Najstarszy 22-latek świata. Gianluigi Donnarumma znów rozmyśla nad przyszłością

Zobacz również:Osobowość, pewność siebie, technika. Sebastian Walukiewicz i rok na wielki skok
Bramkarz AC Milan
Nicolò Campo/LightRocket via Getty Images

W bramce jednego z najsłynniejszych klubów świata gra od tak dawna, że można łatwo zapomnieć, jak jest młody. Gdyby był Polakiem, w ekstraklasie wciąż miałby status młodzieżowca. Wśród kilku istotnych walk, które mediolański klub ma do stoczenia w najbliższych miesiącach, ta o jego przyszłość wydaje się jedną z najważniejszych.

Jak na mecz, w którym rywale osiągnęli tak wyraźną przewagę, Gianluigi Donnarumma miał na Old Trafford wyjątkowo niewiele pracy. W pucharowym klasyku, który odbył się przed tygodniem w 1/8 finału Ligi Europy, piłkarze Manchesteru United niewytłumaczalnie pudłowali pod mediolańską bramką. Bramkarz Milanu nie miał żadnego wpływu na to, że Harry Maguire z metra kopnął piłką w słupek, a Daniel James nie trafił z bliska do odsłoniętej bramki. Choć Anglicy w całym meczu zasłużyli według goli spodziewanych na 1,7 trafienia, przy ledwie 0,8 Włochów, bramkarz gości miał do obronienia tylko jeden strzał. To jeden z niewielu wieczorów w tym sezonie, w którym Milan osiągnął korzystny rezultat bez większego udziału swojego bramkarza.

22-LETNI WETERAN

Do obecności Gianluigiego Donnarummy w elicie wszyscy tak się przyzwyczaili, że poza Włochami już mało kiedy poświęca mu się uwagę. To, że jest dobry, już trochę spowszedniało. Opisuje się kolejne młodzieżowe sensacje i nowych zawodników na rynku, jakby zapominając, że on także rocznikowo wciąż należy do tych, którzy dopiero wkraczają na scenę i mają przed sobą całą karierę. Wyliczanie rekordów związanych z jego młodym wiekiem stało się już w pewnym momencie nudne. Dopiero ostatnio, gdy świętowanie dwudziestych drugich urodzin niemal zbiegło się u niego z dwusetnym występem w Serie A, po raz kolejny wyeksponowano niesamowite statystyki 22-krotnego reprezentanta Włoch.

REKORDZISTA ELITY

To, że w lidze i w kraju, w którym nad wyraz ceni się doświadczenie, nie ufało się masowo 16-letnim bramkarzom, jest dość oczywiste. Jednak Donnarumma jest fenomenem w skali europejskiej. Jak wyliczyli statystycy z CIES Football Observatory, jest zawodnikiem, który najszybciej dobijał do kolejnych barier we wszystkich pięciu czołowych ligach europejskich. Nikt w tak młodym wieku nie miał w dorobku 50, 100, czy 200 występów w którychś z elitarnych rozgrywek. Przebijając tę ostatnią granicę, zdecydowanie wyprzedził Edena Hazarda, dotychczasowego lidera, który dwusetny mecz rozegrał już jako 23-latek. Gianluigi Buffon, który przecież też zaczynał niezwykle młodo, w wieku Donnarummy miał o kilkadziesiąt występów mniej.

FENOMEN W SKALI EUROPY

Niezwykłość włoskiego bramkarza w skali kontynentu najlepiej widać po tym, że w trwającym sezonie w najsilniejszych ligach jeszcze tylko jeden jego rówieśnik jest pierwszym bramkarzem. Illan Meslier z Leeds United jest nawet o rok młodszy. Tyle że on rozgrywa na tym poziomie pierwszy sezon w karierze. Donnarumma szósty. I to nie dla beniaminka, który będzie zadowolony, gdy uda mu się utrzymać w lidze, lecz dla klubu, którego planem minimum jest miejsce w Lidze Mistrzów i który przez sporą część sezonu prowadził w rozgrywkach. Donnarumma, według transfermarkt.de najbardziej wartościowy włoski piłkarz, w swoim roczniku pod względem wartości rynkowej zajmuje czwarte miejsce na świecie. Ulega tylko Kaiowi Havertzowi, Joao Felixowi i Mathijsowi De Ligtowi.

