Marcowe Szaleństwo za nami. Kto najbardziej zyskał na występach w turnieju NCAA pod kątem draftu?

Zobacz również:Bezdomny dzieciak znalazł swoje miejsce w NBA. Jak Jimmy Butler stał się liderem
NCAA: Baylor
Fot. Jamie Squire/Getty Images

Baylor Bears po raz pierwszy w historii wygrali wielki turniej NCAA. Przerwali tym samym niemal perfekcyjny sezon Gonzagi, która do finału przystępowała bez ani jednej porażki. Przez ostatnie tygodnie na parkietach widzieliśmy sporo przyszłych zawodników NBA. Kto najbardziej poprawił swoje notowania przed tegorocznym draftem?

W poniedziałek zakończył się tegoroczny turniej NCAA, choć nie tak, jak wielu się tego spodziewało. Miała to być koronacja uniwersytetu Gonzaga, który mógł przejść do historii jako jeden z najlepszych zespołów akademickich w dziejach. Sęk w tym, że Zags trafili na godnego siebie przeciwnika i w wielkim finale dostali wielkie lanie. Pierwsze mistrzostwo dla swojej szkoły zdobyli zawodnicy Baylor, choć w ich składzie nie było żadnego gracza z pięciogwiazdkową rekomendacją po szkole średniej. Mimo tego Bears przez cały sezon grali znakomity basket, a w finale zdominowali Gonzagę pod każdym względem.

Skończył się tym samym turniej pełen emocji i niespodzianek, który dla wielu zawodników był okazją do pokazania się ze swojej najlepszej strony. Rok temu kibice, eksperci oraz skauci nie mieli szansy zobaczyć najlepszych młodych graczy w kraju na tej scenie. Tym razem turniej udało się zorganizować bez prawie żadnych komplikacji (odwołano tylko jedno spotkanie). Kto swoimi występami zyskał najmocniej?

1
Davion Mitchell (Baylor), obrońca, rocznik 1998

Niewątpliwie największy zwycięzca całego turnieju. Davion Mitchell stał się motorem napędowym Baylor w ich drodze po tytuł. Za swoją postawę w obronie zgarnął nagrodę dla najlepszego defensora kraju, siejąc zamęt nieustannymi atakami na graczy z piłką w rękach. Pod tym względem nie ma sobie równych. Jak zresztą zdradził trener Scott Drew, jego 22-letni zawodnik ma przezwisko „Off-Night” (gorszy wieczór), bo każdy przeciwnik Mitchella musi szykować się właśnie na gorszy wieczór, gdy wychodzi na pojedynek z obrońcą.

Wyróżnia go jednak nie tylko defensywa, lecz także zaskakująco mocny atak ze znakomitym pierwszym krokiem, dobrym czytaniem gry (11 asyst i ani jednej straty przeciwko Houston w półfinale) oraz solidnym rzutem. Na razie jeszcze za wcześnie na porównania do Donovana Mitchella (podobne imię, to samo nazwisko i ten sam numer na koszulce), lecz 22-latek ma szansę na ciekawą karierę w NBA. A jeszcze kilka tygodni temu widziano go ledwie pod koniec pierwszej rundy draftu. Teraz jak najbardziej może liczyć na wybór w loterii (TOP14).

2
Jalen Suggs (Gonzaga), obrońca, rocznik 2001

Jeden z kandydatów do pierwszego wyboru w tegorocznym drafcie, który zaliczył bardzo udany dla siebie turniej. To nie tylko fantastyczny rzut równo z syreną na awans do wielkiego finału, ale też mnóstwo innych znakomitych zagrań uwydatniających jego ogromny potencjał. Suggs może robić różnicę po obu stronach parkietu, a jednym z jego największych atutów jest świetna wizja gry. Wszyscy naokoło niego powtarzają też, że ma po prostu „to coś”. Kolejny krok w rozwoju 19-latka: poprawa rzutu za trzy, choć w trzech ostatnich meczach turnieju trafił 43 procent prób z dystansu.

3
Corey Kispert (Gonzaga), skrzydłowy, rocznik 1999

Jeszcze rok temu mało który skaut miał podkoszowego Gonzagi w swoim notesie. Teraz ispert kończy sezon jako najlepszy gracz jednego z najlepszych zespołów w historii NCAA. To przede wszystkim znakomity strzelec, który trafił ponad 44 procent swoich rzutów za trzy. Ma potencjał, by pewnego dnia dołączyć w NBA do ekskluzywnego klubu 50-40-90. Na uniwersytecie spędził cztery lata i za każdym razem dodawał do swojej gry coś nowego. W ostatnim sezonie udowodnił, że stać go na znakomite występy. Był też liderem Zags, a inni mówią o nim, że niczego nie zostawia przypadkowi.

