Nowy Mourinho stoi u bram. Patrzcie na Sporting, bo tam właśnie pisze się historia

Zobacz również:Kto po Nagelsmannie? Sześciu młodych trenerów z potencjałem na pracę w dużych klubach
Ruben Amorim
Fot. Paulo Nascimento/NurPhoto via Getty Images

Nowa gwiazda świata trenerów pochodzi z Portugalii. Ruben Amorim ma 36 lat i nawet bez licencji UEFA Pro zamienił klub chaosu w lidera NOS Liga. Zapomnijcie o Mourinho, Fonsece i Espirito Santo. Patrzcie na Estadio Jose Alvalade w Lizbonie, bo tam właśnie pisze się historia.

Ten tekst pierwotnie powstał w lutym. Przypominamy go jednak, ponieważ Sporting pod wodzą Rubena Amorima sięgnął po mistrzostwo Portugalii po raz pierwszy od 19 lat. Kim jest młody architekt sukcesu lizbończyków?

Znowu jest jak w starym powiedzeniu: że Porto pracuje, Braga się modli, Coimbra uczy, a Lizbona bawi. Sporting z taką werwą nie tańczył od 70 lat. Ma 8 punktów przewagi nad Porto, a Benficę to już w ogóle odsadził na 11. Wciąż nie przegrał meczu, dopiero co wygrał Puchar Ligi i mknie dalej. Amorim zakazuje przynoszenia do szatni gazet z tabelą. I ciągle powtarza, że piłka to nie bieg na sto metrów, tylko maraton. Liczy się wytrwałość plus omijanie min. Zielona część stolicy od prawie dwóch dekad czeka na mistrzostwo. Wygrywała tak dawno temu, że Cristiano Ronaldo kopał jeszcze wtedy w juniorach.

O Amorimie warto pisać, bo reprezentuje to, co w piłce lubimy najbardziej. Przyszedł facet bez nazwiska i wywrócił ustalony porządek. Zrobił to na własnych zasadach, bez wielkich pieniędzy i na przekór głosom, jak ten Luisa Figo, który mówił rok temu, że klub popełnia błąd, oddając kierownicę trenerowi z trójką z przodu. Facet dostał dwa lata na przebudowanie zespołu, ale nie czekał na lepszą pogodę. Od razu zaczął lepić z tego, co ma i pazernie ruszył na mistrza.

Portugalia jest w szoku. Dwa lata temu w tym samym miejscu, w ośrodku Alcochete latały kastety kibiców, a w świat poszło zdjęcie rozciętej głowy Basa Dosta. Sporting w XXI wieku nie jest historią sukcesu. To wyprzedaż talentów i kolejne zawody. Nieustanne wzdychanie do 42 goli Mario Jardela z sezonu 2001/02, gdy ostatni raz udało się zdobyć mistrzostwo. Nowe Jose Alvalade, przebudowane przed Euro 2004, nigdy nie poznało tego smaku. Benfica pomknęła w kierunku Europy, a Sporting został na peronie.

UCZEŃ JESUSA

Amorim kiedyś mógł patrzeć na to z góry. W latach 2008-17 jako piłkarz trzy razy wygrał tytuł z Benficą. Zawodnicy tamtej ekipy mówią, że miał charakter, ale nie miał zdrowia. Jako jedyny potrafił postawić się Jorge Jesusowi, gdy ten budował skład bez Portugalczyków. Dużo czasu spędzał w szpitalach. I już wtedy wiedział, że zostanie trenerem. Zaraz po trzydziestce rozpoczął naukę w słynnym Faculdade de Motricidade Humana. Portugalia, kraj trenerów, latami szczyciła się, że wychowuje świetnych trenerów niemających w CV kariery piłkarza. Tutaj dostała gotowca: Amorim ma ponad 200 występów w lidze portugalskiej, debiutował w kadrze u Queiroza, uczył się od Paulo Bento i Leonardo Jardima. Osiem lat pracował z Jorge Jesusem.

