Maszyna, która ma wystrzelić Norwich City na inną orbitę. Pierwszy angielski klub kupił SoccerBota 360 i nie zawaha się go użyć

fot. Bradley Collyer/PA Images via Getty Images

Cena: 750 tysięcy funtów. Cel: przede wszystkim ocenić potencjał piłkarza. W czasach futbolu szybkiego jak sprint Kyliana Mbappe, warto wiedzieć, kto zdąży wsiąść do odjeżdżających pociągów. Technologia w służbie piłki nożnej od lat fascynuje. SoccerBot 360 to 80 metrów kwadratowych weryfikacji możliwości. Przetrwają tylko najmocniejsi.

To dość zaskakujące, że akurat Norwich City sięga po niemiecką machinę, jako pierwszy angielski klub. Ponoć nic tak realnie nie odda wartości zawodnika, jak to wielofunkcyjne urządzenie, naszpikowane techniką. Od przyszłego roku Przemysław Płacheta i jego kumple z Carrow Road będą mieć w ośrodku treningowym prawdziwe cacko, pozwalające na kreślenie scenariuszy na kolejne spotkanie, odwzorowanie warunków meczowych, badające reakcję i weryfikujące umiejętność podejmowania decyzji.

PRAWIE JAK FERRARI

Informację o ruchu Kanarków ujawnił „Financial Times”. Klub jest zapatrzony w niemieckie wzorce, które z powodzeniem stosują w swoich bazach treningowych takie samo urządzenie.

Stuart Weber, dyrektor sportowy Norwich City, uznał, że zamiast wydawać pieniądze tylko na transfery, można podnieść jakość zajęć i przy okazji ocenić potencjał własnej kadry.

– Piłkarz wart 20 milionów funtów może być dla nas jak Ferrari w garażu Vauxhalla. Możemy więc sprawić, że nasze Vauxhalle staną się prawie jak Ferrari, zamiast tyle wydawać – mówi Weber.

Piłkarze RB Lipsk znają dobrze te bestię. Stajesz w środku i patrzysz na ekrany, musisz natychmiast reagować na zmieniające się okoliczności. 2,5-metrowe ściany wokół ciebie to jedyny przeciwnik do pokonania. Ruchome cele sterowane są aplikacją na iPadzie.

Urządzenie umożliwia również umiejscowienie piłkarza w realiach meczu, trener daje mu wskazówki taktyczne i obserwuje, jak sprawdza się w bojowych warunkach. Intensywny trening strzelecki również nie jest problemem. Projektory mogą wyświetlić słupki i poprzeczki bramek, by rozpocząć zabawę.

Szefowie klubu, a także Daniel Farke, menedżer Norwich, wierzą głęboko, że SoccerBot pomoże im w powrocie do Premier League. Ralf Rangnick powiedział kiedyś, że w maszynie najbardziej podoba mu się to, iż pozwala piłkarzom odtworzyć i przeanalizować kluczowe momenty poprzednich spotkań. Dzięki temu wiedzą, jaką następnym razem podjąć decyzję. – To jak granie na PlayStation, tyle że własnymi stopami. Piłkarze uwielbiają całą zabawę. Trudno ich od tego oderwać – opowiadał Rangnick.

KLUB JO-JO

Twórcy Soccer Bota uważają, że w każdym zawodniku drzemie coś, czego nigdy wcześniej nie był w stanie uwolnić. I w tym ma im pomóc technologia.

Norwich City ma jeszcze jeden ważny cel: stabilizację. Od lat na Kanarki mówi się „klub jo-jo”. Ciągłe spadki i awanse, bycie za mocnym na Championship, by po chwili okazać się zbyt słabym na elitę. Dlatego szukają wsparcia.

Jeśli awansują w tym sezonie do Premier League, sama maszyna nie uratuje ich później przed degradacją, to oczywiste. Jednak Weber wierzy, że inwestycje w infrastrukturę pomogą. – Niektórzy ludzie pytają: „dlaczego wydajecie 2 miliony funtów na siłownię? Kupcie za to napastnika, a na pewno zwiększy to szanse na zwycięstwo w kolejny weekend”. Okej, mają pewnie rację, ale ta drużyna będzie tutaj zawsze, a urządzenia mogą pozwolić wytrenować więcej napastników, niż możesz kupić za dwa miliony – tłumaczy dyrektor Norwich.

Na Carrow Road piłkarze od siódmego roku życia są uczeni tego samego stylu, jaki ma prezentować seniorski zespół. Grać do przodu, kłaść nacisk na utrzymanie się przy piłce. Być efektownym i efektywnym. W tekście w „Financial Timesie” można przeczytać, że młodzieżowe zespoły muszą grać dwójką napastników, a cytowany przez dziennikarza gazety Weber mówi: – Napastnicy są jak złoty pył. Jesli potrafimy stworzyć własny, z czasem pozwoli nam to zaoszczędzić miliony funtów.

To już się dzieje – w ciągu trzech ostatnich lat klub zarobił 80 milionów funtów na sprzedaży trzech graczy: Jamesa Maddisona, dziś gwiazdy Leicester City, Jamala Lewisa do Newcastle United i Bena Godfreya do Evertonu.

Nie każdy jest jednak na sprzedaż. Gdy Barcelona chciała pozyskać Maxa Aaronsa, noszącego w drużynie Norwich przydomek „Dani Alves”, usłyszała: „nie”. Klub wiedział, że bez 21-latka nie da rady awansować do Premier League. A zarobek z tego tytułu może wynieść około 170 mln funtów. To dużo więcej niż oferta z Katalonii.

Podziel się lub zapisz
Czasem pisze – w poniedziałki Futbolowa Gorączka, a w piątki Tygodniówka na newonce.sport, a czasem gada – w poniedziałki w Kick Off, w czwartki w Futbol i Cała Reszta w newonce.radio. Liga angielska jest najlepsza na świecie. Amen.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.