Miliardowe spadki. Jak pandemia uderzyła w finanse najbogatszych klubów świata

FC Barcelona
David Ramos/Getty Images

Ponad miliarda euro sięgnęły spadki przychodów piłkarskiej elity finansowej w Europie. Koronawirus uderzył w budżety niemal wszystkich wielkich klubów. Choć nie we wszystkie równomiernie. O dziwo, są też jednak tacy, którzy przez ostatni rok zyskali.

Najnowsza edycja finansowego raportu firmy Deloitte to jedna z pierwszych prób oszacowania, jak wielkie straty przyniosła klubom piłkarskim pandemia. Okres, który analizowali eksperci, dotyczy sezonu 2019/2020. Uwzględnia więc kilkumiesięczną przerwę w niemal wszystkich rozgrywkach na świecie, a później powrót do gry przy pustych trybunach. Autorzy podkreślają, że finansowe skutki pandemii będą w europejskich klubach odczuwalne jeszcze przez długie lata. Już dziś można założyć, że kolejny raport przyniesie kolejne spadki. W poprzednim sezonie bowiem przez ponad pół roku kluby mogły jeszcze wpuszczać na stadiony nieograniczoną liczbę widzów. W tym niemal od początku wszystkie mecze toczą się przy całkowicie opustoszałych trybunach, co przyniesie niewątpliwie gigantyczne spadki w przychodach z dnia meczowego. Albo nawet całkowicie zlikwiduje tę rubrykę.

Porównanie finansowe między poszczególnymi ligami było tym razem o tyle trudne, że pomiędzy krajami występowały różnice w podejściu do dokańczania rozgrywek po przymusowej przerwie. Jako że większość klubów rozlicza się w cyklu sezonowym, z końcem okresu rozliczeniowego przypadającego na maj lub czerwiec, spośród największych lig jedynie Bundesliga zdołała zaksięgować w terminie większość wpływów z praw telewizyjnych. Kluby Premier League, La Liga i Serie A przychody za mecze rozgrywane w lipcu czy sierpniu zaksięgują częściowo dopiero w następny okresie rozliczeniowy, nieujętym w aktualnym raporcie. Z kolei w Ligue 1, gdzie sezon nie został dokończony, spadki z tytułu praw telewizyjnych są największe. Bardzo ważne, jeśli chodzi o kwoty przychodów, są też zawsze decydujące fazy europejskich pucharów. Jako że tym razem rozegrano je w sierpniu, uwzględnione zostaną dopiero w kolejnym rankingu. Można się spodziewać, że znacznie wzrośnie wówczas pozycja choćby RB Lipsk, które w ogóle nie załapało się do aktualnego zestawienia. Prezentujemy dziesięć najciekawszych wniosków, które płyną z najnowszego raportu Deloitte.

1
Nieznaczne zmiany w elicie
Real Sociedad v FC Barcelona - Spanish Super Cup
Fot. David S. Bustamante/Soccrates/Getty Images

Do finansowej czołówki Europy firma Deloitte zalicza tradycyjnie dwadzieścia klubów o największych przychodach. W porównaniu do sezonu 2018/2019, doszło w tym gronie do dwóch zmian. Spośród najbogatszych wypadły West Ham United i AS Roma, a w ich miejsce wskoczyły Zenit Sankt Petersburg, jako pierwszy od czterech lat klub spoza lig europejskiej czołowej piątki oraz Eintracht Frankfurt, który w tym zestawieniu znalazł się po raz pierwszy w historii. Na szczycie rankingu przychodów nie doszło do większych przetasowań. Prowadzi Barcelona, przed Realem Madryt, choć jej przewaga znacząco się zmniejszyła. Na podium po raz pierwszy od siedmiu lat wskoczył Bayern Monachium, który zepchnął o jedno miejsce Manchester United (poza czołową trójką po raz pierwszy od ośmiu lat). W pierwszej dziesiątce pozycje zmieniły jeszcze Liverpool (awans z siódmego na piąte, najlepszy wynik od 2002 roku), Chelsea, która zepchnęła Tottenham z ósmego miejsca i Paris Saint-Germain, które obsunęło się z piątej lokaty na siódmą.

