Milik traci Euro, czyli cała koncepcja Sousy do kosza. Polacy będą grać inaczej, niż planowali

Zobacz również:Z NOGĄ W GŁOWIE. Jerzy Brzęczek – jedyny naprawdę niekochany w reprezentacji
Pilka nozna. Eliminacje do MS 2022. Anglia - Polska. 31.03.2021
FOT. SEBASTIAN FREJ/ 400mm.pl

Tym, co w oczach Paulo Sousy miało nas odróżniać od reszty Starego Kontynentu, byli napastnicy. No właśnie, byli, bo na finałowy turniej pojedziemy nie tylko bez Krzysztofa Piątka, ale także Arkadiusza Milika. Lekarze bardziej niż kiedykolwiek wcześniej decydują o kształcie składów, bo przed startem Euro 2020 kolejni gracze padają jak muchy. Utrata Milika dla Polaków oznacza zmianę koncepcji gry – o czym innym myślał selekcjoner, a co innego będzie musiał wcielić w życie. Beneficjentem tej przykrej sytuacji powinien zostać Jakub Moder, a większy ciężar za ofensywę spaść na Piotra Zielińskiego. Polacy utracili jednak największy atut, jakim chwalił się portugalski selekcjoner.

Paulo Sousa zaczynając pracę w drużynie narodowej, poświęcił godziny na dogłębne poznanie polskiej kadry. Wracał do poprzednich turniejów, badał zaplecze, a w myśl filozofii o poszukiwaniu pozytywnej energii, przyglądał się najlepszym momentom w karierze naszych piłkarzy. Doszedł do wniosku, że jeśli czymś możemy się pochwalić i wyróżnić na tle Europy, to mocą napastników. Nie słynną polską szkołą bramkarzy czy samym Robertem Lewandowskim, ale właśnie trzema skutecznymi snajperami z Piątkiem i Milikiem. W końcu gdyby zliczyć ich wszystkie bramki, na początku 2019 roku byli najskuteczniejszym trio Starego Kontynentu – w lutym sezonu 18/19 mieli ich wspólnie 59, a w skali światowej tylko Argentyńczycy z Messim, Aguero oraz Icardim trafiali częściej.

Portugalczyk zatem oznajmił światu: ułożę drużynę tak, aby wykorzystać potencjał całej trójki. Nie zawsze zagrają w trójkę od początku, ale mogą czuć się kluczowymi postaciami. W najgorszym wypadku takimi z pogranicza jedenastki – stojącymi jedną nogą w składzie, a jedną na ławce. Piątek miał być killerem z czasów Milanu i bardziej absorbować środkowych obrońców, Milik natomiast wykorzystać jedną z najlepszych lewych nóg w Europie i ożywić grę za plecami Lewandowskiego, będąc linią połączenia z pomocnikami. Obu jednak wykluczyły urazy w sezonie, w którym medycy mają pełne ręce roboty i bardziej niż zwykle to ich komunikaty decydują o układzie jedenastki.

O tym, jak fundamentalną postacią miał być napastnik Marsylii, niech świadczą słowa selekcjonera: „Milik to jeden z najlepszych napastników w Europie, który może stworzyć z Robertem Lewandowskim najlepszy duet atakujących w mistrzostwach. Jeśli dostanie zgodę na pięć minut, dziesięć minut, połowę meczu... damy mu to. Ile będzie mógł zagrać w ocenie sztabu medycznego, tak będziemy chcieli go wykorzystać podczas turnieju. Czekamy na niego, bo to kluczowy zawodnik”.

Sousa widział w nim jakiś wyróżnik i był gotów czekać, choćby miał jedynie pełnić rolę jokera. Ale w zgodnej ocenie uznali, że czekać nie ma sensu, bo uraz nie odpuści. Milika pogrążył ostatni mecz sezonu z Metz (1:1), w którym zdobył bramkę – to wtedy rywal po strzale wszedł w niego, kiedy miał luźną nogę. Zdrowy Arek byłby pewniakiem do gry, wiele poświęcił przenosząc się do Marsylii, ale odżył i nabrał oczekiwanego rozpędu. Na południu Francji zdobył 10 bramek w 16 meczach, mimo że dopiero wchodził do przebudowywanej drużyny. Z miejsca stał się twarzą Ligue 1 i trafił na wyższą półkę płacową. Chociaż Marsylia marzy o powrocie do dawnej świetności, Milik był dla Francuzów powiewem udanych inwestycji w rozgrywki. Rozbudzał wyobraźnię, bo stał się punktem odniesienia drużyny Jorge Sampaoliego. Jeśli ktoś miał trafiać, oczy były skierowane właśnie na Polaka. Był w gazie, bo przyjeżdżał na kadrę po hat-tricku z Angers i kolejnym trafieniu z Metz.

