Najlepsi w Europie. Czy polskie pływanie wychowało sobie przyszłych medalistów olimpijskich?

Zobacz również:Lekcja studzenia optymizmu, czyli pierwszy dzień igrzysk za nami
Ksawery Masiuk
fot. Maddie Meyer/Getty Images

Na igrzyskach olimpijskich w Paryżu w 2024 roku minie równo 20 lat od ostatniego olimpijskiego medalu zdobytego przez polskie pływanie. Od tamtego czasu potencjału nam nie brakowało, jednak zawsze coś nie wychodziło. Inni byli za mocni, my w danym momencie za słabi albo cała kadra nie trafiła z przygotowaniami. Teraz jednak może być inaczej. Pojawiło się niezwykłe utalentowane pokolenie juniorów. Pokolenie z potencjałem, by medalowa susza na igrzyskach wkrótce się skończyła.

Szesnaście medali – tyle zdobyła reprezentacja Polski na zakończonych właśnie mistrzostwach Europy juniorów w pływaniu. To zdecydowanie najlepszy wynik w historii tej dyscypliny w Polsce i o ile Polacy nie wygrali klasyfikacji medalowej (zabrakło większej liczby złotych krążków), o tyle żaden kraj nie zdobył ich więcej. Warto przy tym oczywiście zaznaczyć, że na imprezie zabrakło mocnych w pływaniu Rosjan, a sama dyscyplina ma też to do siebie, że młodzi często w wieku juniorskim są już skupieni bardziej na startach seniorskich, ale nie zmienia to faktu, że nie tylko medale, ale i rezultaty naszych świadczą o naprawdę dużym potencjale.

LATA ROZCZAROWAŃ

Pływanie jest dyscypliną, w której mamy być może największą rozbieżność między potencjałem i oczekiwaniami a historycznymi wynikami na igrzyskach. W XXI wieku medali mistrzostw świata mamy – jak na niezbyt „pływacką” nację – całkiem sporo, jednak na igrzyskach jest ich tylko trzy i wszystkie zawdzięczamy najwybitniejszemu talentowi w historii tej dyscypliny w Polsce, czyli Otylii Jędrzejczak. Oczywiście wiemy, że wszystkie (złoto i dwa srebra) miały miejsce na igrzyskach olimpijskich w Atenach w 2004 roku, a dla podkreślenia mijającego czasu powiemy tylko, że Otylia jest aktualnie prezeską Polskiego Związku Pływania.

Pokolenie Otylii, w którym znajdowali się jeszcze m.in. Paweł Korzeniowski, Mateusz Sawrymowicz czy ze starszych wtedy pływaków Bartosz Kizierowski, było naszą nadzieją na kolejne medale po Atenach. W 2005 i 2007 roku zdobyliśmy łącznie osiem medali mistrzostw świata, które zakończyły się fiaskiem na igrzyskach w Pekinie. Sama Jędrzejczak otarła się o medal (4. miejsce w koronnej konkurencji 200 metrów stylem motylkowym), jednak poza nią zostało nam jedynie szóste miejsce Korzeniowskiego i ósme „zmiennistki” Katarzyny Baranowskiej. Ówczesny mistrz świata Sawrymowicz odpadł w eliminacjach, medalista MŚ Kizierowski – w półfinale.

Podobna sytuacja była cztery lata później. Do Londynu jechaliśmy z dwoma talentami zdolnymi osiągać sukcesy na najwyższym światowym poziomie. Konrad Czerniak był wicemistrzem świata na 100 metrów motylkiem, a Radosław Kawęcki jednym z największych „grzbietowych” talentów w ogóle. Medalu jednak nie było. Skończyło się czwartym miejscem Kawęckiego i trzema innymi finałami – siódmymi miejscami Korzeniowskiego i Sawrymowicza oraz ósmym Czerniaka.

Absolutną katastrofą było natomiast Rio de Janeiro. Liczyliśmy na Kawęckiego, który w latach 2013 i 2015 został wicemistrzem świata na 200 metrów stylem grzbietowym. Przed igrzyskami zmienił jednak trenera z Jacka Miciula na Pawła Słomińskiego (to już historia na inną opowieść), co całkowicie położyło jego przygotowania. Efekt? Nie wszedł nawet do półfinału.

Poza Kawęckim nasze oczekiwania były niskie, a i tak mogliśmy być rozczarowani. Polscy pływacy nie osiągnęli żadnego finału. Co więcej, cała reprezentacja, poza przygotowującym się głównie indywidualnie Kacprem Majchrzakiem, pływała znacznie poniżej swoich możliwości, co pokazało jak zły był cały cykl przygotowań poprzedzający główną imprezę.