2
Dominacja Anglików
fot. Matt McNulty - Manchester City/Manchester City FC via Getty Images

Tradycyjnie wśród dwudziestu najbogatszych klubów świata, zdecydowanie najwięcej miejsc zajmują zespoły z Premier League. W zestawieniu znalazło się aż siedem z nich – Manchester United i City, Chelsea, Tottenham, Arsenal, Liverpool i Everton. Drugie miejsce zajmuje Bundesliga, reprezentowana przez Bayern, Borussię Dortmund, Schalke 04 i Eintracht. Po trzech przedstawicieli mają La Liga (Barcelona, Real i Atletico) oraz Serie A (Juventus, Inter, Napoli). Ligue 1 do elity wystawia oprócz PSG jeszcze tylko Olympique Lyon. Deloitte publikuje też listę dziesięciu klubów, które nie znalazły się w raporcie Money League, ale stanowią jego bezpośrednie zaplecze. Znajdują się wśród nich jedynie dwa zespoły spoza lig czołowej piątki – Benfica (23. miejsce) i Ajax Amsterdam (27.). Oprócz nich miejsca w poczekalni zajmuje pięć klubów z Anglii (Leicester City, West Ham, Sheffield United i Wolverhampton) i po jednym z Niemiec (Borussia Moenchengladbach), Hiszpanii (Valencia) i Włoch (AC Milan). Dla mediolańskiego wicelidera Serie A to najgorszy wynik w historii rankingu.

3
Poszkodowani (niemal) wszyscy
schalkeglowneGettyImages-1228368205.jpg
Max Maiwald/DeFodi Images via Getty Images

Pandemia uderzyła w praktycznie wszystkie kluby notowane w zestawieniu. Przychody najbogatszej dwudziestki spadły w porównaniu do poprzedniego zestawienia o 12%, co w liczbach bez względnych oznacza ponad miliard euro mniejszych wpływów. Przy czym trzeba pamiętać, że pod względem przychodów czołowej dwudziestki, miniony sezon wciąż był trzecim wśród najlepszych w historii rankingu. Największe spadki wiązały się prawami telewizyjnymi (w dół o 23%) i przychodami z dnia meczowego (17%). W zeszłym roku tylko dwa kluby w notowaniu musiały się pogodzić ze spadkiem przychodów. Teraz było takich aż osiemnaście. Zdecydowanie najbardziej oberwało Schalke 04, które, choć znalazło się w notowaniu po raz osiemnasty z rzędu, odnotowało przychody niemal o 1/3 niższe niż we wcześniejszym notowaniu. Bardzo poważne spadki spotkały też Barcelonę, Tottenham, Napoli i Paris Saint-Germain (po 15%), Olympique Lyon (18%), Manchester United (19%) oraz Inter Mediolan (20%).

4
Skąd wzrosty?
Sheffield United v Everton - Premier League
Fot. Alex Pantling/Getty Images

Trudno sobie wyobrazić, że w obecnej sytuacji w ogóle są kluby, które zanotowały wzrosty przychodów. Deloitte znalazło takie dwa, choć jeśli dokładniej wczytać się w raport, trzeba dojść do wniosku, że tak naprawdę jeden. Szokujący wręcz wzrost przychodów (29%) odnotował Zenit Sankt Petersburg. Jednak dane finansowe dotyczące rosyjskiego klubu kończą się 31 grudnia 2019. To oznacza, że nie uwzględniają jeszcze przerwy w rozgrywkach, a później konieczności gry przy pustych czy ograniczonych pojemnościowo trybunach. Obecność Rosjan wśród najbogatszych należy więc uznać za wybryk wynikający z przyjętej metodologii. Gdyby każdemu klubowi w zestawieniu uwzględnić tylko podobny okres, bez drastycznych spadków z wiosny, Zenit na pewno nie załapałby się do dwudziestki. Dlatego jedyny rzeczywisty wzrost zanotował Everton, którego przychody marginalnie, ale poszły w górę (o 400 tysięcy euro). 18-procentowy spadek w przychodach z dnia meczowego i 27-procentowy we wpływach z praw telewizyjnych, udało się klubowi z Liverpoolu zrekompensować wzrostem przychodów komercyjnych aż o 104%. Było to możliwe dzięki nowym umowom z partnerami takimi jak Umbro i Fanatics, a większość tej kwoty Everton zawdzięcza sprzedaży firmie USM praw do nazwy planowanego nowego stadionu.

