Masowe powroty do Ekstraklasy. 11 piłkarzy, którzy po epizodzie zagranicą znowu zagrają w Polsce

Zobacz również:CENTROSTRZAŁ #3. Odwaga pionierów. O nieoczywistych kierunkach transferowych
Barry Douglas - Lech Poznań
Fot. Piotr Kucza / 400mm.pl

Masowe powroty piłkarzy do Ekstraklasy nie są niczym nowym i zaskakującym. Polskie kluby od dłuższego czasu pozycjonują się jako bezpieczne przystanie, przy których w każdej chwili zacumować może przykładowy Dominik Furman. Jeszcze się sezon nie rozpoczął, a już możemy skompletować jedenastkę o nazwie FC Powroty. Hitem z ostatnich godzin jest transfer Damiana Kądziora do Piasta Gliwice.

W poprzednim sezonie podobnych powrotów było jedenaście. Pozytywne jest to, że nie wszyscy przyjechali do Polski odcinać kupony, bo przecież Jakub Świerczok, Michał Kucharczyk i Bartosz Kapustka byli ważnymi postaciami swoich zespołów. Teraz też znajdziemy kilku kandydatów na potencjalne gwiazdy, choć samo zjawisko wehikułu czasu może lekko niepokoić. Wystarczy spojrzeć na Daniego Quintanę i Michała Pazdana w Białymstoku, by znowu poczuć się jak w 2013 roku. A przecież od tego czasu minęło osiem lat.

Plusem jest to, że wielu z tych graczy nie zaniży poziomu. Dużym atutem jest sama siła ich nazwisk, ponieważ tak już jest, że lubimy charakterystycznych, dobrze znanych nam bohaterów. Pewnie na siłę kolejną zaletą jest ich doświadczenie i to, że młodzi będą mieli się od kogo uczyć.

Trudno jednak też nie obejrzeć drugiej strony medalu i nie zauważyć, że polskie kluby działają w warunkach mocno ograniczonych. Ich nie stać na pozyskanie gracza wybijającego się w średniej lidze, co najwyżej mogą zrobić spacer do second handu i poprzebierać w grupie, której krzywa formy właśnie zaczęła iść w dół. Mamy więc mnóstwo piłkarzy ze świadomością, że wielkiego skoku w karierze już nie zrobią, ale na szczęście zawsze mogą zapukać do Polski. Tutaj drzwi cały czas są dla nich otwarte.

1
Dani Quintana

Patrząc na Quintanę, wciąż mamy w głowie piękne asysty i gole. Problem w tym, że czas nie stoi w miejscu i Hiszpanowi wiosną stuknęły 34 lata. Nie ma już sensu rozpamiętywać sezonu 2013/2014, gdy w Ekstraklasie miał 15 goli i 12 asyst. Ostatni mecz rozegrał w Chinach w listopadzie, kilka miesięcy bujał się bez klubu, teraz będzie chciał w ekspresowym trybie dojść do formy, choć na dobrą sprawę szuka jej od 3-4 lat. Jeśli znowu odpali w Polsce, dostaniemy jasny sygnał, że poprzeczka w naszej lidze wisi jeszcze niżej niż sądziliśmy.

2
Barry Douglas

Bardzo dobry ruch Lecha, który bierze piłkarza ze świetnie ułożoną lewą nogą, z dużym zagranicznym doświadczeniem i pewnością, że w wieku 31 lat nie przyjeżdża tu tylko po to, by sobie na koniec kariery dorobić. Douglas pięć lat temu wyjeżdzał z Polski jako wyróżniający się graczy Ekstraklasy, szybko przedostał się z Turcji do Anglii, a tam zaliczył dwa awanse do Premier League, w tym jeden pod wodzą Marcelo Bielsy. Wiadomo, że to nie jest już gracz jak z sezonu 2017/2018, gdy w Wolverhampton strzelił 5 goli i zaliczył 14 asyst. Ale wciąż drzemie w nim duża jakość, liczbowo też powinien wypaść lepiej niż Tymoteusz Puchacz (1 gol i 2 asysty w poprzednim sezonie Ekstraklasy).