Zrzut ekranu 2021-02-12 o 14.14.16.png

Niedawno pierwszy raz miał okazję zmierzyć się z mistrzem i oczywiście wygrał. Sporting w ostatniej minucie rozstrzygnął derby na swoją korzyść. Amorim imponuje tym, że praktycznie w dwa lata wjechał windą na szczyt. Jeszcze w 2018 roku był stażystą w trzecioligowym Casa Pia. Zaczął od rocznej dyskwalifikacji za brak odpowiedniej licencji, choć sprawę wkrótce umorzono. Znowu miał farta, bo trafił do rezerw Bragi, a po zwolnieniu Sa Pinto dostał stery pierwszej drużyny i już w piątym meczu wygrał Puchar Ligi. Miał na rozkładzie Sporting, Porto i Benficę. W międzyczasie z taką pasją opowiadał dziennikarzom o ustawieniu z trójką obrońców, że przekreślono w tym wszystkim przypadek.

TRENER Z AMBONY

Dzisiaj w Portugalii nikt nie powie, że Amorim jedzie na picu. Jest trenerem za którego Sporting zapłacił wiosną 10 mln euro kwoty odstępnego — nawet Mourinho tyle nie kosztował, gdy Real wykupił go z Interu. Sporting tak mocno wierzy w 36-latka, że kolejną klauzulę ustalił już na poziomie 20 mln.

Rzadko ogląda się takie obrazki jak te z oficjalnej prezentacji. Nowy trener stanął na ambonie na tle bramy 10A, słynnej pozostałości po starym Jose Alvalade. Przemawiał jak prezydent, na tle dwóch lwów i flagi Portugalii – pewny, dokąd zmierza i jakie kroki należy podjąć. Jego sukcesem jest świetna relacja z dyrektorem sportowym Hugo Vianą, obaj są z tego samego pokolenia, grali w piłkę w tym samym czasie, choć po innych stronach barykady.

Amorim ostatnio wyściskał się z Vianą po wygraniu Pucharu Ligi. Drugi sezon z rzędu zdobył to trofeum. Pokonał Bragę, co miało swoją symbolikę. Po meczu nie krył łez, a obrazki, jak piłkarze podrzucają go do góry, poszły w kraj. Zwrócono też uwagę na jego wywiad i słowa: „Rok temu patrzyłem na siebie i swoją karierę. Teraz, za drugim razem, bardziej martwiłem się o graczy. Są młodzi. Chcę, żeby wygrywali, rośli i zarabiali więcej ode mnie”.

Właśnie taki wizerunek ma Sporting 2020/21. Jest trener z konkretnym pomysłem na grę i piłkarze, co idą razem koszula w koszulę. Amorim w czerwcu w meczu z Tondelą wystawił ośmiu graczy poniżej 22. roku życia. Zależy mu na dawaniu zaufania i to się na razie sprawdza.

LAMPKI, KTÓRE NIE ZGASŁY

Kilka miesięcy temu trudno byłoby to sobie wyobrazić. Sporting z przerażeniem przyglądał się, jak Benfica wydaje ponad 100 euro na transfery. Sam Darwin Nunez, sprowadzony za 24 mln, kosztował mniej więcej tyle, ile nowi piłkarze „Lwów” razem wzięci. Dzisiaj widzimy, jak świetnym posunięciem było wyciągnięcie 22-letniego Pedro Goncalvesa z Famalicao, aktualnie najlepszego strzelca ligi. Zouhair Feddal jest szefem obrony, a Pedro Porro, prawy wahadłowy wypożyczony z Manchesteru City, rozkwita na rewelację ligi.

joao-ruivo1.png

Amorim obiecał, że będzie korzystał z klubowej akademii i słowa dotrzymał. 18-letni Nuno Mendes, perełka na lewej stronie pomocy, nie spadł z księżyca, ktoś musiał go wypatrzyć i w niego uwierzyć. Są utalentowani Matheus Nunes i Tiago Tomas. A obok cały czas dyryguje starszyzna: Adan, Coates i Joao Mario. Media trąbią, że tak dobrego Sportingu nie było od siedmiu dekad. W wielu spotkaniach rywale nie potrafią nawet oddać strzału – nic dziwnego, że niektórzy trenerzy, jak ostatnio Jesus w Benfice, w bezpośrednich starciach próbują kopiować grę trójką obrońców. Amorim tylko się uśmiecha. Zna powiedzenie kibiców Porto, że Sporting lubi gasnąć zaraz po bożonarodzeniowych lampkach. Ale w tym sezonie to nie działa. Mamy połowę lutego, a oni pędzą po mistrza.