5
Frankfurcki skok
Eintracht Frankfurt v FC Basel - UEFA Europa League Round of 16: First Leg
fot. Matthias Hangst/Bongarts/Getty Images

O ile obecność Zenita w zestawieniu została już wytłumaczona, należy jeszcze wyjaśnić, co pozwoliło Eintrachtowi Frankfurt po raz pierwszy wedrzeć się do finansowej elity. Wprawdzie niemiecki klub zanotował pięcioprocentowy spadek przychodów względem wcześniejszego sezonu, bardzo udanego sportowo, bo zakończonego awansem do półfinału Ligi Europy, ale na tle reszty Europy zmiana była na tyle niewielka, że pozwoliła zmieścić się do grona dwudziestu najbogatszych. Udało się to osiągnąć mimo 23-procentowego spadku przychodów z dnia meczowego. Przychody z praw telewizyjnych wzrosły tylko o sto tysięcy euro, co na pewno nie miałoby wpływu na pozycję w zestawieniu. Eintracht podpisał jednak w ostatnich latach kilka bardzo korzystnych umów sponsorskich. W ciągu pięciu sezonów jego przychody komercyjne wzrosły aż o 60 procent. Klub został zarządcą należącego do miasta stadionu, przedłużył na korzystniejszych warunkach umowę z głównym sponsorem Indeed, sprzedał prawa do nazwy stadionu Deutsche Bankowi, miejsce na rękawkach udostępnił firmie DPD i został pierwszym niemieckim partnerem Ubera. Klub stara się też aktywnie działać na rynkach międzynarodowych, m.in. otwierając biuro w Nowym Jorku.

6
Komercyjny rozwój
Arsenal v Leeds United - Pierre-Emerick Aubameyang
Fot. James Williamson/AMA via Getty Images

Tym, co dość niespodziewanie ratowało finanse klubów w wyjątkowo trudnym sezonie, w którym stacje telewizyjne nie wypłacały często wszystkich zaplanowanych pieniędzy, a kibice nie mogli wchodzić na stadiony, okazały się rosnące wpływy od sponsorów. Mimo trudnych warunków w całej europejskiej gospodarce wzrosły one o trzy procent i po trzech latach przerwy znów zostały najważniejszym źródłem pieniędzy najbogatszych europejskich klubów. Da się to wytłumaczyć głównie tym, że największe kluby zwykle są związane wieloletnimi umowami z rynkowymi gigantami, którymi znacząco nie zachwiała nawet pandemia. Otwarte pozostaje pytanie, czy w dłuższej perspektywie taki dobrobyt się utrzyma i czy jednak sponsorzy nie zaczną się wycofywać albo przynajmniej płacić mniej, gdy obecnie obowiązujące umowy dobiegną końca.

7
Telewizyjne różnice
Paris Saint-Germain v Olympique Lyon - Ligue 1
Fot. Aurelien Meunier - PSG/PSG via Getty Images

Z racji wygasających umów na prawa telewizyjne Bundesliga była pierwszą z wielkich lig, która w pandemicznych realiach rynkowych musiała poszukiwać partnerów. Udało się jej zawrzeć umowy gwarantujące w cyklu czteroletnim 1,1 miliarda euro rocznie (5% mniej niż poprzednio). Największe problemy liga niemiecka napotkała przy sprzedaży praw do innych krajów. Wpływy z tego tytułu spadną o 20%. Nie udało się jej sprzedać praw na Bliskim Wschodzie oraz w Afryce Północnej. Wartość umów w Azji spadła o około 1/3, a w Ameryce Łacińskiej aż o 90%. Udało się to jakoś zrekompensować wieloletnią umową z ESPN na pokazywanie Bundesligi w Ameryce Północnej.

Do sprzedaży praw telewizyjnych szykuje się aktualnie Serie A, która postawiła sobie ambitny cel uzyskania 18% większych przychodów niż obecnie. Ma w tym pomóc naprawa relacji z Katarem i Arabią Saudyjską, po tym, jak beIN Sports tymczasowo zaprzestał pokazywania tam ligi ze względu na szerzące się piractwo. Z największymi problemami zmaga się liga francuska, w której najpierw odwołano w zeszłym sezonie mnóstwo meczów, a później sprzedano prawa firmie Mediapro, która jednak nie wpłaciła obiecanych pieniędzy. Obecnie trwają próby ponownego rozpisania przetargu na pokazywanie Ligue 1. Kluby La Liga musiały się zgodzić na otrzymanie od nadawców około stu milionów euro mniej, niż oczekiwały. Większych perturbacji z tego tytułu udało się na razie natomiast uniknąć Premier League, która dopiero w 2021 roku będzie się przygotowywać do sprzedaży praw na cykl od sezonu 2022/2023.

