Mistrzowskie rewanże. Kamaru Usman i Rose Namajunas w drodze po obronę pasów

Zobacz również:Wszystko, co trzeba wiedzieć o walce Błachowicz - Reyes. Gościliśmy Dorotę Jurkowską, menedżer Janka (WIDEO)
Kamaru Usman - UFC 268
Fot. Jeff Bottari/Zuffa LLC via Getty Images

Jeszcze nie opadły emocje po UFC 267 i walce Jana Błachowicza z Gloverem Teixeirą, a już za chwilę do oktagonu najlepszej federacji świata wyjdą kolejni mistrzowie w obronie swoich pasów. Kamaru Usman i Rose Namajunas są gotowi do pojedynków ze znanymi sobie rywalami, a galę uzupełnią niemniej ciekawe starcia o innym ciężarze gatunkowym.

Rzadko kiedy zdarza się, żeby UFC organizowała dwie ze swoich flagowych, numerowanych gal w tak krótkim odstępie czasu, ale tym razem mamy właśnie to szczęście. Jedna z najlepszych kart roku (a może i najlepsza), czyli UFC 267, odbyła się zaledwie tydzień przed UFC 268, na której zobaczymy kolejne dwie walki mistrzowskie. Natężenie złota w oktagonie jest w ostatnim czasie na bardzo wysokim poziomie, a wszystko to z korzyścią dla fanów.

UCISZYĆ KRZYKACZA

W walce wieczoru o mistrzostwo UFC w wadze półśredniej Kamaru Usman zmierzy się z samozwańczym „super złoczyńcą” federacji, Colbym Covingtonem. Będzie to ich rewanż za pojedynek sprzed prawie dwóch lat, w którym Usman wygrał przez nokaut w piątej rundzie.

Fakt że walka zakończyła się przez nokaut nie zmienia jednak tego, że przez pięć rund oglądaliśmy znakomite widowisko, które wcale do jednostronnych nie należało. Po czterech rundach na kartach sędziowskich było tak: 39-37 Usman, 38-38, 37-39 Covington – idealny remis. Rewanż był kwestią czasu. W międzyczasie Nigeryjczyk pokonywał Jorge Masvidala (dwukrotnie) i Gilberta Burnsa, a Amerykanin Tyrona Woodleya, jednak wszyscy, łącznie z Daną Whitem, już powoli zerkali w stronę „Usman vs Covington 2”. Dwóch zawodników, którzy – delikatnie mówiąc – za sobą nie przepadają. Mistrz, będący jednocześnie liderem rankingu UFC bez podziału na kategorie wagowe oraz ten, który nie cofnie się przed niczym, by wyprowadzić go z równowagi i zabrać pas mistrzowski.

Covington nazywa się zresztą „super złoczyńcą UFC” nie bez powodu. Znany jest z tego, że jest wielkim zwolennikiem Donalda Trumpa, a w czasach największej krytyki byłego już prezydenta dedykował mu zwycięstwa i pojawiał się chociażby w jego słynnych już czerwonych czapkach. Poglądy polityczne nie byłyby jednak aż tak kontrowersyjne (choć niezbyt delikatne poruszanie kwestii rasowych przy walkach z czarnoskórymi Woodleyem i Usmanem już jak najbardziej), gdyby nie to, że Covington faktycznie postanowił wkurzać i obrażać absolutnie wszystkich. Przed pierwszym starciem z Usmanem wyśmiewał śmierć wieloletniego trenera swojego rywala, co zdenerwowało nawet Nigeryjczyka, raczej od trash-talku stroniącego. Podobne historie były przy walkach z Robbiem Lawlerem (użycie Matta Hughesa i jego poważnego wypadku samochodowego) i Demianem Maią (obrażenie… w zasadzie całego narodu brazylijskiego). Ostatnio dostało się nawet Chamzatowi Czimajewowi i temu, że długo wracał do siebie przez powikłania związane z koronawirusem.

Ogólnie rzecz ujmując – Covington lubi obrażać wszystkich i w każdym temacie, konfliktuje się nawet z własnym obozem (musiał odejść z American Top Team), a inni… lubią patrzeć, jak dostaje łomot. Problem w tym, że rzadko to robi, bo w karierze przegrał tylko dwie walki – dawno temu z Warlleyem Alvesem i ostatnio z Usmanem.

