Na co pisze się nowy selekcjoner? Przed tym Boniek musi przestrzec swojego wybrańca

Zobacz również:Z NOGĄ W GŁOWIE. Jerzy Brzęczek – jedyny naprawdę niekochany w reprezentacji
Pilka nozna. Liga Narodow. Polska - Holandia. 18.11.2020
Fot. Piotr Kucza

Zbigniew Boniek podjął autonomiczną, odważną decyzję o zwolnieniu Jerzego Brzęczka, mając perspektywy na zatrudnienie kandydata, który jego zdaniem może wycisnąć więcej z potencjału drużyny narodowej. Najpewniej będzie chodziło o zagraniczne nazwisko blisko współpracujące z prezesem PZPN-u. Są pewne aspekty, na które nowy selekcjoner będzie musiał pilnie zwrócić uwagę, by obronić swoją pracę w nadchodzących miesiącach, kiedy w grze są dwa wielkie turnieje. Przedstawiamy wyzwania, których następca Brzęczka musi być świadomy w przededniu eliminacji mundialu oraz Euro 2020.

Ilekroć podnosiła się dyskusja o pracy Brzęczka, ten bronił się argumentami o wypełnieniu postawionych przed nim celów: awansie na mistrzostwa Europy, utrzymaniu w Lidze Narodów oraz wprowadzeniu młodzieży do składu. Trzy fundamenty zaznaczone przy podpisywaniu kontraktu rzeczywiście udało mu się podtrzymać, chociaż niekiedy szczęśliwie jak w przypadku wspomnianej Ligi Narodów, lecz za nimi kryło się mnóstwo detali, które uwierały przy obserwowaniu kolejnych meczów reprezentacji Polski.

Nie trzeba było mienić się wybitnym analitykiem, by dostrzegać, że potencjał tego pokolenia nie jest wykorzystywany. Rezultaty rzeczywiście stały po stronie kadry Brzęczka, natomiast same odczucia – nawet samych piłkarzy – po meczach z gigantami były bolesne.

Zbigniew Boniek akurat czuje piłkę bardzo dobrze, dostrzega wiele problemów oraz potrafi oceniać samo boisko, więc z pewnością przekaże swoje obserwacje nowemu trenerowi przed zatrudnieniem. My też stworzyliśmy listę wyzwań, których selekcjoner musi być świadomy, zanim wskoczy na karuzelę intensywnego 2021 roku. Dwa dni po pierwszym treningu zagra na wyjeździe z Węgrami jeden z kluczowych meczów w kontekście walki o mundial. Jednak już w momencie podpisania umowy musi być przygotowany na to, czego potrzebuje reprezentacja, a czego nie zagwarantował jej Brzęczek, przez co pożegnał się z posadą.

1
Wykorzystanie najlepszego piłkarza świata
Lewandowski201014PYK0054-kopia.jpg
FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Przy wymienianiu zupełnie nierealnych nazwisk na stanowisko selekcjonera kadry kibice często podnoszą argument o chęci współpracy z najlepszym piłkarzem globu w 2020 roku. To dość życzeniowe spojrzenie, bo o ile wizja współpracy z Robertem Lewandowskim kusiłaby każdego menedżera, tak układanie drużyny o możliwościach znacznie odstających od naszego kapitana już niekoniecznie. Słowem: to bardziej wyzwanie niż przyjemność, o czym na dwóch dużych turniejach przekonał się Adam Nawałka. Uwaga rywali zawsze będzie koncentrować się na napastniku Bayernu, więc należy znaleźć formułę, która działa w tych specyficznych warunkach. Kadencję Brzęczka będziemy kojarzyli raczej ze zrezygnowanym, cofającym się do drugiej linii Lewandowskim niż tym, który z przyjemnością wykorzystuje wypracowane sytuacje. Nie narzekał na ich nadmiar, bo druga linia bardzo długo docierała się i nie korzystała właściwie z jego klasy pod bramką. Niech przemówią same cyfry: u Adama Nawałka nasza „9” zdobyła 37 bramek i 13 razy asystowała w 40 meczach, co stanowi wręcz doskonałe statystyki. U Jerzego Brzęczka kapitan kadry strzelił 8 goli i asystował 6 razy w 18 spotkaniach. Poziom rywali nie był identyczny, ale różnica jest wyczuwalna. Sam RL9 zaznaczał w jednej z rozmów o swoich dalszych celach: w reprezentacji aby osiągnąć historyczny wynik, on nie może być centrum układanki, musi stać się jednym z wielu elementów, aby Polska realnie myślała jeszcze o sukcesach z jej najlepszym zawodnikiem. Nowy selekcjoner nie może uzależnić się od Lewandowskiego, musi stworzyć taktykę, która pozwoli mu żyć w roli asystenta, strzelca, kreatora, ale w każdym elemencie jednego z wielu na jakich można liczyć. Paradoksalnie Lewandowski w takim środowisku to czasem większy ból głowy niż rzeczywisty komfort.