3
Piotr Parzyszek

Nie podbił Serie B. Pięć goli we Frosinone sprawiło, że klub lekką ręką rzucił go na wypożyczenie do Pogoni Szczecin. Parzyszek po roku wraca więc do Ekstraklasy, ale wygląda to na sensowny ruch z obu stron, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że 27-latek wcześniej zbudował sobie wizerunek solidnego, ligowego snajpera. To on najpierw dołożył cegiełkę do mistrzostwa Piasta Gliwice, a sezon później był po Jarosławie Niezgodzie drugim najlepszym napastnikiem Ekstraklasy. Dzisiaj ma rozwiązać problem ataku Pogoni, która po odejściu Adama Buksy zimą 2019 roku wciąż szuka typowego człowieka do finalizowania akcji.

4
Michał Pazdan

Często się ostatnio mówi, że w Białymstoku najbardziej lubią te piosenki, które już znają. Tak było wcześniej z Fiodorem Cernychem, tak też jest teraz z trenerem Ireneuszem Mamrotem, Quintaną i Pazdanem. Ten ostatni przez dwa i pół roku w Turcji rozegrał 60 meczów. Często łapał kontuzje, pożegnał się z reprezentacją, by na koniec spaść z ligi. Nie jest to już dawno gracz, którego znaliśmy z Euro 2016. Ale też nie ma co robić z niego gościa, co przyszedł odcinać kupony. W Polsce wciąż może być co najmniej solidnym ligowcem.

5
Dominik Furman

Nie ma szczęścia do zagranicznych przygód. Tuluza, Hellas Verona, teraz Genclerbirligi — wszędzie odbił się od ściany, co jest o tyle smutne, że na polskim podwórku zwykle dawał radę. Furman potrafi wyróżnić się techniką, dobrym przerzutem albo strzałem. Gdyby spojrzeć na jego cztery ostatnie sezony w Wiśle Płock, to w każdym notował przyzwoite liczby, dostał nawet powołanie od Jerzego Brzęczka i nawet nikt nie odważył się tego krytykować, choć — jak to z Brzęczkiem — krytykowano niemal wszystko. Furman wraca teraz do klubu, który zna, w którym czuje się dobrze i w którym ma ciekawe otoczenie, bo przecież w środku obok niego mogą grać Mateusz Szwoch albo Rafał Wolski.

Mówiąc o powrotach, odnotujmy jeszcze Marko Kolara w Wiśle Płock. Chorwat dwa lata temu potrafił strzelić 12 goli w Wiśle Kraków, rok spędził w holenderskim Emmen, a teraz znowu przywita się z Ekstraklasą.

6
Radosław Murawski

Transfer zaklepany już zimą, ale dopiero teraz wejdzie w życie i jest pozytywną informacją dla kibiców Lecha. Murawski po wyjeździe z Piasta Gliwice w 2017 roku rozegrał dwa sezony w Palermo i dwa w Denizlisporze, za każdym razem będąc pewnym ogniwem. Nie jest więc tak, że w wieku 27 lat wraca do Ekstraklasy z podkulonym ogonem. Jego nieszczęściem jest to, że z Palermo nie awansował do Serie A, natomiast w Turcji trafił do klubu ograniczonego finansowo, o którym sam mówił, że w pewnym momencie mnóstwo rzeczy zaczęło go przytłaczać. Dzisiaj znowu może odetchnąć, na pewno jest lepszy piłkarsko, przestał być typową “szóstką”, gra dużo bardziej ofensywnie, co powinno Lechowi otworzyć nowe możliwości.

