Najbardziej wyczekiwany powrót w NBA. Za co kochamy Klaya Thompsona?

Zobacz również:Bezdomny dzieciak znalazł swoje miejsce w NBA. Jak Jimmy Butler stał się liderem
Klay Thompson
Fot. Ezra Shaw/Getty Images

Już rok temu miał być wielki powrót, jednak na kilka tygodni przed startem sezonu Klay Thompson, wracający powoli do gry po zerwanym więzadle ACL, zerwał ścięgno Achillesa. Tym samym kontuzje ograbiły nas z dwóch pełnych sezonów Thompsona w swoim prime. Teraz obrońca Golden State Warriors znów powoli wraca do koszykarskiego życia. Warto więc przypomnieć, za co go kochamy.

Gdy w szóstym meczu finałów NBA z 2019 roku Klay Thompson zerwał więzadło w kolanie, nikt nie przypuszczał, że jego przerwa potrwa tak długo. Rok temu w listopadzie Thompson wciąż był daleko od powrotu, ale brał już udział w gierkach treningowych. I w jednej z nich doznał kolejnej bardzo poważnej kontuzji, która dla wielu sportowców jest jak wyrok: zerwane ścięgno Achillesa. Jeszcze jeden stracony sezon, kolejne miesiące rehabilitacji i odległa wizja powrotu do gry, który będzie jeszcze trudniejszy.

Zaraz minie 12 miesięcy od tamtego momentu, a Warriors podają, że rehabilitacja Thompsona idzie w dobrym kierunku, ale nadal nie określają, kiedy obrońca wróci do gry. Według medialnych źródeł plan jest taki, by 31-latek pojawił się z powrotem na parkiecie na święta Bożego Narodzenia. To oznaczałoby ponad rok przerwy od czasu zerwania Achillesa. Czyli około sześć miesięcy mniej niż u Kevina Duranta, który w poprzednim sezonie pokazał, że po zerwaniu Achillesa da się wrócić.

W związku z tym trzeba nieco przyhamować optymizm co do powrotu Thompsona, choć jasne jest, że Wojownicy do gry wprowadzać go będą ostrożnie. Przykład KD to dobra droga dla 31-latka. On już kilka miesięcy temu przyznał, że bacznie obserwuje Duranta. Z kolei trener Steve Kerr wprost nazwał skrzydłowego „inspiracją” po jego znakomitym sezonie na Brooklynie oraz złotym medalu olimpijskim w Tokio, gdzie zawodnik Nets był jednym z najlepszych zawodników całego turnieju.

Thompsonowi trudno będzie jednak wrócić do formy sprzed kontuzji – albo raczej sprzed dwóch kontuzji, które przecież dla tego typu gracza (który bazuje przede wszystkim na szybkości i jest niemal w ciągłym ruchu) mogą oznaczać konieczność dużych zmian w grze. Z drugiej strony, jest spora różnica między „stary dobry Klay” i „zniszczony przez kontuzje cień Klaya”. Thompson może ostatecznie wylądować gdzieś pośrodku tej skali. A na sam początek byłaby to dla fanów Warriors bardzo dobra wiadomość.

Oni akurat tego powrotu wyczekują najbardziej, choć nie da się ukryć, że szczególnie w poprzednim sezonie Stephen Curry zapewnił im sporo rozrywki. Wyczyniał przecież liczne cuda w drodze po tytuł króla strzelców ligi. Po raz drugi z rzędu Wojownicy nie awansowali jednak do fazy play-off i w przyszłym sezonie mocno będą chcieli to wreszcie zmienić. Oby już z Klayem na pokładzie, bo jak mawia klasyk: liga jest wtedy po prostu dużo ciekawsza. Inne powody też się zresztą znajdą, bo Klaya kochamy za…

1
ZA DUET „SPLASH BROTHERS”

Pod koniec 2012 roku nikt w San Francisco nie myślał jeszcze o statuetkach MVP czy mistrzostwach. Już wtedy tworzył się jednak duet, który zaraz miał zdominować NBA. 21 grudnia (czyli w dzień zapowiadanego końca świata) objawiła się perfekcyjna nazwa dla tegoż duetu. Klay Thompson i Stephen Curry już w pierwszej połowie pojedynku z Charlotte Bobcats trafili siedem trójek, a na twitterze Warriors pojawił się hashtag #SplashBrothers.

Pseudonim od razu znakomicie się przyjął, tym bardziej że nawiązywał do popularnego duetu Bash Brothers, czyli bejsbolistów Jose Canseco i Marka McGwire’a, którzy w 1989 roku pomogli Oakland Athletics zdobyć mistrzostwo MLB. Trzy tytuły zdobyli natomiast Splash Brothers, kilka razy bijąc po drodze rekordy trójek, jeśli chodzi o duety – w sezonie 2013/14 trafili łącznie 484 rzutów z dystansu, w kolejnym 525, a jeszcze w następnym aż 678, co do dziś jest najlepszym wynikiem w historii.

