Cristiano wraca do korzeni. Przypominamy legendy z numerem 7 na koszulce Manchesteru United

Zobacz również:Najbardziej romantyczny beniaminek od czasów Newcastle Keegana. Czy Leeds zderzy się ze ścianą?
Cristiano Ronaldo
Fot. Ross Kinnaird/Getty Images

Powrót Cristiano Ronaldo na Old Trafford co chwilę dostarcza nowych tematów i wygląda to tak, jakby Manchester United celowo podgrzewał atmosferę wokół niego kolejnymi szczegółami. Właśnie dowiedzieliśmy się oficjalnie, że Portugalczyk znów zagra z numerem 7 na plecach, tak samo, jak podczas pierwszego pobytu w klubie. Nie mogło być inaczej, skoro to w Anglii CR7 stał się marką. To dobry moment, by pomówić o bogatej historii tej koszulki w MU.

W ostatnim czasie siódemka kibicom Manchester United kojarzy się nie najlepiej, ale wcześniej zdążyła obrosnąć legendą. W erze po emeryturze sir Alexa Fergusona zakładali ją Alexis Sanchez, Memphis Depay czy Angel di Maria, którym na Old Trafford kompletnie się nie powiodło, a powoli odczarowywać ją zaczynał Edinson Cavani. Teraz jednak wróci ona na plecy Cristiano Ronaldo.

Portugalczyk mógł przejąć ten numer, bo... odszedł Daniel James. Walijczyk zwolnił numer 21, z którym przez wiele lat był kojarzony Cavani i Urugwajczyk tym samym zwolnił siódemkę. Nie będzie więc żadnych kombinacji – CR7 to już marka i Cristiano swoją legendę zaczął budować właśnie w Manchesterze United. Ten numer mu się więc należał.

To ogłoszenie daje nam dobry pretekst do tego, by przypomnieć piłkarzy, którzy nadali siódemce na koszulce Czerwonych Diabłów prestiżu. Nie brakuje głosów, że Ronaldo jest najlepszym zawodnikiem, który ją zakładał w MU i jego argumenty są mocne. 118 goli w 292 meczach, Złota Piłka, trzy mistrzostwa Anglii, zdobyta Liga Mistrzów, 31 ligowych bramek w sezonie 2007/08 (wówczas rekord Premier League), łącznie 10 trofeów z MU – to dorobek, z którym niewielu może rywalizować.

Portugalczyk będzie jednak jeszcze poprawiał swoje osiągnięcia i miejsce w panteonie siódemek Manchesteru United znajdziemy mu po zakończeniu kariery. Zanim to się stanie, warto skorzystać z okazji i przypomnieć innych wielkich zawodników, którzy na Old Trafford zakładali koszulkę z tym słynnym numerem i nadali mu legendarnego statusu.

1
GEORGE BEST

Bilans w MU: 470 meczów, 179 goli

Pele was good, Maradona was better, but George was Best. Pierwsza gwiazda brytyjskiej piłki, której sława wykraczała poza murawę. Naczelny imprezowicz futbolu. „Większość pieniędzy wydałem na imprezy, samochody i dziewczyny. Resztę przepuściłem”. „W 1969 roku rzuciłem alkohol i dziewczyny. To było najgorsze 20 minut mojego życia”. „Gdybym urodził się brzydki, nigdy nie usłyszelibyście o Pele”. „Gdybym miał wybierać pomiędzy strzeleniem gola z 35 metrów na Anfield a przespaniem się z Miss Świata, to miałbym spore trudności. Na szczęście zrobiłem jedno i drugie”. Znacie te cytaty doskonale. Taki styl życia sprawił, że życie Besta po zakończeniu kariery piłkarskiej się wykoleiło i przepłacił to zdrowiem. Zmarł w 2005 roku w wieku ledwie 59 lat.

