Niesforne narzędzie pracy. Nowa piłka NBA nie sprzyja koszykarzom?

Zobacz również:Bezdomny dzieciak znalazł swoje miejsce w NBA. Jak Jimmy Butler stał się liderem
NBA
Thearon W. Henderson/Getty Images

Gdy ostatni raz koszykarze NBA grali inną piłką niż Spaldingiem, na świecie nie było jeszcze LeBrona Jamesa, a Michael Jordan występował na uczelni North Carolina. Od obecnego sezonu rywalizacja toczy się produktem firmy Wilson. Już pierwsze tygodnie pokazują, że zawodnicy nie są zadowoleni z tej zmiany. Lata temu modyfikacja piłki niemal doprowadziła do sądowej batalii.

Od piętnastu lat amerykańska liga nie widziała gorszej skuteczności rzutów. Choć w minionej dekadzie doszło do ewolucji, dzięki której zawodnicy zaczęli rzucać „trójki” na potęgę, tegoroczne liczby w tej statystyce są najgorsze od początku XXI wieku. „[Ta] piłka jest inna. Nadal nie czuję się z nią komfortowo. W zeszłym roku byłem najlepszym strzelcem na średnim zasięgu w lidze. W pewnym momencie to wróci – mówił po jednym z ostatnich meczów Joel Embiid.

Kameruńczyk nie jest osamotniony w sądach. Podobnym głosem mówi wiele innych gwiazd takich jak Paul George czy Devin Booker. Przed premierą piłki, Trae Young i Jamal Murray testowali dla Wilsona nowy sprzęt. Pojawiają się opinie, że obecny dyskomfort to tylko kwestia przyzwyczajenia. Jednakże już raz NBA mierzyła się z dosyć głośną sprawą zmiany piłki.

GRA PAPIEREM ŚCIERNYM

W tym roku przynajmniej znikoma cześć zawodników NBA miała okazję wziąć udział w testowaniu nowego sprzętu. Liga nauczyła się na błędach sprzed piętnastu lat. W 2006 roku postanowiła na siłę zrewolucjonizować grę. We współpracy ze Spaldingiem wprowadziła do rywalizacji nową piłkę, która według zapewnień ówczesnego komisarza Davida Sterna miała być „najlepszą na świecie”. Zmarły w ubiegłym roku włodarz nieostrożnie wywrócił obraz ligi do góry nogami. To była dopiero druga zmiana piłki w sześćdziesięcioletniej historii rozgrywek. Znany i sprawdzony model składający się z ośmiu paneli skóry zastąpiono sztucznym tworzywem. Nowa piłka Spaldinga miała zupełnie odmienny układ i czucie. Nie dano jednak możliwości graczom zapoznać się z nią przed wypuszczeniem jej na rynek. Za testerów robili byli gracze NBA. To był ogromny błąd, który kilka miesięcy później liga musiała naprawiać.

Jeszcze przed startem sezonu słowa krytyki pod adresem nowego produktu Spaldinga wypowiedział Shaquille O’Neal. „Jest jak jedna z tych tanich piłek, które możesz kupić w sklepie z zabawkami” – mówił „Shaq”. Inni, jak DeShawn Stevenson nie gryźli się w zęby. „Nienawidzę jej” – grzmiał koszykarz Washington Wizards.

Z biegiem czasu niezadowolonych ze zmiany przybywało. Głównym zarzutem był komfort gry, a raczej jego brak. Zawodnicy prezentowali w mediach zdjęcia dłoni. Piłka robiła za papier ścierny – zdzierała naskórek, a nawet cięła opuszki palców. Widok koszykarzy z licznymi tejpami co rusz dziwił. „Muszę ciągle nakładać balsam na dłonie, bo palce pękają i powoduje to rozcięcia na opuszkach palców” – opowiadał Ray Allen. Inny zarzut stanowił brak przyczepności. Nawet niewielka ilość potu powodowała, że kontrola nad piłką gwałtownie znikała. Zawodnicy narzekali, że nigdy mieli pewności, jak piłka odbije się od podłoża. Za każdym razem potrafiła lecieć inaczej. Dodatkowo przy oddawaniu rzutów wyślizgiwała się z dłoni, co nie wpływało dobrze na skuteczność.

