Mega kuźnia koszykarskich talentów. „Czasami mam wrażenie, że jesteśmy bardziej szanowani za granicą niż u siebie”

Mega Basket
fot. BC Mega Basket/Ivica Veselinov

Co oprócz narodowości łączy aktualnych MVP NBA i Euroligi? Klub, z którego wylecieli w wielki koszykarski świat. Mega Basket Belgrad od kilkunastu lat wydaje światu utalentowanych zawodników. Pomimo wielkich rywali zza miedzy, Partizana i Crveny Zvezdy, DNA organizacji pozostaje niezmienne – odważne stawianie na młodych. Od 2014 roku w drafcie najlepszej ligi świata wybrano dwunastu graczy klubu. Drogę do sukcesu, filozofię pracy i nadzieje wobec Aleksandra Balcerowskiego specjalnie dla newonce.sport przedstawia Goran Cakić, generalny menedżer zespołu.

Nikola Jokić, Timothe Luwawu-Cabarrot, Ivica Zubac, Vlatko Cancar i Goga Bitadze, a zaraz także Marko Simonović – to lista byłych graczy Mega Basketu, którzy reprezentując belgradzki klub, zostali wybrani w drafcie NBA i do dziś przynajmniej raz w niej zagrali. Do tego należy doliczyć ósemkę, której nazwiska także wyczytano podczas ceremonii, lecz do dziś jeszcze nie zadebiutowali. W niej znajduje się między innymi Vasilije Micić, MVP Euroligi poprzedniego sezonu w barwach Anadolu Efes Stambuł.

Choć klub istnieje od końca XX wieku, to nowe życie wniósł w niego Miśko Raznatović, jeden z największych agentów w Europie. Z biegiem lat coraz mocniej zaczęto stawiać na rozwój młodzieży. Krokiem przełomowym okazało się zakontraktowanie zwycięzcy EuroBasketu z 2001 roku Dejana Milojevicia na stanowisku trenera oraz Gorana Cakicia, byłego koszykarza klubu, który tuż po zakończeniu kariery objął stanowisko generalnego menedżera zespołu. To między innymi za sprawą tego drugiego, do drużyny w obecnym oknie transferowym trafił Aleksander Balcerowski. Dla reprezentanta Polski ma to być przełomowy sezon, zwieńczony udziałem w drafcie NBA 2022.

Michał Winiarczyk: Czy zawodnicze doświadczenie przydaje się panu dziś przy pracy jako generalny menedżer?

Goran Cakić (generalny menedżer KK Mega Basket Belgrad): Nie miałem jakiejś nadzwyczajnie wielkiej kariery, choć spędziłem 20 lat grając w solidnych ekipach nie tylko w kraju, ale i za granicą. Gdziekolwiek nie występowałem, zawsze interesował mnie aspekt organizacyjny drużyn. Każdy kraj był inny, ludzie cechowali się odmienną mentalnością. Uważam, że praktycznie w każdym sporcie, poza sprawami finansowymi, niezbędne jest doświadczenie sportowe. Nie nauczysz się mechanizmów z książek. Kariera stanowiła dla mnie bezcenną lekcję. Jako były koszykarz domyślam się, co siedzi w głowach zawodników, którzy teraz występują. Poznałem wiele osób, czy to z drużyny, czy ze sztabu. Każdy człowiek jest inny, ale pewne schematy w baskecie cały czas są niezmienne.

Zmiana stroju koszykarskiego na garnitur nastąpiła płynnie?

Nie miałem żadnych problemów. W grudniu minie 10 at od zmiany. Trafiła mi się niesamowita okazja. Nie musiałem myśleć, co będę robił po skończeniu z grą. Pierwszy dzień miesiąca spędziłem ostatni dzień jako zawodnik. Następny, stanowił początek pracy jako generalny menedżer w Mega. To był wówczas mały klub, ale od tego czasu niesamowicie się rozwinęliśmy.

Co stoi za olbrzymim postępem waszego klubu? Jeszcze na początku minionej dekady nie widać było efektów działań. Od 2014 da się zaobserwować wielki boom.

Dobre pytanie. Nie staramy się być na siłę lepsi od ich. Naszym celem jest bycie z roku na rok coraz lepszą organizacją, bez oglądania się na innych. W każdym sezonie staramy się poprawiać warunki dla zawodników. Kilkanaście lat temu koszykówka stała na lepszym poziomie. Wiele zespołów nie wytrzymało rosonącej rywalizacji. My w spokoju dostosowywaliśmy się do nowych trendów, cały czas stawiając na młodych. Pamiętam nasz pierwszy sezon w Lidze Adriatyckiej – najlepszych rozgrywkach dla klubów byłej Jugosławii. To był także mój ostatni rok gry. Skazywano nas na pożarcie, a tymczasem uplasowaliśmy się w środku tabeli. Dziś leci już dziewiąty sezon gry w ABA League.

