z sukcesami, powinniśmy spróbować być bardziej innowacyjni. Poza tym myślę, że niektórzy wcale nie najwięksi i najbogatsi, już to robią. Taka reprezentacja Islandii nie byłaby w stanie być konkurencyjna bez metodycznego wsparcia. Oni wykonali bardzo dużą pracę, by poprawić u siebie choćby drobne elementy. Wierzę, że kraje i kluby, które pójdą w kierunku szkolenia młodzieży w taki nowoczesny sposób, oparty na danych i wspierany technologiami, będą lepiej przygotowane do „piłkarskiej wojny”. Nie trzeba mieć do tego bardzo dużo pieniędzy, tylko bardzo silną wolę i konsekwencję. W ten sposób im także będzie się udawało wykształcać piłkarzy przyszłości.

Skoro tak, co powstrzymuje was przed odważniejszym pójściem tą drogą? Polski rynek nie jest bardzo konkurencyjny. Jeśli technologia rzeczywiście może pomóc w odniesieniu sukcesu, a mało kto jej używa, dałoby się z jej pomocą dość tanim kosztem osiągnąć dobre wyniki.

- Myślę, że Wisła jest na razie gdzieś na pięciu procentach swoich możliwości. Dlaczego nie dalej? Bo podobnie jak w dużych firmach, najpierw trzeba poukładać gromadzone dane, wdrożyć systemy, które pozwolą unikać błędów. Bo jeśli na początku takiej technologicznej pracy będzie bałagan, później wszystkie kolejne wyniki i wnioski będą obarczone błędami. Uważam, że Wisła technologicznie idzie do przodu, ale proszę pamiętać, że my przy tym mamy też inne wyzwania. Zarządzanie klubem z szesnastoma tysiącami akcjonariuszy nie jest prostą sprawą. Jest niewiele klubów w ekstraklasie, które mają tylu fanów, ile my. To sprawia, że coś, co dla innych nie jest wielkim problemem, jak rozsadzenie kibiców tak, by było między nimi kilka miejsc odstępu, przy dużej liczbie karnetowiczów siedzących obok siebie, u nas jest sporym zadaniem logistycznym. Jesteśmy jednak na dobrej drodze, by wiele rzeczy uporządkować. Testujemy też coraz więcej nowych rozwiązań. Nie obejdzie się jednak bez wzmocnienia różnych działów w klubie nowymi ludźmi.

Chciałem, żeby w rozmowie o technologiach przyszłości trzymał się pan ziemi, czyli skupił na rzeczach, które już są gdzieś stosowane albo za moment będą. To teraz na chwilę się od niej oderwijmy. Które rozwiązania są technologicznie możliwe, ale raczej nigdy nie zostaną w futbolu wdrożone?

- Wyobraźmy sobie takie małe urządzenie, jak kamizelkę, którą zakładają dziś zawodnicy, by zbierać różne dane na temat ich przygotowania fizycznego. Gdybyśmy włożyli do niej małą kartę SIM z dostępem do internetu, bylibyśmy w stanie komunikować się z nim na odległość w trakcie gry. Trener, zamiast krzyczeć do piłkarza „prawa!”, wysyłałby mu odpowiedni sygnał wibracyjny. Mógłby go też stymulować, gdyby zawodnik nie chciał wracać do obrony po stracie piłki. Taki system do komunikacji między trenerem a piłkarzami jest technicznie jak najbardziej możliwy, ale wątpię, by ktoś kiedyś zdecydował się go wprowadzić. Ingerencja zewnętrzna w grę mogłaby zostać uznana za zbyt dużą.

Na podstawie tej rozmowy wydaje mi się, że tak jak dziś mówimy, że piłkarze sprzed dwudziestu lat nie daliby sobie rady we współczesnym futbolu, tak samo za dwadzieścia lat będziemy mówić o tych, którymi dziś się zachwycamy. Margines rozwojowy tej dyscypliny jest jeszcze szeroki?

