Jeśli nie on, to kto? Novak Djoković stracił historyczną szansę na Klasycznego Wielkiego Szlema

Zobacz również:W poszukiwaniu Świętego Graala męskiego tenisa. Novak Djoković chce przybić piątkę ze Steffi Graf
Novak Djoković - 2021 US Open - finał
Fot. Sarah Stier/Getty Images

US Open za nami, a Novak Djoković, Roger Federer i Rafael Nadal wciąż mają po dwadzieścia wygranych turniejów wielkoszlemowych. Oznacza to również, że Serb stracił być może jedyną okazję na Klasycznego Wielkiego Szlema, którego nie ma żaden z panów. I nie zanosi się, by ktokolwiek miał go zdobyć w najbliższym czasie.

Ostatni klasyczny szlem (wszystkie turnieje w jednym roku kalendarzowym) to dzieło Steffi Graf w 1988 roku. Ostatni męski to Rod Laver i rok 1969. Już patrząc na tę statystykę łatwo stwierdzić, że Djoković stał przed szansą na dokonanie rzeczy historycznej. Australian Open, French Open i Wimbledon padły jego łupem, a w US Open doszedł do samego finału. W ostatnich latach tak blisko tego wyczynu nie byli ani Federer, ani Nadal, ani nawet dominatorka kobiecego tenisa, Serena Williams. Federerowi zazwyczaj przeszkadzał Nadal, robiąc sobie „swój” turniej z zawodów na kortach Rolanda Garrosa. Hiszpan z kolei nigdy nie był tak mocny na innych nawierzchniach, by udało mu się złożyć perfekcyjny rok, choć oczywiście każdego szlema udało mu się wygrać co najmniej raz.

Djoković nieco później od obu wszedł na szczyt i nieco później od nich – mówiąc brzydko – zaczął się starzeć. Dało mu to okazję na zbieranie szlemów i wykorzystanie nieobecności dwóch największych rywali, których kalendarz stał się bardzo okrojony przez problemy zdrowotne. Rok 2021 przyniósł ogromną szansę, a ostatnią przeszkodą okazał się Daniił Miedwiediew, aktualny numer dwa światowego rankingu. Wielu wieszczyło powtórkę z Australian Open, gdzie to Rosjanin wyglądał lepiej w trakcie turnieju, by gładko przegrać z Serbem w finale. To dałoby Novakowi Klasycznego Wielkiego Szlema w połączeniu z wyprzedzeniem Nadala i Federera w liczbie szlemów – idealny moment na tego typu zwycięstwo.

Tymczasem to Djoković zagrał jeden ze swoich najgorszych meczów finałowych w karierze. Z rzeczy dla niego charakterystycznych oglądaliśmy tylko… nerwy na korcie. Tym razem, w odróżnieniu od igrzysk olimpijskich, nie rzucał rakietami w trybuny, ale udało mu się jedną połamać, a mało brakowało, by ze złości trafił piłką jedną z pomagających na korcie dziewczynek. Na szczęście w ostatniej chwili się powstrzymał. Jeśli jednak te dwie rzeczy były jego najlepszymi „highlightami” z meczu, to możecie się domyślać, jak wyglądała sama gra.

Miedwiediew zasłużenie wygrał swój pierwszy turniej wielkoszlemowy, a Djoković… cóż, być może stracił jedyną szansę na Klasycznego Wielkiego Szlema. I to nie tylko dla niego, bo jeśli nie on, to kto? W światowym tourze nie widać na razie dominatora pokroju „wielkiej trójki”, który miałby dojść do tak ogromnego osiągnięcia. A kto rozstrzygnie remis dwudziestu wygranych szlemów między Novakiem, Rogerem i Rafą? Tutaj zdecydowanym faworytem wciąż jest Serb, choć czy nie byłoby to idealne zakończenie ich karier, gdyby wszyscy skończyli z taką samą liczbą?

Podziel się lub zapisz
Uniwersalny jak scyzoryk. MMA, sporty amerykańskie, tenis, lekkoatletyka - to wszystko (i wiele więcej) nie sprawia mu kłopotów. Pisze dla newonce.sport, a w newonce.radio odwiedza audycję NFL Po Godzinach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.