4
Drew Timme (Gonzaga), podkoszowy, rocznik 2000

Kolejny zawodnik Gonzagi i jedna z najciekawszych postaci całego turnieju. To Drew Timme – a nie Suggs czy Kispert – był najlepszym graczem Zags w meczach turniejowych. Zawiódł dopiero w wielkim finale, zapisując tylko 12 oczek. W mocno old-schoolowym stylu niszczył przeciwników pod koszem, pokazując znakomitą pracę nóg w grze tyłem do obręczy. Świetnie poradził sobie nawet przeciwko trudnym rywalom jak Evan Mobley czy Cody Riley. Przy okazji zyskał sobie spore grono fanów za sprawą swoich wąsów niczym gwiazda filmów porno z lat 70. poprzedniego wieku.

5
Evan Mobley (USC), podkoszowy, rocznik 2001

Jeszcze jeden podkoszowy nowej generacji, który jest nie tylko najlepszym blokującym w kraju, ale ma też zadziwiająco dobry drybling jak na swój wzrost. Mobley ma za sobą fantastyczny turniej, a w przekroju całego sezonu zablokował łącznie aż 95 rzutów. To, czym imponuje, przede wszystkim to znakomite warunki idealne skrojone pod środkowego w dzisiejszej NBA. Nic więc dziwnego, że po dobrych występach jest najpoważniejszym rywalem Cade’a Cunninghama w walce o jedynkę w drafcie. Na wybór w tegorocznym naborze szansę ma też jego dwa lata starszy brat Isaiah.

6
Johnny Juzang (UCLA), obrońca, rocznik 2001

Mało brakowało, a UCLA w ogóle nie zagraliby w turnieju. Tymczasem pod wodzą Johnny’ego Juzanga ekipa Bruins napisała piękną historię kopciuszka, którą zakończyła dopiero porażka z niepokonaną Gonzagą po niesamowitym rzucie Suggsa. Główną rolę w tej historii odegrał Juzang, czyli jeden z najlepszych strzelców w akcjach jeden na jednego w całym kraju. Jego kariera nabrała tempa po transferze do Kalifornii z Kentucky, gdzie Juzang mimo dużego talentu ginął w starciu z mocną konkurencją. Dziś ma za sobą bardzo dobry turniej – nie przeszkodziła mu nawet kontuzja kostki, z którą 20-latek zmagał się od dłuższego czasu.

7
Cameron Krutwig (Loyola), podkoszowy, rocznik 1998

Krutwig może się do NBA nie załapać w ogóle, ale może też być fajną historią – już dziś jest lubianym obiektem memów. Trochę podobny w stylu gry do Nikoli Jokica, choć jego znakiem rozpoznawczym pozostają charakterystyczne wąsy. Coś, co w połączeniu z jego posturą (116 kilogramów wagi przy 206 centymetrach wzrostu) powoduje, że nie wygląda jak koszykarz. 22-letni podkoszowy w turnieju udowodnił, że potrafi też grać w koszykówkę na wysokim poziomie. To głównie dzięki niemu Loyola ograła w drugiej rundzie rozstawiony z jedynką uniwerek Illinois. Krutwig robił wszystko i był wszędzie, a mecz zakończył z dorobkiem 19 punktów, 12 zbiórek, 5 asyst i 4 przechwytów. Ktoś powinien dać mu szansę.

8
Buddy Boheim (Syracuse), obrońca, rocznik 1999

Mocno zdziwili się w tym roku ci, którzy mówili, że Buddy Boheim ma miejsce w Syracuse tylko i wyłącznie ze względu na swojego ojca, który jest trenerem Orange. Tymczasem Buddy stał się w tym sezonie jednym z najlepszych strzelców w kraju, co udowodnił także w meczach turniejowych. Co prawda w starciu z Houston spudłował aż osiem z dziewięciu prób zza łuku, ale wcześniej zdobył łącznie 55 punktów w pojedynkach z San Diego State oraz West Virginą. Trafił wtedy 13 z 26 trójek i mocno poprawił swoje notowania, jako że rzut z dystansu to dziś w NBA rzecz cały czas bardzo mocno pożądana.

Podziel się lub zapisz
Dziennikarz sportowy z pasji i wykształcenia. Miłośnik koszykówki odkąd w 2008 roku zobaczył w akcji Rajona Rondo. Robi to, co lubi, bo od lat kręci się to wokół NBA.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.