MŁODA FLAGA

Piłkarzy takich jak on nazywają we Włoszech „flagami”. Są twarzami i symbolami swoich klubów. Wydają się odwieczni. To ludzie, którzy jak Alessandro Del Piero czy Paolo Maldini, byli w jednym miejscu „od zawsze” i zostaną „na zawsze”. Donnarummie udało się osiągnąć ten status wyjątkowo młodo. Bo też nie ze swojej winy trafił na czas notorycznej rozpierduchy w klubie. I został ikoną czasów, w których klub gorączkowo próbował odnaleźć się na nowo. Dość powiedzieć, że młody bramkarz zdążył już w pierwszej drużynie przeżyć trzech prezydentów klubu i trenerów bramkarzy oraz pięciu trenerów. Choć gra w najmłodszej drużynie ligi, wciąż jest jednym z najmłodszych piłkarzy w szatni. Spośród w miarę regularnie występujących graczy mniej lat od niego mają tylko Sandro Tonali i Pierre Kalulu. Jednak podczas gdy oni są traktowani jako talenty, które dopiero poznają seniorską piłkę, on często nosi opaskę kapitańską, zastępując Alessio Romagnolego. W wielu miejscach podkreśla się jego zmienioną rolę w szatni. Z młokosa, którego trzeba otoczyć opieką, w jednego z liderów, otaczającego opieką innych. Jako jeden z nielicznych wie też, jak smakuje zdobycie z Milanem trofeum. W 2016 roku obronił rzut karny Paulo Dybali, dając zespołowi Superpuchar Włoch. W tamtym meczu z Juventusem z obecnej ekipy grał jeszcze tylko Romagnoli.

KUŹNIA TALENTÓW

Choć jego dorobek w barwach rosso-nerich jest imponujący, są dowody, że ta historia mogła być jeszcze dłuższa. Michał Miśkiewicz, który w juniorach Milanu mieszkał w pokoju z Antonio Donnarummą, starszym bratem bramkarza i jego obecnym zmiennikiem w pierwszej drużynie, przekonywał w rozmowie z cksport.pl, że klub miał Gianluigiego na oku już jako 10-latka. Bramkarz Milanu wychowywał się lokalnym Club Napoli (nie mylić ze słynnym klubem z Neapolu), który ma w Kampanii reputację niezwykle produktywnej szkółki bramkarzy. Tamtejszy trener Ernesto Ferraro wyszkolił czterech bramkarzy, którzy później zagrali w Serie A. Oprócz Donnarummy i jego brata także Gennaro Iezzo (ex Napoli) i Antonio Mirante, do dziś będącego zmiennikiem w Romie. Ferraro, który Donnarummę znał od piątego roku życia, opowiadał wkoło, że ma dzieciaka z potencjałem na Serie A. Jego wzlot w żaden sposób nie był więc niespodziewany. 14-letniego Donnarummy omal nie pozyskał Inter, uprzedzony ostatecznie przez Adriano Gallianiego, kluczową postać w polityce sportowej Milanu Berlusconiego, który przekonał obu braci niejako w pakiecie.

UPARTY SERB

Dłuższa mogła też być jego historia w seniorskiej piłce, bo choć zadebiutował jako drugi wśród najmłodszych bramkarzy w dziejach ligi (wyprzedzony tylko przez Gianlucę Pacchiarottiego, który w 1980 roku zagrał w barwach Pescary), szansę miał dostać jeszcze wcześniej. Filippo Inzaghi pierwszy raz zabrał go na ławkę w meczu Serie A jeszcze przed szesnastymi urodzinami. Ostatecznie zadebiutował u Sinisy Mihajlović w październiku 2015 roku. Jak opisywał przed rokiem „The Athletic”, Silvio Berlusconi, wtedy jeszcze rządzący klubem, przez cały tydzień przekonywał zagrożonego zwolnieniem trenera, by przeciwko Sassuolo jednak wybrał doświadczonego Diego Lopeza. Serb miał go postawić przed wyborem – albo go zwolni i wystawi Lopeza, albo pozostawi na stanowisku i pozwoli wystawić Donnarummę. Pozwolił. Wprawdzie zwolnił go krótko później, ale bramkarz, który zanotował fantastyczne wejście do zespołu, był już nie do ruszenia.

LEPSZE NOGI I JĘZYK

Pojawienie się między słupkami nastolatka często w klubach oznacza niepewność na pozycji bramkarza i w całej linii defensywnej, ale w Milanie było odwrotnie. Donnarumma zakończył okres potężnych problemów z bramkarzami, z którymi zmagali się kolejni trenerzy. Jego sposób gry też ewoluował. Przy Pepe Reinie, który był ściągany jako jego następca, a ostatecznie został tylko zmiennikiem, bardzo poprawił grę nogami. Wraz z napływem doświadczenia poprawił się też komunikacyjnie. W pierwszych sezonach przyjmował z milczeniem i pokorą każdą odbywającą się pod jego bramką kanonadę. Dziś, szczególnie bez obecności kibiców, słychać, że stał się głośny, dyrygując obroną i całym zespołem. Miał gorsze momenty, w których posądzano go, że myślami jest już w innym klubie albo że sprzeciętniał, zniżając się do poziomu całej drużyny. Ostatecznie jednak okazywało się, że to on ciągnął zespół w górę. Nie odwrotnie.