2
Uwolnienie Klicha i Zielińskiego
Zielinski200904PYK0066-kopia-e1602597453958.jpg

W pomocy mamy dwóch piłkarzy absolutnie zjawiskowych, których połączenie jak dotąd nie skutkowało dominowaniem środka pola czy wysypem lawiny sytuacji. Tej chemii w drugiej linii zbyt często brakowało. Tęskniliśmy za klubowymi wersjami graczy – Piotra Zieliński z Napoli oraz Mateusza Klicha z Leeds. Pierwszy przecież rozgrywa prawdopodobnie najlepszy sezon w życiu, odkąd Gennaro Gattuso przesunął go na „10”. Pozycję, na której rzekomo grać nie mógł i która miała hamować jego prawdziwe możliwości. Pod Wezuwiuszem wręcz przeciwnie: bawi się z rywalami, zakłada najwięcej siatek w Serie A, wreszcie strzela i asystuje jak nigdy wcześniej. Klich za to jest w czołówce stworzonych szans w Premier League i – mimo lekkiego zjazdu formy – bardziej niż prawdziwe okazuje się zdanie, że grę Leeds dostrzeżesz dopiero, kiedy zaczniesz obserwować ruchy Polaka. W topowych rozgrywkach świata mamy dwóch rozgrywających, nad którymi menedżerowie oraz eksperci regularnie cmokają. Tylko w biało-czerwonych barwach trudno było doprowadzić do momentu, kiedy obaj równolegle będą zasługiwać na pochwały. Zwykle nie wykorzystywaliśmy ich atutów na tyle, by uznać ich za parę zyskującą na współpracy. Nowy selekcjoner zapewne usłyszy o żartach, że z któregoś z nich można zrezygnować, po czym po uwagach Bońka zacznie głowić się, jak zestawić środek – w zasadzie najważniejszą formację na boisku – aby Polska była pewna swojego szkieletu i korzystała z talentu, który niewątpliwie ma. Mówimy w końcu o dwóch piłkarzach ponadprzeciętnych. To wyzwanie najlepiej podsumować słowami Wojciecha Szczęsnego z FootTrucka: najmniej roboty w Juventusie nie mam po fenomenalnych meczach de Ligta, Chiellinego czy Bonucciego, tylko wtedy kiedy doskonale gra środek pomocy. Dopiero kiedy druga linia gra blisko siebie, jest zwarta, mobilna i dynamiczna, bramkarz może pomyśleć o spokoju. W defensywie często bywa za późno, prawdziwa obrona i zapewnienie spokoju zaczyna się znacznie wyżej.

3
Znalezienie recepty na skrzydła
Grosicki201014PYK0119.jpg
FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Tym czym mogliśmy się chwalić na poprzednich dużych imprezach, teraz musimy się martwić. Najmniej pewnie wyglądają bowiem boki pomocy reprezentacji, stąd tyle pomysłów na zwiększenie liczby środkowych pomocników i przejście na ukochany system Marco Giampaolo bez naturalnych skrzydłowych. Nasz krajowy Lukas Podolski, czyli Kamil Grosicki zawsze dający z siebie więcej w narodowych barwach, nie może liczyć na regularną grę w West Bromwich Albion, a Sebastian Szymański oraz Kamil Jóźwiak to nadal obiecująca melodia przyszłości. W zasadzie tu mamy największą zagadkę w zestawieniu z innymi pozycjami. Kiedy Lewandowski korzystał z ogromu sytuacji podbramkowych, najczęściej zagrywał do niego właśnie Grosicki. U Brzęczka boczni pomocnicy częściej myśleli o tym, by zaasekurować bocznych obrońców, harować w defensywie i przesuwać się na odpowiedniej intensywności, niż rzeczywiście dograć kilka ciasteczek kapitanowi reprezentacji Polski. Nie ma gotowej recepty na grę, ale nowy selekcjoner musi lepiej rozłożyć akcenty, aby o skrzydłowych rzeczywiście częściej rozmawiać w kontekście skutecznych akcji ofensywnych. Aby spełnione obowiązki defensywne nie były głównym argumentem, by właśnie piłkarza X wystawiać kosztem zawodnika Y. Na gigantów jednak częściej dobieraliśmy graczy względem profilu defensywnego. I to w żadnym wypadku nie jest problem, stawał się nim dopiero brak jakichkolwiek argumentów całej drużyny z przodu. Nawet jeśli dalej mamy bronić się głęboko i czekać na swoje szanse, dobrze, aby skrzydłowi mogli zaoferować kilka groźnych kontrataków podczas przebiegu całego spotkania, a nie poświęcić całe siły na neutralizację atakujących przeciwników. To jednak leży u podstaw gry całego organizmu, a nie konkretnej formacji.