8
Transferowi giganci
FC Barcelona v Juventus: Crisitano Ronaldo
Fot. David Ramos/Getty Images

Choć Deloitte tradycyjnie nie wlicza wpływów z transferów do łącznej sumy przychodów klubów, w rankingu zostały też wskazane kwoty, jakie wygenerowała czołowa dwudziestka ze sprzedaży zawodników. Mimo że najbogatsze kluby świata teoretycznie zajmują się raczej kupowaniem piłkarzy niż oddawaniem ich za duże pieniądze, wielu spośród członków elity skasowało z tytułu transferów ponad sto milionów euro. Rekordzistą w sezonie 2019/2020 był Juventus Turyn, na którego konto wpłynęło za piłkarzy 240,6 miliona euro (m.in. za Joao Cancelo, Leonardo Spinazzolę, czy Miralema Pjanicia). Ponad dwieście milionów zaksięgowały też Atletico (231,8) i Chelsea (217). Specyficzny przypadek stanowi Eintracht, dla którego wpływy z transferów (m.in. Luki Jovicia, Antego Rebicia czy Sebastiena Hallera) stanowią ponad połowę wszystkich rocznych przychodów.

9
Potentaci społecznościowi
Real Madrid v RC Celta - La Liga Santander
Fot. Gonzalo Arroyo Moreno/Getty Images

Jednym ze wskaźników porównywanych przez Deloitte jest liczba obserwujących w mediach społecznościowych – na Facebooku, Instagramie, Twitterze, YouTube i Tik-Toku. W ten sposób można w dzisiejszych czasach mierzyć globalną popularność piłkarskich marek. W najlepszej dwudziestce widać pod tym względem bardzo duże dysproporcje. Absolutnie poza zasięgiem wszystkich innych znajdują się Real Madryt i Barcelona, obserwowane przez około ćwierć miliarda ludzi. Oprócz nich ponad sto milionów obserwujących mają jeszcze tylko Manchester United (140,8) i Juventus (102,9). Trzeci poziom porównywalnie popularnych klubów stanowią zespoły obserwowane przez 75 do 95 milionów ludzi. Należą do niego Arsenal (76,4), Chelsea (93,2), PSG (89,6), Manchester City (75,9), Liverpool (91,7) i Bayern (87). Czwartą półkę, pomiędzy 30 a 40 milionami, tworzą Inter (37,4), Borussia Dortmund (33), Atletico (31,6) i Tottenham (37,6). Liczba obserwujących pozostałych klubów nie przekracza dziesięciu milionów. Najwięcej do nadgonienia ma w tej kwestii Eintracht, śledzony „tylko” przez dwa miliony osób.

10
Jaka będzie przyszłość?
west-ham-trybuny-e1580401882268.jpg
fot. Justin Setterfield/Getty Images

Analitycy Deloitte przewidują, że łączne straty europejskich klubów z powodu pandemii wzrosną do około dwóch miliardów euro. To, czy będzie "tylko" tak źle, czy jeszcze gorzej, zależeć będzie przede wszystkim od tego, kiedy i w jakiej liczbie kibice będą mogli wrócić na stadiony oraz czy rzeczywiście to zrobią. By przeanalizować nastroje fanów, firma przeprowadziła badania w dwudziestu krajach. Wynika z nich, że 93% kibiców, którzy chodzili na mecze przed pandemią, planuje wrócić na stadiony, gdy będzie to możliwe, choć tylko trochę ponad połowa z nich deklaruje, że pojawi się tam od razu po ponownym otwarciu trybun. Około 15 procent badanych twierdzi, że z powrotem na trybuny poczeka przynajmniej pół roku od ich otwarcia. 56% posiadaczy karnetów decydowało się na wykupienie ich także na sezon 2020/21, mimo że nie mieli gwarancji, że w ogóle będą mogli pojawić się na jakimś meczu. 96% jako główny powód wskazywała chęć zachowania karnetu (w niektórych klubach nie jest o to łatwo), a dla 42% priorytetem było finansowe wsparcie klubu w trudnych czasach.

Podziel się lub zapisz
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który o Bayernie Monachium pisze tak samo często, jak o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Szuka w Ekstraklasie śladów normalności. Czyli Bundesligi. W newonce.sport autor sobotniego cyklu Z nogą w głowie i poniedziałkowej rubryki Centrostrzał.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.