Nauka uciszania hejterów. Jesse Lingard i odnalezione miejsce na ziemi

Zobacz również:Najbardziej romantyczny beniaminek od czasów Newcastle Keegana. Czy Leeds zderzy się ze ścianą?
West Ham United: Jesse Lingard
Fot. Kirsty Wigglesworth/Pool/Getty Images

W pewnym momencie Jesse Lingard bardziej znany stał się z wygłupów w mediach społecznościowych niż z dokonań piłkarskich. Zmarnował dobrych kilkanaście miesięcy kariery. Okazuje się jednak, że zmiana otoczenia zadziałała w tym wypadku jak odtrutka.

Łatwo dziś pewnie pisać pochwalne teksty o Angliku, ale na wstępie warto zrobić rachunek sumienia. Niech bowiem pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nie stwierdził w ostatnich kilkunastu miesiącach, że nie będzie już z niego poważnego piłkarza. Manchester United się przeobrażał, robił kolejne kroki do przodu, Ole Gunnar Solskjaer przebudowywał skład i im dłużej trwał ten proces, tym bardziej Jesse Lingard lądował na uboczu. W pewnym momencie stało się to jasne, że na Old Trafford Anglik nie ma już czego szukać – problem jednak w tym, że wielu zwątpiło, czy w ogóle będzie jeszcze poważnym piłkarzem. On tymczasem udowadnia, że takie oceny były zdecydowanie przedwczesne.

NA BOCZNYM TORZE

Lingard poniekąd padł ofiarą własnego zachowania. Media społecznościowe to szkło powiększające, przez które osoby postronne łatwo mogą zajrzeć do cudzego życia i jeszcze łatwiej wydać na tej podstawie ocenę. Z drugiej strony na to czekają tylko angielskie tabloidy. Wystarczy luźniejszy, głupkowaty wpis, a już wpadasz pod walec. Lingard przekonał się o tym doskonale, ale bat na siebie kręcił też coraz słabszą formą.

To musiał widzieć Solskjaer. W poprzednim sezonie 28-latek rozegrał tylko niewiele ponad 900 minut w Premier League – najmniej w jednych rozgrywkach ligowych od pięciu lat, kiedy to najpierw długo leczył kontuzję kolana, a później w zimie wylądował na wypożyczeniu w Derby County. Strzelił tylko jednego gola – ważnego, bo w wygranym 2:0 meczu z Leicester City w ostatniej kolejce, kiedy Czerwone Diabły gwarantowały sobie miejsce w Lidze Mistrzów, ale też pierwszego od grudnia 2018 roku. Wtedy jeszcze – na początku kadencji Solskjaera – wydawało się, że może znaczyć w MU więcej. Z biegiem czasu stało się jasne, że tak jednak nie będze.

Na boczny tor spychali go konkurenci. Bruno Fernandes przyszedł i okazał się zbawcą. Rozwijał się błyskawicznie Mason Greenwood, liderem drużyny stał się Marcus Rashford i nawet Daniel James po bardzo udanej jesieni 2019 sprawił, że Lingard w hierarchii Manchesteru United zsuwał się coraz dalej. Już w obecnym sezonie Solskjaer praktycznie w ogóle nie brał go pod uwagę. W Premier League do końca stycznia tylko czterokrotnie znalazł dla niego miejsce w meczowej kadrze. Anglik zagrał w wyjściowym składzie jedynie w pucharowych meczach z Luton i Watfordem – rywalami z niższych lig, kiedy zespołu pokroju MU wystawiają drugi lub trzeci garnitur. Stało się jasne, że drogi Lingarda i klubu mocno się rozeszły, a najlepszym wyjściem będzie dla niego nowe otwarcie.

ZŁAPANY ODDECH

Pomocną dłoń wyciągnął David Moyes. West Ham po udanym starcie sezonu szukał wzmocnień i choć na pierwszy rzut oka wydawało się, że Lingard niekoniecznie będzie kimś takim, to był to ruch niskiego ryzyka. Młoty go jedynie wypożyczyły, więc niewiele mogły stracić, za to i one, i sam piłkarz miały potencjalnie wiele do zyskania. To, co się stało, było jednak trudne do przewidzenia, nawet przez największych optymistów, którzy wierzyli jeszcze w Lingarda.

