Spokój na górze, kilka niespodzianek i wielki transfer na deser. Szukamy wygranych i przegranych nocy draftu NBA

Zobacz również:Bezdomny dzieciak znalazł swoje miejsce w NBA. Jak Jimmy Butler stał się liderem
2021 NBA Draft - Cade Cunningham do Detroit Pistons
Fot. Arturo Holmes/Getty Images

Tegoroczny nabór do NBA miał przynieść sporo zamieszenia. Skończyło się na jednym dużym transferze i kilku znacznie mniejszych, choć sama noc draftu na pewno zapewniła niemałą ekscytację. Poza pierwszymi trzema wyborami – które były pewne od dłuższego czasu – mieliśmy bowiem kilka niespodzianek. Sam draft ocenić będziemy mogli dopiero za lat kilka, ale w tej chwili możemy poszukać wygranych i przegranych czwartkowej nocy w NBA.

Adrian Wojnarowski z ESPN i Shams Charania z The Athletic jak co roku podzielili się draftem. Niemal na zmianę podawali kolejne wybory jeszcze zanim komisarz Adam Silver (a potem jego zastępca) wychodzili na scenę. Imprezę na kilka godzin przed jej planowanym startem zaczął zresztą Wojnarowski, który potwierdził tylko to, co można było od dłuższego czasu przypuszczać: pierwszą trójkę naboru stworzą Cade Cunningham (do Detroit Pistons), Jalen Green (do Houston Rockets) oraz Evan Mobley (do Cleveland Cavaliers).

Niedługo później okazało się, że nie Bradley Beal, a Russell Westbrook zmieni w czwartek klub i opuści Washington Wizards. Ostatecznie to właśnie Brodie – a nie Beal, czy Damian Lillard albo Ben Simmons – okazał się więc najgłośniejszym nazwiskiem w czwartkowych wymianach.

To jednak na pewno nie koniec ruchów, tym bardziej że wielkimi krokami zbliża się czas wolnych agentów. Sprawdźmy tymczasem, kto po czwartkowej nocy może czuć się wygranym, a kto przegranym tegorocznego draftu NBA.

1
Wygrani: Detroit Pistons

Od początku loterii byli zwycięzcami tego draftu. Wreszcie wylosowali jedynkę, a ta przywróciła nadzieję, że w Detroit znów może być pięknie. Ostatecznie nikomu jej Pistons nie oddali, a zamiast tego wybrali Cade’a Cunninghama. Nie było tutaj żadnego zaskoczenia, bo taki scenariusz zakładano już po zakończeniu czerwcowej loterii. Cunningham jawi się jako najbardziej kompletny zawodnik naboru i ktoś, na kim Tłoki będą mogły oprzeć drużynę w kolejnych latach. W najbliższych dniach będzie jeszcze okazja go przedstawić.

2
Przegrani: Oklahoma City Thunder

Chrapkę na pierwszy wybór w drafcie mieli m.in. Oklahoma City Thunder, ale ostatecznie musieli obejść się smakiem – tak jak podczas loterii draftu. Było blisko, by nagrodą pocieszenia został Jalen Suggs, lecz sprzed nosa zabrali im go Orlando Magic. W związku z tym Sam Presti z szóstką zdecydował się na Josha Giddeya. Wybór na pewno ciekawy, bo Australijczyk ma szansę stworzyć bardzo ciekawy duet obok Shaia Gilgeousa-Alexandra. Jako ledwie 18-letni zawodnik w Oklahomie będzie miał czas na adaptację w NBA.

Dołączy do niego wybrany z 18. numerem Tre Mann, co jest o tyle dziwne, że to kolejny rozgrywający, a przecież całkiem nieźle rokuje już Theo Maledon. W zespole Thunder mógłby też zagrać Alperen Sengun, czyli MVP ligi tureckiej w ubiegłym sezonie, ale OKC zamiast niego wybrała… kolejne wybory w drafcie. GM Presti do swojej kolekcji dołożył jeszcze dwa wybory, wymieniając się z Houston Rockets. Tym samym zamienił Senguna na wybory w pierwszych rundach draftu w 2022 (od Pistons) i 2023 roku (od Wizards).

3
Wygrani: Houston Rockets

Dodali w czwartek aż czterech graczy z pierwszej rundy do składu i każdym fani Rockets mogą się ekscytować. Najbardziej oczywiście wybranym z drugim numerem draftu Jalenem Greenem, choć do Houston powędrowali także Alperen Sengun z Turcji oraz Usman Garuba z Hiszpanii, czyli dwóch bardzo ciekawych podkoszowych spoza USA. Na deser udało się jeszcze Rakietom wybrać Josha Christophera, a więc kolejnego obrońcę z dużym potencjałem po obu stronach boiska. Klub z Teksasu potrzebował talentu i znalazł go bardzo dużo.

4
Przegrani: Philadelphia 76ers

Wydawało się, że noc draftu będzie idealną okazją do tego, by Ben Simmons zmienił wreszcie otoczenie. Nie ma co prawda pewności, że przypomni sobie dzięki temu wartość ciężkiej pracy, ale w tym momencie 25-latek w Filadelfii nie ma już przyszłości. 76ers nie ukrywają, że handlują rozgrywającym, ale na razie ustalili zbyt wysoką cenę i w czwartek partnera nie znaleźli. Simmons pozostaje więc graczem Szóstek, ale prędzej czy później barwy zmieni. W kolejce po all-stara ustawili się już ponoć Heat, Wizards oraz Raptors.

