Kilka dubletów i zaskoczeń oraz zacięta walka o MVP. Rozdajemy nagrody za sezon 2020 w NFL

Zobacz również:Gdy legenda szokuje cały świat sportu. Co jeszcze chce udowodnić Tom Brady?
Green Bay Packers - Aaron Rodgers
Fot. Stacy Revere/Getty Images

Sezon zasadniczy w NFL dobiega końca, a to zawsze czas różnych podsumowań. Zanim zaczniemy emocjonować się walką w play-offach czas wyróżnić tych, którzy wypadli najlepiej w ostatnich czterech miesiącach.

Na początku listopada mogliście przeczytać nagrody za pierwszą połowę sezonu zasadniczego. Trzeba więc być konsekwentnym i rozdać je również na jego koniec. Część z nich to rzeczywiście istniejące kategorie, ale kilka powstało na potrzeby tego tekstu. Są zarówno klasyfikacje indywidualne, jak i drużynowe.

Zasady są takie same, jak wtedy – wybory nie mają na celu przewidywać, kto zdobędzie te właściwe nagrody, które zostaną rozdane na finiszu play-offów. To zdanie podpisanego wyżej.

*****

MVP

Aaron Rodgers

Zaczynamy od kategorii najbardziej prestiżowej. Na półmetku wskazywałem, że wyklarowało się trzech rozgrywających, którzy najpewniej rozstrzygną zabawę między sobą i przez resztę sezonu to się nie zmieniło. Wtedy wskazywałem na Russella Wilsona, jednak rozgrywający Seattle Seahawks już wtedy zaczynał obniżać loty i dziś traci w porównaniu do Patricka Mahomesa i Aarona Rodgersa. Ci dwaj idą łeb w łeb, zdania co do MVP dla każdego z nich są podzielone, ale w od newonce.sport tytuł otrzymuje ten drugi.

Powodów jest kilka. Rodgers ma słabsze wsparcie niż Mahomes. Dysponuje jednym światowej klasy skrzydłowym Davante Adamsem, ma niezłą grę biegową, ale pod tym względem ma trudniej niż vis-a-vis z Kansas City Chiefs. Jeśli dołożymy do tego fakt, że przed sezonem Green Bay Packers nie wzmocnili ofensywy – w drafcie w trzech pierwszych rundach dokładając zmienników, z czego czołowym wyborem był rozgrywający Jordan Love, który teoretycznie za parę lat Rodgersa ma zastąpić – to wyczyny ich QB robią jeszcze większe wrażenie.

37-latek wybór Love'a potraktował jako motywację. Pobił życiowy rekord w liczbie przyłożeń, który wcześniej wynosił 40. Na przestrzeni całych rozgrywek nigdy nie podawał też z lepszą celnością. Aż 8.8% jego podań kończyło się przyłożeniami, co stanowi drugi najlepszy współczynnik w jego karierze – gorszy jedynie od tego z sezonu 2011, kiedy Rodgers zgarnął MVP niemal jednogłośnie. Jeżeli człon „valuable” w rozwinięciu nazwy tej nagrody mamy traktować dosłownie, to Rodgers jeszcze bardziej umacnia tutaj swoje argumenty.

Nagroda na półmetku: Russell Wilson

NAJLEPSZY GRACZ OFENSYWNY

Davante Adams

Podobnie jak w nagrodach na półmetku, eliminujemy stąd rozgrywających. Bywały przypadki, że jeden QB zdobywał MVP, a inny nagrodę Offensive Player of the Year i wygląda to nieco groteskowo. Skupmy się więc na biegaczach, skrzydłowych i tight endach.

Nagroda za cały sezon trafia w ręce Davante Adamsa, dzięki czemu Packers kompletują dublet. Skrzydłowy z Green Bay rozgrywa bowiem życiowy sezon i to nawet mimo tego, że opuścił parę spotkań. Ma średnio 102 jardy w meczu, mimo absencji pobije też osobiste rekordy w liczbie złapanych podań oraz przyłożeń (aż 17). Pięć zespołów podało na mniej niż Adams złapał ich sam, co brzmi wręcz absurdalnie. 28-latek ma telepatyczną wręcz nić porozumienia z Rodgersem.

Na miejscach drugim i trzecim znaleźliby się Alvin Kamara, wygrany na półmetku, oraz Derrick Henry, czyli silnik ofensywy Tennessee Titans. Wysoko powinny też stać akcje Travisa Kelcego, który pobił rekord w liczbie jardów dla tight enda i ma za sobą kolejny rok, potwierdzający jego status jako przyszłego członka Hall of Fame.