ZNAKOMITY SEZON

W poprzednich latach trudno było w Serie A znaleźć bramkarza lepszego od Wojciecha Szczęsnego, a mierząc nie potencjał, lecz rzeczywiste występy, być może i niektórzy Włosi, bronili lepiej od bramkarza Milanu. Jednak w tym sezonie jest mało prawdopodobne, że Polak obroni tytuł najlepszego bramkarza ligi. Nie, żeby jakoś drastycznie obniżył poziom. Jednak Donnarumma wydaje się poza konkurencją. A już zwłaszcza włoską. Nikt już nie ma wątpliwości, że jest nie tylko przyszłością reprezentacyjnej bramki, w której zadebiutował jako najmłodszy w historii na tej pozycji, ale już także teraźniejszością. W tym sezonie zaliczył już dziewięć czystych kont, ustępując tylko Samirowi Handanoviciowi z Interu. Pod względem stosunku bramek puszczonych do tych, które z czystym sumieniem mógłby puścić, przegrywa tylko z… Łukaszem Skorupskim. To oznacza, że notorycznie daje drużynie coś ekstra. Do pewnego momentu sezonu, gdy Milan płynął przez boiska w lidze oraz w Europie, więcej mówiło się o jego graczach z pola. Ostatnio, gdy mechanizm Stefano Piolego wyraźnie zaczął trzeszczeć, to Donnarumma znów jest często tym, który ratuje dobre wyniki. Na Old Trafford ocaliło go szczęście, ale już w rewanżu z Crveną zvezdą Belgrad to on pozwolił ekipie uniknąć kompromitacji.

BANKNOTY NA CRACOVII

Przez kilka lat jeden z najbardziej utalentowanych nastolatków świata występował w klubie, który sportowo niedomagał. Mediolański chaos ostatnich lat doprowadził do tego, że żaden z 239 występów bramkarza w barwach tego klubu nie odbył się w Lidze Mistrzów, do której klub nie był w stanie z nim w bramce się zakwalifikować, w czym jego winy nie było zwykle żadnej. Rozdźwięk między ambicjami zawodnika i klubu miał doprowadzić do odejścia Donnarummy z Milanu już w 2017 roku. Agent Mino Raiola negocjował nowy kontrakt twardo, jak tylko on potrafi. Bramkarz był wygwizdywany przez własnych kibiców, a podczas młodzieżowego Euro U-21 fani z polskiego fanklubu Milanu na stadionie Cracovii obrzucili go banknotami. Choć pojawiały się już nawet komunikaty o jego przesądzonym odejściu, ostatecznie podpisał nowy czteroletni kontrakt. Ten, który za trzy miesiące wygaśnie.

ŚLAMAZARNE NEGOCJACJE

Już wydarzenia sprzed czterech lat odarły wychowanka z cukierkowej otoczki chłopaka, który spełnił marzenia z dzieciństwa, a pokazały, że jeśli Milan chce zatrzymać Donnarummę, musi sprostać jego oczekiwaniom. Finansowym i sportowym. Został najlepiej zarabiającym zawodnikiem w zespole – na podobną gażę może liczyć tylko Zlatan — a relacje między nim a kibicami, choć się unormowały, nie wróciły na poziom sprzed zawieruchy. Dlatego jest raczej wątpliwe, że gdyby dziś kibice mogli wchodzić na stadiony, znów zareagowaliby tak emocjonalnie na wieści, że negocjacje się ślimaczą, a do porozumienia jest wciąż daleko. Według informacji kolportowanych w mediach bramkarz chce zarabiać dziesięć milionów, podczas gdy klub oferuje maksymalnie 7,5 do 8. Ponadto chciałby się związać tylko na rok lub dwa lata, podczas gdy klub chce pięcioletniej umowy. Raiola rozgląda się więc za potencjalnym nowym klubem dla swojego klienta. A przynajmniej mówi, że się rozgląda.

CHICHOT HISTORII

Choć umowy wygasają równocześnie także dwóm innym ważnym piłkarzom Milanu – Ibrahimoviciowi i Hakanowi Calhanoglu – podpisanie kontraktu z Donnarummą jest najważniejszą pozaboiskową sprawą zajmującą dziś głowy działaczy wicelidera Serie A. Niezwykle pomocny w rozmowach z bramkarzem, który zasadniczo ponoć chciałby zostać na San Siro, byłby na koniec tego sezonu jakiś namacalny sukces. Trofeum, czyli Liga Europy, bo scudetto przy dziewięciu punktach straty do Interu wydaje się już nieralne. Albo przynajmniej awans do Ligi Mistrzów, który też nie jest pewny, bo mediolańczycy mają już tylko sześć punktów zapasu nad piątym miejscem. Byłoby wielkim chichotem historii, gdyby okazało się, że bramkarz, na którego barkach Milan przez ostatnie lata mozolnie się odbudowywał, odszedł akurat w momencie, gdy klub wreszcie zaczął nadążać za jego ambicjami.

Podziel się lub zapisz
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który o Bayernie Monachium pisze tak samo często, jak o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Szuka w Ekstraklasie śladów normalności. Czyli Bundesligi. W newonce.sport autor sobotniego cyklu Z nogą w głowie i poniedziałkowej rubryki Centrostrzał.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.