- Myślę, że ciągle będzie się zwiększać znaczenie taktyki i umiejętności szybkiego myślenia na boisku. Systemy komputerowe już dziś analizują nie tylko konkretnych piłkarzy, ale też to, jak ustawiają się formacje i czy bloki obronne odpowiednio się przesuwają. Z czasem tego rodzaju niuanse powinny być dla zawodników bardziej oczywiste niż dzisiaj. Gra stanie się jeszcze bardziej zaawansowana i spektakularna. Spodziewam się, że piłkarze w przyszłości staną się dokładniejsi, jeśli chodzi o strzały. Już teraz widać miejsca na boisku, z których 20 lat temu rzadko strzelano, a teraz zdarza się to znacznie częściej.

Mówi pan, że gra stanie się bardziej spektakularna i ofensywna. Skąd ten wniosek? Z podobnej kalkulacji, co w koszykówce, gdzie statystyczna rewolucja doprowadziła do zwiększenia częstotliwości rzutów za trzy punkty jako tych, które dają większą premię?

- Tak, to oparte na bardzo klasycznej teorii gier. Będzie to bazować na prostym zakładzie – w zależności od momentu meczu, inaczej będzie kalkulować i do tego dostosowywać taktykę. Jednak co do zasady, skoro zwycięstwo daje aż trzy punkty, a remis od porażki różni się tylko jednym, opłaca się grać o wygraną. Bardzo się cieszę, że niezależnie od całej obudowy teoretycznej tego aspektu, trener Wisły ma takie samo podejście i staramy się wygrywać mecze, tworząc mnóstwo sytuacji. To zawsze zwiększa szanse na zwycięstwo.

Zastanawia mnie jednak jedno. Mówi pan, że piłkarze przyszłości poprawią umiejętność strzału. Z drugiej strony dziś widać, że pod wpływem statystyk piłkarze rzadziej strzelają z trudnych stref, a częściej z tych, które dają większe szanse na sukces. Może więc w to tę stronę będzie szedł trening?

- Spodziewam się, że to będzie miało bardzo personalny aspekt. Piłkarzy o bardzo silnym „kopycie” będzie się szkolić do strzelania z nawet bardzo dziwnych miejsc, opierając się na mikrozakładzie, że jednak da się stamtąd zdobyć bramkę, a presja rywali zwykle jest mniejsza. Dobór zagrań stanie się bardziej racjonalny. Mniej decyzji będzie opartych na prostym impulsie, a więcej na analizie tego, jak układa się mecz i co robi rywal. Z tego względu uważam, że zmieni się też trochę model piłkarza. O ile historycznie nie zawsze uważało się ich za ludzi o wysokiej inteligencji pozaboiskowej, teraz coraz ważniejsze będzie, by więcej rozumieli z tego, co się dzieje wokół nich. Sporą część pracy taktycznej będą wykonywać sami, korzystając z platform do analiz rywali. To wiąże się z tym, że i trenerzy będą musieli być coraz bardziej kreatywni. Każda dyscyplina dochodzi do momentu, w którym jest już w stanie pozyskać całą dostępną wiedzę na dany temat. Dochodzi do ściany, dopóki nie pojawi się ktoś, kto wymyśli nowe koncepcje, algorytmy itp. Taka innowacyjność będzie charakteryzowała najlepsze drużyny świata.

Czyli powtarzane czasem zdanie, że w piłce nożnej wszystko już zostało wymyślone, raczej jest błędne?

- Myślę, że w kolejnych latach technologia pozwoli wprowadzić do futbolu wiele ciekawych i nowych rzeczy, które pozwolą nam jeszcze lepiej odkryć tę dyscyplinę. Dlatego raczej oczekiwałbym postępu z wypiekami na twarzy niż ze strachem.

Rozmawiał Michał Trela

Podziel się lub zapisz
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który o Bayernie Monachium pisze tak samo często, jak o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Szuka w Ekstraklasie śladów normalności. Czyli Bundesligi. W newonce.sport autor sobotniego cyklu Z nogą w głowie i poniedziałkowej rubryki Centrostrzał.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.