Nasza reprezentacja wiele uzależniała od Arkadiusza Milika, zresztą tak samo ważnej postaci na poprzednim Euro. Sousa powiedział: „Musimy wykorzystać mecz z Islandią, by wiedzieć, jaki zespół wyjdzie na Słowację. Wszystko jest zależne od Arka – dla nas to kluczowy piłkarz. Bez niego, bez Piątka już rozważaliśmy inne opcje. W meczu z Islandią, jeśli sytuacja nas do tego zmusi, spróbujemy innego systemu z innymi zawodnikami”. W pierwotnej koncepcji za plecami Lewandowskiego playmaykerami mieli być Zieliński oraz właśnie Milik. Bez tego drugiego trzeba zmieniać plany. Sousa wraz z Milikiem stracił wiele rzeczy: łącznika między pomocą a atakiem, zawodnika z czutką do zdobywania bramek i znajdowania się w sytuacjach, gwarancję strzałów z dystansu i elementu zaskoczenia z lewą nogą, świetne uderzenie z kilkunastu metrów, a poza tym konkretny charakter i gracza klasy międzynarodowej.

W takich sytuacjach trenerzy mają zwykle dwie opcje: szukają zastępstwa jeden do jednego, czyli kolejnego napastnika albo wprowadzają do jedenastki najlepszego rezerwowego i poszukują zmiany systemu. Paulo Sousa jest trenerem, który skład w pierwszej kolejności ustala według umiejętności, a nie potrzeby na danych pozycjach. I dlatego możemy zakładać, że na absencji Milika najbardziej skorzysta środkowy pomocnik Jakub Moder, zawodnik rosnący w oczach w ostatnich miesiącach.

W hybrydowym ustawieniu z czwórką obrońców w defensywie i trójką w fazie ataku oznaczałoby to stworzenie drugiej linii z Krychowiakiem i Moderem z większą liczbą zadań defensywnych oraz Klichem i Zielińskim z akcentami mocniej postawionymi na ofensywę. Moder też byłby wartością dodaną m.in. przy stałych fragmentach gry czy właśnie silnych uderzeniach zza pola karnego. Pokazał to na Wembley z Anglikami: kiedy tylko ma odrobinę miejsca, wykorzysta impet i precyzję strzału, jaką prezentował regularnie w Lechu Poznań. A co jak co, ale Sousa bardzo namawia naszych graczy do strzelania z daleka.

Dla nas to jednak bardzo bolesne osłabienie. Sam Robert Lewandowski nie wystarczy, bo jak pokazują wielkie turnieje na czele z Euro 2016 – rywale skoncentrują się na nim z podwójną siłą. Tak, jak w przekazie medialnym, cała uwaga będzie skierowana na najlepszego napastnika świata. Jego zadanie będzie trudniejsze niż zwykle, by utrzymać się przy piłce albo zgrać ją na czas. To może być regularna bijatyka albo specjalne plany, by zupełnie pozbawić kapitana swobody. Znamy to z poprzednich mistrzostw Europy: wtedy warunkiem sukcesu jest to, czy pozostali będą błyszczeć i brać na siebie odpowiedzialność. Finalnie Lewandowskiego możemy nie rozliczać z liczby bramek, a bardziej z tytanicznej pracy wykonanej na rzecz całości. Schowania ego do kieszeni, aby inni zyskali – i tu w pierwszej kolejności nasuwał się Arkadiusz Milik. On, jak to się zwykło mówić w żargonie piłkarskim, po prostu ma gol.

I teraz należy się zastanowić, kto wesprze Lewandowskiego, gdy będzie w sidłach rywali. Selekcjoner spieszy się z odpowiedzią: „Chcemy popchnąć Zielińskiego, by był jeszcze bardziej efektywny. Ma ku temu jakość. W marcu asystował, może jeszcze strzelać gole i będzie to robił. On raduje się grą i wszystkim, co robi na boisku”. Mówimy o graczu, który zamknął życiowy pod względem liczb sezon w Napoli z 10 bramkami i 13 asystami. Wykręcił double-double, co jest rzadkością w skali światowej u środkowych pomocników. Rozszalał się na dziesiątce, choć za tym stoi większa pewność siebie i odrobina szczęścia, a nie jakaś rewolucja piłkarska. W minionych latach nie wpadało mu tak często, obijał słupki i poprzeczki, ale wcale nie kreował mniej szans. Teraz w końcu los postanowił mu się odwdzięczyć za oddawane strzały. To jego timing przy wejściach z głębi pola powinniśmy wykorzystać i przesunąć go bliżej Lewandowskiego.