Best to była jednak nie tylko postać z pierwszych stron gazet i słynąca z hulaszczego trybu życia. Urodzony w Belfaście chłopak czarował w Manchesterze United przez ponad dekadę i zdobył z nim dwa mistrzostwa Anglii oraz pamiętny Puchar Europy w 1968 roku. Słynął z dryblingu i spektakularnych goli. Z długimi włosami i niewyparzonym językiem świetnie wpisał się w czasy The Beatles i Rolling Stones, stając się w Wieliej Brytanii elementem kultu lat 60. i bodaj pierwszym piłkarzem, który sprawił, że numer 7 zaczął znaczyć w Manchesterze United tyle, co dzisiaj. Jego dorobek i tak jest imponujący, ale ci, którzy oglądali, zawsze mówili, że Best mógł osiągnąć jeszcze wiecej, gdyby nie to, jak prowadził się poza boiskiem.

2
ERIC CANTONA

Bilans w MU: 185 meczów, 82 gole

Dla niektórych to najbardziej wpływowa postać w historii Premier League. Eric Cantona przyszedł do Manchesteru United za śmieszne z dzisiejszej perspetywy 1.2 mln funtów. Trzeba wziąć poprawkę na to, że był to rok 1992, gdy kwoty za piłkarzy nie były rozdmuchane jak dzisiaj, ale nawet wtedy to było niewiele. Dla porównania w tym samym czasie Gianluca Vialli przechodził z Sampdorii do Juventusu za 12.5 mln euro, co czyniło go wówczas najdroższym graczem na świecie. Cantona z pewnością nie był od Włocha dziesięć razy gorszym piłkarzem, a prędzej znaleźliby się tacy kibice Manchesteru United, którzy stwierdziliby, że był dziesięć razy lepszy.

Cantona zrewolucjonizował grę na pozycji numer 10 w Premier League. Ferguson ustawił go za plecami najbardziej wysuniętego napastnika i tuż przed linią pomocy, by Francuz szukał sobie przestrzeni, mógł wyciągać obrońców ze swoich pozycji i dyktować warunki gry. Gdyby nie on, do Anglii nigdy nie trafiliby i nie graliby tam z sukcesami tacy piłkarze jak Gianfranco Zola czy Dennis Bergkamp. Jego wpływ wykracza więc poza Old Trafford.

Tam jednak zbudował sobie pomnik za życia. Z Cantoną w składzie Manchester United sięgał po cztery mistrzostwa Anglii, zdobył dwa razy FA Cup, a w rozgrywkach 1993/94 Francuz był uznany piłkarzem sezonu. Jednocześnie był człowiekiem z innego świata niż koledzy z boiska – zamiast o piłce wolał rozmawiać o sztuce, filozofował i politykował, a pewność siebie i arogancja wręcz od niego biły. Ale wszystko, co Cantona mówił, popierał potem świetną grą. W dużej mierze to on zbudował potęgę United ery Premier League i legendę siódemki w tej drużynie.

3
BRYAN ROBSON

Bilans w MU: 461 meczów, 99 goli

Anglicy mówili na niego Captain Marvel. Nawet Jamie Carragher, chłopak wychowany w Liverpoolu i późniejsza legenda The Reds, mówił, że Bryan Robson był jego idolem, kiedy dorastał. Bobby Robson mówił z kolei, że to obok Alana Shearera najlepszy piłkarz, z jakim pracował. W swoich jedenastkach wszech czasów umieszczali go Tony Adams, Paul Gascoigne czy Peter Beardsley i dawny kapitan Manchesteru United to przykład zawodnika, który większym szacunkiem cieszy się na Wyspach niż w reszcie świata.

Robson do MU trafił jeszcze w chudych latach, czyli latem 1981 roku. Klub w jego czasach zaczynał z pułapu ósmego miejsca w First Division, ale potem zaczęły się pojawiać trofea, czyli FA Cup 1983 i 1985. Po przyjściu Fergusona wszystko się jednak zmieniło i choć Szkot zaczynał niemrawo, to Robson załapał się na początek wielkiej ery Manchesteru United. Z sir Alexem dorzucił jeszcze jeden Puchar Anglii oraz Puchar Zdobywców Pucharów, jednak przede wszystkim doczekał się mistrzostwa Anglii. Zdobył je w 1993 i 1994 roku i niedługo później odszedł jeszcze pograć kilka sezonów w Middlesbrough, gdzie był jednocześnie menedżerem.

