Nie tylko Błachowicz. Dwóch Polaków i walka o pas przyciągają uwagę do mocnej karty UFC 267

Zobacz również:Wszystko, co trzeba wiedzieć o walce Błachowicz - Reyes. Gościliśmy Dorotę Jurkowską, menedżer Janka (WIDEO)
UFC Fight Night: Harris v Marcin Tybura
Fot. Jeff Bottari/Zuffa LLC via Getty Images

Druga obrona pasa mistrzowskiego przez Jana Błachowicza – to walka, na którą zdecydowanie najbardziej czekamy podczas UFC 267 w Abu Zabi. Nie zmienia to jednak faktu, że karta uznawana jest za jedną z najmocniejszych w ostatnich czasie, a mamy na niej jeszcze dwóch kolejnych reprezentantów. Do tego dochodzi kolejny pojedynek mistrzowski i masa innych ciekawych starć.

Można nas nazwać nieobiektywnymi, w końcu rzadko zdarza się, by najlepsza organizacja MMA na świecie zrobiła galę, na której polski mistrz pojawi się w walce wieczoru, a kolejnych dwóch Polaków rywalizowało w karcie głównej i wstępnej. Jednak nie tylko z Polski dochodzą głosy, że tak mocnej karty UFC dawno nie miało. Poza walką Błachowicza z Teixeirą, którą już omawialiśmy, jest jeszcze jedno starcie o tymczasowe mistrzostwo UFC i kilka innych pojedynków, w których spokojnie możemy upatrywać kolejnych czempionów.

WRÓCIĆ NA SZCZYT

Petr Yan może być znanym nazwiskiem nawet dla tych, którzy MMA oglądają od święta. W końcu walczył na szczęśliwej dla nas gali UFC 259. Jego pojedynek z Aljamainem Sterlingiem zakończył się jednak w kontrowersyjnych okolicznych. Yan, prowadząc, wyprowadził nielegalne kopnięcie w parterze, za co został zdyskwalifikowany i jego pas mistrzowski w wadze koguciej powędrował do Amerykanina.

To starcie stało się mocno kontrowersyjne, bo o ile Yan został zdyskwalifikowany słusznie, o tyle przyznanie pasa Sterlingowi (również zgodne z przepisami) wywołało dyskusję. Jedni twierdzą, że Rosjanin sam się o to prosił wyprowadzając takie kopnięcie, inni – że Sterling bardzo dużo dodał od siebie, a walka mogłaby być kontynuowana. Jeszcze kolejne osoby próbowały wpłynąć na UFC, by w przyszłości takie walki mogły kończyć się w inny sposób. Yanowi na nic się to jednak zdało, bo swój pas stracił, a Amerykanin został pierwszym w historii UFC mistrzem przez dyskwalifikację.

Początkowo w Abu Zabi miał odbyć się rewanż obu panów, jednak Sterling musiał zrezygnować ze względu na ciągnące się problemy z kontuzją karku. Do walki wskoczył więc Cory Sandhagen, a samo starcie będzie o tytuł tymczasowego mistrza, który zmierzy się z aktualnym w późniejszym terminie. Mimo że to Yan będzie faworytem tego starcia, to Sandhagena nie można skreślać. W UFC ma na swoim koncie zaledwie dwie porażki – ze Sterlingiem i niedawno z powracającym do kategorii byłym mistrzem TJem Dillashaw – i to po niejednogłośnej decyzji sędziów. Może wyjść z tego „stójkowa” wojna, a takie wielu fanów lubi najbardziej.

PRZYSZLI MISTRZOWIE

W kategorii „przyszłych mistrzów”, o których już wspominaliśmy, wielu wskazuje Islama Machaczewa, namaszczonego zresztą przez pomagającego mu Chabiba Nurmagomiedowa. Rosjanin dotychczas przegrał tylko jedną walkę w karierze – na początku przygody z UFC w 2015 roku. Od tamtej pory robi to samo, co jego wielki poprzednik – zamęcza przeciwników, przede wszystkim w parterze i pnie się w górę rankingów.

