Na młocie jak na Zawiszy. Pewne rzeczy się po prostu nie zmieniają (KOMENTARZ)

Zobacz również:Lekcja nerwów. Polacy pozytywnie sprawdzają cierpliwość kibiców
Fajdek Nowicki
fot. Andy Lyons/Getty Images for World Athletics

Wiedzieliśmy, że jeśli szukać jakichkolwiek pewnych szans na medale w lekkoatletycznych MŚ, to właśnie w męskim młocie. Wiedzieliśmy, że jeśli tutaj nie będzie sukcesów, to całe mistrzostwa pewnie trzeba będzie powoli spisywać na straty. A oni dowieźli – jak zwykle. Paweł Fajdek i Wojciech Nowicki zaliczyli dublet, zdobywając złoto i srebro mistrzostw świata w Eugene, a my po raz kolejny przekonujemy się, że na młociarzach można polegać, jak na Zawiszy.

Te mistrzostwa są dla polskiej reprezentacji mocno specyficzne. Z jednej strony bardzo miła niespodzianka Katarzyny Zdziebło, z drugiej kłótnie w sztafecie mieszanej. Z jednej strony pewni młociarze, z drugiej brak formy Malwiny Kopron czy naszych kulomiotów. Takie też zresztą miały być te mistrzostwa – dla jednych szansa na kolejny (lub pierwszy) sukces, ale dla innych początkowy etap na drodze do większego celu, czyli igrzysk w Paryżu. Jedynie konfliktów szkoda, bo tego nikt nie planował.

Przed mistrzostwami myślałem, że jeśli ktoś zapewni Polakom medale, to młot i sztafety. Z tymi sztafetami się jeszcze wstrzymajmy, bo o ile brak podium w mieszanej nie jest niczym zaskakującym (czwarte miejsce chyba oddaje nasze miejsce w hierarchii w tym sezonie), o tyle zobaczymy jak to będzie w żeńskiej, po całych perypetiach w historii „Anna Kiełbasińska kontra Aniołki Matusińskiego”. W młocie słabsza forma Kopron i kontuzja Anity Włodarczyk pozbawia nas szans u pań, ale u panów liczyliśmy na wiele, a ci pokazali wszystkim, jak to się robi.

Historię Pawła Fajdka z igrzyskami wszyscy znamy i wiemy, że jest ona co najmniej burzliwa, ale na mistrzostwach świata to jest kompletnie inna „bestia”. Piąty (!) tytuł mistrzowski z rzędu ze świetnym wynikiem 81.98. W historii więcej indywidualnych tytułów ma tylko legendarny tyczkarz Siergiej Bubka, a przecież Paweł jeszcze nigdzie się nie wybiera, bo sam twierdzi, że zamierza walczyć w Paryżu. A zanim Francja to będą jeszcze jedne mistrzostwa świata.

Piąte złoto to rzecz absolutnie historyczna i w polskiej lekkoatletyce niedościgniona. Anita Włodarczyk ma tych tytułów cztery (ale nie z rzędu) i choć sama broni jeszcze nie składa, to Fajdek wyszedł tutaj na bardzo mocne prowadzenie. Nie mielibyśmy nic przeciwko, gdyby oboje się tymi tytułami jeszcze trochę – nomen omen – poprzerzucali. Z kolei Nowicki to odwrotność Fajdka. Na igrzyskach w pięknym stylu zdobył złoto (ma też mistrzostwo Europy), ale na MŚ tego złota nadal mu brakuje. Nie mielibyśmy oczywiście nic przeciwko, gdyby zdobył je za rok, a Fajdek złoto igrzyska za dwa, ale najważniejsze jest to, żeby nasi młociarze wciąż byli na szczycie.

Nie będzie to łatwe z dwóch powodów – po pierwsze, w tak obciążającej fizycznie dyscyplinie trudno wiecznie wygrywać, a nasi młociarze są już lata na szczycie. Po drugie – młodsi od nich zawodnicy wchodzą na coraz wyższy poziom. Eivind Henriksen czy Quentin Bigot nie są może aż tak dużo młodsi (Norweg rok, Francuz trzy lata), ale obaj rozwijają się powoli i są z roku na rok coraz lepsi. A są i faktyczni młodziacy, jak Bence Halasz czy Michajło Kochan oraz para kilka lat młodszych od Polaków Amerykanów – Rudy Winkler i Daniel Haugh. Konkurs stał na naprawdę wysokim poziomie (dawno nie było aż pięciu zawodników powyżej 80 metrów w finale imprezy mistrzowskiej), ale ostatecznie najlepsi i tak są Polacy. I oby zostało tak minimum do kolejnych igrzysk.

Wydaje się zresztą, że Fajdek przyjął taktykę, która może mu pomóc w „dojechaniu” do Paryża na wysokim poziomie. Mówiąc w skrócie – po prostu się nie przeciąża. Minęły już czasy, gdy w ciągu sezonu potrafił rzucać kilkanaście razy powyżej 80 metrów, w tym wielokrotnie powyżej 82 czy nawet 83. Teraz liczy się impreza docelowa, co widać w Eugene, gdzie rzucił prawie półtora metra dalej niż w jakimkolwiek innym rzucie w tym sezonie. Co więcej, mimo rekordu Polski wynoszącego prawie 84 metry, Fajdek na imprezie mistrzowskiej nigdy nie rzucił dalej niż teraz.

Współpraca z Szymonem Ziółkowskim, który sam był długowiecznym zawodnikiem, przynosi efekty, a sam Fajdek wspomina nawet o atakowaniu rekordów. Na tym etapie kariery brzmi to niemal surrealistycznie, ale życzę mu tego, jak nikomu innemu. Najlepiej na igrzyskach. Najlepiej z Nowickim będącym obok, bo i on wydaje się być na dobrej drodze, by porzucać daleko jeszcze kilka sezonów. W końcu w odróżnieniu od Fajdka, który był naszym wielkim talentem, Nowicki jest zawodnikiem późno dojrzewającym, a to akurat w dłuższym rzucaniu może pomóc.

Polski młot potęgą jest i basta – naprawdę trudno z tym jakkolwiek dyskutować.

Co myślisz o tym artykule?

Podziel się lub zapisz
Uniwersalny jak scyzoryk. MMA, sporty amerykańskie, tenis, lekkoatletyka - to wszystko (i wiele więcej) nie sprawia mu kłopotów. Pisze dla newonce.sport, a w newonce.radio odwiedza audycję NFL Po Godzinach.
Komentarze 0