2
ZA LUZACKIE PODEJŚCIE DO ŻYCIA

Oglądacie lokalną nowojorską telewizję, a tam Klay Thompson wypowiadający się na temat starych rusztowań. Ta historia wydarzyła się naprawdę. Ekipa telewizyjna zaczepiła Klaya, a ten z chęcią się wypowiedział podpisany na pasku jako „gracz NBA”. I stwierdził, że jak ma przejść obok rusztowania, to patrzy po prostu, w jakim jest stanie. Zwykle wywiady takiego entuzjazmu u Thompsona nie wywołują, ale tym razem było inaczej. Powód? Tym razem zapytano go o coś jak normalnego przechodnia, a nie jak gwiazdę koszykówki.

Klay w takich dziwnych sytuacjach odnajduje się zresztą znakomicie, na co pozwala mu przede wszystkim luźne podejście do życia. Gdy w 2017 roku jeden z fanów przyniósł mu do podpisu toster, Thompson nie miał najmniejszego problemu z tym, żeby akurat na takim przedmiocie złożyć autograf. A gdy okazało się, że po podpisaniu tostera Warriors wygrali 31 z kolejnych 33 meczów i zdobyli mistrzostwo, to obrońca GSW na paradę mistrzowską zaprosił kibica z talizmanem szczęścia.

3
ZA CHARAKTER

Thompson nie od razu podbił NBA rzutami za trzy punkty i świetną grą w obronie, ale już w debiutanckim sezonie pokazał, że ma to „coś”, by w lidze zaistnieć. Przekonał się o tym Monta Ellis, który w trakcie jednego ze spotkań zwrócił młodzianowi uwagę, że ten oddaje zbyt dużo rzutów za trzy. – Podawaj piłkę, jesteś tylko żółtodziobem – miał usłyszeć Thompson od rozgniewanego Ellisa. Debiutant niczym się jednak nie przejął, a gdy zaraz po powrocie na parkiet dostał piłkę w ręce, to bez zawahania oddał kolejny rzut.

Oczywiście trafił – na złość Ellisowi, którego zresztą Warriors kilka miesięcy później wytransferowali do Milwaukee. Głównie po to, by zrobić więcej przestrzeni na rozwój Thompsona. Ostatecznie bardzo im się inwestycja w Klaya – i jego charakter – opłaciła. Postawili wszak na ciężko pracującego gościa, który na dodatek nienawidzi przegrywać i cały czas dąży do perfekcji. Thompson potrafił nawet tak mocno przeżywać porażki Warriors, że po którejś z nich z hali wyszedł w… stroju meczowym, bez przebierki w szatni.

4
ZA NIEPRZEWIDYWALNOŚĆ

Wśród aktywnych zawodników NBA tylko dziesięciu ma w karierze mecz na co najmniej 60 punktów. Jest w tym gronie także Thompson, który w grudniu 2016 roku potrzebował do tego zaledwie 29 minut, trzech kwart i łącznie tylko 11 kozłów! Niecałe dwa lata później trafił 14 trójek w pojedynku z Chicago Bulls, ustanawiając tym samym nowy rekord NBA. Nie był to pierwszy raz, gdy zapisał się w dziejach ligi. Przecież w styczniu 2015 roku zdobył 37 punktów w jednej kwarcie, trafiając wszystkie 13 rzutów, w tym dziewięć za trzy.

Thompson od dłuższego czasu pozostawał jednym z najbardziej ekscytujących zawodników w lidze. I jednym z najbardziej nieprzewidywalnych – pod tym względem, że niemal każdej nocy mógł eksplodować, trafić 9-10 trójek i zdobyć 40-50 punktów. Raczej trudno będzie tego samego oczekiwać od niego po powrocie do gry po dwóch ciężkich kontuzjach, choć z drugiej strony Klay przecież nieraz zdołał wszystkich zaskoczyć. Dlaczego tym razem miałoby więc być inaczej – tym bardziej że z rzucaniem jest prawie jak z jazdą na rowerze.

5
ZA BYCIE JAK KAŻDY

Ma w sobie 31-latek coś takiego, że trudno go nie polubić. Wydaje się jedną z bardziej wyluzowanych i przyziemnych gwiazd NBA, a jego oczkiem w głowie jest buldog Rocco. Adoptował go w trakcie debiutanckiego sezonu i od tego czasu są prawie nierozłączni. Nawet przy podpisywaniu pierwszego przedłużenia kontraktu z Warriors w 2014 roku Thompson chciał wszystko załatwić jak najszybciej, by wrócić do domu i zająć się kompanem. A gdy tworzył własną kolekcję butów dla Anty, to na obuwiu znalazł się też wizerunek Rocco.

Piesek jest również dla Klaya sposobem na poprawę humoru po gorszych meczach. Wtedy wystarczy obejrzeć śmieszny filmik z Rocco – które z reguły wysyła mu starszy brat Mychel – by przywołać z powrotem uśmiech. Thompsona należy więc zaliczyć do grona tych osób, którym filmiki ze zwierzątkami zawsze poprawią humor. Dołóżmy do tego spacery, dobrą książkę, muzykę, szachy czy wypad na ryby, a okaże się, że zawodnik Warriors wolny czas spędza jak normalny gość. I to kolejny powód, dla którego jest tak lubiany przez fanów NBA.

Podziel się lub zapisz
Dziennikarz sportowy z pasji i wykształcenia. Miłośnik koszykówki odkąd w 2008 roku zobaczył w akcji Rajona Rondo. Robi to, co lubi, bo od lat kręci się to wokół NBA.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.