Kamaru Usman od momentu pierwszego starcia z Covingtonem jest już nieco innym zawodnikiem – jeszcze pewniejszym siebie numerem jeden rankingu pound for pound, który w każdej walce musi przez to podwójnie udowadniać, że jest najlepszy na świecie. Po potężnym nokaucie na Masvidalu jego nazwisko jeszcze bardziej weszło do świadomości kibiców MMA na całym świecie. Covington chce jednak zadbać o to, żeby to nazwisko szybko spadło z piedestału. A pierwsza walka pokazuje, że ma ku temu predyspozycje.

SZCZĘŚCIE CZY NIE?

Drugą z walk mistrzowskich jest rewanżowe starcie Rose Namajunas z Weili Zhang. Namajunas, która jest jedną z najbardziej nieprzewidywalnych postaci w całym UFC, pokonała Chinkę przez kopnięcie w głowę, przez co już po raz kolejny została mistrzynią wagi słomkowej. Zhang, dla której to pierwsza porażka od 2013 roku, próbuje się nieco usprawiedliwić, twierdząc że Namajunas miała trochę szczęścia. Chinka jest przekonana, że wygra rewanż, bo jest lepszą zawodniczką, a pierwsza wygrana Rose byłaby znacznie bardziej wartościowa, gdyby wypunktowała ją na pełnym dystansie, a nie polegała na „szczęśliwym kopnięciu”. Jest to wytłumaczenie… jakieś, bo trudno je jakkolwiek określić, ale jeśli pomaga to Chince w motywacji na rewanż, to dla nas może być wyłącznie pozytywem.

Zresztą trudno nie mówić o pozytywach, kiedy do klatki wyjdzie tak świetna, a jednocześnie nieprzewidywalna zawodniczka jak Namajunas. Przekonaliśmy się na własnej kibicowskiej skórze, że potrafi zaskoczyć, kiedy znokautowała Joannę Jędrzejczyk, odbierając jej pas i „zero” w rekordzie. To samo było w pierwszym starciu z Zhang, ale jednocześnie niemiło zaskoczyła przegrywając swój pierwszy tytuł z Jessicą Andrade. Nigdy nie wiemy, co się stanie, gdy Namajunas jest w oktagonie – i to właśnie kwalifikuje jej walki do kategorii „must-see”.

TYTUŁ ALBO…

Ostatnim z trzech najważniejszych pojedynków gali jest starcie Justina Gaethje z Michaelem Chandlerem. Nie jest to walka o pas, ale może nią być w przyszłościowym kontekście, szczególnie jeśli wygra Gaethje, który aktualnie jest drugi w rankingu wagi lekkiej. Amerykanin mówi wręcz wprost – jeśli po zwycięstwie nie dostanie szansy, to zrobi w UFC… powiedzmy, że jesień średniowiecza, ale sam zainteresowany ujął to dosadniej.

Obaj z Chandlerem wracają po przegranych walkach mistrzowskich. Z tą różnicą, że Chandler dopiero co przegrał z Charlesem Oliveirą, a Gaethjego nie widzieliśmy w oktagonie od porażki z Chabibem Nurmagomiedowem, od której minął już ponad rok. Trudno się dziwić, że w klatce zobaczymy go dopiero teraz, bowiem walka z Rosjaninem, a przede wszystkim duszenie, które ją skończyło, bardzo dużo go kosztowało. Teraz jednak wraca i na dzień dobry dostanie Chandlera, który do UFC trafił całkiem niedawno, ale ma już za sobą starcie o mistrzostwo. Dla niego ewentualna wygrana niekoniecznie musi oznaczać kolejną szansę na tytuł, jednak na pewno zwróci uwagę Dany White’a na to, że były mistrz Bellatora jeszcze się nie kończy.

Kartę główną wypełnią pojedynki Frankiego Edgara z Marlonem Verą i Shane’a Burgosa z Billym Quarantillo, więc pod względem wagi pojedynków mamy wyraźną różnicę między tymi starciami, a trzema walkami kończącymi galę. Nie zmienia to jednak faktu, że każdy z wymienionych zawodników jest w stanie zaskoczyć, a same walki nie muszą być wcale nudne. A UFC 268 w Nowym Jorku zapowiada się naprawdę znakomicie. Dwie takie gale w ciągu dwóch tygodni? Bierzemy!

Podziel się lub zapisz
Uniwersalny jak scyzoryk. MMA, sporty amerykańskie, tenis, lekkoatletyka - to wszystko (i wiele więcej) nie sprawia mu kłopotów. Pisze dla newonce.sport, a w newonce.radio odwiedza audycję NFL Po Godzinach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.