Robson wyróżniał się tym, że na boisku dużo widział i ciężko pracował. Trenerzy mówili, że wszystko robił dobrze, bo choć grał jako typowy środkowy pomocnik, to zdobywał sporo bramek, również głową. Nic dziwnego, że wielu później wypowiadało się o nim z tak dużym uznaniem.

4
DAVID BECKHAM

Bilans w MU: 388 meczów, 85 goli

Postać, która jako pierwsza zaczęła mocno przenikać między światem sportu a popkultury. W końcówce lat 90. David Beckham był już znany jako świetny piłkarz, ale wtedy zaczynał budować swój pozaboiskowy wizerunek. Niektórym z czasem mogło to przysłaniać jego umiejętności, jednak warto pamiętać, że Beckham potrafił grać naprawdę znakomicie. Doskonała technika, dośrodkowania na nos, pamiętne bramki z rzutów wolnych i do tego charakter. Przez sześć lat był przecież kapitanem reprezentacji Anglii, a szatnię w klubie dzielił z wielkimi liderami, od których nauczył się tej roli.

Beckham to postać kultowa i polaryzująca. Był wrogiem publicznym, ulubieńcem mediów i fanów MU, za to obrywał na wszystkich innych stadionach. Zbudował jednak mocną pozycję na Old Trafford i choć czasami sir Alex Ferguson denerwował się na jego ekstrawaganckie fryzury i to, że przykuwa uwagę za sprawą życia prywatnego, to osiągnięć nie można Beckhamowi odmówić. Nie wszystkie mecze w MU rozegrał z siódemką na plecach, bo była też dziesiątka, ale gdy Eric Cantona odchodził, Anglik zmienił numer i dołożył dużą cegłę do legendy tej koszulki.

5
GORDON STRACHAN

Bilans w MU: 202 mecze, 38 goli

Postać na pewno nie tak wielka piłkarsko, jak pozostali wymienieni, ale być może najbarwniejsza ze wszystkich na tej liście. Mogliście zresztą przeczytać już u nas napakowany anegdotami tekst o Gordonie Strachanie. Po zakończeniu kariery został dobrym trenerem i chodzącym nagłówkiem. Cięta riposta, szybkie skojarzenia, brytyjskie poczucie humoru – ze Szkotem nigdy nie było nudy. W lidze zagrał dla Manchesteru United 160 ligowych meczów, ale Ferguson zauważał jego obniżkę formy. Wiedział, że świadomość, że Strachan nie jest już gwiazdą, nie dawała piłkarzowi spokoju i podcinała mu skrzydła.

Obaj pracowali już ze sobą w Aberdeen, a później Szkot wziął swojego rodaka na Old Trafford. Mimo że Strachan mierzył tylko 168 centymetrów, to na boisku zawsze dawał sobie radę. – W szatni potrafił dosłownie zniszczyć twardych chłopaków, chłostał ich swoim niewyparzonym językiem jak batem. Nie bez powodu mówiliśmy o nim King Tongue – wspominał w autobiografii jego menedżer z Leeds, Howard Wilkinson, u którego sięgał po mistrzostwo Anglii.

Z Fergusonem wpadł jednak w konflikt jeszcze pod koniec pobytu w Aberdeen. Rodak odstawił go na boczny tor w MU i potem się go pozbył, a potem panowie ścierali się jako trenerzy. Sir Alex w swojej biografii napisał: – Uznałem, że Strachanowi nie można ufać nawet w najmniejszym stopniu.

Strachan był tymi słowami urażony i liczył, że czas wyleczył w tym przypadku rany, ale widocznie było inaczej. Sam jako szkoleniowiec mówił, że Ferguson to jego największa inspiracja i najlepszy menedżer w historii, w dodatku świetny psycholog.

Podziel się lub zapisz
Futbol angielski i... amerykański. Przez cały rok na okrągło żyje wydarzeniami w Premier League, której mecze komentuje w Canal+, oraz NFL. Usłyszycie go w również audycjach Kick Off i NFL Po Godzinach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.