MIŁA NIESPODZIANKA

Nic więc dziwnego, że do igrzysk w Tokio przystępowaliśmy nie oczekując… w zasadzie niczego. Po raz pierwszy od lat nie mieliśmy aktualnych medalistów mistrzostw świata, a główne nadzieje na dobre wyniki pojawiały się w nieprzewidywalnych sprintach. Do tego doszła afera ze zgłoszenia, przez którą o polskim pływaniu było głośno jeszcze przed ceremonią otwarcia.

Jak wyszło? Najlepiej od igrzysk w Atenach. Z jednej strony polscy pływacy przywieźli z Japonii piąte i szóste miejsce weteranów światowych basenów – odpowiednio Katarzyny Wasick na 50 metrów stylem dowolnym i wspominanego już wielokrotnie Kawęckiego, który po kompletnej klapie w Rio wrócił do swojego pierwszego trenera i odzyskał radość z pływania. Z drugiej to były igrzyska, na których pokazały nam się młodsze talenty. Niespełna 21-letni Jakub Majerski zajął piąte miejsce w finale 100 metrów stylem motylkowym i pobił na igrzyskach rekord Polski, a zaledwie 17-letni Krzysztof Chmielewski był ósmy na 200 metrów motylkiem. Do tego niespełna 16-letnia Laura Bernat zajęła 14. miejsce na 200 metrów grzbietem.

Ciekawostką jest fakt, że dystanse, mimo zmian pokoleń, się powtarzają. 200 metrów motylkiem (od Jędrzejczak i Korzeniowskiego do Chmielewskiego), 100 metrów motylkiem (od Czerniaka do Majerskiego), 200 metrów grzbietem (od Kawęckiego do Bernat i Ksawerego Masiuka, o którym za chwilę), 50 metrów stylem dowolnym (od Kizierowskiego do Wasick i Pawła Juraszka) – może to przypadek, a może pewne dystanse lepiej szkolimy i warto byłoby się tym zainteresować?

NOWA FALA

Kolejny sygnał naszego młodego potencjału widzieliśmy na tegorocznych seniorskich mistrzostwach świata. Majerski był siódmy, Chmielewski dziewiąty, a Bernat jedenasta, jednak show skradł Ksawery Masiuk, który w odróżnieniu od wyżej wymienionej trójki nie startował na igrzyskach olimpijskich w Tokio. 17-latek w znakomitym stylu wszedł do finału 100 metrów stylem grzbietowym, bijąc rekord Polski o sekundę i ostatecznie zajmując szóste miejsce. Dodatkowo zdobył brązowy medal na nieolimpijskim dystansie 50 metrów grzbietem, co w kontekście medalu olimpijskiego może nie oznaczać wiele, ale pokazuje ogromny potencjał Polaka.

– Wiedziałem, że będę w formie – mówi w rozmowie z newonce.sport świeżo upieczony medalista mistrzostw świata. – Ufam mojemu trenerowi, a on mnie zapewniał, że będę szybko pływać. Moim celem na te mistrzostwa było wystartować w finale, więc już samo to było dla mnie powodem do radości. Medal to jednak inny poziom szczęścia, to dla mnie niesamowita niespodzianka – podsumowuje Masiuk.

Masiuk podkreślił także, że wyniki Chmielewskiego i Bernat z Tokio wpłynęły na niego bardzo motywująco. Jeśli polscy pływacy będą się tak wzajemnie motywować, to jesteśmy na dobrej drodze do sukcesów. Masiuk był zdecydowanie najmłodszym pływakiem w finale setki (kolejni na liście, w tym zwycięzca Thomas Ceccon, mieli po 21 lat), a i na 50 metrów nie znajdziemy młodszego od niego. Jeśli nadal będzie się rozwijał w takim tempie, to już niedługo możemy oglądać w jego wykonaniu medale na olimpijskich dystansach.

– Lubię oba te dystanse tak samo i mam nadzieję, że wciąż będę mógł startować na wysokim poziomie zarówno w jednym, jak i drugim – mówił nam Masiuk jeszcze przed mistrzostwami Europy juniorów, na których… dodał kolejny dystans – 200 metrów grzbietem, o którym wspominaliśmy przy okazji Kawęckiego, nie startował w seniorskim czempionacie, ale już w juniorskim jak najbardziej. To dało mu aż trzy złota indywidualne – na 50, 100 i 200 metrów. Pierwsze dwa po seniorskich wyczynach nie dziwią (na setkę pobił nawet rekord mistrzostw), ale na 200 zaskoczył pewnie samego siebie. Nowa życiówka – 1.56,62 – dałaby mu szóste miejsce w finale seniorskich MŚ kilka tygodni temu. Czyżbyśmy docelowo mieli pływaka na trzy (a na igrzyskach dwa) dystanse?

