Zysk na wiele lat i ważna postać od pierwszego dnia. Co Jadon Sancho wniesie do Manchesteru United?

Zobacz również:Najbardziej romantyczny beniaminek od czasów Newcastle Keegana. Czy Leeds zderzy się ze ścianą?
Jadon Sancho
Fot. Friedemann Vogel/Pool via Getty Images

Ta saga trwała przez okrągły rok, ale w końcu ma swoje szczęśliwe zakończenie. Właściwie już kilka tygodni temu w czasie Euro 2020 dowiedzieliśmy się, że Jadon Sancho trafi do Manchesteru United i czekaliśmy jedynie na oficjalne potwierdzenie tego transferu. Kibice dostali je w piątek, w sam raz na przyjemne rozpoczęcie weekendu. Sancho przychodzi z jednej strony jako piłkarz z potencjałem, który o sile drużyny ma stanowić przez kolejną dekadę – w końcu mowa o 21-latku – ale z drugiej będzie mierzył się z oczekiwaniami od pierwszego dnia.

Gdy rok temu temat przejścia Jadona Sancho na Old Trafford upadał, czuło się, że tak się to nie skończy. Przez całe lato karmieni byliśmy różnymi doniesieniami o tym, że ktoś się z kimś porozumiał, że Manchester United i Borussia Dortmund nie potrafią znaleźć kompromisu w kwestii ceny i o następujących co chwilę zwrotach akcji. Cały czas coś było na rzeczy, ale o niepowodzeniu zadecydowały pewne różnice.

Drogi Sancho i MU rozeszły się na rok i temat zszedł na dalszy plan, ale w ciszy rozmowy trwały dalej. W końcu na początku lipca ze zgrupowania reprezentacji Anglii na Euro przyszły wieści, że transfer się w końcu dokona. Wszystkie strony doszły do porozumienia i Sancho miał tylko dokończyć formalności po turnieju. Przedłużone wyczekiwanie skończyło się dopiero w piątek i dostaliśmy hit transferowy tego lata w Premier League.

Przejście 21-latka do Manchesteru United ma potencjał, by zmienić w lidze angielskiej zasady gry – zarówno w tym sezonie, jak i na dłuższym dystansie. Patrząc na cyferki, można też stwierdzić, że klub z Old Trafford zrobił tu złoty interes. Wszystkie doniesienia medialne informują o 73 milionach funtów, a to około 30 milionów mniej niż żądania Borussii Dortmund sprzed roku.

Manchester United nie dość, że zaoszczędził, to zyskał o rok dojrzalszego zawodnika po kolejnym udanym sezonie w BVB (udział przy 20 golach w Bundeslidze i przy 36, licząc wszystkie rozgrywki). Wiemy doskonale, że dziś w piłce kwoty transferowe winduje potencjał, a ten u Sancho nie jest mniejszy niż przed rokiem. Mimo tego kwota się obniżyła. Biorąc pod uwagę, że Manchester United widzi w nim lidera na wiele lat, to 73 miliony funtów są tu wręcz promocją.

Czerwone Diabły sprowadzają diament wciąż wymagający jeszcze oszlifowania, ale przy okazji już zawodnika gotowego do gry na najwyższym poziomie i z doświadczeniem. Sancho był jednym z pierwszych młodych Anglików, którzy zaczęli opuszczać ojczyznę i szukać szans w innych ligach. Pep Guardiola narzekał, że choć robił kilka lat temu wszystko, co w jego mocy, by przekonać Sancho do pozostania w Manchesterze City, ten wolał iść do Borussii i szybciej się rozwijać.

Jadon Sancho
Fot. Martin Meissner/Pool via Getty Images

Fala wychowanków z Premier League mocno zalała wówczas właśnie Bundesligę, gdzie skrzydłowy trafił przed sezonem 2017/18 jako 17-latek i przez ten czas niesamowicie się rozwinął. Mowa dziś o 21-letnim piłkarzu, który wystąpił 137 razy w Borussii Dortmund, regularnie grał w Lidze Mistrzów (21 spotkań) i osiągał znakomite liczby. Nic dziwnego, że Manchester United nalegał tak mocno na ten transfer już rok temu – Sancho był wówczas świeżo po sezonie 2019/20, w którym dobił do granicy 20 goli i 20 asyst we wszystkich rozgrywkach.

W minionym było niewiele gorzej. Liczby Anglika wyglądają dobrze nie tylko na tle klubowych kolegów czy rywali w Bundeslidze. W pięciu czołowych ligach Europy od początku sezonu 2018/19 więcej asyst od Anglika uzbierali tylko Thomas Müller oraz Lionel Messi. Ze wszystkich angielskich piłkarzy w tym okresie Sancho miał udział przy 78 bramkach – to najlepszy wynik wraz z Harrym Kane'em – a gola lub asystę zaliczał średnio co 87 minut, co również daje mu pierwsze miejsce.

