„Nie mamy innego wyboru”. Amerykanie walczą o swój sport olimpijski

Zobacz również:Times mówi „nie”, Japończycy… „być może”. Co z tymi igrzyskami? (KOMENTARZ)
U.S. Gymnastics Championships 2019 - Day 2
Fot. Jamie Squire/Getty Images

Nie od dziś wiadomo, że sportowe struktury w Stanach Zjednoczonych znacznie różnią się od tych w innych miejscach na świecie. Niezwykle istotną rolę odgrywa sport uczelniany, który jest podstawą niemal wszystkich olimpijskich sukcesów. Teraz jednak ta wyjątkowość sprawia, że amerykański sport może wpaść w głęboki kryzys.

Za każdym razem, gdy mówi się o sporcie akademickim w USA, przewija się jedno stwierdzenie – z perspektywy Europy nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, jak ogromną rolę mają studia dla większości amerykańskich atletów. Niektórzy fani zawodowych lig z USA wiedzą, że w zasadzie nie ma futbolistów, koszykarzy czy baseballistów, którzy nie przeszliby przez draft i/lub uczelniane rozgrywki, nawet jeśli ostatecznie nie są w tym drafcie wybrani. Jeśli tacy zawodnicy istnieją – to są to sportowcy z zagranicy, którzy do ligi lub draftu trafili bezpośrednio ze swoich kontynentalnych rozgrywek.

BRAK KASY? UCINAMY

Niewielu jednak wie, jak istotny jest sport uczelniany w dyscyplinach olimpijskich. Aż 88 procent sportowców z amerykańskiej reprezentacji na igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro w 2016 roku przeszło przez system i rozgrywki uniwersyteckie. Część z nich było z uniwersytetu Stanford, jednego z najbardziej zasłużonych sportowo uniwersytetów w kraju, o którym mówi się teraz w całych Stanach Zjednoczonych. To właśnie ta uczelnia, ze względu na pandemię, postanowiła uciąć aż jedenaście sekcji sportowych z listy dofinansowanych sportów, co rozpoczęło burzę wokół całej sytuacji.

Te jedenaście dyscyplin (m.in. szermierka, zapasy, hokej na trawie, męskie wioślarstwo, żeńskie żeglarstwo i męska siatkówka) złożyło się łącznie na 27 medali olimpijskich amerykańskiej kadry w całej jej historii. Mało? Biorąc pod uwagę setki uniwersytetów w całym kraju – absolutnie nie. A Stanford nie jest niestety wyjątkiem, bowiem łącznie ponad sto sekcji z różnych dyscyplin zostało „uciętych” w całych Stanach Zjednoczonych.

Stanford jest po prostu najmocniejszym przykładem. Bogata sportowo (prawie 300 medali olimpijskich ze wszystkich kategorii przez 130 lat istnienia) i finansowo uczelnia, którą w teorii powinno być stać na utrzymanie każdej dyscypliny, ucina prawie jedną trzecią całego swojego sportu. I to momentami znikąd – zapaśnicy już szykują pozew mówiąc, że zostali okłamani przez osoby decyzyjne twierdzące, że ich dyscyplina nie zostanie usunięta – uczelni zależało bardziej na przyciągnięciu studenta niż pozwoleniu mu na wybór innego uniwersytetu.

MISJA CZY BIZNES?

Powodów takiego stanu rzeczy jest wiele – uniwersytety mówią oczywiście o pandemii, która zmusza do cięcia kosztów, a część mniej popularnych sportów nie przynosi zysków. Tak mogą mówić jednak przedstawiciele jakiegoś malutkiego uniwersytetu mającego kilka dyscyplin, a nie Stanford. Fakt, że uczelnia chciała uciąć nierentowne sporty może być jak najbardziej prawdziwy, jednak niekoniecznie pandemia może być tego powodem. Raporty z wewnątrz uniwersytetu mówią też o tym, że władze Stanford mogły stwierdzić, że sportowców jest tam najzwyczajniej zbyt wielu, bo aż 12 procent studentów to reprezentanci szkoły we wszelkich rozgrywkach sportowych. A im większa liczba sportowców, tym większa liczba stypendiów, a im większa ilość stypendiów, tym… mniej kasy dla uczelni, jasna sprawa.

Cała sytuacja rozpoczęła ogólnonarodową dyskusję. Nie od dziś wiadomo, że w znacznej większości uniwersytetów są tylko dwie dyscypliny zarabiające ogromne pieniądze – futbol amerykański i koszykówka. Reszta jest nawet brutalnie nazywana „działalnością charytatywną”, do której trzeba dokładać. Stąd niechęć władz uczelni do utrzymywania niektórych mniej popularnych sportów, szczególnie jeśli nie przynoszą natychmiastowych sukcesów. Jest to podejście, które można zrozumieć, jeśli mówimy o zawodowych ligach, jak NFL, NBA czy MLB – w końcu to jeden, wielki, profesjonalny biznes, którego głównym celem jest dążenie do zysków. A co do uczelni? Amerykanie mają inne zdanie.