Aktualnie jest piąty i miał się zmierzyć z byłym mistrzem wagi lekkiej – Rafaelem Dos Anjosem. Ta walka jednak nie dojdzie do skutku, a rywalem Rosjanina będzie szósty w rankingu Dan Hooker. Starcie piątego w rankingu fightera z szóstym tylko w teorii brzmi jak wyrównane – dla wielu Machaczew jest wyraźnym faworytem, który całkowicie skontroluje pojedynek (przede wszystkim w parterze) i pójdzie po wyższe cele – w tym wypadku mistrzostwo.

Dwóch innych zawodników rosyjskiego pochodzenia również ma takie plany. Magomed Ankalajew, numer 7 wagi półciężkiej, zmierzy się z Volkanem Oezdemirem (#8) i w kwestii szans wygląda to bardzo podobnie jak w walce Machaczew vs. Hooker. Blisko w rankingu, daleko w kursach bukmacherskich. W obu przypadkach mamy bowiem tę samą sytuację – od dawna niepokonany talent (Machaczew i Ankalajew) pnący się w rankingach UFC, któremu na drodze staje weteran federacji (Hooker i Oezdemir, nawet jeśli są niewiele starsi od rywali) schodzący ze szczytu po porażkach z najlepszymi.

Trzeba jednak pamiętać, że ani Hooker, ani Oezdemir nie przegrywali z byle kim. Ten pierwszy ma dwie porażki w trzech ostatnich walkach, ale są to przegrane z Michaelem Chandlerem i Dustinem Poirierem. Ten drugi przegrał cztery z ostatnich sześciu starć, ale wszystkie te porażki odbyły się z udziałem topu kategorii wagowej Jana Błachowicza (Jiri Prochazka, Dominick Reyes, Daniel Cormier, Anthony Smith). Mamy więc do czynienia z mijanką rankingową, w której to pnący się w górę zawodnicy powinni sobie poradzić, ale w takich pojedynkach popełnienie choćby jednego błędu może się skończyć bardzo źle.

Chamzat Czimajew, reprezentujący Szwecję, jest innym tego typu ciekawym przypadkiem. Wciąż niepokonany (9-0), walczący jednocześnie w wadze średniej i półśredniej, zmierzy się z Chińczykiem Li Jingliangiem, aktualnie notowanym na 11. miejscu w kategorii półśredniej. Znany dobrze wszystkim fanom MMA Alexander Gustafsson twierdzi, że Czimajew jest jednym z najlepszych zawodników, z jakimi kiedykolwiek trenował. Inni eksperci również uważają go za obiecujący talent, który jednak ma na swoim koncie dopiero trzy pojedynki w UFC. Zanim powalczy o najwyższe cele, czeka go jeszcze co najmniej kilka zwycięskich starć. Takim – według ekspertów i bukmacherów – ma być pojedynek z Jingliangiem.

POLSKIEJ SIŁY BĘDZIE WIĘCEJ?

Zostawienie jeszcze jednej walki z karty głównej na koniec jest w tym wypadku celowe. Czy przyszłym mistrzem można będzie nazwać kogoś z dwójki Aleksander Wołkow – Marcin Tybura? Mamy nadzieję, że tak i że – przy całej sympatii do Rosjanina – nie będzie to on. „Tybur” w końcu dostaje przeciwnika czołówki wagi ciężkiej (Wołkow to #5 rankingu), który może go wywindować do czołówki najcięższej z kategorii. Problem jest jeden – trzeba ten pojedynek wygrać.

Tybura faworytem nie będzie. Wołkow jest co prawda po porażce, ale było to przeciwko Cyrilowi Gane, który już niedługo będzie walczył o pas mistrzowski z Francisem Ngannou, a aktualnie sam jest mistrzem tymczasowym. Poza tym w ostatnim czasie Rosjanin pokonał przez nokaut Alistaira Overeema i Walta Harrisa, który przegrał też z Polakiem. Jako były mistrz Bellatora i M-1 Challenge, Wołkow bardzo łatwo wszedł do czołówki wagi ciężkiej i choć nie dostał jeszcze szansy na pas mistrzowski, to ustabilizował się na wysokim poziomie i z topu od dawna nie wypada. Pokonanie go będzie trudne, ale nie niewykonalne.