Nagroda na półmetku: Alvin Kamara

NAJLEPSZY GRACZ DEFENSYWNY

T.J. Watt

Kategoria, w której dylemat był największy. W połowie sezonu nagroda trafiła do Mylesa Garretta i liniowy Browns nadal ma bardzo dobry sezon. Dominatorem, tak jak przyzwyczaił nas do tego, nadal jest Aaron Donald. Świetnie spisuje się ponadto cornerback Miami Dolphins Xavien Howard, który ma statystyki porównywalne z zeszłorocznymi Stephona Gilmore'a, a to on wtedy wygrał. Sam Gilmore też tylko nieznacznie obniżył loty. Ale trzeba docenić Watta i to wyróżnienie dla 26-latka również podkreśla to, jak świetną formacją jest defensywa Pittsburgh Steelers.

Młodszy z braci Wattów odbiera jednak tę nagrodę nie w imieniu drużyny, ale indywidualnie. Statystycznie ma za sobą doskonały rok. W momencie pisania tego tekstu wyprzedza następnego obrońcę w liczbie sacków o 1.5, ma o 6 powaleń na stratę jardową więcej niż kolejny gracz w tej kategorii, przewodzi w NFL w liczbie presji z przewagą aż 14 (!), w liczbie uderzeń w rozgrywających o 10, odbił ex-aequo największą liczbę podań wśród obrońców z pominięciem formacji secondary, do tego wymusił dwie straty i zaliczył jeden przechwyt. Case closed.

Nagroda na półmetku: Myles Garrett

NAJLEPSZY DEBIUTANT – ATAK

Justin Herbert

Tak naprawdę walka toczyła się pomiędzy dwoma Justinami. Herbertem, rozgrywającym Los Angeles Chargers, a Jeffersonem, skrzydłowym Minnesota Vikings. O drugim wiedzieliśmy, że jest najbardziej gotowym na przejście na zawodowstwo zawodnikiem na swojej pozycji w drafcie i absolwent LSU spełnia wszelkie oczekiwania. Jak na debiutanta jest niezwykle rozwinięty technicznie i Vikings mogą czuć, że nie stracili, wymieniając do Buffalo Stefona Diggsa. Z wyborem, który trafił im się w tym transferze, sięgnęli właśnie po JJ i ten już jest gwiazdą.

Nagroda trafia jednak do Herberta. Rozgrywający Chargers miał wokół siebie najwięcej znaków zapytania przed przystąpieniem do draftu, a na poziomie NFL okazuje się materiałem na kogoś, kto będzie prowadził swój zespół przez co najmniej dekadę. Świetnie rzuca i porusza się w kieszeni, ma talent do wykonania każdego podania potrzebnego w tej lidze, a także pobił debiutancki rekord w liczbie przyłożeń. Od kiedy więzadła zerwał Joe Burrow, Herbert praktycznie stracił konkurencję i tylko rewelacyjna forma Jeffersona wywołała tu pewną dyskusję. NFL to liga oparta na rozgrywających, a Chargers znaleźli swojego człowieka. To stawia Herberta odrobinę wyżej.

Nagroda na półmetku: Justin Herbert

NAJLEPSZY DEBIUTANT – OBRONA

Chase Young

Tutaj również nic się nie zmienia. Young był moim wyborem w połowie sezonu i o ile wtedy miał pewną konkurencję, tak drugą częścią rozgrywek zamknął jakąkolwiek dyskusję. Wybrany z numerem drugim draftu 2020 defensywny liniowy ekipy z Waszyngtonu wygląda jak przyszły dominator. Do dwucyfrowej liczby sacków wprawdzie mu trochę zabrakło, ale też trzeba pamiętać, że opuścił jedno spotkanie. Ponadto wymusił cztery straty, a meczem, którym zapewnił sobie praktycznie to wyróżnienie był ten wygrany z San Francisco 49ers. Young był tam nie do zatrzymania, a po jednej akcji podniósł upuszczoną piłkę i pomknął z nią w pole punktowe, wyglądając po drodze nie jak masywny obrońca, a niczym świetnie zbudowany running back w typie Derricka Henry'ego.

