Najgorszy mecz w sezonie Chelsea, najlepszy Manchesteru City. Lampard rozhuśtał cienką linę (KOMENTARZ)

Zobacz również:Najbardziej romantyczny beniaminek od czasów Newcastle Keegana. Czy Leeds zderzy się ze ścianą?
Chelsea v Manchester City - Premier League
Fot. Andy Rain - Pool/Getty Images

Dla jednych i drugich to potencjalnie przełomowy moment sezonu – tyle, że kierunek, w jakim mogą podążyć jest znacznie inny. Manchester City może zacząć spoglądać w górę i zostawić za sobą kłopoty, a Chelsea się w nich tylko mocniej zagrzebała.

Dla obu drużyn niedzielny mecz wydawał się z gatunku: wóz albo przewóz. Chelsea wyhamowała po udanym początku, a Manchester City ciągle wyglądał jak ekipa grająca na tylko część swoich pełnych możliwości. Przełamanie było więc koniecznie. Jednak ci, którzy na Stamford Bridge oczekiwali zaciętego widowiska szybko się zawiedli. Choć to The Blues mieli teoretycznie silniejszy skład na papierze, to drużyna Pepa Guardioli odniosła wysokie, przekonujące zwycięstwo i to tak naprawdę ostatnie pół godziny grając na pół gwizdka. Dla jednych i drugich to potencjalnie przełomowy moment sezonu – tyle, że kierunek, w jakim mogą podążyć jest znacznie inny.

SĄD NAD LAMPARDEM

Przed tym spotkaniem Przemek Rudzki pisał o tym, że Lampard balansuje na cienkiej linie. Dziś można dodać jedynie, że lina zaczęła się mocno kołysać na boki. Jeśli to spotkanie miało dać przełom albo wyznaczyć początek jego końca w Chelsea, to dziś bliższy jest ten drugi scenariusz. Roman Abramowicz nie słynie z żelaznej cierpliwości – tym razem wprawdzie przekaz był inny, jeszcze na początku poprzedniego sezonu była mowa, że Anglik ma dostać dużo czasu, a długa znajomość obu panów przełoży się na większe zaufanie. Nie ma jednak takiej siły i dobre relacje nie mogą przysłonić tego, co złe.

Lampard dostał latem najmocniejszy zaciąg z całej angielskiej czołówki. Chelsea zadbała teoretycznie i o kulejącą w poprzednim sezonie defensywie, i o nieskuteczny atak. Timo Werner, Kai Havertz, Hakim Ziyech, Thiago Silva, Ben Chilwell, Edouard Mendy – praktycznie każda formacja została wzmocniona. Defensywa pokazywała już w tym sezonie, że się poprawiła, ale ogólnie rzecz biorąc na niekorzyść Lampard przemawia fakt, że 16 miesięcy po rozpoczęciu pracy jego zespół ma nadal te same problemy, co na początku. Skoro wciąż traci bramki w podobny sposób, skoro skuteczność nadal szwankuje, skoro środek pola przepuszcza rywali z dużą łatwością, to jako menedżer Lampard musi wziąć za to pełną odpowiedzialność. I trzeba poważnie zastanowić się, czy status legendy klubu to wystarczające kompetencje, by prowadzić Chelsea dalej. Szczególnie, że porażka z Manchesterem City w fatalnym stylu przychodzi dosłownie kilka dni później po również bardzo słabym meczu z Arsenalem.

The Blues wyglądali jak drużyna pozbawiona woli walki i pewności siebie. Kiedy mieli swoje akcje ofensywne, to przekombinowywali. A to o jeden kontakt z piłką za dużo, a to jakieś zbędne podanie, a to brak decyzji. Ponadto gra w pressingu była nieskuteczna, żeby nie powiedzieć, że leniwa i chwila wręcz pozorowana. Gol stracony na 0:3 już całkowicie skompromitował w tym meczu Chelsea. Wystarczyło jedno wybicie City z własnego pola karnego, by skontrować całkowicie odsłoniętego rywala. Reakcji w przerwie – mimo słów Lamparda o lepszej postawie w drugiej połowie – też nie było. Biorąc pod uwagę stawkę, to był najgorszy mecz jego zespołu w tym sezonie Premier League.

