Newcastle oddala zagrożenie, West Ham traci kontrolę nad miejscem w TOP4. Szalony mecz na St. James' Park wpływa na oba końce tabeli

Zobacz również:Lisy pewne pucharów, mistrz bez pary, West Ham jest już bezpieczny (FIVE-A-SIDE)
Newcastle United v West Ham United - Premier League
Fot. Stu Forster/Getty Images

Pięć bramek, w tym te piękne oraz kuriozalne, zwroty akcji, czerwona kartka i emocje do samego końca – starcie Newcastle z West Hamem zdecydowanie nie zawiodło. Ostatecznie Sroki wygrały 3:2 i Steve'owi Bruce'owi oraz kibicom kamień mógł spaść z serca. Siedem punktów w trzech ostatnich meczach niemal gwarantuje utrzymanie, za to Młotom porażka może mocno skomplikować życie.

Jeszcze dwa tygodnie temu kibice Newcastle znów kręcili nosem. Tym razem Steve Bruce podpadł im wypowiedzią przed meczem z Tottenhamem. Zawodnicy właśnie wracali po reprezentacyjnej przerwie, a przed nią przegrali w kompromitującym stylu 0:3 z Brightonem. Na boisku innej drużyny z dolnych rejonów tabeli Newcastle było bezradne, zaliczyło dwa kontakty w polu karnym przeciwnika, a Bruce w końcówce zamiast wpuścić napastników, by chociaż pozorować jakieś sygnały do walki, sięgał chociażby po defensywnego pomocnika Seana Longstaffa.

Sroki zbliżyły się wtedy niebezpiecznie do trzeciego spadku w erze rządów Mike'a Ashleya i fani oczekiwali, że Bruce – przecież dawniej niezwykle charakterny piłkarz i były kapitan Manchesteru United – wyjdzie przed kamery i wygłosili przemowę, która porwie jego piłkarzy. Doświadczony Anglik tymczasem zachowywał się tak, jakby nic się nie działo. – Sytuacja nie jest najgorsza. Historia pokazuje, że wystarczy nam średnia punktu na mecz, byśmy się utrzymali – mówił, a fani przewracali oczami. To bowiem typowy dla Newcastle minimalizm z ostatnich lat. Klub, który ma potencjał na zdecydowanie więcej trwa w Premier League dla trwania i nie przejawia żadnych ambicji.

Okazuje się jednak, że przemowy w stylu Winstona Churchila nie są potrzebne, by porwać drużynę. Od czasu tamtych słów Newcastle zdobyło siedem punktów w trzech meczach i nie tylko przebiło średnią, jaką zakładał Bruce'a, ale znacząco zbliżyło się do utrzymania. Najpierw był remis 2:2 z Tottenhamem po bardzo dobrej grze i wyrównaniu Joe Willocka w końcówce, później zwycięstwo 2:1 z Burnley w klasycznym meczu o sześciu punktów blisko strefy spadkowej, a w sobotę doszła wygrana 3:2 po thrillerze z West Hamem. Tym razem znów bohaterem był Willock, który w końcówce strzelił decydującego gola.

Ten mecz miał różne oblicza. Wyglądało to tak, jakby obie drużyny miały do dyspozycji przycisk autodestrukcji i obie zdecydowały się go wcisnąć. Młoty zrobiły to w pierwszej połowie – najpierw przepuściły środkiem boiska Allana Saint-Maximina, mający już żółtą kartkę Craig Dawson próbował go wyciąć, ale Francuz minął go, a potem po wybiciu Issy Diopa w plecy Łukasza Fabiańskiego piłka wpadła do siatki. Dawsonowi się nie upiekło i sędzia wyrzucił go z boiska, co tylko potęgowało rozczarowanie gości. Minęło kilka minut i Fabiański tym razem wypuścił piłkę z rąk na przedpolu i Joelinton dobił ją do bramki.

