Mourinho idzie z duchem czasu. Gierki psychologiczne przeniósł do social mediów

Zobacz również:Najbardziej romantyczny beniaminek od czasów Newcastle Keegana. Czy Leeds zderzy się ze ścianą?
Tottenham Hotspur v Chelsea FC - Premier League
Fot. Michael Regan / Getty Images

Spróbuj wejść z nim w polemikę, a polegniesz. Nawet jeśli masz rację, Jose Mourinho dopadnie cię swoimi sposobami. Lata temu przekonał się o tym Pep Guardiola – z mistrzem konferencji prasowych i gier psychologicznych lepiej nie stawać w szranki. Teraz obserwujemy element jego magii w mediach społecznościowych – The Special One został Instagramerem. W sieci gwarantuje spektakl, ale też wynosi element swojej wewnętrznej polityki poza szatnię.

Jego wpisy są proste, ale gwarantują emocje. Sprawiają, że uśmiech pojawia się na twarzy, a kibice o tym rozmawiają. Jose Mourinho jak to on – potrafi angażować jak mało kto. Weźmy ostatnią belgijską klęskę Tottenhamu z Royal Antwerpią (0:1) w Lidze Europy. Zawiedli tacy gracze jak Gareth Bale, Dele Alli, Carlos Vinícius czy Giovani Lo Celso. Portugalski menedżer dał szybką wrzutkę na Instagrama: „Złe występy zasługują na złe rezultaty. Mam nadzieję, że wszyscy w tym autobusie są tak samo zdenerwowani jak ja. Jutro o 11 rano trening”.

Proste, konkretne, trafne. W połączeniu z grą twarzy i wizerunkiem Mourinho wywołuje oszałamiający efekt. „To konto to czyste złoto” – piszą kibice. A Jose nie tylko chce ocieplić swój wizerunek i pokazać, że jest trenerem nowoczesnym, ale również przenieść metody psychologiczne poza szatnię. Wcześniej służyły mu do tego konferencje prasowe czy wystąpienia w mediach. Teraz nie musi czekać na dziennikarza ani spotkanie z rzecznikiem prasowym – wysyła sygnały po swojemu. Pokazał złość po występie w europejskich pucharach, ale też od razu zademonstrował, że nie będzie litości ani przyjemnych chwil po takich meczach. Zwiększył również czujność piłkarzy – spróbujcie być teraz rozkojarzeni albo wstawiać jakieś głupoty, fani od razu zareagują. To chwila na smutek, refleksję i jak najszybszą poprawę – tak zakomunikował Mourinho.

Konto Portugalczyka to mieszanka głębszego przekazu skrywającego jego cele, ale też sporej dawki humoru, który Mourinho uwielbia przesycać w swoich wypowiedziach. Wystarczy unieść brew i już rzuca swój czar. Na jego Instagramie hitów jest wiele. Trzeba mu przyznać, że się rozkręca, a kibice Spurs piszą: „Konto Mourinho powinno zostać wpisane na listę światowego dziedzictwa”.

Wrzuca fotki z pobierania wymazów, kiedy jest testowany; dorzuca kreatywne opisy do wrzutek z podróży na mecze; pozuje w szatni, gdy wszyscy zawodnicy po wygranym meczu są wpatrzeni w telefony i najpewniej sami przewijają Instagrama. „Same telefony. Znak czasów. Dobra robota, panowie” – i tak kwituje wygrane zawody w Premier League. Jest coś urzekającego, kiedy widzisz Mourinho wcinającego w samolocie chipsy Propercorn, opatulonego słuchawkami i wpatrzonego w tablet. „Kolejny lot, kolejny film, kolejny mecz Spurs w Lidze Europy” – nic nadzwyczajnego, a jednak Mourinho zbiera kolejnych obserwujących.

To tam Mourinho pokazał, że Shkëndija obniżyła poprzeczkę o 5 centymetrów, co Portugalczyk dostrzegł i zgłosił do delegata UEFA. „Myślałem, że urosłem, ale później zdałem sobie sprawę, że bramka jest niższa o pięć centymetrów. Wygrana 3:1”. Bawi się tym i dostrzega zalety mediów społecznościowych. To nie do końca jego realia, ale nie zamierza się obrażać, że pracuje z pokoleniem uzależnionym od smartfonów. Woli skorzystać z dobrodziejstw, jakie oferują.

Nic tak nie bolało w ostatnich latach Mourinho jak przybicie mu tabliczek z hasłami „przestarzały szkoleniowiec”. Wkurzał się, czytając, że działa na starych zasadach, a jego metody przestają działać. Jego wizerunek tracił z powodu braku dawnych sukcesów na taką skalę, zaczynał się kojarzyć z poprzednią epoką, defensywnym futbolem w czasach szaleńczego pressingu. Potrzebował z tym zerwać. Pamiętamy, co się stało, kiedy wrócił z dłuższego urlopu w rodzinnych stronach. Odświeżony, uśmiechnięty, zadbany, nie tak zestresowany jak wcześniej. Niby przypadkowo spotykał ekipę telewizyjną na spacerze, ale pokazywał, że nabrał dystansu i przemyślał wiele spraw. Że jest gotowy na zrobienie następnego kroku, dlatego wrócił do Tottenhamu po prawie rocznej przerwie z Manchesterem United.

Bezkompromisowy szkoleniowiec ciągle zaskakuje. Jednym tematem będą jego rezultaty, a drugim nieustanne show jakie gwarantuje swoją osobowością. Każde wystąpienie Jose Mourinho może być spektaklem. Jak w ostatni czwartek, gdy dziennikarz zapytał go, dlaczego przeprowadził w przerwie meczu cztery zmiany. Portugalczyk burknął z żalem, że nie mógł dokonać jedenastu, bo wszyscy w Tottenhamie zasługiwali na zejście.

Dla The Special One zawsze największą wartością będą sukcesy. Sam mówi, że zamieniłbym się z Garethem Balem na reputację, bo on przynajmniej ma cztery Ligi Mistrzów, za to Portugalczyk dopiero dwie. Ale też niesamowicie zwraca uwagę na budowę wizerunku. I w ostatnich latach założył sobie, że nie pozwoli na nowo przypiąć przy swoim nazwisku hasła z reliktem przeszłości. Mourinho ma być teraźniejszością i stąd coraz to nowsze formy komunikacji używane w codziennej pracy.

Menedżer Tottenhamu najlepiej skwitowałby to słowami, jakich użył w kontekście Thomasa Müllera: „Kiedy odnosisz mnóstwo sukcesów w futbolu w młodym wieku, ludzie zapominają, ile masz lat. Thomas nie jest stary, po prostu zaczął wygrywać wszystko bardzo młodo. Przeżyłem to samo, znam to uczucie. Czasem ludzie myślą, że mam 75 lat, a mam dopiero 57. Po prostu zacząłem wygrywać bardzo szybko”. Cały urok Jose Mourinho, albo cię kupi, albo całkowicie odepchnie.

Podziel się lub zapisz
Dominik Piechota
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć, stąd audycja La Polémica. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.