– Trener, któremu, jak wspomniałem, mocno ufam, twierdzi, że to nie koniec wyników i jest plan na szybsze pływanie. Mamy jeszcze wiele rzeczy do poprawy. Wierzę w siebie i trenera – mówił przed tymi mistrzostwami Masiuk i spokojnie można stwierdzić, że tak gwałtowna poprawa na dystansie 200 metrów jest tego kolejnym dowodem.

KADRA PRZYSZŁOŚCI

Nasz młody grzbiecista dorzucił jeszcze trzy brązowe medale – w sztafetach 4x200 metrów stylem dowolnym, 4x100 metrów stylem zmiennym i mieszanej sztafecie 4x100 metrów stylem dowolnym. Sześć krążków z jednej imprezy brzmi jak coś zarezerwowanego wyłącznie dla największych gwiazd światowego pływania. W świecie juniorskim właśnie taką jest Masiuk.

Co więcej nie jest w tym osamotniony – cztery medale dołożył wspominany już Krzysztof Chmielewski. Rok temu nasz olimpijczyk z Tokio został mistrzem Europy juniorów w swojej koronnej konkurencji – 200 metrów stylem motylkowym. Teraz powtórzył ten sukces (z czasem godnym finału seniorskich MŚ, drugi przypłynął jego brat, Michał), a także dodał kolejne dystanse, zdobywając srebrne medale na 400 i 1500 metrów stylem dowolnym oraz dorzucając brąz na 800. Laura Bernat co prawda nie obroniła tytułu z tamtego roku, ale srebro także świadczy całkiem nieźle na przyszłość.

Pozytywnie zaskoczył Michał Piela, nowy mistrz Europy juniorów na 400 metrów stylem zmiennym, który dołożył także brąz na połowę krótszym dystansie. Jego czas na 400 metrów nie jest co prawda aż taki dobry w skali światowej jak te Masiuka czy Chmielewskiego, jednak na ostatnich MŚ dałby miejsce w top 20, a to przecież także bardzo młody zawodnik. Indywidualne zdobycze naszej kadry uzupełniają Filip Kosiński (brąz za Masiukiem na 200 metrów grzbietem) i Karolina Piechowicz (50 metrów stylem klasycznym).

Wyniki, jak widać, są jak na poziom juniorski znakomite. Największe pytanie mamy tylko co do tego, czy uda się to przełożyć na sukcesy seniorskie. Mieliśmy już talenty, które gdzieś przygasły, jak chociażby mistrzyni świata juniorek Zuzanna Mazurek, choć trzeba przyznać, że w jej specjalności - 200 metrach stylem grzbietowym - pływała w juniorach wolniej, niż Laura Bernat, choć to oczywiście inne czasy. Jan Świtkowski w wieku 21 lat zdobył medal seniorskich mistrzostw świata, a potem zniknął. Powody utraty talentów są różne. Zmiany trenerów, problemy z postępami, wyjazdy do Stanów Zjednoczonych na studia, które pod względem edukacji są znakomitą opcją, ale sportowo pływacy są często „zajeżdżani”. Sam Masiuk ogłosił, że sam zgodził się już dołączyć do uniwersytetu Północnej Karoliny.

– Do igrzysk w Paryżu zostaję z moim aktualnym trenerem na sto procent w Polsce – zapewnia. – Oczywiście myślę już o igrzyskach, ale staram się nie zawalać sobie głowy zbędnym przejmowaniem się. Skupiam się na tym, żeby robić swoje i cieszyć się z tego – zakończył Masiuk.

Oby tak właśnie było. Każdy z naszych talentów zdaje się mieć inne podejście. Masiuk, mimo że zdarza mu się popłynąć kraulem w sztafecie, skupia się na jednym stylu – grzbiecie. Chmielewski pływa cztery różne dystanse w dwóch różnych stylach i jeszcze do tego pływa na kompletnie odmiennych zawodach na otwartym akwenie. Z kolei Bernat skupia się nie tyle na jednym stylu, co na jednym dystansie – 200 metrach grzbietem. A do tego dochodzi jeszcze nowy juniorski mistrz, Piela, który skupia się na jednej specjalizacji, ale tą specjalizacją jest łączenie czterech stylów w jeden wyścig. Mieszanka wybuchowa.

Nie zapominajmy też, że to nie jedyne nadzieje polskiego pływania na Paryż. W końcu Katarzyna Wasick dopiero co została wicemistrzynią świata, a Jakub Majerski nadal jest w światowej czołówce na 100 metrów motylkiem. Miejmy nadzieję, że z całej tej grupy wyjdzie choć jeden medal olimpijski. Polskie pływanie niezwykle go potrzebuje.

Co myślisz o tym artykule?

Podziel się lub zapisz
Uniwersalny jak scyzoryk. MMA, sporty amerykańskie, tenis, lekkoatletyka - to wszystko (i wiele więcej) nie sprawia mu kłopotów. Pisze dla newonce.sport, a w newonce.radio odwiedza audycję NFL Po Godzinach.
Komentarze 0