Ogólnie jednak rzecz biorąc obrońcy z draftu 2020 specjalnie nie zachwycili. W dalszej kolejności wyróżnić można by tu było Jeremy'ego Chinna oraz Derricka Browna z Carolina Panthers (ten drugi wywarł na rywalach więcej presji niż Young), Jaylona Johnsona z Chicago Bears i Antoine'a Winfielda Jr. z Tampa Bay Buccaneers.

Nagroda na półmetku: Chase Young

NAJLEPSZY TRENER

Brian Flores

W momencie pisania tego tekstu nie wiem jeszcze, czy Miami Dolphins udało się awansować do play-offów, co w ostatecznych rozrachunku będzie liczyło się w dużej mierze, kiedy zapadać będzie decyzja o przyznaniu tej nagrody. Flores za najpoważniejszego rywala do miana trenera sezonu miał w osobie Kevina Stefanskiego, bowiem zazwyczaj nagroda trafia w ręce tego szkoleniowca, który najbardziej poprawił wyniki drużyny. W przypadku prowadzonych przez Stefanskiego Cleveland Browns również w momencie tworzenia tych nagród nie wiadomo, czy wejdą do play-offów po raz pierwszy od sezonu 2002, ale jeśli im się to uda, a Floresowi nie, to wtedy kolejność może być odwrotna.

Tak czy inaczej ocenianie nie tylko na tej podstawie pozwala na to, by nie trzymać się kurczowo rozstrzygnięć tylko z ostatniej kolejki. Wtedy spojrzenie byłoby bardziej zero-jedynkowe. Awansował do play-offów, czyli był dobry, a nie awansował, czyli poszło mu słabo. Biorąc to pod uwagę, wygrywa więc Flores. Browns towarzyszyły bowiem większe oczekiwania i ich ewentualny awans do postseason nie byłby aż taką niespodzianką, jak takie samo osiągnięcie Dolphins. Flores na razie wygląda jak wyjątek, jeśli chodzi o szkoleniowców wywodzących się z drzewa trenerskiego Billa Belichicka. Przebudował ekipę z Miami szybciej niż można się było tego spodziewać i poprowadził ekipę do dwukrotnie wyższej liczby zwycięstw niż w poprzednim sezonie. Na Florydzie buduje zespół, który w niedalekiej perspektywie powinien bić się o najwyższe cele.

Nagroda na półmetku: Mike Tomlin

NAJWIĘKSZY POSTĘP

Josh Allen

Tak naprawdę trudno tu o inny wybór. Josh Allen nie dość, że poprowadził Buffalo Bills do pierwszego zwycięstwa w dywizji od 1995 roku, to sam z zawodnika, który wyglądał czasami na mocno zagubionego przerodził się w absolutną gwiazdę i był w szerokim gronie w dyskusji o MVP. Allen poprawił celność podań o ponad 10 punktów procentowych w porównaniu do poprzedniego sezonu (58.8% – 69%), częstotliwość przechwytów obniżył do 1.6% prób podaniowych, a w dodatku rzucił na więcej przyłożeń... niż w dwóch pierwszych sezonach w lidze razem wziętych. Rozegrał w tym sezonie cztery spotkania z co najmniej 350 jardami i 4 przyłożeniami, co nie zdarzyło się od 2007 roku, kiedy dokonał tego Tom Brady. A przecież mowa o ówczesnym MVP, który New England Patriots poprowadził do bilansu bez porażki w sezonie zasadniczym!

Być może za rok przekonamy się, na ile postęp Allena wynika z jego pracy nad sobą, a na ile to zasługa ofensywnego koordynatora Bills Briana Dabolla. 45-letni Kanadyjczyk tak skonstruował atak, by jak najbardziej uwydatnić zalety Allena, kryjąc jego niedostatki. Imponująca praca z młodym rozgrywającym sprawia, że Daboll to jeden z czołowych kandydatów do tego, by za rok zostać trenerem głównym w jakiejś innej drużynie.

Nagroda na półmetku: Josh Allen

POWRÓT ROKU

Kategoria, której w „połowinkach” nie było, bo tu akurat szerszy obraz był bardziej wskazany. Gwoli ścisłości, wówczas wygrałby ją Ben Roethlisberger, który w pierwszej połowie sezonu spisywał się bardzo dobrze po tym, jak w wieku 38 lat wyleczył poważną kontuzję łokcia.

