Mocne przetarcie przed obroną tytułu. Iga Świątek w finale turnieju w Rzymie!

Zobacz również:Wszystko w cieniu Novaka Djokovicia. Historyczne US Open przed nami?
Iga Świątek. Internazionali BNL D'Italia 2021 - Day Eight
Fot. Clive Brunskill/Getty Images

Mamy maj, a w tenisie oznacza to zazwyczaj dwie rzeczy – korty ceglane i zbliżającego się szlema na kortach Rolanda Garrosa. W tym drugim przypadku mamy sytuację wyjątkową, bo to nasza tenisistka będzie tam broniła tytułu. Na razie jest jednak turniej w Rzymie, w którym Iga Świątek zarówno pod względem formy fizycznej, jak i mentalnej, ma znakomitą próbę generalną.

Mówienie o przetarciu nie opiera się tylko na fakcie, że na „mączkę” Iga i inne zawodniczki wyszły dopiero niedawno. Świątek bowiem miała w tym turnieju sporo problemów z wejściem w rytm i na swój bardzo dobry poziom. W pierwszej rundzie z Alison Riske przegrywała 1:4 w pierwszym secie. Wyszła na 5:4 i wtedy rywalka zrezygnowała z powodu kontuzji. W drugiej musiała gonić wynik ze stanu 3:5 w pierwszej partii z Madison Keys, dla której korty ceglane nie są wcale ulubioną nawierzchnią. Z Barborą Krejcikową nie tylko przegrała pierwszego seta, ale musiała też bronić piłek meczowych w drugim.

Wszystkie te spotkania jednak wygrała, co już dało jej ćwierćfinał w turnieju z cyklu WTA 1000 (najbardziej prestiżowe turnieje nie licząc szlemów). W nim już w piątek miała się spotkać z szóstą w rankingu WTA Eliną Switoliną, jednak deszcz nie pozwolił obu paniom wyjść na kort. Oznaczało to nie mecz, ale aż dwa mecze w sobotę dla zwyciężczyni pojedynku. Organizatorzy turniejów tygodniowych bardzo często chcą za wszelką cenę skończyć turniej w niedzielę, stąd też taka niecodzienna sytuacja.

Świątek zareagowała na to znakomicie. Nie tylko pokonała Switolinę 6:2, 7:5 ale dosłownie kilka godzin później rozprawiła się z młodą Cori Gauff 7:6, 6:3. Wyszło więc na to, że wcześniejsze rundy pozwoliły Polce na złapanie rytmu, który w dodatku został jeszcze poprawiony przez dwa mecze z rzędu. Pod względem formy i koncentracji na wykonaniu zadania Iga wyglądała tak, jakby grała po prostu jeden długi mecz. Tylko że mniej więcej w połowie zmieniła się przeciwniczka. Momentami była to ta sama Iga, którą pamiętamy ze znakomitych turniejów w Paryżu i Adelajdzie. A i improwizacyjnego luzu w grze trochę się znalazło.

W niedzielę finał z Karoliną Pliskovą, w którym Polka wcale nie stoi na straconej pozycji, mimo że przeciwniczka jest notowana nieco wyżej (nr 9 rankingu). Zwycięstwo dałoby naszej tenisistce pierwsze w karierze miejsce w top 10 światowego rankingu. A i bez tego będzie minimum dwunasta, co także byłoby „życiówką”.

Celem na korty ceglane jest oczywiście French Open, w którym Świątek będzie broniła wywalczonego w ubiegłym roku tytułu wielkoszlemowego. Nie zmienia to jednak faktu, że w cyklu WTA Polka nie wygrała jeszcze tak ważnego turnieju (zawody w Adelajdzie są notowane trochę niżej), co byłoby fantastycznym skalpem do kolekcji, która rośnie coraz szybciej. A i próba generalna (fizycznie – dwa mecze tego samego dnia, psychicznie – odwracanie przegrywanych spotkań) wypada jak na razie świetnie. Zostało postawienie „kropki nad i”.

Co myślisz o tym artykule?

Podziel się lub zapisz
Uniwersalny jak scyzoryk. MMA, sporty amerykańskie, tenis, lekkoatletyka - to wszystko (i wiele więcej) nie sprawia mu kłopotów. Pisze dla newonce.sport, a w newonce.radio odwiedza audycję NFL Po Godzinach.