Komu udała się przeprowadzka? Sprawdzamy, którzy gracze NBA rzeczywiście robią różnicę w nowych klubach

Zobacz również:Bezdomny dzieciak znalazł swoje miejsce w NBA. Jak Jimmy Butler stał się liderem
DeMar DeRozan
Fot. Adam Glanzman/Getty Images

Odnalezienie się w nowych warunkach z reguły zajmuje trochę czasu. Latem tego roku spora grupa zawodników NBA zmieniła drużyny. Część nadal mierzy się z problemami, inni z kolei okres adaptacji mają już za sobą. Kto w nowej rzeczywistości radzi sobie na razie najlepiej?

Za nami pierwszy miesiąc nowego sezonu NBA. Teraz możemy więc cofnąć się do lata, kiedy to ponad setka zawodników zmieniła barwy klubowe i ocenić, kto komu daje najwięcej. Niektóre nowe twarze nadal potrzebują czasu, aby się rozkręcić – sześciu graczy z poniższej listy lata już jednak całkiem wysoko.

1
DeMAR DeROZAN (Chicago Bulls)

Nie ma w trwającym sezonie skuteczniejszego gracza w czwartych kwartach niż DeMar DeRozan. Obrońca Bulls zdobył jak do tej pory najwięcej punktów w czwartych odsłonach, a na podium tej klasyfikacji jest także jego kolega z zespołu Zach LaVine. Bo choć półdystans w NBA nie jest już zbyt mile widziany, to tacy gracze jak DeRozan pozostają zabójczo skuteczni, gdy zostawi im się choćby odrobinę miejsca. 32-latek jest też dla Bulls bardzo ważnym kreatorem gry, w czym pomogły trzy lata prowadzenia ataku San Antonio Spurs.

W zespole, który wygrywa – a Bulls na razie wygrywają sporo – dużo łatwiej jest dawać z siebie coraz więcej. DeRozan stara się więc w obronie, bez problemu stawia zasłony i nie ma żadnego kłopotu z tym, by oddać pole do popisu kolegom z zespołu. W czwartej kwarcie i tak to on gra pierwsze skrzypce. Wszystko to sprawia, że decyzja Byków, by dać mu latem tak ogromny kontrakt (82 miliony dolarów za trzy lata) nie wygląda dziś aż tak źle. Co prawda nikt inny takich pieniędzy by mu nie dał, ale Bulls nie zamierzali ryzykować.

2
KYLE KUZMA (Washington Wizards)

Washington Wizards po awansie do fazy play-off w ubiegłym sezonie mogli po prostu spróbować raz jeszcze. Zamiast tego zdecydowali się wymienić jedno duże nazwisko (Russell Westbrook) na szereg mniejszych (łącznie stołeczna ekipa pozyskała w wymianie aż sześciu zawodników). Zyskała na tym głębia składu, a sprowadzony latem Spencer Dinwiddie okazał się solidnym numerem dwa obok Bradleya Beala. Przenosiny do Waszyngtonu to także renesans kariery Kyle’a Kuzmy, który w Los Angeles miał pod górkę.

Były skrzydłowy Lakers to jeden z głównych powodów najlepszego startu Wizards od prawie pół wieku. Jako wszechstronny zawodnik jest w stanie dać Wizards dokładnie to, czego akurat w danej chwili potrzebują. Zrobił spory krok do przodu jako kreator gry (nawet jeśli z niektórych jego podań śmieje się Dinwiddie), a do tego zbiera średnio ponad dziewięć piłek na mecz. To zdecydowanie jego najlepszy w karierze wynik (aż o trzy zbiórki). I jeden z najlepszych rezultatów w NBA wśród graczy poniżej siedmiu stóp wzrostu (213 cm).

3
DENNIS SCHROEDER (Boston Celtics)

Gdy wydawało się, że sezon Celtów uratować będzie coraz trudniej, bostoński zespół wygrał siedem z ostatnich dziesięciu meczów i nad TD Garden znów zaświeciło słońce. Przez ponad dwa tygodnie pauzował Jaylen Brown, czyli jak dotychczas najlepszy strzelec zespołu, lecz w jego buty – w pierwszej piątce – doskonale wszedł Dennis Schroeder. Latem nikt nie kwapił się do tego, by dać mu wielkie pieniądze, na czym skorzystali właśnie Celtics. Dziś mają w księgach jeden z lepszych kontraktów w lidze, choć tylko do końca tych rozgrywek.