Dużą uwagę przykuwa stawianie na młodzież w Mega. Może powiedzieć pan coś więcej na temat organizacji szkolenia?

Mamy zespół kadetów, juniorów, seniorów, a także drugi zespół znany jako OKK Beograd. Nadrzędnym celem naszej organizacji jest szukanie talentów. Później chcemy rozwinąć ich jak najlepiej, aby byli gotowi na draft NBA czy grę w topowych klubach Euroligi. Nie zamierzamy zmieniać naszej filozofii. Ktoś może powiedzieć: ściągnęlibyście dwóch doświadczonych graczy i mielibyście sukces. Taka mentalność nie tworzy DNA Mega. My liczymy na spokojny sukces i wydawanie światu kolejnych świetnych koszykarzy takich jak Nikola Jokić. Jego historia stanowi ogromną motywację dla młodych chłopaków przychodzących do klubu.

Nie będę jednak mówił o tym, że w Mega nie ma presji. Nawet młodzi koszykarze muszą czuć bagaż oczekiwań. Jak każdy klub staramy się walczyć o najwyższe cele. To, że dysponujemy składem ze średnią wieku 20-21 lat nic nie zmienia. Wydaje mi się, że nawet tacy zawodnicy mają jeszcze większy stres niż doświadczeni rywale. W tym wieku musisz dobrze grać, nawet przeciwko starszym koszykarzom, aby myśleć o pomyślnej karierze.

Mega Basket
fot. BC Mega Basket/Ivica Veselinov

Jak w takim razie wygląda wasze podejście do rywalizacji z krajowymi potentatami takimi jak Partizan czy Crvena Zvezda? Dysponują o wiele lepszym budżetem i składem.

Ich działania na rynku nie mają jednak znaczenia dla naszej filozofii. Na parkiecie staramy się walczyć z nimi jak równy z równym. W ubiegłym sezonie zakończyliśmy grę w ABA League przed Partizanem. Pokonaliśmy ich też w półfinale Pucharu Serbii i ligi serbskiej. Z kolei Crvena Zvezda potrzebowała trzech spotkań, by wygrać z nami w finale krajowych rozgrywek. Śmiało można powiedzieć, że nawet z tak młodym zespołem nie jesteśmy dla nich chłopcem do bicia. Oczywiście zdajemy sobie sprawę ze statusu, jaki posiadają oba zespoły. Koszykarsko Serbia jest podzielona na pół – jedna część kibicuje Partizanowi, druga Crvenej Zvezdzie. W tym aspekcie, ale również w kwestiach pieniędzy czy znanych nazwisk w klubie nie mamy prawa z nimi konkurować.

Może pan powiedzieć coś na temat waszego budżetu i jego wydatkowania na akademię?

Cała organizacja jest zarządzana tak, aby sama się finansowała. Partizan, Crvena Zvezda czy wiele innych europejskich klubów jest mocno wspierana na przykład przez spółki skarbu państwa. Mega też ma sponsorów, ale to tylko jeden z filarów naszego budżetu. Innym są pieniądze pozyskane ze sprzedaży zawodników, chociażby do NBA. W przeciwieństwie do wielu innych zespołów nie pobieramy pieniędzy od koszykarzy, tylko od klubów. Amerykańskie drużyny mogą przeznaczyć na tak zwany „buyout” 775 tysięcy dolarów.

Ilu trenerów pracuje przy zespole?

Mega Basket nie posiada typowej akademii. Przy zespole seniorskim pracuje dziesięć osób – włącznie z lekarzami i fizjoterapeutami. Z kolei każda drużyna młodzieżowa ma do dyspozycji mniej więcej czteroosobowy sztab. Dodatkowo mamy zaplecze w postaci wspomnianego wcześniej OKK Beograd – klubu również grającego na najwyższym szczeblu ligowym w Serbii. To uznana marka, którą udało nam się przywrócić do żywych. Zarówno sztab, jak i zawodnicy są nasi, z Mega. Wysyłamy tam koszykarzy, którzy skończyli wiek juniora, ale nie prezentują się na tyle dobrze, by mieć tutaj szansę na grę. Mógłbym jeszcze wspomnieć o żeńskiej sekcji, ale jak się rozgadam, to nie starczy czasu na inne tematy.

