Marzenie o małej Holandii. Adrian Gula w opowieści o piłkarskich ideałach (WYWIAD)

Zobacz również:CENTROSTRZAŁ #3. Odwaga pionierów. O nieoczywistych kierunkach transferowych
Wisła Kraków
Grzegorz Radtke/400mm

Co zobaczył w Stanislavie Lobotce i czego nauczył Milana Skriniara? Co kontuzjowani gracze musieli u niego robić w trakcie treningów? Dlaczego każdą wolną chwilę spędzał w Amsterdamie? I jak wpłynął na niego szef, który grał z Johannem Cruyffem? Trener Wisły Kraków opowiada, dlaczego uważa, że w piłkę powinno się grać po holendersku.

MICHAŁ TRELA: Całą karierę piłkarską spędził pan na Słowacji lub w Czechach, nawet nie w największych klubach. Jak więc wyrobił pan w sobie tak silne przekonanie, że w futbol należy grać akurat po holendersku: mając wysokie posiadanie piłki, próbując dominować, niezależnie od okoliczności.

ADRIAN GULA: - Pierwsze idee ofensywne miałem już jako piłkarz, bo kochałem atakować, ale pracować w defensywie już niekoniecznie. Chciałem, żeby moja drużyna cały czas miała piłkę, bo wtedy nie trzeba było myśleć, co zrobić, by ją odzyskać. Jednak najlepszą szkołą ofensywnej piłki była praca w Trenczynie, gdzie miałem kontakt z dyrektorem technicznym z Holandii oraz właścicielem klubu, który przez siedem lat grał w Ajaksie z Johannem Cruyffem, zdobywając mistrzostwa Holandii. Wykorzystałem jego kontakty ze wszystkich możliwych stron. Każdą wolną chwilę spędzałem w Amsterdamie. Rozmawiałem z Markiem Overmarsem, sztabem Franka De Boera, oglądałem treningi różnych grup Ajaksu i z czasem coraz bardziej zmieniałem optykę na piłkę nożną.

Podziel się lub zapisz
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który o Bayernie Monachium pisze tak samo często, jak o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Szuka w Ekstraklasie śladów normalności. Czyli Bundesligi. W newonce.sport autor sobotniego cyklu Z nogą w głowie i poniedziałkowej rubryki Centrostrzał.