7
Artur Sobiech

Już w maju było wiadomo, że nie przedłuży umowy z tureckim Fatih Karagümrük SK. Ostatni sezon zakończył z 9 golami, czyli o 5 więcej niż choćby Lukas Podolski w Antalyasporze. Lepszy w drużynie ósmej drużyny Superligi był tylko Senegalczyk Alassane Ndao, co pokazuje, że Sobiech wciąż ma jeszcze dużo do zaoferowania. 31-latek podpisał dwuletnią umowę z Lechem Poznań, który ostatnio całkiem mocno uruchomił wehikuł czasu. Poza Douglasem klub sondował też powroty Dawida Kownackiego, Marcina Kamińskiego i Gergo Lovrencsicsa.

8
Janusz Gol

Ostatni rok spędził w Dinamie Bukareszt, prochu nie wymyślił, ale też cały klub pogrążony był w chaosie, mając poważne problemy finansowe, stąd też błyskawiczna decyzja, by wrócić do Polski. Gol mimo 35 lat ciągle ma markę solidnego środkowego pomocnika. Przez chwilę mówiło się, że może trafić do Widzewa, ostatecznie dogadał się z Górnikiem Łęczna. Dla beniaminka to duże wzmocnienie — bierze piłkarza z prawie 200 występami w Ekstraklasie i z pięcioma sezonami w Rosji w CV. Gol zanim jeszcze znalazł się na aucie w Cracovii imponował doskonałym ustawianiem się i spokojem w rozegraniu.

9
Grzegorz Sandomierski

Przez jakiś czas żartowano, że tak dużo jest w Ekstraklasie powrotów, że można by stworzyć z niej jedenastkę, ale najpierw trzeba poczekać na bramkarza. Oczywiście kilka dni później ten sam się znalazł — mianowicie Grzegorz Sandomierski podpisał umowę z Górnikiem Zabrze. To już drugi raz, gdy 31-latek wraca do Polski. Wcześniej nie podbił Genku, Blackburn i Dinamo Zagrzeb, teraz na minus zaliczy dwa lata w rumuńskim Cluj. Zagrał tam w sumie 14 raz we wszystkich rozgrywkach, odhaczając co prawda mistrzostwo, ale zawsze będąc jednak tym drugim. W Zabrzu o bluzę nr 1 powalczy z 22-letnim Danielem Bielicą.

10
Adam Hlousek

Dziwnie ułożyły się jego losy po odejściu z Legii. W Viktorii Pilzno usiadł na ławce, grając w zaledwie 18 meczach, a potem podpisał umowę z Kaiserslautern — klubem uznanym, aczkolwiek obecnie grającym w trzeciej lidze. Teraz wraca do Polski, w wieku 32 lat, z mniejszym statusem i mniejszym klubem, bo umowę podpisał z Termalicą. Wstydu raczej nie przyniesie, powinien być kluczową postacią drużyny, wcześniej mocno zabiegał o niego Górnik Łęczna.

11
Damian Kądzior

Jeden z największych hitów transferowych w Ekstraklasie. Przez długi czas wydawało się, że Kądzior trafi do Lecha, ale podobno Maciej Skorża nie miał przekonania co do tego ruchu, więc na ostatniej prostej włączył się Piast Gliwice. To może być wzmocnienie podobnego do tego, jakim rok temu okazał się Jakub Świerczok. Kądzior ma 29 lat, jeszcze rok temu w Dynamie Zagrzeb potrafił wykręcić 10 goli i 10 asyst. Gdzieś to się wszystko posypało dopiero ostatnio, w ciągu jednego sezonu, gdy nie przebił się w Eibar, a potem, choćby z powodu kontuzji kostki, powoli wracał do formy na wypożyczeniu w Antalyasporze. Dzisiaj ma wszystko, by przypomnieć jakimi umiejętnościami dysponuje.

Podziel się lub zapisz
Żebrak pięknej gry, pożeracz treści, uwielbiający zaglądać tam, gdzie inni nie potrafią, albo im się nie chce. Futbol polski, angielski, francuski. Piszę, bo lubię. Autor reportaży w Canal+.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.