BŁĘDY PO MOURINHO

Sporting widzi w tym dziejową sprawiedliwość. Prezydent Frederico Varandas postawił na młodego trenera, bo dobrze pamięta jak dwie dekady temu inny boss, Luis Duque zawahał się i w ostatniej chwili zrezygnował z 37-letniego Jose Mourinho. „The Special One” dwie godziny był trenerem Sportingu, dogadał szczegóły, a potem zdębiał, gdy zobaczył oficjalny komunikat. Zaważyło to, że był młody i że chwilę wcześniej w dziewięciu meczach prowadził Benficę. Amorim wpisuje się w ten sam sznyt: jest jeszcze młodszy, nigdy nie ukrywał, że kibicuje Orłom, co gorsza – jeszcze trzy lata temu mówił w Tribuna Expresso, że marzy, by kiedyś poprowadzić ich z ławki. Pracę w Sportingu dostał wbrew swojej przeszłości.

To było zagranie va banque ze strony Sportingu. Postawili na człowieka Benfiki i nagle dostali skrzydeł. 36-latek cały czas jest przez to szturchany, w listopadzie wpuszczono do Internetu obrazek, jak bierze udział w głosowaniu na prezydenta Benfiki. Wystarczyło jednak wykonać parę kliknięć w „Google Images”, by przekonać się, że to fotomontaż. Nowy Nagelsman, jak często się o nim mówi, ma świadomość, że presja będzie rosła. Nawet w tym tygodniu haker Rui Pinto opublikował szczegóły jego transferu z Bragi do Sportingu. Pół miliona euro dziwnym trafem powędrowało do jego szwagra Antero Henrique. Były dyrektor sportowy Porto i PSG odmówił na ten temat komentarza.

WALKA O PAPIERY

Amorimowi zarzuca się też, że coraz częściej obraża sędziów. Już kilka razy mecze oglądał z trybun. Widać, że nie zawsze potrafi panować nad emocjami, choć akurat w mediach sprawy rozgrywa wzorowo. Jesusowi zdarzało się krytykować własnych piłkarzy. Sergio Conceicao w Porto to, mówiąc w dużym skrócie, wieczny bałagan na strychu. A Amorim za swoich piłkarzy pójdzie w ogień. To nie jest urzędnik futbolu, zawsze zapięty pod szyję, traktujący graczy z góry. Po Pucharze Ligi wychwalał klubową pielęgniarkę Alex, mówiąc, że jest tak samo ważna, jak 30-letni Coates.

Ciekawe jest to, że dopiero miesiąc temu dostał się na kurs UEFA Pro. Dotąd nie stawał do wywiadów i nie udzielał wskazówek przy linii, bo formalnie pracował tyko jako asystent Emanuela Ferro. To też jest absurd: wschodząca gwiazda portugalskiej szkoły kilka razy nie załapała na kurs, a licencję UEFA A robiła w Irlandii Północnej.

– Zainwestowałem mnóstwo czasu i pieniędzy w moją karierę. Znam swoją wartość i już dziś ostrzegam: tanio mnie stąd nie wyciągnięcie – mówił niedawno w rozmowie ze SportTV. Sporting kupując go wiosną podniósł mu pensję z 300 tysięcy euro rocznie do 2,5 miliona. I dobrze wie, że jeśli za kilka miesięcy zdobędzie mistrza, to pytać o niego będą najwięksi. Nowy Mourinho stoi u bram. O nim będzie już tylko głośniej.

Podziel się lub zapisz
Żebrak pięknej gry, pożeracz treści, uwielbiający zaglądać tam, gdzie inni nie potrafią, albo im się nie chce. Futbol polski, angielski, francuski. Piszę, bo lubię. Autor reportaży w Canal+.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.