Tu większa odpowiedzialność za atak powinna spaść właśnie na pomocników. Wspomnianego Zielińskiego, który jest oczkiem w głowie Paulo Sousy i jego ulubieńcem, także Klicha, Modera czy Krychowiaka. „Im częściej będziemy na połowie rywali, tym mniejsze będą ich szanse na zaskoczenie nas” – uważa Portugalczyk. Akurat mocy w drugiej linii też nie musimy się wstydzić.

Moder ma sprawić, aby nie powtórzył się obraz z większości pierwszej połowy z Rosją (1:1). „Przeciwnik miał zawsze przewagę w środkowej strefie przeciwko Klichowi i Krychowiakowi i musimy się tego nauczyć, ale to mogło się zdarzyć z nowymi zawodnikami. Po przerwie podnieśliśmy poziom naszej organizacji defensywnej, utrzymywaliśmy się przy piłce i odpoczywaliśmy w jej posiadaniu. Brakowało nam ostatniego podania, przekonania i cwaniactwa pod bramką, które mieli Rosjanie”. Jeden rozgrywający więcej ma poprawić budowanie gry od tyłu. Od Modera selekcjoner oczekiwał przede wszystkim szybszego i skuteczniejszego podejmowania decyzji. Z kolei Klich ma odblokować lewą stronę, zapewnić wsparcie Rybusowi i usprawnić transport futbolówki. „Chcę widzieć od niego nawet więcej, bo ma większe możliwości. Brakowało go w marcu przez brak jego dynamiki. Potrafi robić różnice, często wchodzi do strefy ataku, a my chcemy to wykorzystywać. Daje mnóstwo rozwiązań bliżej lewej strony boiska. Przyspiesza grę w obronie i ataku”.

I zapewne to będzie wariant, na jaki zdecydują się Polacy w pierwszym meczu. Dotychczas Sousa stawiał odważniej na napastników: dwóch z Węgrami, trzech z Andorą, dwóch z Anglią i trzech z Rosją. Co prawda zawsze w innych rolach, zależnie od charakterystyki, jednak widział w atakujących potencjał. Bez Milika i Piątka to będzie inny pomysł, niż zakładał na początku roku. Jakub Świerczok chociaż zaimponował w sparingu z Rosją, nadal jest piłkarzem przyzwyczajonym do warunków ekstraklasy, co podkreślał sam selekcjoner. Szybko się uczy, ma pozytywną bezczelność, lecz nadal gubi się w jego schematach. Nie ma wątpliwości, że Sousa z niego skorzysta, ale czy od początku? Jeszczej mnie gwarancji dają Dawid Kownacki i Karol Świderski, dlatego Portugalczyk w pierwszej kolejności zamierza wprowadzać do jedenastki sprawdzoną jakość. A Modera akurat ma za gracza z papierami na klasę światową w przyszłości.

To że Sousa nie powołał w miejsce Milika nikogo z listy rezerwowej, dowodzi, że nie szuka piłkarzy na sztukę ani nie chce na siłę dorzucać ofensywnych graczy, do których nie ma przekonania albo nie przeszli intensywnych przygotowań taktycznych w Opalenicy. Woli działać na sprawdzonym materiale, jednak ten będzie wymagał od niego zmiany koncepcji. To już nie będzie reprezentacja, która może pochwalić się trzema napastnikami. Teraz to może być kadra zbudowana wokół Roberta Lewandowskiego, ale z nadzieją na moc w środku pomocy. Klich i Moder to Premier League, Krychowiak czołówka na tej pozycji w Rosji, a Zieliński jeden z najlepszych pomocników całej Serie A. Tu nie jakość będzie budzić wątpliwości, tylko znalezienie właściwych połączeń między wspomnianą czwórką i zbudowanie ekosystemu premiującego Lewandowskiego. Założenia i plany taktyczne jedno, rzeczywistość drugie – witamy na Euro zmęczonych nóg i masowych kontuzji.

Podziel się lub zapisz
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć, stąd audycja La Polémica. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.