4
Ustawienie boków obrony, by nie zaburzyć defensywy
recaglowne20191013113GRZ1963RAD.jpg
GRZEGORZ RADTKE / 400mm.pl

Przywykliśmy, że faworytem i odkryciem Jerzego Brzęczka na lewej obronie jest Arkadiusz Reca, a na prawej z urzędu występuje Tomasz Kędziora, który w kwestii defensywy i regularności ma bardzo wiele do zaoferowania. Nowy szkoleniowiec to zawsze nowe rozdanie i nowe nazwiska – szybko zacznie się poszukiwanie jego nowych faworytów, ulubieńców, skreślonych, przez co hierarchia w wielu sektorach boiska może się pozmieniać. Za jedną (znalazłoby się tego rzecz jasna znacznie więcej) rzecz Jerzego Brzęczka naprawdę trzeba docenić – za poukładanie gry obronnej, w której czuliśmy się wygodnie i byliśmy bardzo efektywni. Naprawdę spędzenie większości spotkania pod własną bramką nie musiało oznaczać dla nas aż takiej krzywdy, bo kiedy przeciwnik został ograniczony do rozgrywania w bocznych sektorach, wiedzieliśmy, czego się spodziewać. W efekcie 10 z 24 meczów za Brzęczka zakończyliśmy z czystym kontem. Akurat poukładana defensywa leżała u fundamentów jego pomysłu na przetrwanie, dlatego sztuką będzie nie zaburzenie tych mechanizmów. O ile para Bednarek - Glik na środku obrony wydaje się nie do ruszenia, tak wariantów na bokach jest naprawdę mnóstwo. Od odświeżenia Bereszyńskiego i Rybusa, przez zaufanie Gumnemu lub Puchaczowi, aż nowe, autorskie pomysły nawet powiązane ze zmianą ustawienia. Jeśli po jakimś czasie Brzęczek będzie wypowiadał się o niesłusznym zwolnieniu, z pewnością podniesie argument, że za jego rządów obrona spisywała się na wysokim poziomie. Tu rzeczywiście sztuką będzie zadbać o podobne rezultaty, ale po to doszło do zmiany szkoleniowca, aby kadra zyskała balans i zaoferowała coś więcej, niż tylko przyjmowała ciosy i chwalila się solidną gardą.

5
Pogodzić młodzież ze starszyzną
krychowiakglowne191115PYK066.jpg
PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Chociaż teoretycznie nietykalni nie istnieją, pominięcie pewnych weteranów zawsze wywoła niesmak wśród starszyzny w szatni. Dlatego zawsze tak kontrowersyjnymi tematami są występy Grzegorza Krychowiaka czy Kamila Grosickiego, tym bardziej kiedy opinia publiczna domaga się młodzieży i mocno wierzy w następne pokolenia. Tu nowy selekcjoner będzie miał spore pole do popisu. Kiedy poprzednicy szukali wyjścia z trudnej sytuacji, zawsze radzili się wymienionych, którzy w drużynie narodowej widzieli najwięcej: Glika, Lewandowskiego, Krychowiaka, Grosickiego czy Szczęsnego. Tymczasem nowy trener będzie musiał ocenić, czy istnieją „święte krowy”, czy on woli swoje autorskie rozdanie. Będzie musiał wykorzystać odpowiednio potencjał rekordzisty transferowego ekstraklasy Jakuba Modera czy piłkarza miesiąca Championship Krystiana Bielika, a zarazem nie zachwiać kręgosłupem reprezentacji. Hierarchia będzie ustawiana na nowo, więc wygranych i obrażonych z pewnością nie zabraknie. Pozostaje pytanie, czy nowy selekcjoner zdecyduje się korzystać z wypracowanej chemii czy postanowi oddzielić poprzedni rozdział grubą kręską. Czasu będzie miał malutko, bo zanim na dobre pozna wszystkich kadrowiczów, już będzie rozliczany z rezultatów w eliminacjach mundialu. Wiemy jedno – nazwiska w reprezentacji Polski nie pretendują do dominacji z Holandią czy Włochami, ale pretendują do znacznie lepszej, ciekawszej, różnorodnej gry. I dlatego Zbigniew Boniek zdecydował się na zmianę selekcjonera. Zanim dojdą do porozumienia w sprawie zarobków czy długości kontraktu, w pierwszej kolejności omówią wymienione wyżej wyzwania. Bo to wspomniane elementy w pewnym sensie doprowadziły do powołania nowego selekcjonera na pół roku przed Euro 2020.

Podziel się lub zapisz
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć, stąd audycja La Polémica. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.