Tybura sam ma na koncie fantastyczne ostatnie półtora roku. W tym czasie wygrał pięć razy z rzędu i nie dał władzom UFC innego wyjścia jak tylko wrzucenie go na nieco szersze wody. Polak przyzwyczaił nas do tego, że potrafi odwrócić wynik każdego pojedynku i nigdy nie można go skreślać oraz do tego, że… potrafi przyjąć bardzo dużo ciosów. Tak było z Harrisem, gdzie w pewnym momencie wydawało nam się, że może się to skończyć źle, a już chwilę potem „Tybur” kończył walkę w parterze. Parter to zresztą szansa dla naszego fightera. Jego stójka w ostatnim czasie się poprawiła, ale będzie trudno wygrać walkę z Wołkowem w tej płaszczyźnie, szczególnie że Rosjanin góruje nad nim warunkami fizycznymi. Te warunki mogą też utrudnić kontrolę w parterze, ale jeśli mielibyśmy wskazać atut polskiego ciężkiego, to byłoby to właśnie to. Chcieliśmy szansy dla Marcina i ona właśnie nadeszła.

Nie jest to też ostatnia polska szansa na tej gali. Pięć wyżej wymienionych walk (plus szósta Błachowicza – wyjątkowo duża karta główna) to jedno, ale jest też karta wstępna, na której znajduje się Michał Oleksiejczuk. Młody Polak ma za sobą kilka przygód w UFC, łącznie z wpadką dopingową w pierwszej walce czy dwoma porażkami z rzędu z Jimmym Crute i Ovincem Saint Preux, jednak to wciąż 26-letni zawodnik, który ma przed sobą długie lata w MMA. W ostatnim starciu, w marcu tego roku, pokonał po niejednogłośnej decyzji Modestasa Bukaukasa. Teraz UFC stawia go przeciwko Szamilowi Gamzatowowi, jednemu ze swoich nowych nabytków.

O tym jak trudny będzie to pojedynek niech świadczy fakt, że Rosjanin jest wciąż niepokonany (14-0) w zawodowej karierze. W UFC co prawda stoczył dopiero jedną walkę, ale i tak taki bilans na przestrzeni lat i różnych federacji musi robić wrażenie. Jest to zestawienie, które w najlepszej federacji świata widzimy bardzo często. Nowy nabytek, z którym federacja wiąże spore nadzieje kontra zawodnik będący „w zawieszeniu” – niebędący w rankingu, ale utrzymujący wystarczający poziom, by nie spisywać go na straty.

W tym wypadku faworytem jest ten pierwszy, jednak to nie oznacza, że Oleksiejczuk nie ma punktu zaczepienia. Sam mówi o tym, że zamierza utrzymać walkę w stójce, bo o ile poprawił w ostatnim czasie parter, o tyle nie będzie jeszcze ryzykował próby kontroli przy będącym niezłym parterowcem Rosjaninie. A w tej stójce nie jest bez szans.

To właśnie on otworzy „polski” wieczór w Abu Zabi. Fakt, że gala odbędzie się właśnie tam sprawia, że będzie to idealna pora dla polskiego kibica. Oleksiejczuk wyjdzie do walki późnym popołudniem, karta główna zacznie się o godznie 20, Tyburę powinniśmy zobaczyć około 21, a Jan Błachowicz w walce wieczoru pojawi się pewnie między 22 a 23. Karta świetna, czas idealny, do pełni szczęścia brakuje tylko polskich zwycięstw. It’s time!

Podziel się lub zapisz
Uniwersalny jak scyzoryk. MMA, sporty amerykańskie, tenis, lekkoatletyka - to wszystko (i wiele więcej) nie sprawia mu kłopotów. Pisze dla newonce.sport, a w newonce.radio odwiedza audycję NFL Po Godzinach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.