Jak do tej pory jego liczby w West Hamie są doskonałe. Zagrał siedem razy i miał udział przy siedmiu bramkach – pięć razy strzelał i dwa razy asystował. W Manchesterze United taki dorobek zbierał w 37 ostatnich występach w Premier League w barwach tego zespołu.

Nagle w karierze Lingarda ktoś wszedł, otworzył okno i wpuścił świeże powietrze. Okazało się, że Moyes znalazł mu dobrą rolę w swojej drużynie, gdzie na pierwszym miejscu stoi dobra organizacja gry, ale potrzebni są też piłkarze potrafiący podłączać się do kontrataków. Zresztą w West Hamie mało który z graczy ofensywnych jest przypisany do konkretnej pozycji – liczy się kreatywność i dobre wykorzystywanie przestrzeni, a to Anglikowi wychodzi bardzo dobrze. Razem z Michailem Antonio – też przecież napastnikiem, któremu daleko do klasycznej definicji gracza na tej pozycji – tworzy zgrany duet. Śmiało można powiedzieć, że kogoś takiego West Hamowi brakowało.

Londyński klub pokazuje ostatnimi ruchami, że wyciągnął wnioski z ostatnich niepowodzeń. Zamiast obsypywać pieniędzmi piłkarzy pokroju Felipe Andersona czy Sebastiena Hallera, którzy na West Ham patrzyli z góry i nie traktowali jako kroku do przodu w karierze, stawia na ludzi jak Vladimir Coufal, Tomas Soucek czy gwiazdy Championship typu Jarrod Bowen i Said Benrahma. Dla nich przeskok do Premier League to szansa i trochę na tej zasadzie potraktował tę ofertę Lingard.

KADRA WITA PONOWNIE

Dobrą formę odnotował Gareth Southgate, który właśnie Lingarda powołał na mecze eliminacyjne. Sam piłkarz nie krył, że powrót do reprezentacji Anglii był jego dużą motywacją, gdy przechodził do West Hamu i dziś dopiął swego. Niektórzy pukali się po głowie, że 28-latek chyba trochę przesada, ale Moyes był innego zdania. On zresztą od początku odcinał się od łatki, jaka została przypięta Lingardowi i powtarzał: pozyskujemy zawodnika, który dopiero co był w kadrze Anglików na mundial w 2018 roku, kiedy to ta reprezentacja finiszowała w mistrzostwach świata najwyżej od 28 lat. Szkot miał gdzieś memy i twitterowe komentarze – widział zdolnego piłkarza, którego rozwój znacząco wyhamował i który być może potrzebował nowego otoczenia, by znów błyszczeć.

Jeśli Lingard wystąpi w marcowych meczach eliminacyjnych, będzie to jego pierwszy występ w kadrze od blisko dwóch lat. Southgate po raz ostatni sięgał po Lingard w turnieju finałowy Ligi Narodów w czerwcu 2019 roku, a później nawet nie wysłał powołania. Patrząc na liczbę nazwisk, wokół których obracał się angielski selekcjoner i dokładając do tego zapaść formy wychowanka MU, to trudno się było temu dziwić. Tym bardziej należy docenić, że dziś Lingard znów wywalczył sobie miejsce w kadrze.

Młoty okazują się dla niego odpowiednim miejscem na ziemi i wydaje się, że obie strony powinny latem dążyć do tego, by wypożyczenie z Old Trafford przerobić na stały transfer. Szczególnie, jeśli Lingard pomoże drużynie awansować do europejskich pucharów, co byłoby dla West Hamu dużym wyczynem. Udało się to zaledwie trzy razy w XXI wieku, mimo że właściciele mówią o tym bardzo często.

Przed Lingardem jeszcze długa droga, nim uciszy wszystkich krytyków z ostatnich lat, ale na pewno zaczął ten proces w bardzo dobrym stylu. Z perspektywy Manchesteru United, idąc do Londynu zrobił krok tył, ale na razie wiele wskazuje na to, że w nowym otoczeniu może zrobić dwa kroki z przód. Jeden już wykonał i udowodnił, że niektórzy za szybko go skreślili – łącznie z niżej podpisanym.

Podziel się lub zapisz
Futbol angielski i... amerykański. Przez cały rok na okrągło żyje Premier League i NFL, o kórych pisze w newonce.sport. Usłyszycie go w również audycjach Kick Off i NFL Po Godzinach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.