„Od kiedy to głównym celem uczelni nie jest krzewienie wiedzy, również w zakresie sportu, tylko zarabianie pieniędzy?”, „Stanford to uniwersytecki Midas, stać ich spokojnie, by nie musieć ucinać aż tylu dyscyplin”, „Ta decyzja leży w interesie uczelni, nie studentów” – to komentarze rozgoryczonych rodziców młodych sportowców, których kariery mogą nagle zostać zakończone. Przemawia przez nie rozgoryczenie, jednak trudno im się też dziwić – jeśli futbol i koszykówka są w stanie samodzielnie utrzymać siebie i kilkanaście lub kilkadziesiąt innych dyscyplin – to czemu tego nie zrobić? Na co innego mają iść coraz większe pieniądze ze sportu, jeśli nie z powrotem na sport, nawet na inną dyscyplinę? A patrząc z perspektywy czysto kibicowskiej – skąd Amerykanie wzięliby swoich sportowców, z których co dwa lata są tak dumni na igrzyskach olimpijskich, gdyby wszystkie uczelnie zaczęły iść drogą Stanford?

Nie mają szkółek, akademii, sekcji juniorskich przy klubach, osobnych programów dofinansowanych przez rząd, czyli opcji będących w większości krajów świata – wszystko dzieje się w szkołach. Każdy młody licealista, niezależnie czy jest zapaśnikiem, gimnastyczką czy pływakiem synchronicznym wie, które uczelnie specjalizują się w jego dyscyplinie i w tym kierunku próbuje się rozwijać. Im lepszy – tym większa na to szansa. Jeśli w liceum nie jest w tym wystarczająco dobry – trafia do miejsca, w którym te sekcje nie są może tak znane, ale to nie znaczy, że nie rozwinie się tam w przyszłego medalistę olimpijskiego. Nie ma wygrywanych klasyfikacji medalowych, Simone Biles, koszykarskich dream teamów, rzeszy lekkoatletów czy nawet (a może przede wszystkim) ludzi pokroju Rulona Gardnera, który niemal znikąd jedzie na igrzyska i robi jedną z największych sensacji w historii całej imprezy, bez uniwersyteckiego systemu szkolenia. Ewentualna kontynuacja procesu, który ma teraz miejsce w Stanach może doprowadzić do znacznego kryzysu w całym amerykańskim sporcie.

ODDOLNA INICJATYWA

Społeczeństwo i sportowcy nie zamierzają jednak na to pozwolić. Szczególnie ci, którzy ze Stanford są mocno związani. Grupa najbardziej znanych absolwentów stworzyła inicjatywę „36 Sports Strong” nawiązującą do 36 dyscyplin sportowych na ich uniwersytecie z zamiarem przekonania władz uczelni do przywrócenia wyrzuconych dyscyplin. Na liście podpisani są chociażby:

- Andrew Luck – swego czasu jeden z najlepszych rozgrywających w NFL;

- Kerri Walsh – mistrzyni olimpijska w siatkówce plażowej;

- Jennifer Azzi – mistrzyni olimpijska w koszykówce;

- Julie Foudy i Kelley O’Hara – mistrzynie olimpijskie w piłce nożnej;

- bracia bliźniacy Bob i Mike Bryanowie – legendarny tenisowy debel i również mistrzowie olimpijscy;

Do tego wielu innych medalistów olimpijskich z przeszłością w Stanford. Takie inicjatywy powstają też przy mniejszych uczelniach w całych Stanach Zjednoczonych. Za zadanie mają zebrać jak największą ilość pieniędzy na funkcjonowanie danych dyscyplin, byle tylko uczelnie zdecydowały się je przywrócić. Część dyscyplin (jak baseball na uniwersytecie Bowling Green po zebraniu 1,5 miliona dolarów w dwa tygodnie) już zostało przywrócone. W zasadzie jedynym miejscem, w którym nikt o tym na razie nie myśli jest… Stanford, mimo że ze wszystkich uczelni to właśnie tam inicjatywa jest najmocniejsza. Sami zapaśnicy zebrali 12 milionów dolarów, co mogłoby zapewnić byt (i stypendia) całej sekcji na… jakieś 60 lat, licząc oczywiście po obecnych wydatkach, bo równie dobrze za te pieniądze można by rozszerzyć działalność całej dyscypliny. We władzach jednak cisza – wygląda więc na to, że niekoniecznie chodziło tu o sprawy finansowe…

Niemniej jednak Amerykanie muszą liczyć na to, że drogą Stanford nie pójdą inne większe czy mniejsze uczelnie, bo mogłoby to doprowadzić do trwałego kryzysu, z którego wyjść będzie niezwykle trudno. Jednak z takimi inicjatywami jak ta wyżej – i miejscowi, i wszyscy fani amerykańskiego sportu mogą spać spokojnie – przynajmniej na razie.

Podziel się lub zapisz
Uniwersalny jak scyzoryk. MMA, sporty amerykańskie, tenis, lekkoatletyka - to wszystko (i wiele więcej) nie sprawia mu kłopotów. Pisze dla newonce.sport, a w newonce.radio odwiedza audycję NFL Po Godzinach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.