Messi wzrokiem zwolnił Pochettino. Sceny na Parc des Princes pokazują, że PSG potrzebuje zmian

Zobacz również:Messi w końcu przemówił. Czuje się oszukany, ale zostanie w Barcelonie. Przynajmniej na razie
Leo Messi PSG
Fot. Aurelin Meunier/PSG via Getty Images

Szambo wybiło. Można było się tego spodziewać, ale że wydarzy się to tak szybko, to jednak zaskoczenie. Pierwszy mecz Leo Messiego na Parc des Princes nie przyniósł ani gola, ani asysty – przyniósł za to zmianę Argentyńczyka w 75. minucie i scenę, jak rozczarowany piłkarz nie podaje ręki Mauricio Pochettino. Nikt dziś nie dyskutuje o tym, że Icardi dał PSG trzy punkty. Miny Messiego znaczą dużo więcej.

Teoretycznie powinien być spokój. PSG wygrało z Lyonem w hicie kolejki (2:1). Zrobiło to w końcówce, na wielkich emocjach i z pięknym świętowaniem po ostatnim gwizdku. Dziwnie jednak oglądało się te obrazki, bo wszyscy tańczyli przed trybuną ultrasów, tylko nie Messi. On już dawno schowany był w szatni.

Francuzi zapowiadali ten wieczór jako chrzest Argentyńczyka na Parc des Princes, ale nie był to debiut a’la Zlatan, który dziewięć lat temu przywitał się dwoma golami. Messi wizytę w stolicy zaczął od zmarnowanej setki po podaniu Neymara i poprzeczki z rzutu wolnego. Na koniec olał trenera i usiadł na ławce z takim grymasem, że siedzących obok kolegów autentycznie obleciał strach.

Pep Guardiola powiedział kiedyś: „Nigdy nie zmieniaj Messiego”. Piłkarz o specjalnych umiejętnościach musi mieć specjalne prawa, a trener, jeśli chce nawiązać z nim nić porozumienia, musi nauczyć się specjalnej instrukcji obsługi. Messi oczywiście wiele razy był zmieniany, ale kiedy dzieje się to przy wyniku 1:1 i to w spotkaniu, w którym napędza ataki drużyny, ma prawo czuć się zmieszanym.

Prawda jest taka, że do 75. minuty meczu trudno było cokolwiek Argentyńczykowi zarzucić. To on kreował grę i podawał między linie. Każde zagrożenie pod bramką Lyonu to była jego robota. To też dużo mówi o drużynie Pochettino: Messi bez gola i asysty był najlepszym piłkarzem drużyny. Trudno wskazać mu jakikolwiek zły wybór. Często w piłce jest tak, że centymetry zmieniają pięknie rozbuchane narracje. Trafiłby Argentyńczyk ciut niżej przy rzucie wolnym i byłby herosem. To naprawdę nie był jego zły mecz.

Oczywiście Pochettino ma szczęście, że w końcówce obudził się niewidoczny przez większość spotkania Mbappe. Jego zagranie na głowę Icardiego dało PSG zwycięstwo i dziś nikt się specjalnie trenera czepiać nie będzie – to przecież on wprowadził Icardiego za Di Marię. Gdy jednak spojrzy się na szerszy obrazek, to ten sam Di Maria już po ośmiu minutach powinien zobaczyć czerwoną kartkę. Dołóżmy do tego naciąganego karnego Neymara i naprawdę wychodzi na to, że to nie był tak dobry mecz PSG jak wskazywałby na to wynik.

Afera z Messim nie zapowiada niczego dobrego. Mina gwiazdy PSG obleciała już wszystkie kraje, a jej wymowę dałoby się streścić krótkim: „Ja cię jeszcze załatwię”. Pochettino w Paryżu jest prawie rok i ani razu nie dał po sobie odczuć, że pewnie trzyma stery. Sezon Ligi Mistrzów rozpoczął od remisu z najsłabszym w grupie Club Brugge, a na rozkładzie ma jeszcze RB Lipsk i Manchester City. Każde takie tąpnięcie to dolewanie benzyny do ognia, który w szatni pełnej wielkiego ego nigdy nie gaśnie.

Paryż latem rządził na rynku transferowym. Pokupował sobie kogo chciał i gdzie chciał. Nowego trenera też sobie może kupić. Dla Katarczyków to Messi jest tym, który steruje globalną wyobraźnią fanów i żaden z jego gestów nie jest robiony przypadkowo. W październiku poza hitami Ligi Mistrzów, PSG gra jeszcze z Marsylią i Lille. To tam możemy usłyszeć grzmoty.

Podziel się lub zapisz
Żebrak pięknej gry, pożeracz treści, uwielbiający zaglądać tam, gdzie inni nie potrafią, albo im się nie chce. Futbol polski, angielski, francuski. Piszę, bo lubię. Autor reportaży w Canal+.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.