Aby potwierdzić zasadność narzekań, właściciel Dallas Mavericks Marc Cuban zlecił badanie porównawcze starej i nowej piłki. Wyniki działań fizyków z University of Texas-Arlington potwierdziły uwagi koszykarzy. Nowa piłka odbijała się od pięciu do ośmiu procent słabiej niż poprzedniczka. Dobitniejszy argument stanowiła różnica w sposobie odbijania się. Nowy produkt odbijał się o trzydzieści procent bardziej chaotycznie niż skórzany odpowiednik. Naukowcy podkreślali, że obie piłki są bardzo podobne pod warunkiem, że nie są mokre. W przeciwnym wypadku wersja syntetyczna po prostu stawała się trudna do okiełznania.

W grudniu do akcji wkroczyło Stowarzyszenie Zawodników NBA składając oficjalne zarzuty do Narodowej Rady do spraw Stosunków Pracy. W uzasadnieniu koszykarze pisali o braku konsultacji wprowadzenia nowej piłki. Stern wówczas zrozumiał, że przegrał sprawę. Oficjalnie wziął pełną odpowiedzialność za decyzję i wycofał z gry nowy produkt. Zawodnicy najlepszej ligi świata znów rywalizowali skórzaną wersją. Chwilę później Spalding rozpoczął akcję zwrotu piłek.

KWESTIA PRZYZWYCZAJENIA?

Wilson jest dobrze znany w środowisku amerykańskich lig zawodowych. Od 1941 roku nieprzerwanie dostarcza piłki dla NFL. Co więcej, w przeszłości miał też długi mariaż z NBA. Koszykarska liga korzystała z ich produktów przez pierwsze 37 lat istnienia, by zmienić dostawcę na wspomnianego wcześniej Spaldinga. Oczywiście przy poszukiwaniu powodów, które doprowadziły do zmiany, należy patrzeć przez pryzmat finansów. Żadna ze stron nie określiła długości i wartości kontraktu. Biorąc pod uwagę poprzednie umowy, związane z dostawą piłek czy koszulek, z pewnością można mówić o kilkuletnim okresie. Według przewidywań SportBusiness Wilson ma corocznie przelewać lidze od 25 do 35 milionów dolarów. Oprócz NBA, z nowych piłek będą korzystać także zawodnicy G-League i zawodniczki WNBA.

Tegoroczne obawy, w przeciwieństwie do narzekań sprzed piętnastu lat, mogą z czasem zniknąć. Jedna rzecz to wspomniane przyzwyczajenie – koszykarze to profesjonaliści, dla których każdy drobiazg ma znaczenie. Druga sprawa to kwestia „rozbicia” się nowej piłki. Nawet amator koszykówki dostrzeże różnice pomiędzy grą świeżo zakupionym produktem a tym, który zaliczył kilka lub kilkanaście godzin rywalizacji.

Obecny prezydent NBPA C.J McCollum ogłosił, że będzie zbierać od zawodników opinie na temat nowej piłki. Ani on, ani NBA nie chcą, aby doszło do powtórki z rozrywki. Producent również jest otwarty na dialog i ewentualne poprawki. „Nikt nie prosił o duże zmiany, chciano konsekwencji. To są najlepsi koszykarze na świecie, którzy mają pewien poziom oczekiwań” – mówił niedawno Yahoo Sports Kevin Murphy, dyrektor generalny nowego dostawcy.

Można podejrzewać, że znajdą się tacy, którzy nawiążą do słynnego powiedzenia: „złej baletnicy przeszkadza rąbek u spódnicy”. W tym przypadku nie ma ono logicznego uzasadnienia. Tak jak dla dziennikarza narzędziem pracy jest laptop, a dla taksówkarza samochód, tak dla koszykarzy jest nim między innymi piłka. NBA nauczyło się, że zawodnicy nie potrzebują rewolucji. Tak naprawdę najchętniej cały czas graliby piłkami Spaldinga, ale interes finansowy ligi jest ważniejszy. Przez to Adam Silver i spółka muszą ostrożnie balansować, tak aby zgadzały się zarówno cyferki na kontrakcie, jak i zadowolenie z gry sportowców.

Podziel się lub zapisz
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.