Niemiec zarobi bowiem w tym sezonie niecałe sześć milionów dolarów, a świetną na razie grą walczy o dużo wyższą umowę. I choć trafia tylko 33 procent trójek, to Celtom pomaga przede wszystkim wejściami pod kosz. Pod tym względem jest w ligowej czołówce, a średnio 8.0 punktów z pomalowanego na mecz to wyrównanie jego najlepszego w karierze wyniku (z sezonu 2017/18). Przy powrocie Browna do gry Schroeder znów będzie zaczynał mecze na ławce, lecz taki gracz wśród rezerwowych, to dla trenera Ime Udoki prawdziwy skarb.

4
RICKY RUBIO (Cleveland Cavaliers)

Przez długi czas Rubio był lepszym graczem w kadrze niż w NBA. Hiszpan do Cleveland trafił po kilku latach tułaczki – od 2017 roku grał kolejno dla Wolves, Jazz, Suns i znów Wolves. Zdawało się, że pewnego poziomu nigdy już nie przeskoczy i dla Cavs jest po prostu jak solidna, ale jednak tylko polisa ubezpieczeniowa. Teraz okazuje się, że ekipa ze stanu Ohio musi z tej polisy korzystać, bo do końca sezonu z gry wypadł kontuzjowany Collin Sexton, a 31-letni Rubio jako rezerwowy rozgrywający wciąż ma w NBA dużą wartość.

Bo choć pozostaje mocno nieefektywnym strzelcem, to jednak w drugiej części kariery trafia wreszcie na lepszym procencie zza łuku. Rubio mimo swoich wad od zawsze był zresztą mocno plusowym graczem. To się w Cleveland nie zmieniło. Z nim na parkiecie Cavs są o 3.4 punkty na 100 posiadań lepsi, bez niego o 5.9 punkty na 100 posiadań gorsi od rywala. Na dodatek w trwających rozgrywkach żaden inny rezerwowy rozgrywający nie rozdaje tylu asyst. To będzie już dziewiąty jego sezon w top 20 ligi pod względem średniej asyst.

5
CARMELO ANTHONY (Los Angeles Lakers)

Pewnie nawet sam Carmelo Anthony nie spodziewał się, że będzie aż tak ważnym graczem dla ofensywy Lakers w pierwszych tygodniach sezonu. Historię skrzydłowego doskonale już znamy: kilka lat temu wydawało się, że to koniec kariery niegdyś jednego z lepszych strzelców w lidze, lecz Melo po roku przerwy dostał szansę od Blazers i teraz już trzeci kolejny sezon pokazuje się z bardzo solidnej strony. W swoim 19. sezonie w NBA stał się specjalistą od trójek. Jeszcze nigdy w karierze nie trafiał ich tak dużo i nie robił tego tak skutecznie.

Koledzy z szatni nie mogą się go nachwalić, bo okazuje się, że Anthony doskonale odnalazł się także w roli weterana. Nie jest już taką supergwiazdą jak kiedyś, ale mimo to nadal potrafi być liderem zespołu. Lakers przekonali się o tym w Detroit, kiedy to po zamieszaniu z Isaiah Stewartem i LeBronem Jamesem w rolach głównych, właśnie pod wodzą Melo udało się odrobić kilkanaście oczek straty z końca trzeciej kwarty i ostatecznie pokonać Pistons. 37-latek kolejny raz udowadnia, że nigdy nie jest za późno na zmiany.

6
GRAYSON ALLEN (Milwaukee Bucks)

Swoje miejsce w NBA znalazł też chyba wreszcie Grayson Allen. Przez lata ciągnęły się za nim różnego rodzaju incydenty z Duke, gdzie lubił podkładać innym nogę. Reputacji nie pomagały kolejne tego typu akcje w NBA: Allen potrafił wylecieć z boiska nawet w meczu ligi letniej. Jazz pożegnali go więc w 2019 roku bez żalu (choć w drafcie 2018 wybrali go z 21. numerem), a latem tego roku Bucks pozyskali go z Grizzlies – po najlepszym sezonie w karierze – za ledwie dwa wybory w drugiej rundzie draftu i gracza z końca rotacji.

26-latek tymczasem stał się jednym z kluczowych elementów układanki Bucks. Jak do tej pory rozpoczął wszystkie mecze od pierwszej minuty, a w obliczu problemów zdrowotnych innych zawodników przejął większą rolę w ataku aktualnych mistrzów i efekty tego są naprawdę dobre. Allen oddaje średnio ponad osiem trójek na mecz, trafiając niemal 43 procent. To najlepszy wynik w lidze przy tak dużej częstotliwości. Na dodatek tylko Carmelo Anthony ma na ten moment więcej trafień w akcjach catch-and-shoot niż właśnie obrońca Milwaukee.

Podziel się lub zapisz
Dziennikarz sportowy z pasji i wykształcenia. Miłośnik koszykówki odkąd w 2008 roku zobaczył w akcji Rajona Rondo. Robi to, co lubi, bo od lat kręci się to wokół NBA.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.