To wszystko sprawia, że oczekiwania wobec Sancho będą duże od samego początku. To czwarty najdroższy transfer w historii Manchesteru United i jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, klub zyska prawdziwego lidera na lata. Jednocześnie w przypadku tego transferu odpada konieczność aklimatyzacji w nowym kraju, dlatego kibice wierzą w to, że ich nowa gwiazda błyszczeć będzie od razu.

Sancho ma zająć miejsce na prawym skrzydle w systemie Ole Gunnara Solskjaera, który najczęściej wybiera ustawienie 4-2-3-1. Młody Anglik ma jednak tę zaletę, że jest bardziej wszechstronny. Owszem, w Borussii więcej występów uzbierał na prawej stronie, ale w ostatnim sezonie częściej grał z lewej. Zdarzało się jednak, że wychodził w ataku albo jako dziesiątka – Solskjaer ma więc swobodę w kombinowaniu.

To dobra wiadomość, bo w Manchesterze United są jeszcze inni uniwersalni piłkarze ofensywni. Marcus Rashford może grać na środku ataku, choć ostatnio przywykł do lewej strony i wydaje się, że tam sprawdza się lepiej. Na obu skrzydłach oraz na dziewiątce może występować Mason Greenwood. Jest też Anthony Martial – opcja i na szpicę, i na boki. Klasycznym napastnikiem pozostaje doświadczony Edinson Cavani, który wnosił mnóstwo dodatkowej wartości do drużyny. Taki front po przyjściu Sancho prezentuje się już naprawdę godnie.

To zestaw na już, a jednocześnie bardzo perspektywiczny. Rashford, Greenwood i Sancho mają kolejno 23, 19 i 21 lat i z miejsca staną się tercetem ofensywnym z największym potencjałem w całej Premier League. Wspomagani sprawdzonym weteranem jak Cavani i Martialem (choć przekonamy się, czy on w MU zostanie), gwarantują siłę rażenia, która ma w końcu przełożyć się tytuły. W ciągu ostatnich kilku sezonów Czerwone Diabły zrobiły duży postęp, ale wymagania wobec Solskjaera będą tylko rosły. Na Old Trafford zbyt długo czekają na trofeum. Norweg przy okazji podpisał nowy kontrakt do 2024 roku i ma popychać ten młody zespół do przodu i w końcu zacząć zapełniać gablotę.

Celem na ten sezon musi być w Manchesterze United realna walka o mistrzostwo Anglii – szczególnie, że przyjście Sancho ma nie być końcem zbrojeń. Na ostatniej prostej ma być rzekomo transfer Raphaela Varane'a z Realu Madryt, bo nie ma tajemnicy w tym, że potrzebny jest klasowy stoper. Jednocześnie pojawiają się plotki o nowym pomocniku i tu przewija się inny młody gracz, który już zdążył zachwycić świat, czyli Edouard Camavinga. Dokładając do tego Harry'ego Maguire'a, Bruno Fernandesa, Luke'a Shawa, Paula Pogbę, Aarona Wan-Bissakę, Scotta McTominaya i wspomnianą już linią ofensywną, można powiedzieć, że Czerwone Diabły dysponowałyby najsilniejszą kadrą od lat.

Sancho gwarantuje Solskjaerowi uniwersalność, skuteczność, kreatywność i potencjał do dalszego wzrostu. Na Old Trafford nie chcą już oglądać pleców Manchesteru City i zmniejszyć stratę ma były zawodnik lokalnego rywala, a to, że udało się go podebrać, to również wyraźny sygnał. Dziś Sancho wraca do Premier League, choć za drugą stronę barykady w Manchesterze, jako piłkarz z wyrobioną marką.

Przekonamy się, czy Anglik będzie game-changerem w kwestii walki o mistrzostwo, jednak wydaje się, że jest idealnym uosobieniem tego, w jakim kierunku powinien iść Manchester United – piłkarzem z dużym potencjałem i głodem sukcesów, ale gotowym do dużych rzeczy już teraz. Nikt nie dopuszcza do siebie myśli, że to połączenie nie wypali.

Podziel się lub zapisz
Futbol angielski i... amerykański. Przez cały rok na okrągło żyje wydarzeniami w Premier League, której mecze komentuje w Canal+, oraz NFL. Usłyszycie go w również audycjach Kick Off i NFL Po Godzinach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.