CITY PATRZY W GÓRĘ

Po meczu dyskusja skupi się wokół The Blues i Lamparda, ale trzeba docenić Manchester City. Dla drużyny Pepa Guardioli to był najlepszy występ w tym sezonie Premier League. To rok tak małych różnic, że narracje wywracają się w 2-3 kolejki, jednak mimo tego, że to nie jest ta sama maszyna, co jeszcze kilka lat temu, to City nadal jest ekipą zdolną do tego, by powalczyć o tytuł. Po wygranej z Chelsea ma tyle samo punktów, co chociażby Tottenham, a przecież ma zaległe spotkanie.

Pep Guardiola nie po raz pierwszy w tym sezonie sięgnął po ustawienie bez klasycznego napastnika, ale po raz pierwszy zafunkcjonowało ono aż tak dobrze. Na początku meczu The Citizens cofnęli się nieco, pochłaniając cały napór ze strony Chelsea i wyglądali jak doświadczony pięściarz, który daje się wyszumieć pretendentowi, obserwuje bacznie, gdzie ten popełnia błędy i rusza z kontrą, gdy już go rozgryzł.

Chelsea nie potrafiła znaleźć odpowiedzi na ruchliwość i wymienność pozycji w ofensywie City. Pierwsze ostrzeżenie dał Kevin De Bruyne, który znalazł się na szpicy i zmarnował okazję po podaniu Joao Cancelo, ale kilka chwil później ostrzeżeń nie było – Ilkay Gündogan tym razem wykończył wszystko świetnym uderzeniem. A parę minut później Chelsea nie zdążyła się jeszcze otrząsnąć po pierwszym ciosie, kiedy najwyżej ustawionym graczem rywali w kolejnej akcji okazał się Phil Foden i podwyższył na 2:0. W tym momencie można było poczuć, że mecz jest skończony.

To było dopiero trzecie spotkanie, w którym Manchester City strzelił w tym sezonie co najmniej trzy gole. Różnica polega jednak na tym, że wcześniejsze przypadki to Wolverhampton (3:2) na otwarcie sezonu i Burnley (5:0). Tutaj wyczyn jest tym bardziej godny docenienia, że przeciwko drużynie o większych aspiracjach i to w dodatku w momencie, w którym Guardiola miał nieco ograniczone pole manewru z uwagi na zakażenia w składzie.

MARNOWANY POTENCJAŁ

City może patrzeć w górę, Chelsea coraz mocniej musi rozglądać się na boki. Jej piłkarze mają duży potencjał, ale w ostatnich kilku tygodniach go marnotrawią. Naturalne stają się pytania o to, czy lepszy menedżer byłby w stanie zrobić z nich większy użytek. Owszem, ta drużyna może być zmęczona i tym tłumaczyć da się utratę formy, jednak taką wymówkę może dziś stosować niemal każdy. Na pewno nie pomaga jej to, że jest w dużej mierze nowa i oczekuje się od niej wiele, a jeszcze nie zgrała się w pełni. Ale to trochę szukanie na siłę. Lampard w ostatnich spotkaniach, kiedy musiał zareagować, miotał się. Zastrzeżenia można mieć i do jego wyborów, i tego, jak drużyna prezentowała się na boisku.

Na jego nieszczęście Paryż opuścił Thomas Tuchel i plotki, któe zaraz zaleją media, połączą się w logiczną całość. Szczególnie, że to Niemiec, a dwa najgłośniejsze transfery Chelsea to dwa jego rodacy, którzy spisują się znacznie pożniej oczekiwań. Werner od 12 meczów czeka na gola, a Havertz jest cieniem piłkarza, który błyszczał w Bundeslidze. Może to wciąż powikłania po koronawirusie, choć uczciwie trzeba przyznać, że i przed chorobą nie zachwycał.

Zwolnienie menedżera nie jest zawsze lekiem na całe zło. Ale jeśli mowa o trenerze, który ma drużynę o dużych możliwości, a od początku swojej pracy, mimo wzmocnień, nie umie zaradzić na jej kłopoty, to nic dziwnego, że Lampard traci zaufanie. Fanom The Blues, kochającym 42-latka za jego piłkarskie zasługi, trudno to zaakceptować, ale dziś dyskusja o jego przyszłości na stanowisku menedżera jest jak najbardziej zasadna.

Podziel się lub zapisz
Futbol angielski i... amerykański. Przez cały rok na okrągło żyje Premier League i NFL, o kórych pisze w newonce.sport. Usłyszycie go w również audycjach Kick Off i NFL Po Godzinach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.