Mega Basket
fot. BC Mega Basket/Ivica Veselinov

Właścicielem Mega Basketu jest Miśko Raznatović – jeden z najbardziej znanych agentów koszykarskich w Europie. Powstaje pytanie: czy młodzi zawodnicy, którzy trafiają do klubu, są niejako zmuszani lub nakłaniani do współpracy z jego agencją?

Nie, to nie jest prawda. Niemniej wielu zawodników, którzy grają w Mega są reprezentowani przez tę samą agencję. Nie mówię tu tylko o BeoBaskecie, ale także i o innych firmach. Poza tym stanowimy również szansę rozwoju dla zawodników z innych zespołów. W tym sezonie na zasadzie wypożyczenia trafił do nas Karlo Matković z Cedetevity Zagrzeb oraz twój rodak Aleksander Balcerowski z Gran Canarii. Cieszymy się zaufaniem wielkich klubów, bo każdy wie, że u nas młody dostanie minuty do rozwoju.

Kiedy po raz pierwszy zdał pan sobie sprawę, że praca, którą wykonuje cała organizacja, przynosi dobry skutek?

Ciekawa sprawa, bo rozmawialiśmy o tym z Miśko kilka dni temu. Tutaj każdy kocha swoją pracę. Staramy się rozwijać zawodników najlepiej jak potrafimy. Jasne, nie jesteśmy w stanie „produkować” tylko i wyłącznie graczy z potencjałem na grę w NBA. Cieszy nas jednak to, że w świat poszła też masa chłopaków, którzy grają na solidnym poziomie w Europie. Szczerze? Dzisiaj zaczynam już zdawać sobie sprawę z naszego sukcesu. Jesteśmy rozpoznawalną marką nie tylko na naszym kontynencie, ale także i w Ameryce. Czasami odnoszę wrażenie, że poza granicami kraju jesteśmy bardziej szanowani niż u siebie. Mamy satysfakcję, że nasze „dzieci” podbiją światową koszykówkę. Niektórzy jak Timothé Luwawu-Cabarrot, Ivica Zubac czy Filip Petrusev byli u nas krótko. Z kolei Jokić czy Micić spędzili u nas wiele lat. Jeden jest dziś najlepszym zawodnikiem NBA, a drugi Euroligi. MVP dwóch najlepszych lig świata z jednego klubu? Trudno będzie jakiemukolwiek klubowi powtórzyć ten wyczyn.

Muszę wspomnieć o fantastycznej pracy, którą przez dziesięć lat wykonywał nasz były trener Dejan Milojević. To niesamowicie zasłużona postać dla Mega Basketu. Prawdopodobnie to on najmocniej stoi za rozwojem koszykarzy, którzy teraz tak dobrze sobie radzą za granicą. Nawet po jego historii pracy widać, jakim jest świetnym szkoleniowcem. Po Mega pracował w Budućności Podgorica, a teraz pełni funkcję asystenta w Golden State Warriors.

Mega Basket
fot. BC Mega Basket/Ivica Veselinov

Jakie to uczucie widzieć swoich wychowanków odbierających nagrody dla najlepszych koszykarzy dwóch najmocniejszych lig świata?

Można czuć tylko i wyłącznie niesamowitą dumę. Ten rok przyniósł naszemu klubowi niebywałe sukcesy. Zdaliśmy sobie sprawę, jak daleko już zaszliśmy. Cieszy mnie każda mała rzecz, jaka dzieje się w klubie. Widzę, że młodzi koszykarze coraz częściej myśląc o rozwoju w Belgradzie, za pierwszy cel stawiają sobie grę w Mega. Nie przechwalam się, tylko stwierdzam fakty. Mamy satysfakcję, że pomogliśmy w wejściu na szczyt najlepszym koszykarzom NBA i Euroligi. Fakty są takie, że w ciągu ośmiu lat z naszego klubu dwunastu zawodników zostało wybranych w drafcie. Tylko dwa kluby w Europie mogą pochwalić się podobną liczbą – Partizan i Barcelona. Reszta jest za nami. Głęboko wierzę, że w najbliższych latach staniemy się samodzielnym liderem w tym aspekcie.

Obserwując Micicia i Jokicia w Belgradzie spodziewał się pan, że osiągną tak wielkie sukcesy?

Przyznaję, że nie. To, co osiągnęli, nie mieści się w głowie. Dokonali niesamowitych wyczynów. Sprawili, że o naszym klubie będzie się długo mówiło. Po Jokiciu od razu było widać talent. Dobrze wiesz jednak, że to nie wystarcza do sukcesu. Potrzeba też szczęścia i odpowiednich ludzi wokół. Nikt nie dawał gwarancji na sukces. Być może Nikola trafiłby do innego klubu, trafił na złego trenera i w konsekwencji zrezygnowałby z koszykówki? Kto wie. Z kolei Miciciowi w pierwszych latach seniorskiej gry przeszkadzały kontuzje. Miał problemy z kolanem w Bayernie. Z czasem wszystko wróciło do normy, „Vasa” nabrał doświadczenia i widzimy teraz go w niesamowitej formie.