Newcastle miało prowadzenie 2:0 i przewagę piłkarza, ale w drugiej połowie zdecydowało się odwdzięczyć West Hamowi. Diop odkupił winy, strzelając gola głową, a chwilę później Ciaran Clark bezmyślnie zagrał ręką i Jesse Lingard wykorzystał karnego. Chwilami to był mecz niczym z koszykarskiego parkietu – od bramki do bramki na pełnym tempie. Nerwy uspokoił dopiero Willock, trafiając na 3:2 dla Newcastle.

Sroki są już bardzo blisko utrzymania. Po sobotnich spotkaniach ich przewaga nad strefą spadkową wynosi już 9 punktów. Bruce może nie okazał się wielkim mówcą, ale taktycznie odrobił zadanie. W trzech ostatnich spotkaniach po przerwie reprezentacyjnej wybierał ustawienie z wahadłowymi, w którym świetnie odnalazł się Jacob Murphy z prawej strony oraz zawodnicy w ataku. Odżył Joelinton, Saint-Maximin dostał więcej swobody i nawet wracający do zdrowia Callum Wilson zaczyna na razie na ławce. A przecież wcześniej Newcastle było od jego trafień całkowicie zależne.

To również ważny wynik dla West Hamu. Młoty, czego nie spodziewał się przed sezonem nikt, biją się o Ligę Mistrzów, ale na górze jest duży tłok. Stracone punkty z Newcastle są w tym kontekście bolesne. Teraz będzie nerwowe wyczekiwanie – Chelsea i Leicester City grają w weekend w Pucharze Anglii, więc ligowe spotkania czekają ich dopiero w tygodniu. Przed Młotami może być też Liverpool, który w niedzielę zmierzy się z Leeds. Może się więc okazać, że londyńczycy spadną na szóste miejsce.

West Ham nie odpuści do samego końca, ale widać, że trudny i wymagający sezon odbija się na zdrowiu piłkarzy. Grać nie może lider środka pola i najcenniejszy piłkarz zespołu Declan Rice. Kontuzji kilka tygodni temu doznał Michail Antonio – jedyny napastnik w składzie po odejściu Sebastiena Hallera. Ostatnio urazy wykluczyły również Arthura Masuaku i rozgrywającego po cichu kolejny bardzo solidny sezon Aarona Cresswella. Z Newcastle na domiar złego z kontuzją zejść musiał Jesse Lingard i to byłby kolejny bolesny cios. Anglik odzyskał formę w spektakularny sposób – w barwach West Hamu strzelił już 10 goli i dołożył trzy asysty. Odkąd Lingard wylądował w Londynie, nikt nie ma w Premier League lepszych liczb. Nagle może się jednak okazać, że i jego zabraknie na finiszu.

Młoty zapłaciły w sobotę cenę za kontuzje, ale też za igranie z losem w ostatnich tygodniach. Przedtem drużynę Davida Moyesa można było scharakteryzować takimi słowami jak „solidność” i „organizacja”, ale od niedawna to już nieaktualne. Zaczęło się od meczu z Arsenalem, kiedy drużyna West Ham prowadził 3:0 i skończyło się remisem 3:3, a mogło nawet porażką. Z Wolverhampton oraz z Leicester City dwukrotnie Młoty też prowadziły już 3:0 i w obu przypadkach pozwoliły na comeback, ale tylko dwubramkowy i utrzymały dwa zwycięstwa po 3:2.

Newcastle znów okazało się niewygodnym rywalem. West Ham w tym sezonie przegrywał tylko z drużynami z Big Six i dwukrotnie z drużyną Bruce'a. Najlepszy od lat West Ham zatrzymany przed awansem do upragnionej Ligi Mistrzów przed Newcastle, które do walki ruszyło dopiero wtedy, gdy sytuacja zaczynała się robić beznadziejna – to byłaby dopiero ironia losu.

Podziel się lub zapisz
Futbol angielski i... amerykański. Przez cały rok na okrągło żyje Premier League i NFL, o kórych pisze w newonce.sport. Usłyszycie go w również audycjach Kick Off i NFL Po Godzinach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.