Mocny triumf na przełamanie. Siatkarze wracają na prawidłowe tory

Zobacz również:TOKIJSKIE NADZIEJE #12. Atak z drugiego rzędu. Jak przebić lekkoatletyczny szklany sufit?
Igrzyska olimpijskie Tokio - siatkówka Polska - Włochy
fot. materiały prasowe/FIVB

Choć mecz z Iranem pozmieniał nastroje wśród sympatyków reprezentacji Polski, to zawodnicy Vitala Heynena szybko pokazali, że był to błąd. Biało-Czerwoni nie dali szans Włochom, obok Persów najgroźniejszej ekipie w grupie, pewnie zwyciężając 3:0. Poniedziałkowe starcie pokazało, że nasi siatkarze potrafią wyciągać wnioski z niepowodzeń.

Polacy podchodzili do starcia po sobotniej wpadce z Iranem, w której wiele aspektów gry wychodziło im tragicznie. W porównaniu z tym meczem, przeciwko Włochom widać było zauważalną poprawę. Poza drugim setem, którego rozstrzygnęła gra na przewagi, w pozostałych Polacy nie dali rywalom złudzeń, kto jest mocniejszy.

Przede wszystkim różnica tkwiła w nastawieniu. Biało-Czerwoni skupieni byli wyłącznie na grze. Mało było dyskusji z sędzią czy wyrazów frustracji. Dominował spokój – element brakujący podczas ostatniego spotkania. Tym razem to rywale, szczególnie w ostatniej partii, przejęli w tej kwestii niechlubną inicjatywę, domagając się częstszego gwizdania przewinień u Polaków.

Pomimo faktu, że dla Włochów to również był drugi mecz na igrzyskach, ekipa Gianlorenzo Blenginiego nadal wydawała się tajemnicza. W Lidze Narodów wystąpiła rezerwowym składem. Zabrakło nawet głównego selekcjonera, który wolał spędzać czas szlifując formę „pierwszego garnituru”. Jednakże nie oznaczało to, że w Tokio oglądaliśmy identyczny skład. Najlepszy zawodnik Italii w meczu z Polską – młody Alessandro Michieletto – najpierw brał udział w „bańce” w Rimini, a później zyskał uznanie w oczach Blenginiego, otrzymując powołanie na igrzyska.

Polacy utrzymali na tym samym, świetnym poziomie grę w ataku. Po raz kolejny w tej kwestii prym wiedli Bartosz Kurek i Wilfredo Leon. Pierwszy zakończył spotkanie z czternastoma, a drugi z osiemnastoma punktami. Z biegiem czasu poprawił się Aleksander Śliwka. Przyjmujący ZAKSY Kędzierzyn-Koźle w pierwszym secie grał mocno poniżej oczekiwań, nie kończąc żadnego ataku. Nasza ofensywa prezentowała się zdecydowanie lepiej względem włoskiej. W ekipie rywali zawiódł jeden z liderów, Iwan Zajcew. Wielka gwiazda nie prezentowała poziomu oczekiwanego przez sympatyków „Azzurri”. Mogło to być spowodowane również absencją innej ważnej postaci kadry Italii, Simone Giannellego.

Aby atak miał szansę powodzenia, najpierw potrzebne jest skuteczne przyjęcie. Ostatnim razem górą byli rywale. Teraz, gra Polaków w tej kwestii bardzo mocno się poprawiła. Paweł Zatorski po malutkim momencie przeciętności znów wrócił na poziom godny umieszczenia go w ścisłej czołówce najlepszych libero świata. Etatowy libero kadry mógł liczyć na solidne wsparcie od Leona i Śliwki. Obaj zakończyli spotkanie z przyjęciem na poziomie 38 i 43 procent.

Inną ważną kwestią jest przyzwyczajenie się do nieobecności Michała Kubiaka. Po meczu z Iranem Śliwka mówił, że od kilku dni wiedział, że zagra w miejsce kapitana. Później dochodziły też głosy, że uraz pleców, z jakim się zmaga, jest niegroźny. Mimo że pod koniec meczu 33-latek pojawił się na placu gry, to Heynen nadal boi się dać mu szansę od początku spotkania.

Zwycięstwo sprawiło, że inaczej patrzy się na Fabiana Drzyzgę. Jego występ z Iranem, mówiąc łagodnie, nie należał do najlepszych. Konkurent z drugiej strony siatki Saeid Marouf mocno dominował nad zawodnikiem Resovii. Tym razem podstawowy rozgrywający kadry prezentował się o wiele lepiej. Co prawda mocno forsował grę na Leona, mając również inne alternatywy, ale najlepiej serwujący reprezentant Polski jest typem zawodnika, na którym zawsze można polegać.

Pomimo wygranej, w grze nadal zauważalny jest brak gry środkiem oraz wykorzystanie bloku. W całym spotkaniu, Polacy zaledwie trzykrotnie zdobyli punkt w ten sposób. Mateusz Bieniek i Piotr Nowakowski poza serwisami nie mieli za dużo okazji do pokazania pełni swojego kunsztu. Po dobrej grze blokiem „Pita” w meczu z Iranem, Heynen postawił na niego od początku przeciwko Włochom kosztem Jakuba Kochanowskiego. Nowy środkowy rzeszowskiej ekipy kolejny raz nie pokazywał poziomu, do którego przyzwyczaił kibiców przez poprzedni sezon.

Przed zawodnikami nadchodzące starcie z Wenezuelą. Umówmy się, jeśli Polacy myślą o osiągnięciu czegoś wielkiego, z takim przeciwnikiem trzeba zagrać tak samo jak z innymi, z którymi mierzyli się podczas ostatniego Memoriału Wagnera. Rywale z Ameryki Południowej po raz kolejny przegrali mecz do zera. Irańczycy nie musieli za długo się z nimi męczyć. O to samo prosimy naszych siatkarzy.

Podziel się lub zapisz
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.