Do nagrody Comeback Player of the Year można podejść na dwa sposoby. Wybór pada jednak na Alexa Smitha. Rozgrywający drużyny z Waszyngtonu przeszedł niesamowicie długą i trudną drogę do tego, by w ogóle wrócić na boiska NFL. Tę historię w listopadzie opisywał na łamach newonce.sport Kuba Kazula. Za ten wyczyn Smithowi należy się tego typu uznanie, szczególnie, że inni kandydaci do tej nagrody sprzed sezonu nie grali zbyt dobrze, Roethlisberger w drugiej połowie obniżył loty, a heroiczny powrót Smitha zasługuje na duży szacunek, nawet jeśli nie miał powalających statystyk.

NAJLEPSZY NABYTEK

Stefon Diggs

Kolejny dublet na naszej liście nagród. Po Packers dwie nagrody zbierają Bills. Diggs bowiem okazał się wszystkim tym, czego oczekiwano od niego w nowym klubie, a może nawet kimś lepszym. Przewodzi w NFL w liczbie złapanych podań i pobił w tej kategorii rekord Bills oraz rekord dla zawodnika w pierwszym sezonie gry w nowym zespole. Ponadto przewodzi w NFL w liczbie jardów, czym także pobił klubowy rekord w Buffalo. Żaden gracz Bills nigdy nie przewodził w lidze pod względem złapanych podań i jardów, a Diggs robi to w obu tych kategoriach. Wspomniany już wcześniej transfer z Vikings, w ramach którego do Minnesoty trafił wybór zamieniony na Justina Jeffersona to książkowy przykład transackji win-win w NFL.

Nagroda na półmetku: DeAndre Hopkins

NAJWIĘKSZE ZASKOCZENIE

Miami Dolphins

Czas na nagrody drużynowe. Z tej kategorii wybór pada na Dolphins, o których pisałem już wyżej, dlatego krótko. Świetna defensywa z Xavienem Howardem i mądrymi nabytkami, które wzniosły ją na wyższy poziom, efektywna gra w ofensywie, w której brakuje gwiazd i w połowie sezonu stery przejął debiutant Tua Tagovailoa i dwukrotnie lepszy bilans niż przed rokiem. Być może niektórych zaskoczyli w tym sezonie Los Angeles Rams, skazywani raczej na ostatnie miejsce w NFC West, ale Dolphins w bezpośrednim pojedynku ich pokonali. I tak samo robią tutaj. Był dublet dla Packers, był dla Bills, jest i dla drużyny z Miami.

Nagroda na półmetku: Pittsburgh Steelers

NAJWIĘKSZE ROZCZAROWANIE

Philadelphia Eagles

W połowie sezonu był to ich rywal z dywizji Dallas Cowboys, ale w dalszej części rozgrywek pałeczkę pierwszeństwa w tej niechlubnej kategorii wzięły Orły. Wiadomo było od pewnego etapie, że dywizję NFC East – która tak naprawdę mogła wylądować tu zbiorowo – wygra zespół z ujemnym bilansem. Dlatego ostatnie miejsce w najgorszej grupie w lidze to wyjątkowo niechlubny wyczyn.

Eagles w trakcie sezonu posadzili Carsona Wentza, nad paradoksem którego pochylił się w trakcie sezonu Kuba Kazula w swoim tekście i na końcu wpuścili do gry Jalena Hurtsa, licząc, że debiutant coś poprawi. Zaimponował w meczu z New Orleans Saints, kiedy Eagles wygrali, ale później przyszły dwie porażki, które jeszcze przed ostatnią kolejką wykluczyły drużynę z walki o awans do play-offów. Z dużych oczekiwań sprzed sezonu nie wyszło nic i w Filadelfii muszą zastanowić się nad przyszłością Wentza, ale też posadą trenera Douga Pedersona.

Nagroda na półmetku: Dallas Cowboys

*****

Jeżeli sami macie ochotę dokonać swoich wyborów, to z pomocą spieszy wam konto NFLplAwards. Co roku Piotr Złotowski, aktywny użytkownik spłęczności #NFLpl na Twitterze, organizuje swoje wybory, angazując w to innych fanów NFL w Polsce. Przeczytajcie uważnie zasady i zachęcam do oddania głosu.

Podziel się lub zapisz
Michał Gutka
Futbol angielski i... amerykański. Przez cały rok na okrągło żyje Premier League i NFL, o kórych pisze w newonce.sport. Usłyszycie go w również audycjach Kick Off i NFL Po Godzinach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.