Następca Ramosa mieszka w Madrycie? Przebudzenie brazylijskiego charakteru

Zobacz również:Człowiek, którego trzymają się kilogramy. O Hazarda skłonności do nadwagi
Real Madrid v Osasuna - La Liga Santander
Fot. David S. Bustamante/Soccrates/Getty Images

Po czerwonej kartce z Levante wydawało się, że Eder Militao jest skończony, nie dostał szansy przez następne dwa miesiące, ale w ostatnich tygodniach rozgrywa wyłącznie mecze klasy światowej. Golem zdobytym głową z Levante podtrzymał szanse Realu Madryt na mistrzostwo, a przede wszystkim potwierdził, że można poważnie na niego stawiać. Brazylijczyk dowodzi linią obrony jak na prawdziwego lidera przystało. To nie kwestia formy, Militao ma papiery na defensora tej klasy, tylko potrzebował odpowiedniej szansy, aby to udowodnić. Rozwiązań na pozycji stopera wcale nie trzeba poszukiwać poza stolicą Hiszpanii.

Ostatnie tygodnie zupełnie zmieniły reputację i postrzeganie 23-letniego środkowego obrońcy. Długo był ostatnim wyborem na swojej pozycji, nie pomógł sobie szybką czerwoną kartką z Levante, gdy wyleciał z boiska po 10 minutach, a Królewscy stracili punkty. Już mieli go dopisywać do listy nieudanych inwestycji razem z Luką Joviciem czy Edenem Hazardem, ale kiedy wypadli Sergio Ramos i Raphael Varane, po prostu się obronił. Zinedine Zidane postawił na niego, bo nie miał wyboru, ale odsunięcie go od składu w takiej formie po powrocie kapitana byłoby bardzo niesprawiedliwe.

Militao dźwignął cały dwumecz z Liverpoolem w Champions League oraz El Clasico z Barceloną, bronił się także kolejnymi występami z gorszymi przeciwnikami. W lidze z Brazylijczykiem Real stracił jedną bramkę w ostatnich sześciu spotkaniach – i to jedynie w Klasyku, gdzie i tak schodził zwycięski. To panorama ostatnich tygodni madrytczyków: duże problemy w ataku i wielka pewność w defensywie, czyli w efekcie kilka bezbramkowych remisów.

Ostatnio Militao jest w trybie „Kaiser”. Dominuje w powietrzu, gdzie wygrywa zdecydowaną większość pojedynków, ale też bardzo pewnie i odważnie rozgrywa piłkę na ziemi. Nie szuka najprostszych rozwiązań, zawsze czeka na wychodzącego partnera w środku, aby zagrać między liniami i poszukać kroku w przód. Nie zawsze wygląda przy tym zgrabnie i elegancko, lecz jest skuteczny. Najbardziej imponuje jednak agresją i zdecydowaniem, ma charakter przywódcy, zew lidera, ale potrzebował ekstremalnych warunków i kluczowego tygodnia dla całego sezonu, by to w pełni udowodnić.

Teraz znów to on dał życie Realowi, kiedy w końcówce wyskoczył najwyżej przy rzucie rożnym, wykorzystał wrzutkę Isco i odmienił zamkniętą rywalizację z Osasuną. Później Benzemie i Casemiro było łatwiej dołożyć kolejny krok. Ale gdyby nie Militao, pewnie nie byłoby tak łatwo ruszyć w pogoń za Atletico. Bo końcówka sezonu Realu w zasadzie ogranicza się do oczekiwania na potknięcie rywala zza miedzy.

W ostatnich tygodniach Brazylijczyk jest jednym z najlepszych obrońców na świecie - tylko gdybyśmy brali pod uwagę ostatni miesiąc, prezentował się rzeczywiście imponująco. Razem z Nacho wziął za gardło całą defensywę. To dość symbolicznie wyglądało w trakcie transmisji, bo realizatorzy równie często pokazują żyjącego na trybunach Sergio Ramosa, więc ich przebitki regularnie się mieszały. Ramos dyrygujący na trybunach Valdebebas, a Militao na boisku - być może jako jego przyszły następca, bo przy takiej dyspozycji poszukiwania tracą sens. Nadal nie wiadomo, czy kapitan zejdzie ze swoich oczekiwań i przedłuży kontrakt w Madrycie. Ostatnie doniesienia sugerują, że byłby do tego skory wyłącznie przy dłuższym kontrakcie.

Przemiana Militao pokazuje również, że on wcale nigdy nie był za słaby. Łatwo wrzucić kogoś do worka nieudanych transferów bez prawdziwej szansy. To nadal bardzo młody środkowy obrońca. Ma przed sobą ponad dekadę grania na wysokim poziomie. Aby jednak dokonywać takich przeskoków z Porto na Madryt, potrzeba zaufania, ciągłości i przełożenia tego na warunki meczowe. On w tym sezonie ani nie czuł się potrzebny, ani nie dostał odpowiedniego zaufania. Bardzo szybko został oceniony jako numer cztery na środku obrony. Nie mógł przeskoczyć tej hierarchii, dopóki wszyscy nie wypadli z powodu problemów zdrowotnych. Ale nawet kiedy miał zagrać na stoperze z Chustem, udźwignął to.

23-latek gra tak nowocześnie i zdecydowanie, że w takiej formie byłby snem każdego trenera. Ma odpowiedni charakter oraz imponujące warunki fizyczne. Bije od niego siła, o czym przekonują się rywale. Na finiszu rozgrywek, kiedy madrytczycy ledwo wiążą koniec z końcem przez zmęczenie i kontuzje, stał się jedną z głównych postaci projektu. Nie wiadomo, jak długo ten stan rzeczy potrwa ani jak zmieni się status Militao po powrocie Ramosa. Jest to jednak dowód na to, że zbyt łatwo oceniamy piłkarzy i przypinamy im łatki. A czasem po prostu potrzebują szansy, aby pokazać prawdziwą twarz.

Podziel się lub zapisz
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć, stąd audycja La Polémica. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.