5
Wygrani: Orlando Magic

Mało kto w Orlando spodziewał się, że z piątką wybiorą Jalena Suggsa. Stało się to możliwe, gdy Toronto Raptors czwarty wybór w naborze wykorzystali na Scottiego Barnesa. To kolejny świetnie zapowiadający się gracz, który w Toronto może iść śladami Siakama czy Anunoby’ego, choć wydaje się, że w obliczu końca przygody Kyle’a Lowry’ego z Kanadą dużo lepiej do Raptors pasował Suggs. Większe wrażenie zrobił jednak na nich Barnes, który mocno poprawił swoje notowania w ostatnich tygodniach.

Magic takiej okazji przepuścić nie mogli, choć mają w składzie już kilku innych rozgrywających (Markelle Fultz, Cole Anthony). Robi im to trochę problemów, bo gdzieś minuty dla wszystkich trzeba będzie znaleźć – a jeśli nie, to należy poszukać wymian. Z ósmym numerem Magic wybrali także Franza Wagnera i choć opinie co do niego są bardzo mieszane, to jednak podkoszowy jest bez wątpienia jednym z najlepszych obrońców w drafcie. Z drugiej strony, także na jego pozycji jest już w Orlando kilka innych talentów.

6
Wygrani: Golden State Warriors

Nie udało się dokonać Warriors wielkiego transferu w noc draftu, a tak Jonathan Kuminga (numer 7), jak i Moses Moody (numer 14) to melodia przyszłości, czyli zawodnicy, którzy na razie zbyt dużej pomocy Curry’emu i spółce nie zaoferują. Wygląda jednak na to, że Wojownicy nadal mają nadzieję, że uda im się sprowadzić tego lata jakąś gwiazdę. Posłużyć do tego mają tymczasem właśnie Kuminga oraz Moody, czyli dwóch spośród najmłodszych zawodników w drafcie ze sporym potencjałem.

Drużyna z San Francisco w przypadku obu swoich wyborów celowała przede wszystkim właśnie w ten potencjał i dwukrotnie ustrzeliła znakomicie. Kuminga ma wszystko, by po latach być najlepszym zawodnikiem tego draftu. Moody z kolei był przymierzany nawet do topowej dziesiątki. Razem z Jamesem Wisemanem mogą stworzyć bardzo ciekawy trzon Warriors po erze byłych mistrzów. Albo stanowić o sile paczki transferowej GSW, którzy na pewno będą jeszcze tego lata próbowali poszukać transferu po uznaną gwiazdę.

7
Przegrany: Davion Mitchell

Rok temu do Sacramento Kings uśmiechnęło się szczęście, gdy z dziesiątką wybrali Tyrese Haliburtona. W tym roku postawili na Daviona Mitchella, który w NBA ma szansę zrobić sporą karierę ze względu na umiejętności gry w obronie. Ale sam Mitchell zadowolony do końca być nie może, bo nie dość, że trafia do klubu, który ma najdłuższą passę sezonów bez awansu do fazy play-off, to jeszcze do drużyny, która ma już całkiem silnie obsadzone pozycje obwodowe. W tej chwili obok Haliburtona są jeszcze De’Aaron Fox i Buddy Hield.

W teorii Mitchell może z miejsca złapać minuty i pomóc jednej z najgorszych defensywie drużyn w NBA, ale w praktyce Kings będą musieli mocno pożonglować minutami, by wszystkich zadowolić. Tym bardziej że Mitchell to tak naprawdę ta sama pozycja co Fox, czyli najważniejszy zdaje się gracz ekipy z Sacramento. Nawet ewentualny transfer Hielda – a w czwartek był on już jedną nogą w Los Angeles Lakers – nie otworzy aż tyle miejsca na obwodzie, choć będzie to dobry początek dla Kings.

8
Wygrany: Russell Westbrook

W noc draftu mieliśmy kilka mniejszych transferów i jeden bardzo głośny. Los Angeles Lakers pozyskali Russella Westbrooka, a do Waszyngtonu powędrowali Kyle Kuzma, Kentavious Caldwell-Pope oraz Montrezl Harrell i 22 wybór w czwartkowym drafcie (który Wizards wymienili na Aarona Holidaya z Indiana Pacers). Tym samym po latach Westbrook wraca wreszcie do rodzinnego miasta, z czego na pewno jest zadowolony. Lakers natomiast pozyskują rozgrywającego, który pewne problemy im rozwiązuje, a pewne tworzy na nowo.

Dominujący piłkę Westbrook będzie musiał bowiem odnaleźć się u boku LeBrona i Davisa jako dopiero trzecia opcja. W tej roli 32-latek dawno nie występował i szybko może okazać się, że przy słabiutkiej skuteczności Westbrooka w rzutach za trzy mocno cierpieć będzie ofensywa Lakers (nie wspominając o defensywie, gdzie jakoś trzeba będzie Russa ukryć). Sporo więc ryzykują w L.A., szczególnie że tańszą i chyba bardziej pasującą opcją był wspomniany Buddy Hield. Dużo zależeć będzie od tego, jak Lakers uzupełnią jeszcze skład.

Podziel się lub zapisz
Dziennikarz sportowy z pasji i wykształcenia. Miłośnik koszykówki odkąd w 2008 roku zobaczył w akcji Rajona Rondo. Robi to, co lubi, bo od lat kręci się to wokół NBA.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.