Momenty zbiorowej zapaści. Czy z taką obroną Bayern może wygrać Ligę Mistrzów

Zobacz również:Piłkarz z własną podobizną na plecach. Leroy Sane — nowa ekstrawagancja Bayernu
Bayern Monachium
Sebastian Widmann/Getty Images

Cztery przepuszczone bramki w Bochum, pięć w Moenchengladbach, przynajmniej dwie tracone w ośmiu innych spotkaniach tego sezonu. Do tego liczne indywidualne błędy kolejnych obrońców. Julian Nagelsmann stworzył w Monachium ofensywnego potwora, który zazwyczaj strzela jeszcze więcej goli niż traci. Ale w fazie pucharowej najsilniejszej ligi świata takie podejście może się okazać zabójcze.

Idyllę od kryzysu oddziela w Bayernie tylko półtorej godziny. A czasem nawet pół. W sobotę, po szybkim golu Roberta Lewandowskiego, monachijczycy mieli w wirtualnej tabeli Bundesligi dwanaście punktów przewagi nad wiceliderem i cieszyli się najszczelniejszą obroną w lidze. 26 minut i cztery gole VfL Bochum później statystyka przestała być aktualna. A po wygranej Borussii Dortmund z Unionem Berlin przewaga nad drugim miejscem stopniała do sześciu punktów. Nie to jest jednak w Monachium największym zmartwieniem, lecz to, czy łatwość tracenia bramek nie zaszkodzi zespołowi Juliana Nagelsmanna w Lidze Mistrzów. W fazie pucharowej takie kilkadziesiąt minut zapomnienia, które Bawarczykom przytrafiło się już nie pierwszy raz w tym sezonie, może przekreślić cały sezon.

Nowy trener, który w lecie zastąpił Hansiego Flicka, nie widział wielu powodów, by drużynę przestawić do góry nogami. Przejmował przecież jeden z najlepszych zespołów świata, który chwilę wcześniej zdobył wszystkie możliwe trofea. Jedna rzecz, którą koniecznie chciał naprawić, to równowaga między atakiem a obroną. Bayern w drugim sezonie Flicka przechylał już proporcje na korzyść ofensywy w sposób ryzykancki. Nagelsmann chciał więcej kontroli, lepszego zabezpieczenia przed kontratakami. Nie można nawet powiedzieć, by całkowicie mu nie wyszło. Bayern stracił sześć goli mniej niż na tym samym etapie poprzedniego sezonu. Rywalom pozwala na mniej dogodnych sytuacji niż w obu sezonach Flicka, a ostatni raz dopuszczał do równie niewielkiego zagrożenia pod własną bramką w mistrzowskim sezonie Niko Kovaca. Tyle że wtedy był znacznie słabszy w ofensywie. Nawet po klęsce w Bochum, mniej straconych goli ma tylko FSV Mainz, którego bramkarz Robin Zentner jako jedyny zachował więcej czystych kont od Manuela Neuera. Co znamienne, kapitan Bayernu jest jednak w tym sezonie na minusie, jeśli chodzi o gole oczekiwane. Czyli puszcza minimalnie więcej, niż wynikałoby z jakości sytuacji, które mają rywale. Co prowadzi do prostego wniosku, że dobre wyniki w obronie to bardziej zasługa całego zespołu, niż tylko bramkarza.

Podziel się lub zapisz
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który o Bayernie Monachium pisze tak samo często, jak o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Szuka w Ekstraklasie śladów normalności. Czyli Bundesligi. W newonce.sport autor sobotniego cyklu Z nogą w głowie i poniedziałkowej rubryki Centrostrzał.
Komentarze 0