Mega Basket
Drugi od lewej Vasilije Micić (MVP Euroligi), drugi od prawej Nikola Jokić (MVP NBA 2020/21)

Niedawno rozmawiałem z Janem Jaglą, który grał z Miciciem w Monachium. Mówił, że już wówczas widać było u niego olbrzymi talent, przy czym czasami jego głowa chciała robić rzeczy, których ciało jeszcze nie rozumiało.

Wydaje mi się, że Vasilije wówczas był jeszcze za młody na tak wysoki poziom. Mocno liczyliśmy, że Svetislav Pesić (trener Bayernu – przyp. M.W) pomoże mu otrzaskać się z topowym, europejskim basketem. Tak się stało, tylko dopiero po jakimś czasie. Micić nie mógł zgrać się z jego systemem. Lata późniejszych występów w Żalgirisie czy teraz w Efesie pokazały, że nauka z Niemiec nie poszła w las.

Kto z aktualnego składu Mega Basketu może pójść w ślady starszych, utytułowanych kolegów?

W tym roku dysponujemy jeszcze lepszym, ale nadal młodym zespołem. To na pewno będzie ciekawy, ale i stresujący sezon (śmiech). Jeśli chodzi o prosperujących zawodników, to mogę wspomnieć na przykład o Matkoviciu. To będzie dla niego kolejny sezon w naszym zespole. Mamy w składzie także Chorwata Mateja Rudana, do niedawna zawodnika Bayernu oraz Francuza Malcolma Cazalona. Nie jest tajemnicą, że ich wszystkich wraz z Balcerowskim widzimy w przyszłorocznym drafcie NBA. Spośród serbskich talentów w naszym klubie najwięcej mówi się o osiemnastoletnim Nikoli Joviciu. On zdobywa wszystkie możliwe juniorskie trofea. W tym roku nagrodzono go tytułem MVP turnieju kwalifikacyjnego juniorskiej Euroligi. Już teraz spływają do nas oferty za niego, ale zachowujemy chłodną głowę. Chcemy w spokoju szlifować jego umiejętności.

Mega Basket - draft wall
Graf. BC Mega Basket

Pojawiał się już w rozmowie temat Olka Balcerowskiego. Co skłoniło was do zakontraktowania go?

Mimo że zdobył nagrodę „Rising Star” EuroCupu, wiedzieliśmy, że Olek potrzebuje sporo przestrzeni oraz gry, aby dalej się rozwijać. Wiadomo, mógłby trafić gdzieś indziej i też by występował. Pytanie brzmi ile. Dziesięć minut? I to jeszcze będąc tłem dla doświadczonych zawodników? Tutaj dostanie przynajmniej dwa razy tyle. Dodatkowo to on będzie głównym bohaterem. Każdy będzie dbał o niego. Tutaj ma też do czynienia z innym rodzajem presji. W Gran Canarii lądował na boisku z czterema ogranymi, starszymi zawodnikami. Nikt nie zwracał uwagi na indywidualny rozwój Olka. U nas progres zawodnika jest kluczową kwestią. On jest „piątką”, jaką potrzebowaliśmy. Dużo i szybko biega oraz dysponuje dobrym rzutem za trzy. Realia dzisiejszej koszykówki są takie, że samo bycie wysokim nic nie daje. Olek opuścił wyjazd na Bahamy i sparingi z Indiana Hoosiers. Wrócił już jednak do zdrowia i wystąpił w trzech meczach.

Jakie cele stawiacie sobie na następne pięć, dziesięć lat?

Przede wszystkim chcemy pozostać dobrym środowiskiem dla młodych utalentowanych graczy. Liczę na to, że Mega Basket będzie kojarzył się jako miejsce, gdzie najlepsi stawiali pierwsze kroki w dorosłej koszykówce. Ponownie podkreślam, że nie oznacza to braku chęci walki o wysokie rezultaty. Podobnie jak inne kluby, my także mierzymy wysoko. Różnimy się tylko stylem budowy i organizacji zespołu. Na parkiecie i tak rywalizuje po pięciu zawodników. Jeżeli ty czy ja idziemy grać w kosza na ulicy, to niezależnie od tego, z kim walczymy, chcemy wygrać. Mamy po prostu żądzę zwycięstwa – data urodzenia nie ma znaczenia.

Podziel się lub zapisz
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.